Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2016-01-31, niedziela
Tagi:  szrot
___________________________________
Niedawno się zorientowałem, że pomimo pisania bloga przez jakieś 5 lat, z tego sporo o szrocie, chyba zapomniałem napisać podstawowy poradnik zakupu szrotwagena. Ewentualnie jest też możliwość, że napisałem, ale zapomniałem i nie umiem znaleźć (bo tylko miniporadnik, raczej o wybieraniu autka i szczegółach wyrwanych z kontekstu znalazłem). Taaak, zawsze twierdziłem, że jestem blogerem o bardzo małym rozumku.

Ad carruca: nie będzie o wybieraniu sobie szrotwagena a nawet pojazdu, bo o tym jednak już sporo było. Nie będzie też o źródłach finansowania zakupu wybranego pojazdu, bo nie znam się na tym wcale. Będzie o fizycznym przeglądzie trupexa i na co zwracać uwagę przy zakupie, dla ustalenia uwagi, pojazdów >12 letnich, tanich, zajeżdżonych, ale "mających coś w sobie" albo fajnych po prostu. I ważniejsze - co przy zakupie należy olewać sikiem parabolicznym.

1. Przebieg pojazdu. Jest to punkt pierwszy, bo podobno najważniejszy dla 75% kupujących używki. Co sugeruje, moim skromnym zdaniem, gdzie leży mediana głupoty ludzkiej. Oczywiście, ten temat olewamy, bo jak w starym sucharze, "cena i przebieg - do negocjacji". Okej, zdarzają się wyjątkowo wyjątkowe wyjątki, jak wózek kupowany od prywatnego długoletniego właściciela, w kraju gdzie tradycji kręcenia raczej nie ma, z mechanicznym licznikiem, trudnym do odkręcenia a nawet do rozebrania deski, czy w cenach zupełnie nieopłacalnych do machlojek, itp. To się może zdarzyć, na te kilkadziesiąt wózków które serio rozważałem i macałem, może ze trzy razy takie niezwykłe okoliczności przyrody nastąpiły, że może i uwierzyłbym w licznik. Przykładem wydaje się nasz obecny lexus, ale jednak - nie dlatego wierzę w licznik, że prawdę mówił o 160kkm, tylko dlatego, że stan wózka jest tak dobry, jakby pomimo wieku przejechał zaledwie 160kkm. W normalnych warunach - licznikowe km olewamy, patrzymy na wiek i stan.

2. Trudny wybór źródła używki - komis, handlarz czy prywatny właściciel? Olewamy. Istnieją mity, że "z komisu pewniejszy" albo że "od właściciela lepiej niż od handlarza". (voice mode=Shrek) "Ale masz jakieś wsparcie?". Tak naprawdę, bez różnicy, wszędzie może się trafić mina i to z gatunku przeciwpancernych, albo (znacznie rzadziej) okazja stulecia. Podobnie, nie wnioskujemy, że długoletni prywatny właściciel sprzedaje szrota uczciwiej niż zawodowi oszuści a.k.a handlarze złomu - równie dobrze mógł właśnie dostać listę "to do" od swojego długoletniego mechanika, z przewidywanym kosztem remontów w rozmiarze produktu narodowego Tuvalu, więc prewencyjne wydala kloca w nasze ręce.

3. Już na etapie ogłoszenia, w praktyce - w necie, uważnie oglądamy powiększone zdjęcia, ew. prosimy sprzedającego o lepsze. Nie rozumiem, jak można uważać, że wózek jest tiptop, jeśli na zdjęciach ma krzywe sznyty, czy różne odcienie blach, czy podobne felerki - komuś się wydaje, że na miejscu będzie lepszy? I nie mówię, że to koniecznie dyskwalifikuje złoma, bo nie musi, zależy co i jak zrobione i ile trzeba jeszcze zrobić, i do czego nam ten trupex potrzebny, bo może do scrap race - no ale wtedy nie ma mowy, że igiełka nie bita, ew. cenę dzielimy odpowiednio.

4. Już na etapie telefonu, ustalamy jaki jest status formalno-prawny autka i czy sprzedawca ma wszystkie papirusy tiptop i pod ręką. Nie ma chyba głupszej akcji niż jechać po szrota przez pół kraju, napalić się, po czym na koniec dowiedzieć się, że jest taka sprawa, że w trakcie jest rozwód, więc dowód ma szwagier, kartę wozu była, a sprzedawca sprzedaje przecież samochód a nie papiery... Znam takie bogate opowiastki ze słyszenia, ale rozwadze polecam - mnie chyba tylko raz zdarzyło się nie dopytać o kwity, i wyszła akcja nieco w tym stylu, tyle, że niedaleko i rozczar niewielki, ale jednak: szukaliśmy na gwałt 4x4, bo ford explorer się zesrał a merkura scorpio stłukłem (jednego dnia!) a tu zima przyszła; trafiliśmy do jakiejś dziwnej drukarni na zadupiach warszawskiego Gocławia, chłopaki zapracowane, ale okazali, że mają na sprzedaż explorera 2 z silnikiem od 1, czyli teoretycznie wtedy ideał naszego szrotu - w praktyce zaniedbany, elektryka choinka, ale silnik+skrzynia+zawias ok, plus buda w miarę cała, plus cena bardzo ok, no dobra, to może i weźmiemy, bo przez śnieżny tydzień naród wykupił wszystkie 4x4 w okolicy stolicy. Ale na pytanie o dowód i kartę wozu nagle zrobiło się niewyraźnie, chłopaki się zmieszały i zaczynają wydzwaniać gdzieś za papierami, po czym stwierdzają, że karta wozu, zdaje się, jest w Piasecznie, zdaje się. A dowodu nie ma, bo zgubiony, a umowa poprzednia na inne nazwisko niż karta, więc trochę kłopot, ale mają namiary na przedpoprzedniego właściciela i to się załatwi. No już w połowie tego wykładu miałem duże WTF i w końcu pytam się "Zara, to tę jazdę próbną wkoło dzielni zrobiliśmy bez dowodu? I wy tym na co dzień tak jeździcie po mieście?" - "A bo my to złoczyńcy jesteśmy" z krzywym dwuznacznie-jednoznacznym uśmiechem odparł właściciel, po czym zaczął znowu gdzieś wydzwaniać, no ale tu spojrzeliśmy z żoną po sobie i daliśmy sobie znak-sygnał "SPIERDALAMY", toteż szybciutko pożegnaliśmy się i uciekliśmy pronto. BTW do dziś dnia nie jesteśmy pewni, czy wielka drukarka, którą chłopaki były zajęte, "bo pilne zlecenie", więc nie mieli zbytnio czasu na ten cały handel, drukowała nalepki na zabawki itp. czy nalepki akcyzy.

5. Już na etapie telefonu, a co najmniej przy oględzinach, jeśli sprzedawca to nie jest jakiś megakomis czy handlarz z setką złomexów, pytamy dlaczego sprzedaje? a nawet jeśli komis, to skąd im się taki ulągł? i uważnie obserwujemy i analizujemy odpowiedź. Serio, to bardzo ciekawe, nawet przez telefon. Jeśli sprzedający, szczególniej prywatny, który ma wózek od dawna, nie potrafi jasno i szybko odpowiedzieć na takie pytanie, stawiamy przy danym szrocie duży minus. A poza tym, można trafić ciekawe historie i przyszłe klasyki, np. nasz vierny van był kupiony od Zbigniewa S. pseudonim Oniscus, w tym pozornie spokojnym międzyczasie, kiedy już nie był i jeszcze nie był związany z polską polityką, tylko miał komis samochodowy; wózek był po jego własnym osobistym teściu.

6. Unikamy oczywistych błędów, jak umawianie się na oglądanie autka po ciemku, czy w ulewie - w warunkach wielkomiejskich można ratować się parkingami galerii handlowych czy co lepiej oświetlonymi stacjami paliw, ale jeśli ktoś kupuje szrota przy latarce na zadupiu, niech nie śmie narzekać, jeśli trafi mu się wspawany przystanek. Oglądamy sobie blachy, lakier, rdzę; jeśli mamy jakiś magnesik do lakieru (jakoś nigdy nie miałem i nie musiałem używać) bawimy się nim w podejrzanych miejscach. I pamiętamy - w przypadku szrotwagena, nie idzie o to czy jest idealny (bo idealny, to on może był 15 lat temu), ale czy jest w miarę prosty i w miarę spełnia nasze minimalne wymagania w danym przypadku - jeśli oczekiwaliśmy idealnego klasyka bez rdzy, okej, tego szukamy; jeśli oczekiwaliśmy jeżdżącego, skręcającego i hamującego "prosto" 20 letniego forda z pół bańki nalotu, reszta opcjonalna - to pod tym kątem patrzymy. I przesuwanie się "w drugą stronę" skali zawsze jest błędem - nie ważne, czy ustepujemy z oczekiwaniami przy klasyku w stanie mint, który okazuje się coraz mniej mint; czy nagle nam się podnoszą oczekiwania wzg. starego dziurawego w połowie popsutego forda do poziomu nówki salonowej lexusa; tak czy owak, robimy to źle.

7. Odpalamy szrota, najlepiej - na zimno. To jest ideał, nie zawsze możliwy, ale tak jest najbezpieczniej. Jeśli "na zimno", czyli stał dłuższą chwilę w danym miejscu i podłoże na to pozwala - oceniamy ślady wycieków, nie tylko silnika, ale skrzyni, paliwa, dyfrów, hamulców, wszystkiego. Do odpalenia - samochód zgaszony, otwieramy maskę, paczymy co tam słychać i widać; nawet jak nie wiemy o co cho, to mądrze kiwamy głową. Prosimy sprzedawcę, żeby odpalił, obserwując z ogólnej perspektywy, czy trudno zapala, gdzie dymi, gdzie lecą płyny i jakiego koloru, co klekocze jak powinno, a co jak nie powinno. Zwracamy też uwagę, jak gość odpala - czy "pałuje" gazem, czy nie, czy wykonuje jakieś magiczne czynności i np. czy ogarnia w ogóle pojazd. Po chwili idziemy pobawić się w proktologa, czyli co tam słychać, widać i czuć w odbycie trupexa, zwanym wydechem. Obłoczki, mgła, dymy czarne, białe i najróżniejsze, większe niż w przeciętnym sprawnym wózku z podobnym silnikiem stojacym tego dnia obok (czyli - w podobnych warunkach pogodowych) powodują, że z rozbawieniem każemy sprzedajacemu zgasić i pospierdalać, ew. jeśli lubimy robić remonty silników, każemy podzielić cenę szrotwagena przez 2. Potem wracamy na przód i odkręcamy korek oleju, żeby zobaczyć co pod nim widać - fontannę? dymek? przeciąg? majonez? Oczekujemy oczywiście zero ciśnienia i dymu, tylko nieco oleju i nieco nagaru, nic więcej. Z innej beczki - jeśli wózek nie chce zapalić, słabo kręci, itp. niekoniecznie skreślamy go od razu; jasne, każdy się tłumaczy, że słaby/stary akumulator, że wózek stoi od miesiąca - ale to zaskakująco często po prostu prawda. Zdarzało mi się w obie strony, jako sprzedawca i kupujący, bawić starymi akumulatorami, w deseń, przy sprzedaży - nie chce kręcić, więc przychodzi przełożyć jakiś inny, z któregoś z pozostałych 5 wózków (z info "jak widzisz, ten kręci i pali, i jest git, ale kumasz, że to jest na twój dojazd do domu i najgorszy jeszcze działający jaki mam, bo ideolo mam w tamtych trzech ale nie ma opcji, że dołożę ci do tego szrota 20% wartości w formie nowego aku"); a jako kupujący, np. znowu z lexusem, handlarz skołował aku "dobrą używkę" i po prawie roku, co dziwne, jest nadal działająca, nawet w tutejszą tzw. zimę. Oczywiście, jakieś ryzyko trafienia na złoma, który nie ładuje aku, albo który błyskawicznie rozładowuje aku, jest nieco większe, jeśli "nie kręci", ale w mojej praktyce nie wiem, czy się raz zdarzyło.

8. Robimy jakąś jazdę próbną. Podobno aż 25% ludzi kupuje używane wózki bez jazdy próbnej, ale nie rozmawiam o takiej patologii. (Anegdotycznie - zdarzyła mi się sprzedaż wozu bez jazdy próbnej, bez otwarcia maski, po ciemku, zawodowemu handlarzowi, który miał zamiar pojechać wózkiem z Wawy do Kijowa. Przebij to. Po tej akcji żona stwierdziła, że w temacie ulubionego szrotu przegadam i zmęczę każdego). Jeździmy niekoniecznie za kierownicą, tu pod rozwagę poddaję delikatne kwestie ubezpieczenia OC itp. (i tu komisy mają pewną przewagę, gdyż jakieś OC powinny dla "przygodnego" kierowcy mieć), ale choćby i na miejscu pasażera; jeździmy przez dłuższą chwilę (co najmniej do zagrzania silnika do nominału), najlepiej trochę po zakrętach i wertepach. Otwieramy nieco okienko, jeśli się da i pogoda pozwala, słuchamy co tam stuka i wyje pod spodem, w różnych warunkach; co tak drży i huczy przy większej prędkości itd. itp. Oceniamy jak toto hamuje. Oceniamy jak się zmienia, albo jak się zmieniają, biegi. Patrzymy, nawet jeśli nie kierujemy, czy różne świecidełka i zegarki pokazują coś ciekawego. Klimę można próbować sprawdzić. Itd. I ogólnie, czy to się wszystko trzyma kupy, przyspiesza, skręca, hamuje, zgodnie z przewidywaniami dla danego modelu i wieku a.k.a przebiegu.

9. Po jeździe próbnej gasimy, robimy chwilę pogaduszki, po czym prosimy żeby zapalić ew. sami zapalamy złomka, oceniając, czy pali, dymi, pluje płynami itd. tak samo jak przed jazdą próbną, czy nieco inaczej. Jeśli mu się wyraźnie pogorszyło to bardzo źle wróży, jeśli mu się wyraźnie polepszyło, to umiarkowanie źle wróży. Jeśli wózek ma automatyczną skrzynię, to przeważnie dobry moment, żeby sprawdzić poziom i jakość oleju w automacie. Ew. można jeszcze raz klimę sprawdzić. Po ponownym zgaszeniu, robimy sobie oględziny wnętrza, po wnętrzu, wracamy na chwilę do mechaniki, żeby ocenić pozostałe płyny i oleje. I ich wycieki - stąd sprytne jest parkowanie na asfalcie/betonie po jeździe próbnej a nie np. na trawie.

10. Wnętrze oceniamy głównie pod kątem a) czy damy radę wytrzymać z tym co zastaliśmy? b) ile ew. będzie kosztować doprowadzenie do stanu, który wytrzymamy przez założony czas życia wózka w naszej stajni. I nie mam na myśli wyłącznie naprawiania i kompletowania tego co zużyte, połamane, zgubione, ale też tzw. ogólne wrażenie i ew. przeróbki, żeby mieć lepsze ogólne wrażenie. Bo jednak to we wnętrzu spędzimy ew. następne lata; ohydne zewnętrze będzie bolało głównie widzów, wnętrze głównie nas.

11. Zastanawiamy się jak najspokojniej, rozważając wszystkie za i przeciw i decydujemy się, pamiętając, że tego kwiatu to są tysiące (chyba, żeby nie). Decyzja, żeby spadać do domu, to też może być doskonała decyzja.

12. Jeśli dajemy zielone światełko, to kompletujemy papirusy, kluczyki, kody radia czy inne tego typu głupoty, spisujemy umowy, sprawdzamy czy jest jakieś paliwo w baku, i jazda.

Szerokości.





janek.r
Sun, 31 Jan 2016 11:48:39
Używany samochód kupiłem u dilera marki. Miało to dwie zalety:

- prawdopodobieństwo, że kradziony, "bliźniak" lub w inny sposób nielegalny zeszło prawie do zera,
- 3 miesiące gwarancji.

Boni avatar Boni
Sun, 31 Jan 2016 11:52:51
@janekr

Ogólnie, mam często taktykę pisania notek taką - pierwszy akapit zajawka pod RSS itp., drugi akapit ograniczenie tematu.

W szczególe, czy pojazd o którym mówisz, był >12 letni, tani i zajeżdżony, kiedy go kupowałeś jako używkę u dealera? Bo o ile pamiętam, raczej 3x nie.

janek.r
Sun, 31 Jan 2016 16:00:15
2 * nie, 1 * nie wiem...

Ale chyba wiek, cena i stan nie wpływają na to, że niektóre źródła zakupów dają prawie gwarancję legalności?

Boni avatar Boni
Sun, 31 Jan 2016 17:37:16
@janekr

IMHO gwarancję legalności to daje fabryka/producent, nawet dealer może być cokolwiek niepewny, słowo kluczowe "prawie gwarancję". Może mam spaczone spojrzenie, gdzyż byłem świadkiem (niech szlag trafi te dojazdy i z 5 rozpraw zanim się zaczęły przesłuchania...) w sprawie wieśmackiego salonu firmowego, skądinąd marki o której mówisz, sprzedającego obok nówek nieśmiganych, wspaniałe używki-prawie-nówki tej marki, importowane z Francji itp. Nie pamiętam ile ich przewalili, oczywiście kradzionych, oskarżonych było ze 14 w tym kierownik lokalnegu wydziału komunikacji (a zaplątałem się do sprawy, bo ich silnorękie chłopaki, jak się naoglądali, jak szefowie przekręcają nówki za setki tysięcy, też zechcieli spróbować swoich sił na tym polu i skręcili bodaj jedno stare audi i dwa maluchy, w tym mojego pierwszego, bohatera tagu "pieczarki", sprzedanego lata wcześniej). Ja wiem, to było dawno (okolice 1998 czy 99) i nieprawda, ale wiesz...

Np. tak na chłopski rozum, to niby czemu ten twój używek miałby być pewniejszy niż jakiś inny? Bo dealer mówi, że go zna i serwisuje od nowości, już 10 lat? A jeśli łże? Jak to można zweryfikować? Książką serwisową? Haha.

Z trzeciej strony, o ile mi wiadomo, prawdziwe używki-okazje zostawiane w salonach, przeważnie zaraz idą do krewnych i znajomych królika, a nie do byle Janka z ulicy. Ok, jeśli są popularne w narodzie; na księżniczkę lawet w automacie może nie być popytu.

red.grzeg
Sun, 31 Jan 2016 19:36:37
Okazje w ogóle rzadko się zostawia w salonach itp. bo to się bardzo nie opłaca.

Zwykle jest jakieś otoczenie które jest świadome, że Panda "ciotki" ma 12 lat ale jeździ rzeczywiście tylko "do szkoły" i to dwa razy w tygodniu itp. Wartość takiego samochodu dla kogoś z rodziny/sąsiedztwa a potencjalna cena w komisie to może trzykrotna różnica (gdzie i tak nikt nie uwierzy w licznik itp).

Boni avatar Boni
Sun, 31 Jan 2016 21:20:51
@red.grzeg

Otóż to. A nawet jak fuksem trafia takie cudo do dealera w rozliczeniu, no to Janek z ulicy jest ostatni w kolejce. Kiedyś kolega mi sprzedał anegdotkę, że jak robił w salonie krapowatych opli, dawno temu to - jeśli ktoś bogaty zostawiał paroletnie coś i w miarę niezjechane, to szefu miał gotową listę krewnych i przyjaciół królika, więc szeregowiec z salonu nawet nie mógł marzyć, że się dopcha czy podsunie swoich znajomych, dla nich szefu miał to co dla wszystkich, krapowate zużyte ople. Ale zdarzało się np. że przychodził dziadek z walizką gotówki po nówkę Vectrę i chciał zostawić w rozliczeniu wypasionego Senatora w stanie igiełeczka - wiadomo, nikogo normalnego to nie kręciło, szefa też, bo stary szrot za grosze - za to na zapleczu dochodziło do szarpaniny szeregowych sprzedawców i mechaników w celu ustalenia, kto biegnie do szefa i weźmie Senatora... i nadal nie Janek z ulicy...

doxa
Sun, 31 Jan 2016 22:26:11
Przebijam. Sprzedałem VW zawodowemu arabskiemu handlarzowi, bez otwierania maski, ale z przygodą polegającą na tym, że mu się kluczyk w ręce rozpadł.

Mój sposób jest taki, że kupuję autko rozbite i je remontuje. Szczególnie lubię amerykańską sieć Copart, zawsze u nich kupuję jak tam mieszkam. W Polsce kupuję rozbity wóz ściągnięty przez handlarzy z Zachodu.

Boni avatar Boni
Sun, 31 Jan 2016 23:39:40
@doxa

Ok, ale to jest nieco inna bajka niż w notce, znaczy, kupowanie rozbitków do roboty; a kupowanie rozbitków do roboty na handel to chyba jeszcze nieco inna.

divak2
Mon, 1 Feb 2016 13:36:52
Mnie kiedyś narżnęli na opony. Kupowałem wózek w lutym w zasadzie wg zamieszczonego przepisu. Dostałem pliczek papierów extra, faktur za różne tam zabiegi serwisowe, przebiegi i daty pozwalały nawet wierzyć w przebieg z licznika, umowy, wszystko się zgadza, nie kapał, silnik brudny, bez wycieków, blacha w jednym miejscu malowana, no nie było się za bardzo do czego przyczepić. Stał na całkiem fajnych gudjerowych zimówkach. Ale w pakiecie były i letnie koła. No i nie spojrzałem nawet na nie jak mi je przynieśli do bagażnika (na oko i tak nic bym nie zauważył). Jak dwa miechy później je założyłem i pojechałem zaraz gdzieś, to się okazało że coś zaczęło delikatnie stukać. Wróciłem do oponiarzy, zdjęli z felg - rozerwana siatka w jednej. Na dzieńdybry musiałem dokupić dwie nowe.

Tue, 2 Feb 2016 09:54:18
A ja ostatni pojazd kupiłem u bardzo specyficznego handlarza.
Gość sprowadza i sprzedaje tylko jeden model, na którym zna się perfekcyjnie, a ma tego całe podwórko. Na większość sztuk dawał gwarancję oryginalności blach i braku napraw lakierniczych (w umowie). Wózki nie odpicowane w ogóle, nawet nie umyte, kurz pod wszystkimi uszczelkami i w szczelinach, blachy z typowymi śladami użytkowania itd. I drogie, mniej-więcej +20% od średniej. Taki sobie wybrał model biznesowy, który najwyraźniej działa - dużo pozytywnych opinii o nim znalazłem.

red.grzeg
Fri, 5 Feb 2016 10:47:59
Moim życiowym marzeniem jest znaleźć sobie taki model biznesowy;-)

Codiac
Tue, 28 Jun 2016 15:18:31
Nie wiem gdzie to wpisać - pamiętam że w którejś notce motoryzacyjnej pisałeś o tym jak to koncerny zakłamują dane i ciężko im cokolwiek z tym zrobić. Wygląda na to, że czasami jednak ktoś im za to da po łbie:
https://www.facebook.com/tomek.dobry/posts/1427029393989828

Boni avatar Boni
Tue, 28 Jun 2016 15:36:19
@Codiac

O aferze VW było w notce o tytule "Im presje"

Codiac
Thu, 30 Jun 2016 15:12:43
Widzisz, wiedziałem że gdzieś o tym było, tylko nie mogłem znaleźć wpisu :)





Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

charliebravo - Srebrny ciągnik
Fri, 22 Jun 2018 12:26
@rozie Rzecz nie w tym czy złamią czy nie. Rzecz w...

cmos - Srebrny ciągnik
Fri, 22 Jun 2018 10:51
@rozie Krótko, bo zaraz gospodarz nas z lasu...

rozie - Srebrny ciągnik
Fri, 22 Jun 2018 07:43
@cmos Zdecyduj się, czy "głównie PR", czy porządne...

Boni - Srebrny ciągnik
Thu, 21 Jun 2018 22:37
Przepraszam, że się wyłączam z rozmowy, ale a) aż...

cmos - Srebrny ciągnik
Thu, 21 Jun 2018 16:09
@charliebravo "Co innego jeśli projektant sobie...

charliebravo - Srebrny ciągnik
Thu, 21 Jun 2018 14:20
@cmos Wyraziłem się nieprecyzyjnie - ja się...

cmos - Srebrny ciągnik
Thu, 21 Jun 2018 11:11
@rozie & arduino No weź, widziałeś w ogóle...

charliebravo - Srebrny ciągnik
Thu, 21 Jun 2018 10:27
@Arduino Jeżu Malusienki...a brakujące części...

rozie - Srebrny ciągnik
Thu, 21 Jun 2018 07:12
@Boni @każda "puszka" nieczynna po byle stłuczce Mam...

kuba_wu - Okulary
Thu, 21 Jun 2018 00:25
Z jednej strony fakt bestialskiego zabijania fok budzi...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP


Engine: Anvil 0.87   BS 2012-2017