Mam wrażenie, że jeśli jakiś w miarę aktywny blog, jak na przykład niniejszy, nieco zamiera, to są dwie możliwości: albo bloger ma chandrę, deprechę, życie go gniecie, wszystko jest bessenzu, a już szczególniej pisanie głupot na blogach; albo ma inne ciekawsze zajęcia.
Dla ostatnich dni, tygodni vs. mojej pisaniny na blogu, zachodzi przypadek numer dwa.
Z braku możliwości i okoliczności zabaw w to, co zwykle się bawię, czyli zabaw domem, szrotem czy nawet elektroniką, nagle wróciłem do zabaw programami. No i pakerstwem, ale to bez związku. No dobra, związek jest - oba hobby są łatwe i niskointensywne; i nie wymagają większych inwestycji, co trudne na wynajętej miejscówce i bez kasa-bubu. I dosko na jesień-zimę.
Piszę to wszystko, bo właśnie się niechcący zorientowałem, jak bardzo jestem cykliczny i że właśnie jest mała rocznica. Rok temu zacząłem
jęczeć na design i okolice, co zaowocowało
pewnymi efektami. A że po urlopie przywiozłem do Szkocji nie tylko żonę, ale też mediacenter, to jest w czym podłubać. Mediacenter mam na myśli, oczywiście. A konkretniej dedykowane programy do odtwarzania multimediów, bo hardware jest już w miarę ogarnięty (np. USB wyprowadzone na przód i zewnętrzny 2TB dysk podpięty). I nadal nie znalazłem nic idealnego w łatwo dostępnych rozwiązaniach (FYI najbliższy był chyba
PLEX (zresztą, zabawa polega na gonieniu króliczka, a nie złapaniu).
Skądinąd, w styczniu program już jakoś działał, skoro w drugiej linkowanej notce na zdjęciach TV pokazuje to, co pokazuje. Ale był i nadal jest daleki od jakiegokolwiek sensu słów "skończony", "satysfakcjonujący" czy "docelowy".
Stąd wróciłem do tematu i dłubię. Żeby sobie i wam poukładać, przypomnę założenia:
1) odtwarzacz multimediów pod Windows
2) dobrze współpracujący z TV, szczególniej plazmą
3) dający jak najprostszy i najwygodniejszy dostęp do tysięcy plików, także na zdalnych dyskach
4) minimalistyczny w działaniu, estetyce i interfejsie
Co z tego wyszło? W skrócie, okapsułowany (przez ActiveX) Window Media Player. A dokładniej i w wersji powiedzmy 0.3 alfa (bo ze dwa razy zmieniałem koncepcję), coś takiego:
Ponieważ pkt. 2), odtwarzacz jest generalnie pełnoekranowy i "na czarno". Jest kilka widoków, powyższy jest powiedzmy, najbardziej bazowy; przełączanie widoków znika "organizer", rozszerza "playlistę", itd itp. Ponieważ pkt. 3) i 4), więc nie ma zyliona pierdołek, opcji i informacji na ekranie, gdyż są one dosko zbędne. Ponieważ 3), "organizer" jest zestawem trzech do pięciu list wyboru (gatunki, artyści, albumy/itp, lata i w planie, może scoring/gwiazki) i jednym kliknięciem generuje playlistę (tak dokładnie, to jest AND na pięciu checklistach). Ponieważ 1) to jednak zapewnia jakieś tam info o multimediach, wyciąga co nieco z mp3 itd itp. i pokazuje to na "wielkim" ekranie. Ponieważ 3), to generalnie program "ma sobie radzić", więc po podaniu mu wejściowej ścieżki, wybudowuje sobie sam minibazę danych, kombinując na różne sposoby i jak koń pod górę (szczególniej jeśli dłubie w dużych drzewach katalogów i dziesiątkach tysięcy plików...); z tych samych powodów sam skaluje się po swojemu na różne ekrany (no, sensownie, to od 1200 rozdzielczości w poziomie) . Ponieważ 2) i 4) to bardzo ważnym feature jest "screen saver", czyli blackout TV z latającym/fade-in/out widgetem (okładka albumu itp. plus mały opis) - to widzi się na TV przez 99% używania TV jako mediacentra, więc serio, to istotne.
Ponieważ 3) i 4) to ma pamiętać swój stan, ogólnie idea jest taka - pukamy w organizerze ze cztery-pięć klików, potem plusik, i play. Jeśli mamy dość muzy na dyskach, no to mamy playlistę na pare dni, i nie ważne czy i co będziemy dłubać, włączać czy wyłączać - program będzie nam pogrywał.
Na dzień dzisiejszy jest nieźle (używam(y) na co dzień), ale daleko do końca. Bo oczywiście zachciało się jednak dostępu do opcji i różnych skórek (mniej więcej już są). Na razie program pracuje w trybie "muzyka", ale jest zaprojektowany do dowolnych multimediów, więc kiedyś... Plus troche bugów, i jedna mała skucha (brak wygodnej obsługi Unicode itp w Delphi7 którym to kompiluję, więc np. problemy z obsługą nazw plików z polskimi znakami). No i oczywiście mam bardzo ładny splash i logo, tylko, że zajumane z sieci w biały dzień.
I właśnie to wszystko zajmuje mi ostatnio wolny czas.
Aha, roboczo (albo i nie) nazywa się to Geannaire.
Ciekawe, czy komuś oprócz mnie do czegoś by się przydał.