NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2026-03-06, piątek
Tagi:  muza, nostalgia     
___________________________________

Z powodu osaczenia przez zdziczałe odtwarzacze, przeważnie lecące przypadkowo przez dziwne zasoby, wpadam okazyjnie na nieco zapomniane acz genialne kawałki. Ostatnio było jakieś spiętrzenie rzeczonych utworów, stąd ulęgła się notka geriatryczna.

Nie idzie mi tylko o dobroć tej twórczości w sensie muzycznym czy "kultowości", ale w różnych prywatnych sensach i emocjach, stąd jest to zapis raczej w duchu innej notki sprzed dekady, niż tylko "co mi się podoba" albo "czego przeważnie słucham".

Inne kwestie, w których zorientowałem się dopiero pisząc notkę (pożytki z bloga): wszystkie te kawałki są z płyt, które tak ogólnie mają dla mnie wyjątkowo duże stężenie dobroci... Oraz że wszystkie przypadkowo są "romantycznymi piosenkami o miłości i związkach"; ale dla bardzo specyficznych znaczeń "romantyczny", "miłość" i "związek".




Madonna, "Falling Free" (MDNA)

Rozpływałem się nad "Falling Free" zaraz po premierze płyty MDNA (ale że 14 lat temu?? odmawiam!) i nadal "tak mu zostało". Ostatnio kiedy player zarzucił ten utwór, miałem znowu wzrusz jakie to wielostronne piękno i dobro. Oraz poszedłem po latach sprawdzić, czy ten utwór to raczej apostrofa do jej dziecka, czy do Guy'a Ritchie (jednak do Guy'a, na tle ich rozwodu parę lat wcześniej). A otwierające "When I move a certain way, I feel an ache I'd kept at bay" odbiera się nieco inaczej, kiedy się jest w ówczesnym wieku Madonny; i nie mam na myśli tylko poodbijania fizycznego, ale też emocjonalne i umysłowe.



Florence + the Machine, "No Light, No Light" (Ceremonials)

(Nadal nie było porządnej notki o Florce i Maszynie pomiędzy 60 o muzyce, hańba mi; ale przez dekady rozrzuciłem po blogu mnóstwo wzmianek i zajawek o nich, więc czuję się nieco rozgrzeszony.)

Niedawno (w końcu 2025) wyszła ostatnia płyta Florki i spółki "Everybody Scream", niezła, bo F+tM nie miewają złych płyt, ale jednak moją ulubioną pozostaje "Ceremonials" (też "niedawna", zaledwie 15 lat, jak "MDNA" powyżej...). Parę kawałków z "Ceremonials" rządzi i panuje, ale numero uno jednak pozostaje powyższy "No Light, No Light", z wielu emocjonujących emocjonalnych powodów.

Skądinąd, kiedy ostatnio odtwarzacz zarzucił to, jw. poszedłem sprawdzić coś tam z tekstu, i przy okazji poznałem historyjkę powstania utworu. Jak mówi Florence:

Poszliśmy na urodzinową balangę Roba [członka zespołu] do całonocnej knajpy "Midnights" w Brukseli. Po tej zabawnej restauracji pojechaliśmy naszym busem dalej w trasę [koncertową], wszyscy nieco pijani, i mieliśmy "Hej, napiszmy piosenkę!". I nagrywaliśmy w czasie jazdy, a za podkład basowy, który słychać w intro, robił autobus. I dojechaliśmy do Amsterdamu, "Trzeba oblać tę piosenkę! Znajdziemy jakiś bar, który serwuje alko o 7 rano! Lecimy!". I pokłusowaliśmy przez Amsterdam i znaleźliśmy jakiś bar, który miał tylko Midori [likier Suntory]. Z tymi jasnozielonymi szklanami ja i Isa [z zespołu] wyglądałyśmy jak dwie zwariowane babcie.

Może alko bywa problemem, dla Florki też, ale jak rany, od takich opowiastek o kreatywności Prawdziwych Artystów (R) mam "WTF?" i posysam kciuk siedząc w kąciku grafomana.

Z jeszcze innej beczki, chyba Florka i Maszyna to był ostatni profesjonalny koncert na jakim byłem, w 2019 gdzieś tak około 2018, jeszcze w Szkocji. I zaprawdę powiadam wam, mało co przebija na moim fajnometrze obrazek, kiedy pod zamkiem Edynburg, przed sceną Ross Bandstand w dolinie the Mound, tłumek skacze do Florki "Ship to Wreck", GDY NAGLE jako jej wsparcie basowe nad sercem Edynburga przelatuje para Eurofighterów. Nie mówię, że piloci se skoordynowali przelot z oglądaniem koncertu z myśliwców, ale jest to całkiem możliwe...



Deine Lakaien, "Kiss" (White Lies)

Płytka "Kasmodiah" był dla nas pierwsza i w ogóle, ale "White Lies" w 2002 dostarczyła rurociągiem, Daine Lakaien kręciło się we wszystkich moich głośnikach (o nich akurat miałem muzyczną notkę, numer 6 z 60...). A z "White Lies" najbardziej zakręconą i ukochaną była i nadal jest przedziwna szanta o, hm, miłości, powyższe "Kiss".

Zaraz, nie wiem dlaczego piszę w czasie przeszłym, przecież Daine Lakaien nadal kręci mi się ciągle po odtwarzaczach, przez ćwierć wieku, i nie ma zamiaru przestać.

Skądinąd, "Kiss" jest też doskonała do sprawdzania ludzi twierdzących "słucham najróżniejszej muzy, możesz puścić co chcesz!". Okej, dyżurnym wykidajłą na moich playlistach, który w tym momencie wstaje z krzesełka i robi chrup-chrup łapskami, zanim przy... delikwentowi, pozostaje oczywiście Rammstein; ale w wersji bez łamania konwencji praw człowieka i szczególniej wobec szprechających dobrze po angielsku, "Kiss" jest jeszcze "zabawniejsze", bo niby nic takiego, a ludziom wybuchają mózgi.



Rea Garvey, "March On" (Pride)

O Rea też nie miałem oddzielnej notki, naprawdę hańba mi. Jego wiele płytek obraca się w naszych CDkach i sieciach, od dekad.

Najdziwniejszą, w pewnym sensie najbardziej zakręconą i zwracającą moją uwagę była piosenka "March On", niby zwykły rockowy hymn-marsz, ale z tym tekstem i konotacjami, proszę wstać. Chyba jest to "naturalistyczny" tekst o kimś znajomy Rea, kto nie wyszedł z ciężkich narkotyków; chyba nigdy nie grał tego na żywo i w ogóle wypierał ten utwór, jeszcze w 2018 nie sposób było go znaleźć w sieci. Ale pewnie po latach "wszystko przemija" i jak wyżej, jest oficjalnie na jutubie, razem z całą niezłą płytą "Pride".



Nosowska, "O papierkach" (Puk Puk)

Najstarsze "wejście" na tej krótkiej liście kawałków dla mnie dziwnych i dziwnie emocjonalnych. Oraz o Kasi Nosowskiej i Hey też nie miałem notki... jednak głupi jestem jak coś głupiego, przecież jesteśmy fanami Kasi od zawsze i na zawsze.

Ale kontekst, kontekst pamięci i umysłu rządzi i panuje.

Gdyż pomijając, że jest praktycznie naszą rówieśnicą, dostarcza teksty i muzykę które nam miłe, a jej debiutancka solowa "Puk puk" była genialnym polskim trip-hopem (kiedy nie wiedziałem, co to trip-hop i że pokocham go za parę lat), to co innego słuchać sobie niezłego kawałka w wygodnym 2026, a co innego kiedy ten kawałek leciał w 1996. Nocą, w nieco wykończonym pierwszym domu, postawionym "temy rencamy", żeby żona i dzieci mogły spokojnie spać za ścianą. A ja w wieku 25 lat mogłem cicho słuchać, w końcu znowu z jakiegoś normalniejszego sprzętu i z CD, Nosowskiej (walczącej wtedy skutecznie z silną konkurencją, akurat jakoś naraz kupiliśmy "Puk puk", "Voices" Vangelisa i "Memory of Trees" Enyi...). I nie szło/idzie tylko o to, że te kawałki to nasze wspólne post-PRL "dziedzictwo", bo gdzie ja, a gdzie Kasia, ale o znacznie większe siatki skojarzeń.

Cała "Puk puk" to piękno i dobro, ale chyba największe to powyższe "O papierkach"; nie daje się zignorować, kiedy martwy odtwarzać podrzuca po 30 latach tak żywe piosenki.





zz_top
Fri, 6 Mar 2026 10:42:34
"Kiss" zajefajne. Choć mimo przeczytania tekstu 3 razy nadal nie bardzo rozumiem o czym to ;-) Reszta to nie moje porno, pioseniunie kociaczkowo-pluszyste.
Moje ostatnie odkrycie to Twelve Foot Ninja - młodziaki z Australii, które gotują taki gulasz muzyczny, że mi bezpieczniki w mózgu wywala. Założyłem mocniejsze 16A, już nie spadają, ale uszy czerwone się robią od słuchania :-) Poleca się:
https://www.youtube.com/watch?v=-ST85Sui43Q&list=RD-ST85Sui43Q&start_radio=1

Codiac
Fri, 6 Mar 2026 13:00:59
Większości nie będę komentował, bo albo nie moje klimaty, albo się nie znam. Ale do jednego fragmentu się odniosę - Nie mogę słuchać Nosowskiej! Nie oceniam jej tutaj jako tekściarki czy kompozytorki, może i robi dobrą robotę, ale jako piosenkarka jest słaba.

Przepraszam, ale Nosowska jest w śpiewaniu jak mój Spark wśród samochodów - jakoś się toczy i dociera tam gdzie chcę, więc mi wystarcza, ale nie ma co mieć złudzeń i porównywać go do czegoś lepszego. A lepszego jest sporo.
Ma zero emisji głosu, jej jedyną "sztuczką" jest ta chrypka, która wystarcza na jeden czy drugi kawałek. Wszystko w jej wykonaniu brzmi płasko, jakby sobie zawodziła przy ognisku.

Rozumiem sentyment, każdy ma jakieś swoje ulubione rzeczy, wspomnienia i skojarzenia.

To może i byłyby niezłe kawałki. Gdyby zaśpiewał je ktoś inny. Ktokolwiek kto wie do czego służy głos i jak nim operować. Enyi mogłaby najwyżej buty wiązać, a i to nie jestem pewien.

Boni avatar Boni
Fri, 6 Mar 2026 21:06:17
@zz_top

Jakby to oględnie wyrazić... jeśli nie rozumiesz tekstu "Kiss" (a raczej co jest nie tak z muzą i/lub tekstem "Kiss"), albo pozostałe kawałki wydają ci się kociaczkowo-pluszyste, to proponowałbym "zwiększyć kompetencje w zakresie języka angielskiego, ze szczególnym uwzględnieniem poezji". A nie, czekaj, "O papierkach" jest po polsku... to nie wiem, co ci poradzić. ;P

@TFN

Kiedyś chyba wpadłem na to przypadkiem, ale nie jestem fanem aż takich mashupów w aż takich dawkach.


@Codiac, Nosowska

Aha, IMHO w skrócie a) ustawiasz malowniczego chochoła (ktoś poza tobą uznaje albo nie piosenkarki trip-hop czy alternatywy czy rockowe wg "czy ładnie śpiewa"? ale kto??) b) uprawiasz krytykę "to nie jest film jaki chciałbym obejrzeć, więc to jest zły film", taka krytyka artystyczna jest inwalidą c) zdaje się znasz twórczość Kasi bardzo po łebkach, skoro coś bredzisz o "emisji głosu" itp., polecam zastanowić się nad jej "zawodzeniem przy ognisku" i "emisją głosu" słuchając np. "O tobie?" z puk.puk d) nie odróżniasz "piosenkarki" od "wokalistki" czy "śpiewaczki", hańba ci! e) ciętą ripostę ma dla ciebie Kasia i Kazik, skądinąd też z 1996: piosenka Zoil, a na końcu trafia cię kapeć!

Inaczej mówiąc, nie oczekuj serio riposty na wylewanie twoich dziwnych idiosynkrazji na cudzych blogach.

zz_top
Sat, 7 Mar 2026 14:39:30
@Kiss
Ale że sugerujesz, że nie sprawdziłem w paru miejscach o czym to niby jest według zaffcuf? Może faktycznie umknęło mi coś oprócz mętnych aluzji o morderstwie z miłości, więc sprawdziłem to dokładniej zanim napisałem pierwszego posta. I sorrki, ale nie ma tam wiele więcej. Muzycznie fajny kawałek, ale jeśli to dla ciebie jest fajna poezja to kondolencje...
Generalnie to zarówno w przypadku tego utworu jak i pozostałych (Nosowska zwłaszcza) ty zdaje się mieszasz swoje wspomnienia i emocje z rzekomą "dobrocią" tych tekstów i ich przekazu. Ale co mi do tego w zasadzie ..

Boni avatar Boni
Sat, 7 Mar 2026 15:28:15
@zz_top

Najwyraźniej przeoczyłeś drugi akapit notki: "Nie idzie mi tylko o dobroć tej twórczości w sensie muzycznym czy "kultowości", ale w różnych prywatnych sensach i emocjach".

I skąd te seryjne ustawianie chochołów, czy ja gdzieś napisałem w notce, że to są bardzo dobre teksty, albo że Nosowska jest świetną wokalistką? Prosiłbym się ew. odnosić do tematu notki, dla wrzutek "a mnie podoba się XYZ" albo "a ja wolę lepsze wokalistki" macie przecież fejsbuki czy Xy. Wolałbym raczej w temacie, np. o podzielenie się, jakie są wasze NIEKONIECZNIE DOBRE CZY "KULTOWE" ale ważne/ciekawe kawałki w sensie emocji i pamięci, takie które wracają czy "przetrwały" dekady. A nie wykazywanie mi, że mam marny gust muzyczny (to wiadomo doskonale po tych 60 notkach), albo że wy macie o tyle lepszy, spoko, wierzę wam, macie wkoło lepsze teksty i nawet je rozumiecie, albo lepsze wokalistki, bez chrypki. Wiecie, to że każdy człowiek ma jakąś "lepszą muzę" niż moja, bo jego ulubioną, to dość trywialne.

Z innej beczki, bliższej notce niż komentarzom. Wyciągnąłem na chybił trafił 4 CD z szafki, głównie żeby sprawdzić, czy CD w bieda-sprzęcie na biurku nadal działa (działa; skądinąd w tym setupie nie słyszę różnicy wzg dobrej MP3, zresztą na starość już pewnie nijak nie usłyszę). Clannad, Stare Dobre Małżeństwo (Odwet pozorów), Live (The Distance to Here), Sinead O'Connor. Wszystko zabytki, spoko płytki (akurat ta SDM mniej ulubiona niż inne SDM), "w teorii" z tego co najmniej Sinead "The Lion and the Cobra" powinna być na liście w notce. Ale jednak jakoś nie jest. Ale nie puściłem teraz Sinead, bo za bardzo by mnie bolała.

zz_top
Sat, 7 Mar 2026 16:01:24
@ podzielić się zamiast kręcić chochoła...
No właśnie miałem coś napisać o tym, ale mnie zagadali.
Wyobraź ty sobie, że muzyki, która ryła mi banię 20 czy 30 lat temu po prostu obecnie nie słucham! Dla mnie tamte emocje, które pojawiały się gdy słuchałem czegoś kiedyś, to są emocje które były i się zmyły. Nie ma ich, bo co za niespodzianka, są w ich miejscu nowe, inne, aktualne emocje. Jak sobie próbuje robić nostalgia trip i posłuchać czegoś co jak pamiętam baaaardzo mi się podobało 20 czy 30 lat temu, to zazwyczaj mam takie "JPRD, co to za gówno! Jakim cudem to mi się podobało?" Naprawdę nieliczne kawałki muzyki poważnej są po prostu ponadczasowe, ale symfonię, koncerty, opery czy oratoria takie chyba mają być, c'nie? Także "E lucevan le stelle" z 3 aktu Toski łapie się. Ale NIC z rocka, czy metalu, (który nadal przecież słucham!) z dawnych lat nie ma na moich playlistach.

Boni avatar Boni
Sat, 7 Mar 2026 16:40:23
@zz_top

Wyobrażam sobie doskonale! Zwróć uwagę, że pewnie większość moich notek muza+nostalgia zaczyna się mniej więcej "zwykła szufla na odtwarzaczu / popieprzone algo własnego wyrobu zaskoczyło mnie starym X, więc...". Oraz przeważnie to nie jest moja ulubiona muza, i to nie tylko tu i teraz, ale nawet WTEDY. No nie czarujmy się, ta Puk.puk to jednak była oczko niżej niż Vangelis i Enya w 1996, ale miałem może 10 CD na krzyż, i była WYSTARCZAJĄCO si (już nie mówiąc, że lepsza niż Manaam czy Michał Bajor, IIRC to były wtedy 3 polskie CD jakie miałem ;D). I kiedy nagle ją niedawno wrzuciło w głośniki, miałem "łoj!".

Podobnie Florka z "Ceremonials", przecież wtedy to ja śliniłem się na Fever Ray i Yoko Kanno (pożytki z "map pamięci", łatwo sprawdzić), i o ile w bieżących zasobach nadal mam Fever Ray i Yoko, to nieczęsto "potykam" się na Florce, na "No Lights" czy "What the Water Gave Me".

Rea Garvey lata mi po zasobach, ale przeważnie "tu wlata, tam wylata", ani rock nie jest moim porno, ani najnaj wykonanie. No ale parę kawałków jednak ma OK, a "March On" z jakichś bliżej nieznanych powodów mnie zawiesza.

Z Madonną jest zabawnie, bo była bardzo na propsie w 1998 z "Ray of Light" ale aż tak mnie Frozen itd. nie rusza, za to kiedy najbardziej ruszał mnie lokalny powrót Daine Lakaien i Veljanova z "Porta Macedonia", wpadła MDNA z Falling Free; i jednak COŚ zostało.

Chyba tylko z "White Lies", w tym z "Kiss", mam "ciągłość". ;D

Ale np. to też jakaś anomalia, bo jednak nie ma w notce podobnie "ciągłych" Sister of Mercy, Depeszów czy Dead Can Dance, czy paru innych. Tylko "Kiss" weszła.

Z innej beczki jest też niepomijalna kwestia ile czasu się słucha i jak bardzo celebruje słuchanie. Za ostatnie lata słucham mniej więcej tyle czasu ile nie śpię minus ruchome obrazki w sieci i trochę czasu w podróżach, czyli jakieś 4000h rocznie. To jak ma mi się nie powtarzać mniej czy bardziej ulubiona, czy znana sprzed lat muza? ;P

Codiac
Sat, 7 Mar 2026 18:58:15
Spróbuję odpisać ostrożnie, bo nie chcę wchodzić w jakieś wyrzucanie sobie kto się na czym zna lepiej.

"I skąd te seryjne ustawianie chochołów, czy ja gdzieś napisałem w notce, że to są bardzo dobre teksty, albo że Nosowska jest świetną wokalistką?"
W notce nie. W odpowiedzi do mnie już się trochę uniosłeś. A ja nie piszę, że ona jest zła, czy że masz słaby gust. Napisałem, że ja jej nie mogę słuchać. Nie dlatego, że to są złe kawałki (No weź, ten riff z "Teksanski" wymiata do tej pory, chociaż - a może właśnie dlatego że - jest prosty, jak coś bardzo prostego), tylko dlatego że głosowo jest słaba. I gdyby te same kawałki zaśpiewał ktoś inny to byłyby lepsze.
Ale przyznaję, trochę się mogłem z kolei ja striggerować i źle odczytać. Bo jak rozumiem to o konkurencji dotyczyło tego, że miałeś parę płyt i nie wiedziałeś której słuchać. A ja zrozumiałem, że stawiasz Nosowską artystycznie obok Enyi. Gdyby to Enya zaśpiewała piosenki Nosowskiej (pomińmy, że Enya nie zna polskiego na potrzeby tego eksperymentu) to zrobiłaby to lepiej. Gdyby Nosowska zaśpiewała piosenki Enyi, to one byłyby słabsze. Samo to, że się tworzy dobre kawałki, to jedno. Ale jak się je wykonuje też jes ważne.

Miałem tu parę przykładów na to, czego moim zdaniem Nosowska nie umie. Ale w sumie zamiast się rozpisywać, może dam ci rekomendację. Jest taki kanał na Youtube "The Charismatic Voice". Prowadzi go śpiewaczka operowa, która analizuje różne kawałki. Głównie metalowe i rockowe. I bardzo fajnie opowiada właśnie o tym kto jak swoim głosem steruje, jaki ma zasięg, zwraca uwagę na to, jak niektórzy potrafią latać po całej scenie, skakać i nadal utrzymywać równy śpiew.
Bo nie wiem jak w trip-hopie (panie, ja nie lubię ani tripów ani hip-hopu, może poza paroma francuskimi kawałkami) czy alternatywnie (nie moje klimaty) ale w rocku głos się liczy.

No ale masz do niej sentyment, z czymś ci się kojarzy, rozumiem. Ja w ogóle nikomu nie będę mówił czego ma słuchać (chyba że słucha głupich polityków, w sensie jeszcze głupszych niż przeciętni i szkodliwych), więc jeśli cię cieszy ta Nosowska no to fajnie, miłego słuchania, dobrze że masz do tego porządny sprzęt.


"Wolałbym raczej w temacie, np. o podzielenie się, jakie są wasze NIEKONIECZNIE DOBRE CZY "KULTOWE" ale ważne/ciekawe kawałki w sensie emocji i pamięci, takie które wracają czy "przetrwały" dekady."

Ok, mogę to zrobić. Dam zastrzeżenie, że ja generalnie raczej nie mam sentymentu do całych zespołów/piosenkarzy albo całych płyt. Nawet moich ulubionych potrafiłem nagle przestać słuchać, bo jakoś tak się życie układało.

Jest parę kawałków z tego samego gatunku, które mnie trafiają regularnie. Wynika to z faktu, że ja się wychowywałem jako taki grzeczny chłopiec, dobrze się uczący, wierzący i jakoś życie mi się układało. W sensie nie spotykały mnie takie złe rzeczy. Ale potem dorastałem i zobaczyłem jaki to przywilej, jak wiele osób tak nie ma. I to poczucie niesprawiedliwości sprawiło, że trochę się zainteresowałem punkiem (tym bardziej mainstreamowym, nie jakąś anarchią).
Stąd następujące kawałki regularnie trafiają mnie w uczucia.
Die Toten Hosen "Pushed again"
Bad Religion "Punk rock song"
The Offspring "All I want"
Die Arzte "Deine Schuld"
Rage Against the Machine "Killing in the name of"

Do tego generalnie Offspring to mój "go to" zespół, szczególnie wcześniejsze płyty - bo to czasy mojej szkoły średniej - ale późniejsze też niezłe. Green Day ma parę świetnych kawałków jak "Boulevard of broken dreams" czy "21 guns". Toten Hosen też mi podchodzi.

Lubię INXS, szczególnie "By my side" - bo było na kasecie-składance którą dostałem w podstawówce i trochę mnie to ukształtowało muzycznie - oraz "Never tear us apart"
Z podobnych powodów lubię czarny album Metalliki.

Lubię Queen, no bo come one, Freddie wymiata. I tu nie wiem czy nie objawia się pewna różnica między nami. Ty chyba bardziej cenisz całościowe kompozycje, a ja nie mówię że to nieistotne, ale dla mnie wokal jest ważny, a jeśli jest do tego dobry tekst, to jeszcze lepiej.

Lubię Roxette, takie kawałki jak "Joyride" czy "June afternoon" bo są pełne pozytywnej energii, podobnie jak "Shiny Happy People" od R.E.M.
Od tych ostatnich również "Sidewinder sleeps tonite", nawet nie wiem czemu. A z innych "podnoszących" piosenek to jeszcze Moby "Lift me up" albo Hadouken "Elevate"

Od Dire Straits "On every street", bo były w moim życiu dwie takie dziewczyny, które zniknęły nagle (każda osobno) i zdarza mi się je wspominać i rozglądać za ich twarzami na każdej ulicy.

Johnny Cash "Hurt", bo wziął piosenkę kogoś zupełnie innego (Nine-Inch Nails) i uczynił ją swoją. I ten łamiący się głos starego człowieka, który stoi już jedną nogą w grobie, wie o tym i wspomina swoją dawną chwałę, jest idealny.

Mike Oldfield, chyba całokształt, ale przede wszystkim "Five miles out" za "and the evil eye of the hurricane is coming in now for the kill". Ale też "In dulci jubilo" bo to prosty koncept, a jednak świetnie wykonany. Ja w ogóle lubię gdy ktoś bierze proste rzeczy i pokazuje, że można z nich zrobić coś ciekawego. I że prawdziwy artysta weźmie to samo co setka innych i zrobi lepiej!

John Lee Hooker "Chill Out (Things Gonna Change)", za przypominanie mi, że cokolwiek by się nie działo, przeminie.

Moja audioteczka to taki miszmasz różnych rzeczy, rock, pop, metal, swing, ska, rave, trance, poezja śpiewana, nawet francuski hip-hop się trafi. Czasami to są pojedyncze kawałki które lubię bo je lubię. Mógłbym próbować analizować co konkretnie, czy czasami przywoływać skojarzenia (Np. "Murder on the dance floor" Sophie Ellis-Bextor, bo miała fajny teledysk i zabójcze buty. Gdybym był kobietą to chciałbym mieć takie!).

Są artyści których lubię i cenię za to jak się zmieniali. Stare kawałki Madonny to dźwięki młodości (w tym te znane, jak "Like a prayer" jak i mniej popularne jak "Angel"), ale w nowszych widać jak dojrzałą i świadomą jest artystką. Więc "Rain" też lubię.
Podobnie Green Day. Od bawiących się młodych punkowców po świadomych artystów z porządnym przekazem i zajmujących polityczne stanowiska.

O niektórych potrafię w ogóle nie pamiętać. Aż ktoś odpali Clannad i nagle "Robin, the hooded man!".



Boni avatar Boni
Sat, 7 Mar 2026 19:44:46
@Codiac

@triggery

Striggerowałeś mnie nie wtedy, kiedy pisałeś że taka czy owaka wokalistka jest lepsza, czy gorsza, bo mi to spływa, ale wtedy, kiedy umknęło ci odróżnienie "wokalistki" od wszechstronnej "piosenkarki" (IMHO Enya jest znacznie lepszą wokalistką, Nosowska jest znacznie lepszą i wszechstronniejszą piosenkarką); a najbardziej tym "jej jedyną "sztuczką" jest ta chrypka" (czy może moją jedyną sztuczką wanna-be yntelygenta są okulary -6?). Przed naprawdę ciętą ripostą kumulacyjno-odłamkową uratował cię tylko staż i że chyba rozumiemy się, że to wszystko subiektywne pierdoły, dyskutowane niewygodnymi SMSami.

@zawodowcy o zawodowcach

Wydawało mi się to jasne, ale napiszę wprost: przynoszenie na tego bloga "argumentów z autorytetu", opinii zawodowych krytyków, w sprawach sztuki i subiektywnego "co nam się podoba"; jakichś śpiewaczek operowych, krytyków literackich, nawet filozofów, przeważnie skończy się marnie (i dlatego "Zoilem" Kazika i Kasi dostałeś). FYI piszesz do gościa, który gdzieś tak od 12 roku życia nie uznaje autorytetów, poza samodzielnie wybranymi albo pod silnym przymusem; nie wydaje mi się, żebyś był na którejś z tych pozycji.

@ulubiona muza

Jedyne co pokrywa się w mojej z twoją to w kategorii "toleruję kiedyś miłe kawałki" byłyby Roxette, Oldfield (BTW gdzieś mi się ostatnio plącze sporo Terry Oldfield, brat tego słynniejszego, którego na bieżących playlistach IIRC nie mam w tej chwili), Clannad. W kategorii "mogę uklęknąć" tyko Johnny Cash "Hurt". A w kategorii "nie w moim domu, zagrodzie i samochodzie" ZDECYDOWANIE mam Queen i większość tych tam INXSów, Artzów, RAtMów i Offspringów. Teraz jasne, że szkoda bajcików? ;P

BTW jakie to jednak zdumiewające, że potrafimy naraz trzymać w główkach takie sprzeczności jak "jestem fanem Offspring i Toten Hosen itp. ORAZ fanem dobrego wokalu Freddiego, i będę się publicznie wypowiadał o jakości wokalistek". No prawie jak moje "jestem petrolheadem ORAZ ten VW T4 jest całkiem spoko, zaprawdę powiadam wam".

Codiac
Sat, 7 Mar 2026 20:34:40
@zawodowcy
Ej, ale ja nie przynoszę tutaj argumentu z autorytetu - taki to by był, gdybym ci wrzucił wypowiedź "autorytetu" na temat Nosowskiej albo jej gatunku muzycznego - tylko podrzucam kogoś, kto się zawodowo zajmuje śpiewaniem, ogarnia temat od środka i opisuje jak to działa. A więc nie "autorytet" mówi nam czego mamy słuchać i dlaczego, tylko osoba która zęby na tym zjadła tłumaczy co, jak i dlaczego działa. Jakbym ci podrzucił fizyka próbującego przybliżać np. astrofizykę czy big bang to też byś mi powiedział że masz w nosie autorytety, czy posłuchał w tym co mówi jest jakaś obiektywna matematyka i obecny stan wiedzy? Oczywiście z fizyką to nie ma sensu w tym przypadku, więc nie linkuję ci np. Tysona. Ale o wszystkim da się czegoś nauczyć.
Z tego że tak działa głos, bo taka jest fizyka, akustyka i anatomia, nie wynika przecież jeszcze nic dla sztuki ani czy ma się nam podobać czy nie. Bo przecież można rozłożyć piosenkę na czynniki pierwsze, zetrzeć obraz na atomy i nie znajdzie się ani jednego elementu sztuki. To jest subiektywne, było i zawsze będzie, nawet jeśli niektórzy próbowali wprowadzać zasady jakichś złotych proporcji.

"chyba rozumiemy się, że to wszystko subiektywne pierdoły, dyskutowane niewygodnymi SMSami."
Myślę, że to nas obu parę razy mogło uchronić przed wysłaniem paru stategicznych atomówek. Trochę żałuję, że nie możemy pogadać na żywo, bo przekaz jest inny, ale wiadomo jak jest. Ja wychodzę z założenia, że o pewnych sprawach rozmawiamy bo chcemy rozmawiać. A o innych nie chcemy i wtedy można sobie to uczciwie powiedzieć (jak się zresztą zdarzyło). Twój blog, twoje zasady, ale też nie pisałbyś tutaj niczego gdybyś nie chciał jakiegoś odbioru i feedbacku. A że ja mogę się z czymś nie zgadzać? No chyba nie oczekujesz, że wszyscy będą się zgadzali we wszystkim i tylko przytakiwali ;-)

Tak jeszcze a propos i tego tutaj i tego twojego rantu na schodzący dyskurs u WO - ja wychodzę z założenia, że czasami mogę się nawet z kimś zgadzać, ale fajnie by było żeby ta osoba potrafiła i chciała uzasadnić swoje zdanie. Oczywiście czasami to będą subiektywne rzeczy i "a mnie się podoba" albo "mam sentyment", ale w pewnych sprawach już należy umieć swoje tezy obronić. I jeden powie, że to teoretyzowanie docentów albo inne czepianie się szczegółów, ale ja sobie przypominam Diogenesa pytającego o definicję człowieka i wyskakującego z oskubanym kurczakiem. Bo takie ciśnięcie innych i dociskanie w kwestii precyzji, wymusza dyscyplinę intelektualną, zastanowienie się nad tym co gdzieś tam podświadomie (czasami mylnie) sądzimy i rozwija cywilizację. Bez tego możemy mieć właśnie stadko "autorytetów", które poklepują się po pleckach i przytakują "tak, tak, człowiek to nieopierzony dwunóg, bez dwóch zdań!".
Więc gdy czasami piszesz, że coś jest jasne jak wół, to nie dziw się, że ja zapytam "a właściwie po czym wnosisz?"




Boni avatar Boni
Sat, 7 Mar 2026 21:40:00
@Codiac

@autorytety

Sorki, jeśli najpierw piszesz subiektywnie "Nie mogę słuchać Nosowskiej!" a zaraz potem podpowiadasz mi jakieś kanały w typie "reaction zawodowców od śpiewania na YT" (BTW które YT mi często podpowiada, ale staram się unikać tak ogólnie), to nie jest tylko "chciałem podpowiedzieć specjalistę, żebyś się bucu poduczył w tym temacie", w moim świecie to jest grzech większy, zbędne wspieranie "argumentu" subiektywnego argumentem z autorytetu.

@mój blog moje zasady

Nadal zdumiewające jak pomimo pewnego obycia nie rozumiemy się. "Nie pisałbyś tutaj niczego gdybyś nie chciał jakiegoś odbioru i feedbacku" jest bardzo silną tezą, np. od samiusieńkiego początku mam zrobione wyłączanie jednym klikiem komentarzy dowolnej notki i całego bloga. I przez te wszystkie lata często zastanawiam się, czy tego nie użyć. Albo czy w ogóle nie porzucić bloga. Żebyśmy się jeszcze lepiej rozumieli: SKORO NIE WYŁĄCZYŁEM KOMENTARZY, TO WAS WSZYSTKICH LUBIĘ ;D

@rant u WO

Tak, wstyd mi, że dałem się striggerować kanapową dyskusją "Rosjan, którzy myślą, że są Francuzami", polskiej "wanna-be lewicowej" klasie średniej, jak zwykle pochylającej się z ipadem i z sojową latte nad cyfrowo wykluczonymi pod Grajewem (choć coś się zmieniło, teraz jeszcze z asystentem eLLeMelkiem). Nie mam usprawiedliwienia, choć chyba rozumiesz, jak silny był trigger, jeśli zdecydowałem się zabrać głos u WO, gdzie bana miałem jakieś 15 lat temu (jeszcze na bloxie) i przez te 15 lat różnych różności nic tam AŻ TAK mnie nie sprowokowało. Może zbiorę się i zrobię z tego notkę "Wstyd", ale nie obiecuję, bo cóż, nadal będzie to bezsensowny rant, głównie zawiedzionych nadziei; choćbym wyklarował i wyargumentował wszystko 3x bardziej niż potrafię i mogę.

Podobnie tutaj, zawsze możesz pytać "po czym wnosisz?", ale nie oczekuj, że będę wszystkiego dowodził, argumentował, tłumaczył. To niewłaściwe miejsce i niewłaściwy pytany; może "to już niewłaściwe miejsce i pytany". Bo sporo się zmieniło przez dekadę czy ponad, od czasów kiedy mi się chciało na blogu coś ważnego tłumaczyć, robić risercze, czy utrzymywać resztki nadziei, że ludzie są w stanie dogadać się w odczłowieczonych mediach jak te komcie, tłitery, czy inne usenety.

Codiac
Sat, 7 Mar 2026 21:58:10
"od samiusieńkiego początku mam zrobione wyłączanie jednym klikiem komentarzy dowolnej notki i całego bloga."
No patrz, skąd miałbym wiedzieć? Nieironiczne, żodyn się nie spodziewał!

"I przez te wszystkie lata często zastanawiam się, czy tego nie użyć. Albo czy w ogóle nie porzucić bloga."
Mam podobnie. Czasami się zastanawiam po co ja w ogóle się produkuję (a produkuję przecież! Sam mnie pytałeś czy to nie oparte o LLM :-) ). U innych, ale i u ciebie się zdarza. Są momenty że skaczę między "walić to, już nic nie piszę" a "no nie zdzierżę, odpalę opcję atomową, palec już na przycisku!". Ale daję sobie na wstrzymanie, emocje się wypłaszczają i jestem w stanie napisać coś stonowanego. No ale piszę, nie umiem uciec. I nawet chyba wiem dlaczego. Brakuje mi dyskusji z ludźmi o podobnym (czy większym) potencjale intelektualnym. Takich prawdziwych, porządnych dyskusji, które stymulują i zmuszają do wysiłku. Dzięki którym ja sam staję się lepszy. A miejsc, gdzie mogę je jeszcze prowadzić, jest niewiele.

"Żebyśmy się jeszcze lepiej rozumieli: SKORO NIE WYŁĄCZYŁEM KOMENTARZY, TO WAS WSZYSTKICH LUBIĘ ;D"
Nawzajem!
Tak samo jak ja toleruję twoje szpile, ale i czasami sam sobie pozwalam na własne, właśnie dlatego, że jest między nami sympatia.
Mogę się postarać coś zmienić w swoich wypowiedziach, jeśli ci przeszkadza. Na pewno nie chcę cię triggerować - ale tu problemem jest przecież to, że często nie znamy swoich wzajemnych triggerów dopóki nie odpalą. Więc mogę się postarać - aczkolwiek nie obiecuję jakichś niesamowitych efektów. :P

Boni avatar Boni
Sat, 7 Mar 2026 23:22:30
@Codiac

@wyłączniki internetu

No więc właśnie, różnice podejścia do życia, wszechświata i feedbacku w sieci; to był chyba jeden z pierwszych ficzerów jakie miałem na liście do zrobienia w sterowaniu bloga. I chyba działa, bo na blogu o szrocie starsze notki mają wyłączone komcie (tak zostało po przebiciu się spambotów przez starą kapcię "dodaj dwie liczby", lata temu), a w tej chwili program tu i tam jest taki sam.

@dlaczego nadal piszemy

Taa, jest to jedna z istotniejszych zalet bloga+komentarze, dialog i udział w dyskusji (a jeszcze: po polsku). Bo jakbym wyłączył komcie, to rozmawiałbym już tylko z żoną, i okazyjnie telefonicznie z rodziną, i pięć zwrotów po grecku w sklepach czy na stacjach paliw. I raz na rok komentarz na którymś z tych 10 blogów jeszcze odwiedzanych, oby nie głupota i/lub przykrość jak u WO.

IMHO najistotniejsza wada, istotniejsza niż "tracenie czasu" na pisaninę, to że i blog, i komcie, i pisanie książek bez zewnętrznej reakcji/wydawnictwa, to głównie vanity project, po wieloma różnymi względami (np. jaki jest cel przeważnie udanego ćwiczenia "Dlaczego każda moja strona waliduje HTML+CSS? Bo wasze nie! [middle finger]"). Nie prezentuję tu (tylko) impostora, tak po prostu jest. To mi nie robi dobrze ani w głowę, ani w zawyżoną "od zawsze" samoocenę.

@triggerowanie

Daj spokój, tutaj w komciach to są mikroskopijne triggery, na pewno ja jestem największym chamem, bo mnie nikt nie zabanuje ani nie powstrzyma: pan i władca, surmacz blogosów i bongosów (przypis dla młodzieży: Tomasz Surmacz, kiedyś "właściciel" polskiego Usenetu). I raczej trudno będzie to zmienić, co nie.

Codiac
Sat, 7 Mar 2026 23:48:28
"np. jaki jest cel przeważnie udanego ćwiczenia "Dlaczego każda moja strona waliduje HTML+CSS? Bo wasze nie! [middle finger]""

Nie jesteś sam. U nas w pracy właśnie zwalniają (podejrzewam, że wydatki na AI "muszą się zwrócić"), we wrześniu straciłem szefa oraz jego szefa, nowy bezpośredni szef jest spoko, ale z jego przełożonym jeszcze nie udało się mieć spotkania, które miało być "jeszcze w grudniu, albo po nowym roku". A ja siedzę i dłubię dokumentację + prezentacją mającą pokazać, dlaczego pozwalanie developerom na tworzenie nowego softu, testowanie go i odpalanie na produkcyjnych desktopach jest głupie, zwłaszcza jeśli mamy jakieś standardy że wolno (teoretycznie) używać, tylko autoryzowanego softu (chociaż nikt nie wie co to znaczy). I robię to, chociaż od circa dziesięciu lat nie udało nam się tym tematem nikogo ważnego zainteresować. Zupełnie jakby teraz miało się coś zmienić. Przepraszam, że się zmieni to akurat nie wątpię. Jakby miało się zmienić na lepsze.
I po co? Ano chyba tylko dla własnej satysfakcji, że jeśli mnie zwolnią to będę mógł im pokazać środkowy palec i powiedzieć "To ja miałem rację, wy żałośni partacze!".
Ale nie umiem odpuścić, bo traktuję bezpieczeństwo serio - teoretycznie za to mi zresztą płacą - oraz uważam, że jeśli już mamy jakieś określone wewnętrzne standardy, to należy je stosować (modulo, o ile mają sens, ale jeśli nie mają, to zgłosić właścicielom standardów, co zresztą też mam w planach na ten rok).

nameste
Sun, 8 Mar 2026 12:54:55
@Nosowska

To wkurwiona (a czasem liryczna) dziewczyna z sąsiedztwa, która przeżywa różne rzeczy (podobnie jak jej z grubsza rówieśnik słuchacz); w sąsiedztwie nie ma szkolonych głosów ani wybitnych tekstów. A jednak działało.

Znacznie lepszą wokalistką była Renata Przemyk, np. zero (odkochaj nas) albo bo jeśli tak ma być, no ale nie mieszkała w sąsiedztwie^

Boni avatar Boni
Sun, 8 Mar 2026 14:04:06
@Nameste

@Nosowska

Tak i nie, z twoim ładnym opisem "sytuacji" może w 50% się zgadzała moja "sytuacja" w 1996. Bo owszem, "przeżywa różne rzeczy (podobnie jak jej z grubsza rówieśnik słuchacz)" oraz "nie ma [wkoło] głosów szkolonych ani tekstów wybitnych [również w sensie: to nieważne]". Ale jednak nijak nie "dziewczyna z sąsiedztwa" a cała warstwa puk.puk że tak powiem, "psychoterapeutyczno-prozacowa" to było SF tam i wtedy. Skojarzenia np. z "ty i ja, uzależnieni od ciepłych głosów psychologów", to ja miałem w kierunku IIRC "Krokodyl Dundee": "Kasia, tu u nas na Podlasiu, jak chcesz psychoterapii i otwarcia się na psychologa, to idziesz grzecznie nachlać się do Drewutni, i mamroczesz swoje problemy do barmana, a na drugi dzień jesteś otwarta jak stodoła, bo cała wieś zna twoje problemy". Albo IIRC z jakiegoś wywiadu z Kasią (ze Szczecina), że jak ojciec-marynarz ją podwoził do szkoły pomarańczowym camaro, to był taki wstyd. Jajako jej rówieśnik z Białegostoku jednak nie miałem skojarzeń z "dziewczyną z sąsiedztwa", ale raczej, że mnie nikt nigdy niczym do żadnej szkoły nie podwoził oraz że nie mam najbledszego pojęcia co to za marka i jak wygląda camaro... ;D

@wokalistki

Przemyk, pewnie; przecież se wczoraj w tle tej pyskusji puszczałem różności Hey, Kasi i okolic, i oczywiście, że "ła-łi!" po latach przy Kochana (oraz albo ja mam naprawdę dębowe ucho, albo w duecie Nosowska i Przemyk obie dają radę, albo może obie nie umieją śpiewać, albo ktoś jednak p... głupoty że Nosowska nie umie, albo masaj-cyklista).

Z innych wokalistek z tamtej epoki i mojego bąbelka, i bardziej w kierunku pop niż Renaty ;) na pewno od Kasi lepsza była Anita Lipnicka, bo Janson do Varius Manx wyławiał "te najlepsze" (BTW errata: chyba wtedy w 1996 miałem już CD "Elf") albo zaraz w 1997 wypłynęła Anna Maria Jopek (skądinąd, ona na pewno jest tu i teraz gdzieś na playlistach). Ale jw. pisałem: jakbym szukał w 1996 czy w 2026 w trip-hop i indie "dobrych wokali", to by znaczyło, że ktoś mnie podmienił.


BTW durnych playerów przez które wszystko się zaczęło, wredniak właśnie mi zrobił "człowiek, czy ty twierdziłeś wczoraj w internetach, że nie słuchasz Rage Against the Machine?! łap piosneczkę!"; ale proszę wysokiego sądu, to nie moja wina, to z OSTów Matrixów.

Boni avatar Boni
Sun, 8 Mar 2026 14:41:54
Chyba objaśnię te "pomarańczowe camaro", bo w 2026 nic to nikomu młodszemu nie mówi: W czasach około stanu wojennego, gdzieś tam w '80, pomarańczowe camaro to był pojazd SF. Szczytem marzeń był golf, jakiś opel, pod koniec '80 Ford Scorpio golec był na Podlasiu ekwiwalentem Rolls-Royce Phantoma teraz. To camaro przytrafiło się Kasi, bo IIRC ojciec-marynarz (marynarze mieli dużo pieniędzy a nawet legalnie zarabiali w obcych walutach) kupił je gdzieś w świecie i po prostu przywiózł statkiem do Szczecina, jakoś załatwił papiery, itd. Więc to było jak podjeżdżanie pod zwykłą publiczną szkołę jakimś zacnym ferrari obecnie.

Z innej beczki, tak się zastanawiam, że moje córki mogą mieć podobne wspomnienia i traumusie, że taki wstyd, że ojciec je pod podstawówkę camaro podwoził (or compatible). Może już w innych realiach społeczno-ekonomicznych, i tylko niebieskim a nie pomarańczowym, ale za to driftem! ;D Muszę je odpytać, jeśli nie zapomnę.

Boni avatar Boni
Sun, 8 Mar 2026 15:07:11
Cd. dobrze mi się wydawało, że skojarzenia miałem z "Krokodyl Dundee"; w realiach 1996 zadupia podlaskiego teksty o psychoterapeutach itd. nadal kojarzyły się z US komedią z 1986:

[Sue o koleżance w NY] Ludzie chodzą do psychiatrów, porozmawiać o swoich problemach. Ona potrzebuje rozładować je. Wiesz, wyrzucić je z siebie otwarcie.
[Michael "Crocodile"> Nie ma jakichś znajomych?
[Sue, zrezygnowana] Masz rację. Pewnie moglibyśmy bardziej zwierzać się znajomym. Mam wrażenie, że nie macie psychoterapeutów w Walkabout Creek?
[Michael "Crocodile"> A skąd. U nas jeśli masz problem, rozmawiasz z Wallym. A on opowiada to wszystkim w miasteczku. Wyrzuca to otwarcie. Problem z głowy.

Codiac
Sun, 8 Mar 2026 16:56:54
Przemyk, Lipnicka, Jopek, nawet - rockowo, bo coś rzucałeś że trip-hop, alternatywa albo rock - Chylińska (nie przepadałem za nią osobiście, ale muszę jej oddać, że śpiewać umiała). Tak, każda jedna z nich śpiewa fajnie i niektórymi piosenkami się zachwycałem.

Zrestą fakt, że dobry wokal to nie wszystko, to nic nowego. Przez pewien czas Madonna konkurowała z Cyndi Lauper i o ile Cyndi jest naprawdę dobrą wokalistką (masz, pilnuję się. Oraz - to skomplikowane) to Madonna ją zwyczajnie zjadła. Tyle że Madonna też się bardzo ładnie rozwijała i od młodziutkiej pop-śpiewaczki przeszła do dojrzałej artystki.

Właśnie, Cyndi. Jej wersja "I drove all night" to jest dla mnie, nie wiem jak to nazwać... No, chciałbym żeby mnie ktoś tak uwodził i gdyby mi zaśpiewała coś takiego i takim głosem, to by mi się ciężko byłoby opierać.

@Camaro
"Więc to było jak podjeżdżanie pod zwykłą publiczną szkołę jakimś zacnym ferrari obecnie."
Ej, a to nie właśnie o to chodziło? Nie że obciach bo pomarańczowy samochód i weź ojciec, kto takim jeździ, tylko obciach, bo limuzyna czy inny elitarny samochód i dzieciak odstaje?
Dzieci potrafią bardzo różnie postrzegać obciach, czasami na sposób dla rodziców niezrozumiały. A w szkole jednak istotne jest, żeby móc się zintegrować i wtopić w towarzystwo, więc odstawanie również w stronę "na bogato" niektórym nie pasuje. Niektórym bo są tacy, co zrobią z tego atut i stworzą sobie grupę przydupasów, ale nie każdy ma predyspozycje i część chciałaby po prostu zniknąć w grupie, być traktowanym normalnie.

@Teksty
Wiem, że to już offtopic, ale wczoraj zacząłem oglądać "Unnatural" i to jest z jednej strony tak bardzo japońskie, a z drugiej jakoś trafia mi prosto w poczucie humoru.
- Amerykanie to mają dobrze. Potrzebują zrobić autopsję to idą na cmentarz i wykopują sobie ciało. A u nas kremacje i kremacje.
- No tak. Ale mają problem z zombie.
- Tam zaraz problem. Jak mu się mięśnie rozłożą, to i tak nie wstanie.
- Czyli nieodróżnialny od zwykłego trupa? W sumie racja.

Dodam, że to nie jest serial SF i nie ma w nim zombie. To są po prostu dwie Japonki przy pracy, robiące poważne autopsje w celu ustalenia przyczyny śmierci.

hellk
Sun, 8 Mar 2026 17:25:32
Mimo sporego sentymentu do Nosowskiej, jakby to ująć - ryba nadal smakuje, ale panierka waniajet. Reklamy banków, krytyka dostępu do aborcji w wywiadach.
Parafrazując Hugh Granta: there's nothing more off-putting in punk, than...

Boni avatar Boni
Sun, 8 Mar 2026 18:34:26
@Codiac

@wokalistki

Pewnie, Chylińska też jest spoko, pomimo chyba całego zestawu problemów otorynolaryngologicznych, a nie tylko "chrypki", nespa? ;P Oraz jeszcze z tamtego czasu, co najmniej dziwnie śpiewająca, ale nie oddam jej kawałków bez walki: Fiolka Najdenowicz.

@obciach, camaro

To co piszesz o rodzice-dzieci, o "malowanych ptakach", brakach integracji, itd., to jedno i chyba constans przez ostatni wiek czy nieco ponad; co próbowałem dopowiedzieć, to że "tak normalnie" wzmożone polsko-skwaszeńskie tępienie odstających, nadal mające się dobrze, wtedy było znacznie pomnożone przez całe tło i ideologię PRL. Szaroburego, gównianego (więc "czerwone ferrari" to zła analogia, nie wiem, "pozłacane wysadzane diamentami ferrari w Warszawie 2026" to jeszcze może być mało "na tle") oraz "ideologia", że może i każdy kombinuje, i chciałby fajnych i ładnych rzeczy, ALE TO NIE WYPADA mieć czy zarabiać pieniądze, mieć fajny samochód, już nie mówiąc o wyj... w kosmos, jak pomarańczowe camaro; to śmierdzi z kilometra jakimś przykrym cinkciarstwem, przekrętem, kradzieżą, albo odwrotnie: nomenklaturą, nepotyzmem partyjnym, lizaniem się z wierchuszką, tak czy owak źle w oczach społeczeństwa od dekad wtłaczanego w szaroburą masę (tak, wiem, to nie była Korea Pn. czy Chiny, nawet nie Rosja, ale). Coś jak u Suworowa w "Akwarium": "[vs. Zachód] W naszym społeczeństwie wszystko stoi na głowie. U nas też każdy potrzebuje forsy, jednak powszechnie uważa się, że nie uchodzi rozmawiać o pieniądzach, a robić je - to przestępstwo".

@hellk

Thank you for sharing. Jako specjalista od smaku płyt na pewno mi potrafisz doradzić, czy powinienem zaraz wyrzucić do śmieci płyty filmowe z Melem Gibsonem i Gary Sinisem? A winyl "Purple Rain" to chyba zaraz powinienem zanieść do pieca, komisyjnie spalić Prince'a? Ale z których pozycji mam go palić, prawicowych, za zdradę Jezusa i pójście do Świadków Jehowy, czy z lewicowych, za problematykę LGBT i chemtrailsy?

FYI: miałem o tym notkę

janek.r
Sun, 8 Mar 2026 18:35:53
OT @Komentarze

Mój serwis Okiem Maniaka doczekał sie ponad 3000 wejść i ani jednego komentarza. Jest taki nudny, ze nikomu nie chce się nawet mnie skorygować?
To po co uczyłem się PHP+SQL (każde z osobne znałem)?

Codiac
Sun, 8 Mar 2026 19:21:36
@skwaszeńskie tępienie odstających
"oraz "ideologia", że może i każdy kombinuje, i chciałby fajnych i ładnych rzeczy, ALE TO NIE WYPADA mieć czy zarabiać pieniądze, mieć fajny samochód"
Też. Ale generalnie tępienie odstających polega na... tępieniu odstających. Jaka by to nie była cecha, jak się zrobi jej krzywą dzwonową, to dobrze być blisko tych 2/3 na środku, a nie gdzieś po bokach. Pieniądze to jedno, ale przecież tak samo tępione są dzieci zbyt inteligentne (Nie wymądrzaj się!) czy grzeczne (pupilek!), czy ubierające się zbyt ekstrawagancko.
To oczywiście trochę bardziej skomplikowane a outlierzy potrafią czasami zdominować innych, no bo jak się ma pieniądze to jest łatwiej spuścić komuś wpierdol. Albo jak się ma siłę i brak skrupułów do jej użycia.
Ale generalnie wtopienie się w tłum strategią przetrwania, szczególnie gdy społeczeństwo nieco stłamszone i ludzie odbijają sobie własne kompleksy i niepowodzenia na innych.

Jakby tatuś podwoził czarnym camaro to byłoby troszkę łatwiej. A gdyby podwoził jakimś średniakiem, to jeszcze łatwiej. Najlepiej gdyby podwiózł typowym średniakiem, jakimś małym fiatem, golfem trójką czy czym tam innym, co Niemiec płakał jak sprzedawał.
A tak zupełnie najlepiej najlepiej, to jakby wcale nie podwoził, albo chociaż zatrzymał się za rogiem, bo kto to widział żeby rodzic dziecko podwoził do szkoły? Toż to poruta, wstyd na dzielni i w ogóle automatyczne zero szacunku przez najbliższe pół roku! Samo zobaczenie młodego człowieka z rodzicami to już wpadka (oczywiście w oczach młodego człowieka, jego koleżanki i koledzy często nie mają takich obiekcji, chyba że idzie o ich rodziców).

Boni avatar Boni
Sun, 8 Mar 2026 19:38:06
@janek.r

Raz czy drugi miałem ci coś tam pochwalić, przepraszam, ale jednak mi się nie chciało (czuję się jak w komedii "Rrrr!", ktoś tam do Wodza "Rozumiem, rozumiem, brak czasu... - Nie! Brak chęci.").

Pozornie zmieniając temat, a na ilu instagramach, fejsbukach czy jutubach ty komentujesz cudze obrazki z wycieczek?

Oraz przepraszam, ale ciśnie mi się, nie mogę zmarnować tej okazji na parafrazę: "Żyjemy w dekadenckich czasach. Ewidentnie zbliża się koniec epoki. Każdy łamie prawo, panoszy się korupcja i przemoc. Dzieci nie słuchają rodziców. I każdy uczy się PHP i SQLa". (ori kawał IIRC sprzed ponad 100 lat, kawałek przypisywany a to królom starożytności, a to egipskim kapłanom, a to Cyceronowi; kończył się raczej w mojej grafomańskiej działce niż twojej: "... i każdy pisze książkę.")

Boni avatar Boni
Sun, 8 Mar 2026 19:52:45
@Codiac

Wszystko prawda co piszesz od strony psychololo, "Władcy much" i międzypokoleniowej, ale nadal, mam wrażenie, że nie doceniasz tego od strony PRLowskiego tła i moto, bo po prostu jesteś za młody. Jeśli historyjka Kasi dotyczyła gdzieś przed '88 (spoko mogła), to coś jak: wychodzisz na ulicę Wawy itp. miasta PL teraz zaraz i znika większość osobówek, zostają na niej powiedzmy tylko Hondy (bo TAK MAŁO było samochodów osobowych), a połowa tych hond to PF126. Jakikolwiek samochód z Zachodu (nie DDR) przejeżdża może jeden na 100, a camaro pewnie nigdy w życiu nie zobaczysz (skala gdzieś pomiędzy 5 a 6 w totka). A w Białymstoku to będzie 1 na 300 i na pewno żadnego camaro nie zobaczysz, najprawdopodobniej nie wiesz co to takiego, jak ja wtedy. BTW szczytem marzeń moto jest Łada albo Polonez, a nie golf, opel czy fiat włoski.

Codiac
Sun, 8 Mar 2026 20:13:33
@Camaro w PRL
Trochę pomieszałem czasy, tak, bo ten golf trójka jest już post-PRLowski, ale to takie charakterystyczne marzenie i dobrze pasuje na przeciętny samochód na ulicach, gdzie połowa ma takie.
Ale ogarniam. Pomarańczowe camaro to jakby kolumna prezydencka podjechała na światłach i z pełną pompą. Nie da się tego przegapić, a jednocześnie coś, czego się po prostu nie widuje. Albo złote Lamborghini arabskiego szejka. Właściwie nawet nie wiem czy obecnie dałoby się zrobić takie wrażenie, bo każdą z tych rzeczy - jakkolwiek nieprawdopodobną - potrafimy sobie wyobrazić. W PRLu o pewnych rzeczach się nawet nie marzyło. Jeśli się w ogóle wiedziało że istnieją, to może wzdychało, żeby kiedyś móc zobaczyć i dotknąć.

Coś tam jeszcze pamiętam z tamtych czasów. Ba, ja wtedy chyba nawet prowadziłem samochód parę razy! :)


Boni avatar Boni
Sun, 8 Mar 2026 20:27:37
@Codiac

@camaro = z pełną pompą

Dokładnie. Np. doświadczałem czegoś podobnego "z drugiej strony", jako obserwator, w białostockiej podstawówce, chyba jeszcze przed stanem wojennym: kolega z klasy był synem IIRC wicewojewody nomenklatura na maxa z przytupem, ojciec go podrzucał czasem pod szkołę, jadąc do pracy służbowym Polonezem, w 1980 czy 81. A jeszcze w stylu opisanym przez Kasię ;) "kto się rodzi prostakiem prostakiem przemija, choćby słoma w butach ze złota była", bo z ich bloku do szkoły mieli jakieś 250m, wcale nie pod drodze do pracy, oraz ten kolega IIRC nie wstydził się jak Kasia camaro, raczej - napawał. Bo może nie robiło się zbiegowisko pod szkołą, ale prawie.

Boni avatar Boni
Sun, 8 Mar 2026 20:51:06
@janek, po co się uczymy zbędnych rzeczy

Sorki, głupawki dostałem przez "po co uczyłem się PHP+SQLa", "pozwoliłem sobie zrobić makietkę", która mnie jeszcze bardziej śmieszy.

Bardziej serio, po zastanowieniu, Janku, IMHO w 2026 w zakamarku internetu chyba powinieneś się cieszyć, że masz aż 3000 wejść (zakładając, że to ludzie, a nie boty...), a nie narzekać na brak komentarzy.

Boni avatar Boni
Mon, 9 Mar 2026 19:30:42
Szukając zdjęć do następnego wpisu przypadkiem znalazłem zdjęcia z koncertu Florence + the Machine pod zamkiem Edynburg, dopisałem w notce (nie 2018 a 2019 oraz zdjęcie).

igor
Wed, 11 Mar 2026 14:35:39
@Codiac, Nosowska

Sorry że z opóźnieniem, jestem w trakcie przeprowadzki.

Moim zdaniem w rocku i okolicach umiejętności wokalne są drugorzędne. Ważniejsza jest charyzma sceniczna, no i zdolność pisania tekstów i układania melodii (zakładając, że nie robi tego ktoś inny). Kilku znanych wokalistów śpiewa słabo, a jednak zrobiło karierę. Większość śpiewa średnio i moim zdaniem Nosowska jest w tej grupie.

Oczywiście, raz na 100 lat zdarzy się np. Freddie Mercury, który w skali 1-10 zdolności wokalne ma na 10, a charyzmę to nie wiadomo, bo gdy zaczyna dyrygować publicznością, rozwala skalę we wszystkich charyzmometrach. Ale to nieliczne wyjątki.

Codiac
Wed, 11 Mar 2026 15:27:21
@igor
"Moim zdaniem w rocku i okolicach umiejętności wokalne są drugorzędne. Ważniejsza jest charyzma sceniczna, no i zdolność pisania tekstów i układania melodii (zakładając, że nie robi tego ktoś inny). Kilku znanych wokalistów śpiewa słabo, a jednak zrobiło karierę. Większość śpiewa średnio i moim zdaniem Nosowska jest w tej grupie."
Nie będę już pisał o Nosowskiej, bo nie widzę sensu. Boni lubi, ja nie, inni mają swoją opinię. Każdemu wolno. O degustibusach nie ma co.

Ale chętnie o czymś innym, tych bardziej mierzalnych aspektach głosowych.

Zgodzę się, ale nie do końca. Wokal nie jest najważniejszy, tak. Większość śpiewa średnio - no jakby z definicji, chyba że chcesz wziąć wszystkich śpiewaków i podzielić na gatunki, to wtedy wyjdzie że operowi są wysoko, hiphopowcy nisko, rock średnio, a trip-hop czy alternatywa to ja nawet nie wiem gdzie. Ale moim zdaniem w rocku wokal nie jest zaniedbywalny, istnieje pewne minimum które należy spełniać. A jak nie spełniasz to idź sobie deklamować w hip-hopie albo na jakieś lekcje.
Przy czym nie chodzi tylko o to żeby mieć głos ładny. Bynajmniej. Chodzi o to, żeby nim jakoś umieć operować, mieć coś do zaoferowania. Nawet goście robiący growling muszą opanować pewne konkretne aspekty i umieć swój głos wykorzystać jako narzędzie. Bo śpiewać każdy może, jeden lepiej a drugi gorzej, ale jak się chce być wokalistą to dobrze mieć te umiejętności wokalne na poziomie ponadprzeciętnego człowieka. Chyba że dany gatunek ma na to kompletnie wywalone. Rock, IMO nie ma, chociaż nie stawia też olbrzymich wymagań.

Dlatego podrzucałem The Charismatic Voice, bo to są analizy głównie rockowych i metalowych kawałków (aczkolwiek trafiają się i takie mniej typowe) i Elizabeth bardzo ładnie pokazuje jak różni wokaliści operują głosem. Kto potrafi utrzymać oddech, a komu się on rwie. Kto potrafi się poruszać po scenie i cały czas mieć równo pracującą przeponę. Kto potrafi coś zaśpiewać przez kilkadziesiąt sekund na jednym wydechu i dlaczego to jest osiągnięcie. Kto śpiewa gardłowo, kto nosowo, kto się wbija w rytm, a kto śpiewa wbrew rytmowi albo go łamie. Kto ma zasięg na pół oktawy, a kto na całą. Wszystko na tych konkretnych przykładach. To nie są reakcje w sensie, że ona ogląda i się śmieje i mówi jakie to fajne, tylko analizy i rozkładanie na muzyki na czynniki.

Tak a propos dyskusji obok i "bezpieczeństwo najważniejsze" - większość ludzi na muzyce się nie zna tak naprawdę. Niby mamy coś w szkole, ale co to za nauka, ze dwa lata grania na cymbałkach i trójkącie oraz pisania w pięciolini. Więc czujemy, że to nam się podoba, a tamto nie. Niektóre rzeczy potrafimy nazwać (np. ja nie lubię dubstepu, bo za moich czasów to się nazywało "sygnał połączenia modemu" i nie przepadam za growlingiem, bo jednak lubię rozumieć co ktoś śpiewa), inne niekoniecznie. Ale możemy się uczyć tego i lepiej rozumieć własne reakcje czy procesy zachodzące w piosenkach. Tak samo jak możemy po prostu wiedzieć co nam smakuje a co nie, ale możemy też nauczyć się gotować i wiedzieć czemu słodkie z ostrym pasuje do siebie.
A potem i tak mamy dyskusje czy ananas na pizzy ma swoje miejsce czy nie, bo wchodzi w gusta, kulturowe wojenki i papugowanie tego co się zasłyszało.

No i po takiej teoretycznej nadbudowie od śpiewaczki operowej, ja trochę lepiej (ale nie że jakoś super) widzę co mi u niektórych nie pasuje, a u innych tak. Oraz wyłapuje się niuanse nawet u tych średnich śpiewaków, bo średni to jednak nie słaby, oni coś potrafią i mają swoje charakterystyczne cechy. Niektóre dobre, inne gorsze.
Niestety, cechą charakterystyczną dźwięku jest to, że łatwiej pokazać coś gdy się go słyszy, a trudniej opisywać to w postaci słów. Więc mógłbym wziąć piosenki które mi się nie podobają i pokazać "o, to konkretnie mnie irytuje. Ta maniera mi przeszkadza. To co ta osoba robi tutaj to nie jest śpiewanie tylko deklamacja" i na odwrót, wziąć te które mi się podobają i wskazać "patrz jak on panuje nad oddechem. Patrz jak przechodzi między gardłowym a nosowym. Patrz jak w ciągu refrenu głos podnosi się o oktawę - ja tyle nie dam rady wyciągnąć".

Boni avatar Boni
Wed, 11 Mar 2026 18:40:23
@Codiac

Ogólnie, nikt nikomu nie broni używać dowolnej "analitycznej teorii sztuki", tu "analitycznej teorii wokalistyki muzyki popularnej", jaką zaprezentowałeś (tak to rozumiem). Ale nie wyobrażam sobie, że ktoś o innym spojrzeniu na sztukę miałby się twoją/taką teorią przejmować, czy jej używać w swoim odbiorze sztuki. Np. ja jestem po stronie jakiejś "holistyczno-neurologicznej teorii sztuki" (nie mam pojęcia, gdzie moja wizja mieści się w dyskursie zawodowców czy filozofów), którą opisałbym tak: Najlepszy odbiór sztuki to odbiór możliwie najbardziej subiektywny, ale oparty na możliwie największym intersubiektywnym doświadczeniu. Czyli subiektywny strzał neuronów i adrenaliny na podstawie nie tylko danego dzieła, ale dzieła w perspektywie jakichś poprzednich 10000 dzieł czy 50 lat obcowania z nimi, ergo: solidnego doświadczenia. Niekoniecznie ich ANALIZOWANIA (a już szczególnie: w duchu strukturalizmu), jak prezentujesz, ale DOŚWIADCZANIA. BTW to jest ogólnie wizja dalekowschodnia, jak też tamtejsza rada w temacie tworzenia sztuki, "od rzemiosła do miszczostwa", "chcesz malować bambusy? zostań bambusem i już za 20 lat może namalujesz jakiegoś ładnego bambusa", itp.

Stąd, oczywiście, mój odbiór muzyki popularnej, w tym ocena Nosowskiej, jest po prostu najlepszy na świecie, gdyż mam w tymże odbiorze około 50 lat doświadczenia! ;P I nikt mi nie musi mówić, co mi się podoba, a co nie. Podobnie w literaturze. A np. mój odbiór opery nie zasługuje na publiczną dyskusję, gdyż może i coś tam mi się podoba, albo i nie, ale doświadczenie mam, hm, homeopatyczne. Point w tym, że żadnym przypadku nie zamierzam używać "analizy sztuki", czy (chyba) strukturalizmu wzg. sztuki, w taki sposób jak ty.

igor
Wed, 11 Mar 2026 19:11:01
@Codiac

"Większość śpiewa średnio - no jakby z definicji"

No nie, możnaby oczekiwać, że w zespołach które zrobiły karierę będą wyłącznie ponadprzeciętnie uzdolnieni wokaliści. Jakoś z gitarzystami i perkusistami to się sprawdza (pomijając nurt w punk rocku znany jako "dwa akordy i darcie mordy").


"Ale moim zdaniem w rocku wokal nie jest zaniedbywalny, istnieje pewne minimum które należy spełniać. A jak nie spełniasz to idź sobie deklamować w hip-hopie albo na jakieś lekcje. "

No właśnie opisałeś wokalistę Red Hot Chili Peppers, który po 20 latach poszedł na jakieś lekcje, ale wcześniej śpiewał nawet nie średnio, a słabo. Co prawda głównie rapował/deklamował, ale czasem śpiewał, choć nie umiał.

"większość ludzi na muzyce się nie zna tak naprawdę"

Ja też nie, i brakuje mi aparatu pojęciowego. Myślę, że jako tako potrafię rozpoznać wokalistę słabego albo wybitnego. Potrafię opisać, że ktoś fałszuje albo że ma ogromny zakres głosu, ale niewiele ponadto. Czasem słyszę, że ktoś robi z głosem coś ciekawego i trudnego, ale nie wiem jak to nazwać. A pewnie 99% rzeczy nawet nie słyszę.

Też widziałem jakieś kawałki na YT z nauczycielką śpiewu operowego oglądającą teledyski rockowe. Nie pamiętam czy to było Charismatic Voice czy coś innego, pamiętam za to, że miło było oglądać szok na jej twarzy gdy słuchała Judas Priest :) Najpierw, gdy utwór się zaczął (ktoś jej podsunął najostrzejszy kawałek), a drugi raz gdy cofnęła mówiąc "Zaraz, czy on właśnie zrobił [tu jakieś mądre muzykologiczne określenie] jednocześnie robiąc [inne określenie]?" No ale właśnie, Rob Halford to moim zdaniem pierwsza liga jeśli chodzi o umiejętności wokalne, a przecież wiele zespołów z przeciętnymi wokalistami zdobyło znacznie większą popularność.


Boni avatar Boni
Wed, 11 Mar 2026 19:23:02
BTW rozważań o wokalistach, gdy pisałem poprzedniego komcia, player zarzucił mi Faithless, i o ile kocham śp. Maxi Jazza jako człowieka, i jego melodeklamacje też, nie radzę, ZAPRAWDĘ NIE RADZĘ, oglądać ich koncertów czy słuchać wersji "live". Jeśli ja słyszałem jak potwornie on fałszuje (a nawet oni, tylko Dido tam dobrze śpiewała IIRC), to pani muzykolog w ramach reakcji wyskoczyłaby oknem, żeby skrócić swe cierpienie.

Ale: czy oddam Faithless bez walki? Nie, kto wyciągnie rękę po moje CDki Faithless, temu ręka zostanie odjęta, w okolicy przepony.

Borys
Tue, 17 Mar 2026 11:24:27
Ależ flejmujecie. Myślicie może, że przyjdzie WO i da Wam jakąś nagrodę?

Odniosę się najpierw do meritum, czyli do poleconych kawałków: Bardzo fajne! Madonna według mnie skończyła się na genialnym „Ray of Light”, ale przyznam, że jej późniejsze albumy znam słabo. Do moich uszu docierały tylko single, które były miałkie. Ten „Falling Free” mnie jednak zaintrygował.

Florence zawsze na propsie, choć według mnie „Ceremonials” < „Lungs” < „How Big, How Blue, How Beautiful”. „Kiss” i „March On” super, pierwsze słyszę; w ogóle nie kojarzę tych wykonawców, muszę zbadać. Nazwanie „Puk puk” Nosowskiej trip hopem – w pu(n)k(t).

Á propos Waszej dyskusji: Ja osobiście nadal lubię 99% kawałków, które lubiłem jako dzieciak, bo nawet jeśli niektóre krindżują mnie w sensie artystyczno-technicznym, to przecież wszystkie kojarzą się z Cudownymi Latami 90. Chociaż gdybym wówczas słuchał muzyki albumami, to pewnie niektóre z albumów z tamtych lat dzisiaj wydawałaby mi się niejadalne.


@Codiac
Owszem, głos Nosowskiej bywa płaski, ale pamiętajmy, że na przykład taki Leonard Cohen prawie w ogóle nie śpiewał, tylko mruczał coś do mikrofonu, a jest wokalistą i artystą 10/10 (chyba że ktoś nie znosi poezji śpiewanej). Więc emisja głosu to nie wszystko, bo liczy się także jego barwa, i tu oczywiście można wdać się w dyskusję na temat różnic między „dobrym wokalistą” a „dobrym piosenkarzem”. Dzięki za polecenie The Charismatic Voice, zbadam.

Boni avatar Boni
Tue, 17 Mar 2026 11:49:53
@Borys

Widać różnicę pokoleń, to miał być flejm?? Mosterdzieju, takich flejmów jak KIEDYŚ już teraz nie robią! ;P

@Madonna

IMHO przy sortowaniu wyrobów firmy "Madonna" można lecieć po producentach/inżynierach dźwięku itp. od zaplecza. Jak coś robił dla niej Orbit itp. to ja łykam (i to była IIRC większość "RoL"); a jeśli robiła/produkowała np. jakaś gwiazda rzucania zastawą ze schodów aka dubstepu, czy innego rapu, no to dzięki, raczej omijam.

@muza za młodu

Zastanawiałem się, gdzie w aktualnym słuchaniu mieszczę się między zz_top "nie słucham pierdoł z młodości" a "lubię 99% kawałków z dzieciństwa", i chyba jestem gdzieś tam w połowie.

Ale jak pisałem, inny aspekt to jeśli się dużo słucha ciurkiem, i przez dekady, to U MNIE nie ma opcji, żeby na plejlistach nie było coraz więcej muzy "z przeszłości", tyle, że niekoniecznie z dzieciństwa czy "za nastolatka", ale sprzed 30 czy 20 lat ;D Oczywiście, czasem puszczam sobie jakieś radia internetowe itp. z aktualnościami (w tej chwili gra mi normalny FM z Heraklion), czy przeglądam co tam wychodzi/inne, ale inaczej niż u zz_top: IMHO statystycznie nieprawdopodobne, że nagle ciurkiem trafię na dla mnie "lepszą muzę" niż ulubiona, wyselekcjonowana przez 40 lat (niekoniecznie SPRZED 40 lat); już abstrahując jaki jest poziom muzy w moich popularnych gatunkach obecnie. COŚ nowego się przytrafia, ale "raz na rok".

Codiac
Tue, 17 Mar 2026 13:27:42
jakaś gwiazda rzucania zastawą ze schodów aka dubstepu, czy innego rapu, no to dzięki, raczej omijam.

Przynajmniej w czymś możemy się muzycznie zgodzić!
Gdy się zaczęła ta cała moda na dubstep to ja mówiłem, że za moich czasów młodości też to mieliśmy i było lepsze, tylko wtedy nazywało się "dźwięk nawiązywania połączenia przez modem".

@Borys
Dzięki za polecenie The Charismatic Voice, zbadam.
Nie ma sprawy. Ja lubię takie kanały, gdzie ludzie trochę dłubią i pokazują rzeczy od zaplecza. Bo przecież życia nam nie starczy żeby się samodzielnie dowiedzieć choćby promila tego, co nas interesuje, ale możemy czasami posłuchać tych, którzy poszli w danym kierunku.

Głosu Nosowskiej nie będę już komentował. Musiałbym wskazywać w szczegółach co i się nie podoba i gdzie się różni od innych, nawet nie wiem czy umiałbym nazwać te elementy. A i tak sprowadzi się to przecież do nostalgii czy osobistych preferencji.
Rezerwuję sobie prawo do tego, by ściszać głos gdy mi akurat ona wyskoczy w radio. Przynajmniej jeśli to ja prowadzę. Jak to mówił Dean Winchester "Driver picks the music, shotgun shuts his cakehole"

Borys
Tue, 17 Mar 2026 13:42:55
@Boni
Ta rada, żeby lecieć po producentach/inżynierach dźwięku, jest najlepszą radą, jaką otrzymam w tym tygodniu – dzięki! I nie chodzi mi tutaj nawet o Madonnę, ale o muzykę w ogóle.

Boni avatar Boni
Tue, 17 Mar 2026 14:13:09
@dubstep itp

Żeby było jasne, "słucham wszystkiego" ;D ale takie rzeczy jak dubstep czy kawałki metalu w stronę trash i dalej, czy pankówa, czy nowoczesny jazz czy większość rocka ;) to ja ew. znoszę jako część mashupu, mixu, czy "X+coś normalniejszego dla mnie" (więc X + triphop, pop, indie, synth, electro czy co tam innego). W formie "czystej": nie moje porno. BTW z takich mixów duba z czymś, np. już przyzwyczaiłem się do tej "wariacji" inspirowanej OST Ghost in the Shell. I do większości kawałków z wstawkami dubstepa z MDNA Madonny z notki.




 

Engine: Anvil 1.08   BS