Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2016-02-08, poniedziałek
Tagi:  varia, DIY, muza
___________________________________
Noo, jeśli Radkowiecki mógł se zrobić nowego bloga na poły kulinarnego, znakiem tego świat się kończy - albo ma chłop rację, że co 7 lat się człowiek nieco zmienia. To może ja też dokonam wyczynowego coming-outu bez trzymanki, i się ujawnię jako audiofil, co nie?

Żartowałem.

Ale tylko trochę.

Bo wiecie, muzykę lubię i różne inne dźwięki - czego coś około 50 notek na tagu "muza" dowodem. Co mnie wpędza w słuchanie różności od małego. Znaczy, od głośników, uszoma. Uszami. No mniejsza z małym, ale odkąd na pierwszą komunię dostałem magnetofon marki "gruźlik" (tj. licencyjny Grundig MK232), ciągle coś tam wkoło grało, nie ważne jak ch..., ale nagrywało się i grało.

(Co, nieco uprzedzając fakty, zostało mi na następne 40 lat. Jako motto se, kurde, powinienem na ścianie, albo lepiej na tiszircie, wydziergać "Nie ważne jak ch... aby coś grało")

Ale że mam (miałem) słuch nie najgorszy (nie w sensie muzycznego, broń was boginii, ale w sensie czułości i rozdziałki), co jakiś czas te całe granie mnie napadowo przestaje zadowalać i szukam szybkich i tanich rozwiązań problemu.

Tu będzie długa dygresja o słuchu i odsłuchu - odruchowo chyba tworzę sobie środowisko ciszy i spokoju, z niezłymi warunami odsłuchowymi. A hałas mnie męczy, mogę znosić w pracy itp. ale w okolicach mieszkania i odpoczynku, wypraszam sobie. Żeby wyjaśnić, szczególniej tzw. ludziom z tzw. miasta o czym mówimy - parę lat temu, mieszkając w domu w lesie, nocą słuchałem se niezbyt głośno muzyki, w pokoju rzędu 30m2. Tak "solidniej" chciałem posłuchać, więc przezornie wyłączyłem wcześniej wpisdu telewizor i komputery w okolicy (bo je słychać było wprost (przetwornice) albo przez sprzężenia). W cichym fragmencie zaczął mi przeszkadzać zegar na ścianie, tania tykająca bomba z IKEA - bateria poszła precz. Rozsiadłem się i słucham dalej. Dalej mi coś tyka. Aha, w szafce za mną, pod akwarium, mechaniczny zegar od oświetlenia - won. Rozsiadłem się i słucham dalej. W przerwie utworów - dalej coś tyka, po lewej. No co jest, rwa, tu nic nie ma, poza stolikiem, drugim fotelem i kominko-piecem ważącym jakieś 2 tony. Wstałem, nasłuchuję, ewidentnie kominek tyka. Co jest?! Aha, za kominkiem jest kanciapa techniczna, i taki sam zegar jak od akwarium, tylko od pompki c.o. WON! Rozsiadłem się, słucham dalej. W przerwie utworów DALEJ COŚ TYKA Z LEWEJ. No nie wierzę. Nasłuchuję, rozglądam się, coś jakby z dołu, ze stolika? I tak znalazłem zwykły ręczny zegarek seiko, który wyciągnąłem z przydasiów cholera wie po co parę dni wcześniej (żeby sprawdzić czy jeszcze działa? bo nie używam na co dzień). Więc, dla ustalenia uwagi, w wieku lat 40 w odpowiednich warunach słyszałem ręczny zegarek elektromechaniczny z odległości metra. A jak byłem młody, hoho, było znacznie lepiej, tj. czasem gorzej. Dygresja do dygresji - właśnie słyszę w środku nocy starego laptopa-routera w drugim pokoju. Pomimo, że ten na którym piszę, usiłuje tamtego zagłuszyć, a grzejnik elektryczny mu pomaga.

Z tego gupiego słuchu, polubienia muzyczki i braku zasobów, wzięło się lepienie sobie różnych sprzętów, wzmacniaczy, kolumn i czego popadnie. Bo przecież na tym "gruźliku" nie dało się słuchać, like, czegokolwiek, nawet nagranego z radia. Więc pod koniec (dawnej) podstawówki przyszło sobie zrobić gówniany wzmacniacz jakiś, jakieś kolumny (ambitnie - labiryntowe...), na wyrost, bo na sprzęt stereo mnie nie było oczywiście stać. Ale pomalutku, przez rodziców bezpośrednio czy pośrednio (a.k.a prace wakacyjne), dorobiłem się kobyły pt. magnetofon szpulowy Aria oraz w miarę porządnego tunera, obu z komisów, o ile pamiętam - i było to całkiem rozsądne, bo drogi w zakupie tuner FM "zwracał się" jako nieskończone źródło muzyki do nagrywania (dla młodzieży - coś jakby mieć obecnie nieograniczony dostęp do itunes czy innego spotify), a szpulowiec (z okolicy przedostatniej od góry PRLowskiej pólki) zapewniał wzg. dosko jakość w porównaniu z kaseciakami z epoki. W sumie, to był bardzo dobry zestaw, wystarczył na całą średnią szkołę. I na wszystkie 4AD czy Depesze, jakie nocami puszczał Tomasz Beksiński. Itd itp.

Po szkole, przyszło się pobrać i zająć trochę innymi rzeczami niż słuchanie muzyczki. Ale o ile pamiętam, jednym z pierwszych naszych "dużych" zakupów do nowego domu (czyli po jakichś dwu latach?), była miniwieża z CDkiem, bodaj daewoo. Skądinąd, że tak powiem z francuska, trudna do zajebania; CD padł dawno, ale reszta działała ostatnio jak sprawdzałem, po latach żywota garażowego i prawie 25 latach w ogóle... BTW miała (ma?) fenomenalne kolumienki głośnikowe, niby plasticzane boksy dwudrożne (dopchane rajstopami dzieci grały znacznie przyjemniej) objętości ze 2 litrów, ale o jakiejś kolosalnej sprawności - na pół gwizdka przekrzykiwały zdezelowaną betoniarkę i na pół osiedla muza szła. Jeszcze parę lat temu robiły bardzo ładnie za tylne w surroundzie.

Oczywiście, miło było wejść w CDki, i wyrzucić w końcu szpule i Arię, ale była to dosyć kosztowna przesiadka (przypominam, że internetu jeszcze nie było w jakimkolwiek sensownym rozumieniu, a nagrywarkę CD zobaczę w okolicy za lat parę) i jw. zaznaczałem - napadowo "chciało się więcej". Stąd ulągł się jakiś gramofon średniej klasy, darowany przez kolegę z pracy - trochę płyt się walało wkoło, kupowanych "za młodu", albo "bo rzucili", albo pozostałych w spadku. A w planach od razu, rzecz jasna, nowe wzmacniacze, kolumny, szmery, bajery. Niestety, bardzo szybko przygodę z gramofonem zakończyła córka - radośnie okazała mi z łóżeczka drabiniastego ramię gramofonu, którego miała nie dosięgnąć, ale jednak dosięgnęła. Też jej powinienem urwać ramię, no ale nie wolno. Skądinąd, mała ale silna, co nie? wydawałoby się, że urwać z mięsem i kabelkami ramię od gramofonu to dosyć trudne - ale nie dla zdeterminowanego homo-jeszcze-nie-sapiens.

Dygresja - przy podziale winyli przy "rozprowadzkach" rodzeństwa żony, czyli szwagierstwa, któreś zajumało parę naszych. Zostanie wam to policzone w piekłach zimnych i gorących, a szczególniej Balkan Electrique.

Następna generacja sprzętu ulęgła się po przeprowadzce pod Wawę, czyli ok 15 lat temu, na tle nadejścia DVD itp. Miał być wypasiony odtwarzacz JVC (trzypłytowy, po usterce lasera chyba nadal wala się w przydasiach), a wzmacniacz i kolumny "się zrobi"; ale jakoś tak wyszło, że zacisnęliśmy zęby i na drugi dzień dokupiliśmy amplituner do zestawu (z wystawy...) i średnie kolumny pioneera (bo tanio rzucili).

Na parę lat był spokój. Potem przyszło szarpnąć się na porządny subwoofer do nowej chaty, drewniany, aktywny, jakiś Magnat chyba (centralnych głośników nie ma w moim słowniku - przy telewizorze, to wymysł głupiego szatana jest). W konfiguracji 4.1 z DVD, 2.1 z CD, dawało radę, w cichym domu, jw. opisany, przez parę lat.

W końcu nadciągnęły do mojego głównego "toru odsłuchowego" czy może raczej "wąskotorówki", komputery, mp3 i inne takie zberezieństwa (jak mądrze powiedział Człowiek Który Się Zna "może od razu wydrukujmy tę muzykę"). Oczywiście, walały się głośniki po kątach pełnych komputerów od lat, ale nie bardzo wpadały mi w ucho na "dużym" sprzęcie, no bo 192kb mp3 akceptuję z ledwością. Ale co poradzić, przyszło wystrugać "bezgłośny" sprzęt skomputeryzowany, wetknęło się światłowód i poszło na starym wzmaku JVC.

Jakoś w tych samych czasach zachciało się znowu porządnego patefonu, więc przyszło skompletować drugi zestaw, z allegro itp. - talerz nienajgorszy od Hitachi; amplituner zabytek też Hitachi bodaj (złom straszny i zaraz się rozleciał), i małe kolumny tannoye, w zasadzie - tylne od surrounda wysokiej klasy.

Przed przeprowadzką do Szkocji, to była dobra chwila, żeby dokupić lepszy wzmacniacz i jakiś CD, żeby nie ogołacać domu, a mieć komplecik. Padło na Onkyo z poczatku '90 bodaj, czyli mamy tu vintydżowy gramofon, CD i wzmak, i te małe acz zacne tannoye. Szkoda, że subwoofera nigdy się nie udało wepchnąć przy pakowaniu i zalega bezczynnie w PL.

Ale po przywiezieniu mediacentra i ampli-surrounda JVC poprzełączałem wszystko, i gramofon i onkyo wzasadzie się kurzy... muza idzie praktycznie ciągle z kompa, bardzo rzadko z CD czy DVD.

Mówiąc "ciągle", mam na myśli ciągle - od paru lat korzystamy głównie z playera chowu domowego, który potrafi, ładnie poproszony i jeśli ma odpowiednie zasoby, wyrzucić plejlistę wystarczającą nam na raczej długo (dziś skończyła się taka ustawiona przed Bożym Narodzeniem...).

I w zasadzie jest nieźle, znaczy, do następnego napadu mojej głupawki. Jak na przykład, ostatnio mnie wkurzyła słabsza jakość dźwięku, jakby wszystko szło ze 128kb zamiast 320, pomimo w miarę stabilnego sprzętu - no ale wystarczył reset kodeków. Albo - do dzisiejszego podłączenia dosyć porządnego DACa (EMU0404, spadek po córce, kupiony jej lata temu do robienia muzy, deko się spsuł jakoś rok temu, ale właśnie poprawiono) - nie tylko osłuchana muza zrobiła się znacznie bardziej dynamiczna i szczególasta, ale też - przypomniało się, że te tannoye może i fajne, ale z paru litrów obudowy i małych głośniczków to i Salomon basu nie naleje...

Więc zaraz kombinuję nad dostawkami basowymi, albo i całymi kolumnami - ale okazuje się, że mam drogi gust, bo na wymarzone kolumny to i 1500 funtów byłoby mało. Znaczy, na głośniki same (średnia półka Scanspeak). I dlaczego jeszcze nie mam porządnego wzmacniacza w klasie A (tzw. spawarki; to są wzmacniacze bardzo skutecznie zamieniające prąd na ciepło, przy okazji ładnie i cichutko grają). Itd. itp.

Nie wiem, czy i jakie są morały z tej historyjki autobiograficznej. Może - jak się słucha byle jakiej muzy, to i totalna zbieranina sprzętu ze średniej półki zdaje się nieźle grać. Albo - audiofila tak naprawdę poznaje się nie po sprzęcie, czy nie daj boginii, po metkach na sprzęcie, ale raczej po ciągłym niezadowoleniu ze sprzętu... Albo po podejściu, jak w scenie jakiegoś filmu, którego nie pamiętam w ogóle: chłopak pyta dziewczynę "Słuchasz muzyki?" na co ona "Czy oddychasz?".


(Notkę nieco sponsoruje uwaga rzucona przez komentatora i naczytanie się o firmie Shiit. A potem przewalenie, po raz n-ty, połowy Pass DIY itp. miejsc w sieci. Charliebravo, nieprędko będzie ci to wybaczone.)





Tue, 9 Feb 2016 13:26:55
Tell me more... u mnie zaczęło się od mk2500. Który to sprzęt był, jak wiadomo, monofoniczny. Niedługo. Gdyż wyprułem z niego oryginalne bebechy i wstawiłem ich stereofoniczny klon - na płytce o oryginalych wymiarach. I to działało! No - jakoś... :) Potem wydziergałem jeszcze dwa amplitunery FM - ach te wieczory w oczekiwaniu na test separacji kanałów na Trójce (lewa, prawa, szzzzz). Dwa razy podchodziłem też do kolumn (drugie były nawet dość udane, krowiaste bass-reflex). Kolejny magnetofon z midi-wieży Kasprzaka - elektronika tradycyjnie wyleciała, zastąpiona torem skopiowanym z Nakamichi, pracowicie wycyzelowanym, aby osiągnąć prawie płaskie 30Hz-17kHz zapis+odczyt. Itd.

Ale tu pojawia się refleksja na temat: "audiofila tak naprawdę poznaje się nie po sprzęcie, czy nie daj boginii, po metkach na sprzęcie, ale raczej po ciągłym niezadowoleniu ze sprzętu". Bo owszem było i niezadowolenie i ciągłe dążenie do perfekcji, lecz żadnym audiofilem nie jestem. Ba - tak naprawdę dłużej to wszystko robiłem, niż używałem. Po prostu lubię dłubać elektronikę.

Boni avatar Boni
Tue, 9 Feb 2016 13:38:36
@kuba_wu

No to ja chyba odwrotnie - lubię słuchać, lubię podnosić sobie jakość, i w tym celu mogę se coś wydłubać, bo mnie nie stać na to co bym chciał - ale trudno powiedzieć, że to bardzo lubię. Napadowo, owszem, jako odpoczynek od innych hobby. Ale żebym miał cyzelować kopię Nakamichi do innego magnetofonu, itp. no to prędzej piekło zamarznie...

Zdaje się, w moim przypadku kluczowe jest "bo mnie nie stać", zawsze były i są inne pilniejsze wydatki. I żebyśmy sie rozumieli - czasem to, na co mnie nie stać, a bym chciał, musiałbym kosztownie zrobić sam albo zlecić zrobienie komuś, a nie, że ktoś gdzieś takie rzeczy ma gotowe na półce, tylko że za zylion $$$. Bo nie tylko idzie o audio, ale też o inne cechy.

Wed, 10 Feb 2016 14:03:03
Młodzież...

Moje pierwsze "audio" było ogólnorodzinne - radio Mazur 2 (tylko AM, w szczególności Rozgłośnia Harcerska na krótkich) i do tego gramofon G-250, odtwarzający zachodnie przeboje z pocztówek dźwiękowych (wyguglajcie se te sprzęty).

A pierwsze własne audio to magnetofon Dniepr 10.

A potem jakoś poszło, ale zatrzymałem się na przyzwoitym kenwoodzie i celestionach i póki co starcza.

Boni avatar Boni
Wed, 10 Feb 2016 14:45:21
@janekr

Okej, ale ja tu nie licytowałem się "na PRL", tylko pisałem o swoim audio - pierwsze audio jakim się nieco bawiłem, w sensie radio/longpleje/pocztówki (rodzice trochę tego mieli), nie było "moje", tylko domowe, bodaj "Donatina".

janek.r
Wed, 10 Feb 2016 17:00:33
Z punktu widzenia walorów brzmieniowych ten Dniepr miał co najmniej lepsze basy, niż ten kaseciak

Sianko, magister
Thu, 11 Feb 2016 16:09:18
A można prosić coś więcej o zero-szumiącym sprzęcie?

Boni avatar Boni
Thu, 11 Feb 2016 23:41:53
@mgr Sianko

Normalnie, to jest mały komp z zasilaczem bez wentyla i dyskiem SSD, temat był wyczerpany w notce i komciach do niej. A zero-szumiący to był jak korzystał z danych z domowego serwera stojącego w innej części domu, obecnie terabajtowe dyski walają się nieco bliżej i słychać je nieco.

mgr Sianko
Fri, 12 Feb 2016 10:35:40
Myślałem, że "zero-szumiący" odnosi się do jakości audio :D
Jaką kartę tam wsadziłeś BWT?

Boni avatar Boni
Fri, 12 Feb 2016 12:45:18
@mgr Sianko

A to zabawne nieporozumienie wyszło ;D to jednak było o kompuci; no ale w sensie audio też "nie szumi", bo od początku miała SPDIFem na optyce wyjście, szło wprost na stary ale jary wzmak JVC, więc jeśli szumiał czy jitterował, to wzmak a nie komputer.

A obecnie jest znaczny upgrade (bo JVC ma DACa z innej epoki i półki), wpięty jako DAC ten EMU0404 na USB, a za EMU to jest jakaś absurdalna ilość dB wzg. szumu i dynamika, popacz w link w notce, na słuchawkach 114dB, na wyjściu do JVC 117dB, itd itp. No i na USB wyciąga oversampling aż do 24/192kHz (nie żeby to miało wielki sens, ale), kiedy SPDIF 24/96, a DAC w JVC bodaj tylko 48kHz.

Ogólnie, słychac różnicę USB/EMU wzg. SPDIF/JVC jak jasny gwint. Aż myślę serio o basowych dopalaczach do Tannoyów, bo zrobiły się nagle "za słabe" (np. w tej chwili testuje się jako dopalacz, NIE ŚMIAĆ SIĘ, mały ale silny głośnik Sony od subwoofera, oprawiony w grube pudło kartonowe). I aż się prosi o jakiś porzadny wzmak w klasie A w miejsce JVC. Ale to już grubszy temat.

Codiac
Fri, 12 Feb 2016 14:53:03
Też pomyślałem że chodzi o redukcję szumów na audio, a nie szumu samego sprzętu. Zwłaszcza że tutaj chwilę wcześniej wspomniałeś o tolerancji kompresji mp3, a ja za leniwy jestem żeby klikać linki :-)

Fri, 12 Feb 2016 15:23:11
...no i w kontekście nietolerowania tykania zegarka ręcznego ;)

Boni avatar Boni
Fri, 12 Feb 2016 18:10:54
Noweśta. Szumy czy przydźwięki itp. zniekształcenia w torze audio, to małe miki, bo ma ich nie być, i tyle ;) a przynajmniej zminimalizowane do minimum wyznaczonego przez finanse. Co, wbrew pozorom, przy odrobinie ogarnięcia i z CD itp. źródeł jest wzg. łatwe. Z to szum wentyli, gwizdy przetwornic itp. skrzeczenie dysków, tykanie zegarków są DODATKOWĄ ch...nią i wkurzają mnie bardziej niż jakieś drobne syczenie między utworami - stąd i zwykłe domowe kompy potrafiłem składać z pasywnymi kobylastymi radiatorami na GForcach, czy wymienionymi wentylami zasilaczy na takie 10dB cichsze. A ten mediacenter, cóż, miał być bezgłośny i taki jest. Właśnie tego słowa powinienem użyć, "bezgłośny".

Teraz np. dyski są w pokoju, ale wzg. ciche (laptoki są znacznie głośniejsze), natomiast TV (deko niezbędny do obsługi mediacentra, no i właśnie na nim piszę komcia ;) ), gwiżdże jak mała orkiestra. Oczywiście, zawsze mogę wyłączyć terabajty i puścić se nieco muzy z SSD/pendrive przy wyłączonym TV, ale nie zawsze mi się chce, jednak lichy ze mnie audiofil.

Codiac
Fri, 12 Feb 2016 23:45:06
Boni, no tak to odczytałem. Wiesz, ja się nigdy audio tak nie interesowałem, jedyne co mam poza kompem to stara wieża Panasonic ze zmieniarką na 5 CD, kupiona za pierwsze zarobione pieniądze (jakoś w 1998, a nadal sprzęt chodzi, chociaż teraz głównie służy do słuchania radia gdy prasuję).

Ale pamiętam ten sprzęt dostępny za komuny, jakieś magnetofony Grundig i pamiętam jak to szumiało. Nawet nie dlatego że sprzęt był słaby - nie wiem czy był - ale dlatego że taśmy magnetofonowe były wściekle podatne na uszkodzenia. To był przecież cienki pasek magnetyczny i zaginał się łatwo, a sygnałowi analogowemu nie potrzeba wiele żeby go zniekształcić, nie?
Więc gdy piszesz że przeszedłeś na cyfrowy, który może mieć algorytmy naprawiające uszkodzenia, w którym jakoś sygnału wyznacza częstość próbkowania a przy odpowiednio dużej już ucho mało którego człowieka słyszy różnicę, to uznałem że udało ci się zrobić eliminację szumów na poziomie zadowalającym. :-D

A sprzęt domowy... komputery pal licho, ja z nimi i tak pracuję, to choćbym nie chciał musiałem się przyzwyczaić. A i w serwerowniach zdarzało się pracować. Nawet niedawno komentowałem scenę w filmie, w którym facet wyjmuje telefon i spokojnie sobie rozmawia, mając dwa metry obok kilka szaf rackowych wypełnionych sprzętem.
Ale jak słuch mam mało czuły, tak tykające zegarki mnie doprowadzają do pasji. Potrafię wynieść taki na drugi koniec domu i schować pod stertą ręczników jeśli przychodzi mi spać w pokoju, w którym coś cyka.

Boni avatar Boni
Sat, 13 Feb 2016 11:29:57
@Codiac

@magnetofony

Zdaje mi się, że nie tyle szumiało "bo podatne na uszkodzenia" czy "bo analog", co z samej zasady działania i "fizyki" taśmy i użytych materiałów ferro oraz możliwości nagrywania i KASOWANIA przez popularne rozwiazanania głowic i ich "zasilaczy". Tzn. oczywiście, że analog szumi więcej i "lepiej" niż cyfra, ale przy zapisie magnetycznym ważniejsza była wielkość domen i twardość magnetyczna materiału (stąd te "chromowe" i "metaliczne" taśmy się wzięły, nawet do szpulowca ze dwie miałem), ale nie mogła być za wielka, bo albo by się nie dało w locie i przy polach osiągalnych przez malutkie głowice zapisać, albo jakby się dało zapisać, to już nie dałoby się sensownie skasować i zapisać ponownie. Jak nabyłem obycie ;) to używałem chromowych w normalnych magnetofonach, ale do jednorazowego zapisu. No i stąd ulągł mi się "zabytkowy" szpulowiec prawie-HiFi, bo jednak przy prawie dwa razy szerszej ścieżce i dwa razy większej prędkości (4x większa była trochę niewygodna i "droga", rezerwowana dla najważniejszych nagrań), miał szumy, dynamikę i pasmo dużo lepsze niż najlepszy osiągalny dla mnie kaseciak.

@sprzęt szumiący i tykający w domu

U mnie zegarki i dyski jak w notce. Potem wentylatory. Ale moją nemezis są lodówki...

Tue, 16 Feb 2016 00:39:14
@lodówki
Bracie! Tu można tylko (cicho) załkać.

zz_top
Tue, 16 Feb 2016 08:59:24
@lodówki
Eee tam! W dupach się Wam poprzewracało! Chyba dawno nie mieszkaliście w bloku z wielkiej płyty z lat '70 i nie wyrywał Was z zamyślenia nad muzyką (i jej jakością) rezonans rur kanalizacyjnych, spuszczanie wody w kiblu przez sąsiada i odgłosy spółkujących studentów za ścianą... :-)

charliebravo
Tue, 16 Feb 2016 15:12:28
(charlie nieśmiało wyłazi z kąta...)
@zz_top
Otóż to! Najważniejszym, najbardziej krytycznym i na ogół najdroższym elementem hi-fi jest pomieszczenie do odsłuchu. Nawet w naszym pierwszym i pół (powiedzmy) świecie to jest spory problem, bo jak nie ściany drgają to sąsiedzi (hałasują albo powstrzymuje mnie wzgląd na nich).

Dlatego mam sporo radości z head-fi. Naprawdę fajnie grający sprzęt (otwarte słuchawki i jakiś wzmacniacz, być może zintegrowany z DACiem) można mieć za 2kPLN. Takiej jakości muzyki na codzień nie słuchałem na technicznie lepszym głośnikowym sprzęcie, bo się nie dało (ściany, sąsiedzi, rodzina...).

@szumy
Pomijając zabawę z analogowymi źródłami dźwięku (cały procent użytkowników, podejrzewam), szumy powinno być słychać jeśli są na nagraniu, bo na przykład ma pół wieku i wtedy sprzęt szumiał. Przyzwoity sprzęt na normalnych ustawieniach głośności nie powinien szumieć.




Boni avatar Boni
Tue, 16 Feb 2016 22:22:59
Co do pokojów odsłuchowych, trochę prawda, no ale jakby to powiedzieć - jak już się ma ten siaki taki pokój, bez bzykających się studentów za ścianą, czy kibla nad głową, to jednak te lodówki czy zegarki motzno wpieniają.

Słuchawki są czasem fajne, ale jednak nieco upierdliwe i nie do końca o to Polska walczyła. Mam jakieś "dokładne" JVC półotwarte (a w rezerwie "popowe" za to urywające dupę basem Kossy), EMU poza ADC/DAC ma wbudowany odsłuch = niezły wzmak słuchawkowy w klasie A - wszystko pięknie, ale jakoś tak wychodzi, że prawie tego nie używam.

Ostrożnie z tym "pół wieku, więc musi szumieć", nagrania cyfrowe są starsze, ba, wydania nagrań "z cyfry" mają już prawie 40 lat, powszechnie 30 - np. wczoraj się zdziwiłem winylem, radzieckie wydanie Ludwika von B., 1987, "nagranie cyfrowe".

January
Fri, 19 Feb 2016 12:02:30
MK232P, cokolwiek by to P nie znaczyło. Też miałem, łza w oku się kręci... Zupełnie jak iPod, służył do odtwarzania muzyki *i* nośnika danych (przyłączony poklejonym taśmą kabelkiem do komputera ZX Spectrum, którego winą z kolei jest to, że jestem dziś tu, gdzie jestem).

Boni avatar Boni
Fri, 19 Feb 2016 20:54:15
@January

Kochany, możemy się zflejmować jak rasowe internetowe trolle - otóż ja miałem MK232 z napisem Grundig i Unitra, a ty ew. badziewną podróbkę MK232P tylko z napisem Unitra (cecha odróżniajaca z daleka - metalizowane: kieszeń kasety i osłonka mikrofonu). Jak znam życie i PRL, to te P pewnie oznaczało "polski", jak w 126p; jak już im się skończyły komponenty z jakichś partii od Grundiga i zaczęli montować całkiem sami, oszczędniej, bez metalizacji i tego paska z napisem "MK232 Automatic Grundig".

Prawda, u mnie też przeżył drugie życie jako stacja do Speca, permanentnie rozbebeszony, żeby mieć łatwiejszy dostę do regulacji głowicy... I podobnie, przez tego Speca jestem gdzie jestem...

Boni avatar Boni
Sun, 21 Feb 2016 00:12:24
Jak to mówią, "z głupim żartów nie ma" - jak mi coś za bardzo chodzi po głowie, to zaraz kończy się tak, że pokój wygląda jak stolarnia po nalocie, hałda MDFu się wszędzie wala, ale już są pewne efekty akustyczne i, że tak powiem, monumentalne (bo wielkie cholery będą; głośnik z przydasiów tymczasowy, właściwe 20cm dopiero jadą, wykończenie - kiedyś tam).

Tue, 23 Feb 2016 23:37:05
Ale jakoś to liczyłeś, parametry T-S, objętości, rezonanse itp? Kołaczą mi fragmenty teorii w głowie piąte przez dziesiąte, ćwierć wieku minęło, może teraz robi się to prościej?

Boni avatar Boni
Wed, 24 Feb 2016 22:08:06
To są pudła mojego ulubionego typu - labiryntówki (transmission line), więc są relatywnie łatwizną bezproblemową i prawie zero liczenia itp. w porównaniu z innymi typami; tylko problem, że jeśli mają być dobre to muszą być raczej duże - np. to ze zdjęcia ma 124cm, plus Tannoy około 25cm.

A w szczególe - tak, robi się to prościej ;) - najpierw se liczyłem i projektowałem, i wahałem się między TL "łamanymi" na 3 czy na 2, ile przetworników, jak dzielić itd itp. po czym przypadkiem, szukając głośników, trafiłem na genialny projekt SEASa i dr. D'Appolito, prawie taki jak se szkicowałem ;) tylko że lepszy, poleca się, na końcu strony jest link do całościowego artykułu. Moim skromnym zdaniem, nic lepszego w tej wielkości, kosztach, pasywnego, itd. jeszcze nie wymyślono.

Oczywiście, deko to pozmieniałem, znacznie tańsze woofery, bez tego cokołu (dałem po prostu fałszywe dno i wnękę "na wprost"), a do mid-uprange stoją na wierzchu Tannoye (jest opcja i miejsce żeby kiedyś wsadzić duże kopułki w układzie MTM jw. Thor). Dzisiaj właśnie przyszły głośniki, 20cm woofery, chińszczyzna ale wzg. porządna, rezonans na 30Hz, ale na razie tylko 3... więc złożyłem drugą kolumnę "docelowo", pierwsza nadal z tym małym subwooferowym jest. Powiem tak, właśnie słucham testowo różności i myślę, że nawet w aptece na drugim końcu kościoła nie mogą dojść skąd ten ładny bas idzie ;) ogólnie, banan na mordzie spory.

Jak mniej-więcej skończę, będzie pewnie notka o tym co, jak i dlaczego.




Licencja:

Creative Commons License

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

rozie - Elektrycerze
Fri, 19 Jan 2018 07:31
@Boni Hint - rozmawiasz na blogu człowieka, który...

red.grzeg - Wielki brat paczy
Mon, 15 Jan 2018 08:24
Tak, teraz (od 2 lat?) da się założyć firmę bez...

charliebravo - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 20:33
@księgowy DG (księgowy jest za 3-4 stówki, widzę...

Boni - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 19:46
@charliebravo Primo, dlatego nawiązałem do...

Codiac - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 19:36
'Tutejsze banki, tak, śmierdzą na milę XIXw' It's...

janek.r - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 18:56
@czyli czego, 206sw? skoda fabia kombi. Chwilowo...

charliebravo - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 18:14
@Janek Ok, chodziło mi o „uogólniony za duży...

janek.r - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 17:42
@ilu ludzi wozi kombiakiem bądź SUVem jedno dziecko....

charliebravo - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 15:49
@Prowadzenie firmy w PL No wiec ja mam wrażenie (DG...

charliebravo - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 15:35
@„Hint - rozmawiasz na blogu człowieka, który...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP


Engine: Anvil 0.85   BS 2012-2017