... znaczy, tak naprawdę, część druga i na razie ostatnia, ale mi tytuł lepiej pasuje do tezy.
W piąteczek wieczorem nastąpił dialog:
- Ale może najpierw skoczymy zobaczyć tę hondę 1.4, bo jak spojrzymy na lexusa 3.0 i się spodoba, to pozamiatane...
- Może będzie miał jakieś felery, trzeba mieć nadzieję...
I niestety, z rańca serce pociągnęło na południe, do lexusa, zamiast rozumnie, na północ, do rozsądnego civika 1.4 automat. Tym razem odpuściliśmy sobie dalekie włajaże, lexus (ew. honda też) znajdował się względnie blisko, bo tylko 40mil (64km) od nas. Za to znajdował się w odbytnicy nie tylko Szkocji, ale też UK, a może i Europy, czyli w niesławnym Kilmarnock. Co poradzić, starych tanich lexi w okolicy Glasgow nie ma za wiele, więc się nie wybiera dostawców czy miejscówek, nawet jeśli to mordownia wielkości miasteczka. Pocieszało, że przy innych okazjach obcykaliśmy i poznaliśmy Kilmarnock, a dealer używek był w "centrum", a nie na totalnych Mrokach, których mają tam do wyboru i to w paru odcieniach mroczności.
Lexus GS300, czyli mid-range performance luxury sedan w swoim czasie, made in Japan (Tahara), design by Giugiaro/Italdesign. Standard, kwiecień 1997 (czyli końcówka tego modelu, w sierpniu wszedł do sprzedaży "oczaty" GS dwójka), trochę "odchudzona" rzędowa trzylitrowa szóstka od starej Supry, coś koło 230KM i nieco ponad 9 do setki. Automat oczywiście, tylny napęd. Wypasy jak to w lexi i w GSie, czyli wszystko elektryczne, tempomat, elektrycznie ustawiana kierownica, grzane zydle-prosiaki, jakieś audio premium ze zmieniarką CD, wypasiony szyber, itd itp. Nie jest to chyba najwyższy możliwy wypas (mam wrażenie, że bywała grzana przednia szyba czy pamięć ustawień kierowców z LSa czy najwyższe audio powinno być sygnowane Nakamichi, itp. detale), ale może mieszają mi się wersje japońskie i zmodyfikowane z normalnymi - ten akurat jest zwykły; kupiony, używany i serwisowany w Glasgow i okolicy przez ostatnie dekady.
Stan niezły, zgodny z wiekiem i przebiegiem. Silnik i skrzynia ledwo dotarte po 100tys mil (160tys km); zawieszenie, skądinąd bardzo porządna konstrukcja jak na tamte czasy, w niezłym stanie; wydechy, kierowniczy i w ogóle graciarnia pod spodem mniej więcej tip-top. Co nie jest tip-top, to hamulce (biorące jak trzeba, ale pozapiekane itp. ogólnie do przejrzenia) i może nie do końca łyse, ale stare opony (BTW komfortowe tłuste gumy na wzg. małych felgach, a nie nowomodne twarde bandaże z czarnej farby na wielkich alusach). Swoją drogą, ma długi przegląd (do marca) a jako zalecenia wpisane tylko opony właśnie i skorodowany filtr paliwa. Zdaje się stał parę miesięcy "wyrejestrowany" (SORN), stąd może te hamulce niezbyt ciekawe. Sporo małych i średnich obcierek, jedno lusterko oblazło z lakieru, ze dwa malutkie odpryski na dachu (ale jakiś bęcwał nie zabezpieczył i nieco korozji poszło) i początki purchli na małym kawałku rantu przedniego błotnika (chyba konsekwencje jakiejś przygody typu przygięcie-odgięcie). Możliwe, że cały zderzak przedni posunięty równiutko do tyłu, sądząc po pewnych znakach, ale musiałbym jakiegoś innego zobaczyć, bo nie jestem pewien.
Wnętrze: średnio podniszczone szare skóry (ale bez przetarć czy rozerwań), jakieś ryski
czy ślad po papierosie na plastiku, ale naprawdę niewiele jak na pełnoletni wózek. Cała elektryka działająca - a przynajmniej nie znalazłem jeszcze czegokolwiek niedziałającego (szukanie jest nieco pracochłonne, jest w czym grzebać).
Klima co najmniej do nabicia, a najpewniej "do nabicia", ale na działanie takich rzeczy w kupowanych za grosze szrotwagenach nigdy nie liczę i wisi mi to; przejrzy się, to się ustali czy warto w ogóle do tematu podchodzić, natomiast ważniejsze, że sam klimatronik, wyświetlacze, nawiewy itd. działają ok.
Aha, bo może się nie zrozumieliśmy - oczywiście, kupiony, przyjechany, całkiem fajny. Chociaż nie obyło się bez niewielkich przygód.
Na dzień dobry akumulator miał tak płaski, jak flatline na monitorze serca dobrze zimnego nieboszczyka. Wybraliśmy się na jazdę próbną z dealerem, i oczywiście obaj idioci nie pomyśleliśmy, żeby wrzucić do samochodu "bateryjkę" z której odpalał nieboszczyka, i całe szczęście, że daleko nie odjechaliśmy zanim zgasł i umerł, stąd dealer nie musiał zasuwać mil po aku, tylko paręset metrów. Po przejrzeniu wozu, ustaleniu że może być i zejściu gościa z ceny do poziomu akceptowalnego plus dobry aku, rozeszliśmy się, my na kawę i wymyślać ubezpieczenie, gość szukać akumulatora.
Po ponownym spotkaniu i udowodnieniu, że GS zapala silnik tudzież różne kontrolki tak jak norma przewiduje, przyszło do płacenia - co okazało się przezabawne, tylko że niekoniecznie, gdyż jesteśmy na przednówku a przelewy z jednej z kart kredytowych jakoś się nie chciały przelewać. Stąd przyszło zwizytować oddział banku i pobrać drobne z bankomatu - tu w paradę weszły limity wypłat na kartach, ale jakoś w końcu naskładaliśmy monetek. Po czym zawarliśmy najbardziej niechlujną umowę jaką w życiu na samochód podpisałem, dostaliśmy świstki, kluczyki, samochód i hasło wifi dealera, żebyśmy skuteczniej uderzyli online, do ubezpieczyciela i DVLA (urz. komunikacji) w celu opodatkowania wózka. Jakieś pół godziny później wózek był opłacony i można było jechać; skądinąd koszta wyszły niższe niż spodziewane i zupełnie porównywalne z przewidywaniami dla ISa sprzed tygodnia - co całkiem miłe. Ciekawostka - ubezpieczenia kompletne (AC/OC) są tu niespodziewanie tańsze niż samo OC, fachowcy tłumaczą to standaryzacją i tym, że "źli" klienci szukają gołego OC, ale tak naprawdę jednak pojąć tego nie idzie.
I tyle, pocięliśmy do domu, głównie autostradami, bardzo przyjemnie. Poza leciutko i czasem nie odbijającymi hamulcami, wózek jest w zasadzie tiptop. A jest tak bardzo w naszej niszy, że np. Grażka stwierdziła, że w ogóle nie czuje się, że "nowy" - jest jak powinno być, po Scorpio itp. wozach, których używaliśmy przez lata. Cicho, komfortowo, wygodnie, przy legalnej-normalnej jeździe z zupełnie wystarczającym zapasem mocy/momentu. Wzg. moich przyzwyczajeń sztrotowo-widlakowych, silnik kręci się nieco wyżej niż zwykle, zawieszenie nieco lepsze, wielkość, komfort, wypasy - jak trzeba.
Grażyna przejechała ostatnie paręnaście km, w stresie, bo pierwszy raz po "niewłaściwej" stronie samochodu - a zaprawdę, jest to znacznie trudniejsze i gorsze na początku, niż jeżdżenie po złej stronie drogi, ale siedząc po znajomej stronie wozu (IMHO kwestia percepcji widoku, drogi i gdzie się kończy samochód; też miałem kłopoty). Ale dojechała bez przygód.
Potem skoczyłem do Kilmarnock zbiorkomem (dwa autobusy) po zostawionego pod Tesco jeepa, czyli zaliczyłem dodatkową sprawność harcerską, gdyż przez te lata w Szkocji jeszcze mi się takie nieszczęście nie zdarzyło.
I tyle historyjki. Akumulator "dobra używka" zdaje się trzymać, kody w radio wbite i działa w końcu, i nadal wszystko wygląda nieźle. Odkryłem niewielkie zawilgocenie wokół koła zapasowego - może uszczelka bagażnika, może kondensacja, bo nikt tam dawno nie zaglądał. Do przebadania hamulce, przejrzenie płynów, zadbanie o nieliczne ogniska korozji, podmalowanie tego, co da się bezpiecznie pomalować, przerobienie kaseciaka na wejście z telefonu, może usunięcie/wymiana tych oldskulowych spryskiwaczy reflektorów. I dobre opony, ale to pewnie na jesieni.
Podoba nam się. Pod wieloma względami - będzie czym się bawić.
[edit 28-06-15]
Chyba tu będę dorzucał ciekawostki i głupoty o GSie, bo tak mi najwygodniej.
Pierwsze oglądy i wgłębianie się w szczegół: drobiazg a cieszy, że mały okrągły ślad po papierosie na konsoli środkowej, ale rzucający się w oczy jak cholera, okazał się tylko jakimś glutem po cukierku czy podobnym i dał się zetrzeć. Całe audio działa, łącznie z wysuwaną anteną (nie przepadam za tym bajerem z lat '90) ale, co ważniejsze i niezwykłe nawet jak na lexi, łącznie ze zmieniarką na 12CD. Stąd potrzeby przeróbek audio niniejszym upadają i zostają skreślone z listy. Same nagłośnienie bardzo wysoka półka, nawet po 20 latach daje radę (BTW subwoofer centralny pod tylną szybą kalibru bodaj 250mm).
Przy kole zapasowym mocno podeschło, chociaż całą noc padało - odkryłem, że pod kołem ktoś "wypadł" dużą zaślepkę, więc możliwa kondensacja itp. przez ostatnie miesiące. Albo był to zaimprowizowany odpływ. Pożyjemy zobaczymy. Przy kole oryginalny podnośnik igiełka, klucze, itp. łącznie z małym futerałem z kluczykami 12/14, 10/8 i nasadówką 10 (zdaje się wszystko pod kątem wymian żarówek), klucze wysokiej klasy z napisem Japan...
W pilotach baterie litowe japońskie. Zakładam, że wymieniane przez te lata, ale po namyśle, nie założyłbym się o te założenie.
Nie wspomniałem w notce, ale dostaliśmy ori manual, książkę serwisową, wszystko w ori okładce Lexusa, z wizytówkami serwisów itd itp. Zdarza się to drugi raz w naszej historii szrotu, poprzednio - taki zestaw przyjechał ze scorpio-UFO, prosto z Niemiec. NIGDY nie zdarzyło się to dla samochodu kupowanego od Polaka, przez te >dwadzieścia lat i dla -nastu samochodów. To może tyle w temacie, dlaczego pewne miejsca tej planety różnią się od innych.
Inna porażająca różnica - spojrzałem niepotrzebnie na otomoto, GS taki jak nasz, jest obecnie jeden, z LPG i sporo większym przebiegiem, za 14000zł.
Miałem o tym notkę, ale i tak czasem nie wierzę w to, co widzę.
Z ciekawostek, które definiują klasę nieco wyższą niż np. scorpio, ma o klasę lepszą i wygodniejszą tylną kanapę - ale przez to wcale nieskładalną (a raczej odwrotnie - zrobili zero dostępu do bagażnika z kabiny, więc mogli zrobić "puchatą" i przestrzenną, bo nieskładaną, sofę).
Rzecz, która mi zrobiła banana na ryju - ma malutką trzecią osłonę przeciwsłoneczną nad lusterkiem, wypasioną, w tapicerce, na zawiasie itd. Śmiechłem.
[edit 30-06-2015]
Dorzucam większe zdjęcia (po kliknięciu), bo te powyżej, z ogłoszenia, są nie tylko małe, ale też jakoś sprytnie filtrowane.
Może to nieoczywiste, ale miłym punktem są felgi w bardzo dobrym stanie (prawdopodobnie odnowione?), tutaj na szrocie i po komisach samochody w tym wieku przeważnie mają tragiczne alusy.
Z wrażeń jeszcze - najporządniejszy i najsensowniejszy podręcznik użytkownika jaki w życiu widziałem (łącznie z nówkami i całkiem wysokimi modelami/markami), wzorcowy po prostu. Ori dokumentacja serwisowa elektryki jaką udało mi się zaciągnąć, również z zupełnie innej planety, wzg. tego co widywałem dla europejskich czy amerykanów, nawet japończyków (w skrócie, jeśli schematy i opisy amerykańca z '90 miały 27 stron to nieźle - do GSa 1995 jest 279 stron schematów, opisów i porad).
W aspektach DIY jest genialnie, bo to jest zupełnie oldskulowa elektryka (żadnych CANów, multiplexów, mocno zespolonych komputerów); również silnik, jego osprzęt, nawet być może skrzynia (na USA/JP szły już wtedy 5 biegowe wydumki, ale jest nadzieja, że nie w UK i że nasz ma 4 biegowy staroć) wydają się jak najbardziej naprawialne. Więc jest to trochę jak powtórzenie historii scorpio-UFO 10 lat temu - genialny wypasiony samochód, tylko nieco zastany i z początkami rdzy na serio.
Szkoda, że nie ma niektórych bajerów z wersji USA/Kanada (większa automatyka przednich świateł, dzienne, itp.), ale to się może kiedyś poprawi. Znajduję też oczywiście drobiazgi, które były, w jednak niższym o klasę i starszym scorpio, a w GS już nie (poza oczywistą tylną kanapą sterowaną elektrycznie, scorpio sygnalizuje niezależnie wszystkie drzwi i większość spalonych żarówek - GS jedna kontrolka do wszystkich drzwi, a spalone żarówki bodaj tylko tyłu).
Bagażnik jest niezbyt praktyczny, krótki, głeboki, wysoki zderzak, nieskładalna kanapa. Akurat żeby wrzucić dwie torby kijów golfowych; rodzinne kombi a nawet duży sedan od forda, to zdecydowanie nie jest.
Na razie najbardziej wkurzające rzeczy to wajcha kierunków po prawej (przez ostatnie lata mam po lewej, więc ciągle wycieraczki włączam w GSie) i skrzypienie skóry na drzwiach i fotelach.
Ale - powrót po weekendzie do jeepa limited z 30kkm przebiegu zabolał.
[edit 31-06-2015]
Chociaż zmachany po robocie, polazłem dłubać, bo jest faza na i trzeba korzystać, że ciepło (ok. 25 stopni jest) - ale za to parno i przechodzą typowe deszczyki. Między dwoma chmurkami i deszczykami udało mi się jako-tako pomalować lusterko od pasażera (na zdjęciach tego jakoś nie widać, bo światło i plastik beżowy, ale oblezione było do połowy, w kilku plamach). Jako-tako, bo mały zaciek udało się zatrzeć, prawie; a bezbarwny okazał się tylko [censored] trochę żółty. BTW zwykłe spraje tutaj są jakby znacznie gorszej jakości (dysze, lakiery, czystość) niż w PL, zauważyłem to już poprzednio. Inny drobiazg - obłażące ramiona wycieraczek (ale bez korozji, wyłazi spod farby jakaś stal jak lustro O_o ) pociągnięte czarnym matem.
Lakier na samochodzie ma oczywiście w sumie pewnie kilkadziesiąt obcierek czy drobnych odprysków, ale tam gdzie go nikt nie dotknął, jest z jakiejś innej planety, znacznie bardziej zaawansowanej technologicznie od tej, na której maluje samochody ford czy inny VAG, i to nie tylko 20 lat temu, ale i teraz - zdaje się nie bez powodu Lexus dostaje ciurkiem te wszystkie nagrody za jakość malowania. Ew. ktoś ten autek rozebrał i pomalował u wysokiej klasy lakiernika parę lat temu, ale to jest nie-praw-do-po-dob-ne. Drobny, acz bardzo nas cieszący przykład jak syty jest ten lakier - rzucająca się w oczy obcierka pod lampą/kierunkiem, którą dosko widać na powiększonym ostatnim zdjęciu (największa na całym wozie), okazała się w 90% przytartym obcym materiałem, z innego samochodu czy jakiegoś plastikowego słupka itp. po wyczyszczeniu została czarna ryska 2cm (natychmiast podmalowana srebrnym) i parę białych rysek na klarze, które są do ew. przypolerowania. Tu oczywiście też inny morał - w I świecie nikt się nawet nie schylił, łącznie z dealerem w komisie, żeby tego się dotknąć...
Z innych miłych newsów, w klimie nadal jest nadciśnienie. Czyli może rzeczywiście, do nabicia. Chociaż skraplacz (chłodnica czynnika przed chłodnicą silnika) nawet jeśli jeszcze trzyma, jest w tak opłakanym stanie, że nie założę się, czy wytrzyma nabicie i jeśli sprężarka ruszy...
Na deser, pobawiłem się na spokojnie audio, w przerwach technologicznych malowania. Jedyne co mi przychodzi do głowy na ten temat, to że urywa dupę razem z cycami. Nagle Tannoye w chacie już nie są takie fajne, wspomnienie o alpinach + blaupunkt w scorpio wywołuje uśmiech politowania, a boomboxy w jeepie to tylko [censored] głośne boomboxy. Jedyna wada, że minimalnie, bardzo minimalnie szumi, pewnie ze starości, ale poza tym, to jest po prostu bardzo dobre hi-fi na 7 głośnikach plus sub. W zasadzie, przy tutejszych strukturach cen, taki lexi jest wart trzymania na cegłach, jako pokój odsłuchowy, bo tej klasy sprzęt plus dwa skórzane fotele kosztują tutaj znacznie więcej niż ten wózek... a skądinąd LSy czy nowsze GSy mają jeszcze nieco lepsze audio.
Podsumowując - po dorywczych doświadczeniach czy badaniach nad lexusami, mawiałem czy pisałem czasem, że to jest jakość, której przeciętni kierowcy/użytkownicy normalnych samochodów, nawet nówek czy górnych segmentów; nawet na pierwszy rzut oka całkiem porządnych modeli i producentów - wcale nie znają. I wiecie, to nie jest bon-mot, to jest pieprzona prawda.
[edit 19-07-2015]
Odświeżone kierunki "na biało", bo takie lubię (boczne clear kupione, przednie zrobione - bo w zasadzie są clear, tylko mają ori wewnętrzne pomarańczowe klosze, wystarczy je połamać i wyciągnąć, tyle że trzeba to zrobić przez dziurkę na żarówkę...) Dołożony parkotronic (tajwan, ale całkiem porządny się trafił), 4 czujniki tył, 2 przód, świecidło przy zegarach nad kierownicą, praktyczna rzecz, szczególnie, że poprawili firmware wzg. parę lat temu i sensowniej działa display (np. nie mruga coś tam zawsze przy naciśnięciu hamulców = czujniki przód, ale dopiero kiedy coś wykrywa z przodu). Naprawiona jedyna popsuta rzecz z elektryki, jaką w końcu znalazłem - zasilanie przedniej zapalniczki. I ogólnie latamy sobie, weekendowo przeważnie, bardzo bardzo przyjemnie.