"Gdyby ludzie potrafili zdobyć się na uczciwe podejście do sprawy, ryliby na nagrobkach soczyste przekleństwa pod adresem Natury, która tak to urządziła, zamiast ukrywać dowody jej zbrodni pod wiązanką kwiatów" (S.Lem)
Jeśli jesteśmy miliardem żarzących się węgielków życia i intelektu w ciemnych dolinach martwej pustki, to niektórzy z nas są jak ostre, zimne, dalekosiężne latarnie na szczytach gór. Inni jak wulkany rozlewające fale rozpalonej lawy i ognie wręcz infernalne, oświetlające spopielony świat naszych małych iskierek, od horyzontu po horyzont. A jeszcze inni są jak wielkie góry czarnego, magicznego lodu; ich cień, rzucany na świat, potrawi zgasić miliony i miliony istnień-iskier.
Nielicznych potrafię wyobrazić sobie jako światło, oświetlające nie całe światy, nie te ciemne doliny rzeczywistości, ale rozświetlające stary wielki piękny dom, stojący na odległym wzgórzu. Jeśli jest bardzo źle i ciemno, zawsze można obejrzeć się, i zobaczyć tam daleko mocny pomarańczowy odblask w odległych oknach z drobnymi szybkami; przypomnieć sobie ich opowieść, że istnieje, istniało - ciepło i piękno, mądrość i dobro.
Niewielu ich bywa. Bułhakow. Pratchett. Eco.