Glasgow nie ma szczęścia w temacie
pożarów fajnych zabytkowych budynków. A miedzy nami mówiąc, akurat Glasgow każdego kawałka pięknych i fajnych budynków potrzebuje.
Od jakiegoś p... vaperskiego sklepu, pełnego ch... bateryjek, żeby małpy naczelne o IQ70 mogły modnie puszczać dymka, poszedł nieugaszalny pożar, który doszczętnie spalił "fasadowe" budynki kolejowej Central Station w Glasgow. To były wielkie kamienice z połowy XIXw.; w ich zadaszony "dziedziniec" wbudowano pod koniec XIXw sporą stację kolejową (w typie
"końcowa" "czołowa", wyjazdy w jedną stronę, obsługiwała wszystkie kierunki południowe z Glasgow). Po remontach i modernizacjach była fajna i z zewnątrz ("zaraz, to tu w tych wiktoriańskich kamieniszczach jest schowana stacja??") i wewnątrz (te wbudowane z "ciemnego drewna" sklepy i budynki jak fantazyjne domy, wewnątrz "atrium", na zdjęciu poniżej). Zdaje się niewiele zostało z architektonicznej "obudowy" i pewnie z części zadaszenia, choć same perony i tory zapewne wytrzymały, bo cóż tam miałoby się palić.
Wnętrze stacji w stronę głównego wejścia. Możecie sobie wyguglać jak to wyglądało panoramicznie, na moim zdjęciu brakuj drugie tyle po lewej i sporo po prawej; bramki i perony są "za kamerą".
Widok z zewnątrz na róg, Union Corner, od Gordon St., ta kopuła to narożnik Central Station. Zdjęcie pożyczone od Googla, bo nie mam zdjęć od tej strony.
Pożar dziś w nocy, ten sam narożnik i kopułka. Zdjęcie z BBC
Pogorzelisko po zawaleniu się kamienic, nie wiem co zostało od środka, wątpię, czy cokolwiek z pierwszego zdjęcia. Zdjęcie z BBC
Bardzo mi szkoda tego zabytku architektury, kultury, techniki. I fajnej części nie-zabytkowej, i zmarnowanych wysiłków ludzi, przez pokolenia, żeby to wszystko w pauperyzującym się mieście utrzymać, odnawiać, zachować.
W kwestii baterii litowo-jonowych, jakże powszechnych i jakże bezpiecznych, i coraz tańszych i tańszych, na co dzień nie myślę, że są bardzo bardzo złe, no i nijak nie wierzę, że ta cała cywilizacja mówiących pawianów porzuci tak bardzo wygodne i wydajne rozwiązanie zapalające. Ale czasem, a szczególnie w takich momentach, zastanawiam się, czy RÓWNIEŻ o naszych fantastycznych bateriach li-on przyszłe pokolenia będą rozmawiać jak my o azbeście czy emisji CO2.
Dzisiaj lepiej nie próbujcie mnie przekonywać, że nie, bo gdybym mógł sprawić, że spłonięcie wszystkich vaperów świata, z ich tanimi dobrymi akumulatorkami, a czasem bateryjkami, i z dostawcami ich taniego sp... sprzętu, i z całym marketingiem tego (byłego tytoniowego) przemysłu, mogło uratować Central Station Glasgow, to już by wszyscy płonęli, jak świat długi i szeroki.
Ale nie mam takich magicznych mocy, pożary się zdarzają, a o tym, że baterie li-on są palne jak coś palnego, czy że zapłacimy
publicznie za te wszelkie pożary i utylizacje
prywatnie zużytych baterii i bateryjek, szeroka publiczność nie ma pojęcia, nawet te parę procent pozornie oświeconej, analfabeci tym bardziej. I nie będzie miała jeszcze długo, bo w tym temacie nie ma megafonów korporacyjnych czy mavenów i influencerów, no przecież to byłoby wstecznictwo i sypanie piachu w tryby postępu, tych ślicznych jakże opłacalnych hajpów, tych elektrycznych samochodzików i żrących prąd jak posrane telefonów, zasilanych bombami zapalającymi w foliowych torebkach, itd. itp.
Ale jednak, niech spłoną.