Jako domorosły konceptualista przyjmuję, że powszechniki istnieją raczej w umysłach niż w naturze. Jako leśny filozof wyznaję pogląd, że niektóre powszechniki są bardziej powszechne niż inne, w danej kulturze, czasie i miejscu. Jako zagrodowy memetyk, uważam, że niektóre pomysły i powszechniki kołaczą się cyklicznie przez ludzi i pokolenia, dziedziczą się, propagują, mutują. Jako wannabe inżynier i czytacz fantastyki, zauważam, że "możliwości zawsze nieuchronnie ciążą ku samospełnieniu, wszystko, co nie jest, chciałoby być – a co zostało pomyślane, istnieje już w dziewięciu dziesiątych".
I stąd gładko i na skróty przechodzimy do pomysłu, który kołacze się, nie tylko mnie, przez ostatnie parę dekad. Czyli, żeby mieć sensowny, w jednym miejscu, pod ręką, dostęp do całej rozrywki multimedialnej jaka jest dostępna w domu i osieciowanej "okolicy", w sensie muzyki, filmów, itp. na technicznie jak najwyższym poziomie i jak najwygodniej. Czyli domowy mediacenter.
(Jeśli ktoś chce powiedzieć, że jego telefon czy pad to zapewnia, to zapewniam, że się myli. Nawet jeśli ma HDMI itd itd. Podobnie, nie jest dla mnie rozwiązaniem konsola z blurejem, choć to znacznie bliższe.)
Ludzie realizowali ten pomysł różnie, od PC piecyków poupychanych w okolicy telewizorów, przez różne koncepcje mediacenterków i ich wbudowania np. w monitor/tv, jak Apple czy obecne, co bardziej obłożone sieciami i USB, modele cyfrowych telewizorów, aż po budowę
inteligentnych domów powiązanych z tematem.
Moja poprzednia próba sprzed dekady, czyli miniATX wepchnięty w obudowę 440mm (taka standardowa, w typie wzmacniacza audio), z DVD, skończyła raczej średnio - chociaż upchnąłem wszystko (ba, zainwestowałem we frezowany front pudełka...) i nawet jakoś to działało, to parametry były raczej słabe; żenujący celeron, cieniutka zintegrowana grafika, i mała pamięć nie wystarczały by pracowało to przyzwoicie; żarło to prąd tak, że nie dało się obyć bez wentylatorów; a porządna technologia bezprzewodowa też jeszcze była poza zasięgiem, że tak powiem. Tudzież wolnego czasu i zapału nie starczyło, żeby zrobić porządny docelowy zasilacz i jakieś fajne aplikacje. Stąd płyta trafiła w końcu w zwykły "piecyk", teraz już tylko wala się gdzieś w "przydasiach", podobnie niziutka karta LAN, i stara, ciężka jak nieszczęście, bezprzewodowa myszka.
Ale jak we wstępie - pewne pomysły wracają bardziej niż bumerang, niż kot do miski, niż polityk do władzy. Dlatego, w kontekście kończenia współpracy z telewizją jakąkolwiek, chęci pobawienia się w ładne zabudowy elektroniki (
o czym już było) i ogólnego zajoba, przetasowałem koncepta, i zamiast jako pierwszy zabudować hi-cośtam wzmacniacz audio, jednak na pierwszy ogień pójdzie mediacenter 2.0. Czyli zabawka za parę stów, z sercem prawie jak z netbooka:

plus trochę drobiazgów do wifi (którego akurat ten model nie ma zintegrowanego, ale nie chciało mi się szukać i czekać na takie z wbudowanym, skądinąd - ekonomicznie to się jakby nie opłaca...) i bezprzewodowego sterowania. Założenia są proste - wszystko bezprzewodowo, jakaś fajna apka do zarządzania bibliotekami mediów, filmy na tv po HDMI, muza na sprzęt audio; zero wentylatorów, zero "kręconych" dysków magnetycznych czy optycznych, absolutna cisza; ładna obudowa; opcjonalnie kiedyś - przetwornik audio z nieco wyższej półki, niż zintegrowane badziewie.
Ale generalnie projekt jest niskiej intensywności i niskokosztowy, więc bez wielkich napinek i zero hitech. Bo nie chodzi mi tu o superwypasy czy złudzenie, że da się zrobić za parę stów konsolę lepszą od PS*, tylko o wygodę. I zabawę z majsterkowania (zabawne, to będzie jeśli mi się zechce na linuxie postawić...). I piękno z pożytecznym.
I może koncept przestanie mnie uciskać, na jakiś czas.