(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Tym razem, znowu nie o konkretnych zakupach, ale miniporadnik dla kupujących, zainspirowany nieco jakimś artykułem typu "dekalog dla przeżycia spotkania z dealerem nowych samochodów" z sieci, ale tu w wersji "po mojemu", hybrydowo, dla nówek i używek.
0. (NIE BEZ POWODU TO JEST PUNKT ZERO) "Żeby był duży w środku, ale łatwo parkował. Żeby był trwały, ale tani w serwisie. Żeby mało palił, ale ostro się zbierał. Żeby zasuwało się nim wygodnie przez pół Europy autostradą w 4 osoby, ale żeby dało się przejechać 1km w dziewiczym terenie. Żeby był luksusowy i naładowany gadżetami, ale taniutki".
Ludzie, ustalcie sobie NAJPIERW jaki samochód potrzebujecie. Albo chcecie. Albo jakie samochody potrzebujecie, bo może trzy zamiast jednego, ja nie wiem. Wiem tylko, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego (albo baaardzo drogie...). I jeśli ma mieć jakość, to kosztuje znacznie więcej, niż ten badziew, co jakości nie ma...
1. "Ale żeby mało palił"
Jak wielokrotnie uzasadniałem, również w noci niedawno, NIE, PRAWIE NIE WAŻNE ILE BĘDZIE PALIŁ. Chyba że ktoś ma przebiegi trzy razy większe niż przeciętne. A jeśli ma przebiegi rzędu 5kkm a nie 15kkm rocznie, to naprawdę nieważne, ile autko pali, ważne ile kosztuje, w zakupie i utrzymaniu - a składowa tych kosztów od utraty wartości jest znacznie ważniejsza niż od dystrybutora paliwa. Przy nówkach powyższe rozumowanie ładnie przekłada się też na "ale żeby rata była mała" - będzie, no problemo, ale jeśli ktoś myśli, że dealer dokłada do biznesu, to chyba ocipiał; przecież rata jeśli niższa, to będzie na dłużej, odbita na marży, na H_i_dealer_GW czym.
2. "Kochanie, jak ci się podoba?"
Jeden z bardziej epic faili jakie można popełnić, przy nówce i przy używce. Bo sprzedający momentalnie rozegra niezdecydowaną parę przeciw nim samym, dealerów nówek wręcz się w tym szkoli... Tak rozmawiać przy sprzedawcy można tylko a) jeśli dana para na 200% wie, że nie daje się rozegrać komukolwiek, rodzinie, znajomym, obcym, bo prędzej ich wyśmieje i kopnie w dupę b) jeśli dany wózek dla danej pary to fistaszki w sumie, i wszelkie gierki sprzedawcy i tak mają znaczenie epsilonowe, bo te parę czy paręset tysięcy złotych to para ma za drobne.
3. "Zacznijmy, że w rozliczeniu mam taki samochód..."
Chyba second epic fail dla nówki, dla używki w komisie itp okolicznościach też (bo przy używce na wolnym rynku to i tak rzadko się udaje). NAJPIERW ustalasz cenę i warunki zakupu, potem wciskasz swoją używkę w rozliczeniu. Od razu sprzedawca dostanie piany, bo przecież nie taki miał plan, ale to jego problem, nie? Co już nawet opisywałem. I nie będę opowiadał, jak głębokiej penetracji można się spodziewać, jeśli zaczyna się od referencji do niepotrzebnej używki, i jak nędzna będzie jej cena w rozliczeniu, bo mam zbyt wysokie mniemanie o rozumie i wyobraźni czytelników mojego bloga.
4. "A ile kosztują dywaniki?" itp. pytania o bonusy.
Jw. w punkcie 3 - w ogólności, najpierw ustalamy cenę czegoś konkretnego, co albo mamy pod nosem, albo mamy listę wyposażenia w ręku, a POTEM se możemy ustalać bonusy. I dotyczy to przysłowiowych dywaników w nówce, jak i np. gratów dawanych "gratis" z używkami - to głupie jeśli dopiero po tygodniu dorosły delikwent orientuje się, że dywaniki kosztowały tak naprawdę 1000. Albo pół przyczepy "przydasiów" i śmieci "w gratisie" do używki kosztowało tak naprawdę 1000.
5. "Mam na ten samochód X zł"
Mam tłumaczyć, czemu samochód będzie kosztował na dzieńdobry 1.1*X zł i w najlepszym razie pójdzie za 0.9*X zł, choć wart jest np. 0.5*X zł? Ok, czasem powyższy tekst działa na zdesperowanego sprzedającego używkę, ale naprawdę, to są ekstremalnie rzadkie przypadki, więc nie ryzykujcie, ludzie.
6. "Potrzebuję TEGO wozu już, a nawet na wczoraj"
Nie ma sprawy, ale za ekspres się płaci, przy samochodach słono. To zdaje się dość proste, a jednak niezrozumiale wielu ludzi na tym wtapia. Ogólnie, fascynacja i zgłupienie na tle szału zakupu jest znane i znane są pewne metody zapobiegania (np. weź ze sobą na zakupy największego malkontenta ze znajomych, niech cię hamuje), ale zawsze trzeba pamiętać - nie ważne, czy przy nówce "ostatniej z rocznika" czy "nalepiej wypasionej w tej cenie" itp. czy przy używce "jedynej na łotomoto" albo "BCM full wypas skóra LPG po kobiecie księdza z Niemiec na alledrogo" itp., ciągle trzeba kontrolować swoją pozycję. Pozycja ma być taka, że w każdej chwili możemy powiedzieć sobie i sprzedajacemu "a to ja spierdalam, nara, ziom, bo tego kwiatu to pół światu" - gdyż inaczej, łatwo znaleść się w pozycji skłonu w przód, szukając forsy na podłodze, z wypiętymi pośladami i majtami na kostkach, a sprzedawcą za plecami.
7. "Wygląda na nieźle wyposażony/utrzymany"
Jeżu, co to w ogóle znaczy, że samochód wygląda na i po co zachęcasz sprzedającego, żeby se doliczył premię "za wygląd". Przy nówkach - nic nie wyglądasz, tylko sprawdzasz ofertę konkurencji w danym modelu i wypasie, przy używkach - sprawdzasz jw. plus STAN TECHNICZNY danego egzemplarza, bo wygląd mają wszystkie ten sam. A jak nie umiesz, to płacisz komuś żeby sprawdził (dla popularnych modeli - fora samochodowe pełne są ludzi którzy za niewielkie pieniądze albo i gratis, z czystej ludzkiej złośliwości, przyjadą i doprowadzą sprzedającego do łez i megawkurwu, badając dla ciebie stan używanej "igiełki"). No chyba, że rozmawiamy o kupowaniu bardzo ładnych samochodów do muzeum albo na lawecie, to ok, wypowiedź na temat wyglądu ma jakiś niewielki sens.