Niedawno było o autkach; niestety temat wraca, gdyż taki los kustosza szrotu.
Gdyż
ulubiony lexus SC430 odmówił współpracy jakoś tak w poprzedni weekend. Już pomijając, że wrednie zaledwie nieco
ponad miesiąc po przeglądach itp. to w przeddzień ważnego wyjazdu do klienta (maluśkie programy, ale u bardzo upierdliwej big-pharma, i zmiany robione literalnie w locie, bez zatrzymywania czegokolwiek "na produkcji"... ale o tym kiedyś indziej i może lepiej bez adwokata nie rozmawiać). Oczywiście, zawsze może być gorzej, wózek mógł zepsuć się rano w dzień wyjazdu, łaskawie dał 30h ostrzeżenia...
Po tradycyjnym westchnięciu "ależ to jest toyota, to się nie psuje [1] - ten tutaj najwyraźniej o tym nie wie", i weekendowej rozkminie, że wszelkie znaki na samochodzie i w jego kompach mówią, że posypały się komputerki (immobilizer <-> główny komp-ECU autka; oczywiście byłem zawczasu przygotowany do zabaw diagnostyczno-mechanicznych), przyszło szybciutko pożyczyć jakiegoś pożyczaka. Co było zabawne, tylko że nie w niedzielę, na wsi Midlands, gdyż wiązało się z niewygodną wycieczką na lotnisko Dublin, bo nigdzie indziej w niedzielę nie da się tutaj pożyczyć wózka. Stąd zapoznałem się z transportem publicznym pomiędzy Tullamore a Dublin International, jest spoko i wzg. tani, w porównaniu np. z UK.
Sprawy służbowe w poprzednim tygodniu zostały też spoko odpękane (sama robota OK i nic nie wysadziliśmy w niebyt, ani nie zatrzymaliśmy produkcji, robiącej podobno 27% soczewek kontaktowych
na świecie; papierologia i zbędne uwagi różnych QA itp. zajęły więcej niż prace na obiekcie), zapracowany tydzień w pożyczaku [2] szybko minął i przyszło podjąć decyzje co dalej, bo bez wózka na wsi, to jak bez nogi i ręki, nawet jeśli pracuję zdalnie na co dzień.
Dodatkowe obadanie lexusa w weekend nie przyniosło zmian sytuacji - oficjalne procedury Lexi/Toyo sugerują sprawdzenie kabelków (OK), wymianę kompa immobilizera (zamówiony, jedzie), jeśli to nie pomoże, wymianę głównego ECU (trudno znaleźć w ogóle właściwą wersję, wymiana może być problematyczna, bo kodowanie kluczyków itd. itp.) i "się zobaczy". Oczywiście, knuję w częściach-używkach, nawet nie pytałem Lexusa, czy mają 20 letnie ECU do najbardziej egzotycznego modelu i za ile. Wszystko to tak czy owak zabierze tygodnie, bo tu jest koniec świata i "tu się spada za krawędź", logistyka do Irlandii to temat którego nie znacie i cieszcie się z tego, a dostawy czegokolwiek z UK są obecnie wydłużone przez brexit i święta.
Stąd wyniknął plan, żeby kupić jakiegoś wozidupka, bo pożyczanie wózków z lotniska jest niehalo, nie tylko finansowo, ale też logistycznie oraz dawno powinniśmy mieć coś do wożenia gratów, gości i "zapasowego", no ale dotychczas nie było woli i okazji; teraz się znalazły...
W pierwszym podejściu było "może jakieś małe japońskie coś w automacie?", ze względów podatkowych i dla żony. Ale tu jest maluśki rynek irlandzki, stąd małe automaty jw. są przepłacone jak jasny gwint, dokładnie z powodów jw. "bo tanie w podatkach i dla żony" i z powodu niskiej podaży.
W drugim, "może normalny automat, lexi GS, RX, jakaś honda itp. może fajny MPV?". Ale to bez sensu, płacić drugie czy trzecie tyle, za drugi "normalny" samochód (bo normalne automaty mają wyższe ceny, podatek, itd. o przepłaconym w Irlandii MPV nie mówiąc), który nam na co dzień nie jest wcale potrzebny.
W trzecim "a kij w oko, jako tymczasowy, może być wózek z ręczną skrzynią, skoro takie przeważnie biorę z wypożyczalni", i nagle zrobił się 20x większy wybór małych wozidupków w przyjemniejszych cenach.
W czwartym, "zaraz, młażona nie jeździ z ręczną, to czemu ja nadal patrzę na yarisy czy małe SUVki w ręcznej, skoro w tej samej cenie i prawie tym samym podatku można mieć cokolwiek?". Przyszło szybko dokształcić się z irlandzkiego "cokolwiek", bo na wozy jw. nie patrzyłem od lat. Na przykład na avensisa II gen. 1.6 benzyna, w nisko-średnim wypasie, jest tu tego jak maku (BTW co ciekawe, w PL zdaje się podstawowe były 1.8 i 2.0, w UK wręcz nie było oficjalnie 1.6, a w biednej Irlandii Toyota sprzedała zylion "avensisów z silnikami od corolli"; znaleźć II generacji 1.8 czy automat tutaj, to jak trafić w totka, cena x2, i chyba są to wyłącznie prywatne importy z UK).
Po wypatrzeniu paru takich Avensisów w Dublinie w niedzielę, skoczyłem se wczoraj w kierunku stolicy, i w pierwszym z brzegu komisie-szrocie (BTW na dzielnicy - prawdziwym zagłębiu samochodowym) nabyłem zaniedbanego Avensisa 1.6 sedan z 2006r., zostawionego a raczej porzuconego w rozliczeniu, za względne fistaszki.
Wózek do domu (>100km) dojechał, pali, hamuje, jest prosty, ma jakieś kółka i pół roku przeglądu, jest umiarkowanie zaniedbany i odrapany. Nie znam się na nomenklaturze tojek w ogóle, irlandzkich w szczególe - zdaje się, to polift II generacji, czyli typ T25; wersja wyposażenia Strata, "środkowa" (ręczna klima, el. okna, alufelgi, ale zwykłe plastikowo-tkaninowe wnętrze, fotele "na korbę", radio z CD i małym ekranem, żadnych zmieniarek, navi, itp. rozpust).
Wszystko trzyma się zaskakująco dobrze jak na 200kkm i po jakichś budowlańcach (są pewne poszlaki...), "to jest tojota, proszę pana". Np. wnętrze jest tylko leciutko podniszczone i dwa razy przyjemniejsze niż nówki-pomioty opla czy VAG, fotele wygodniejsze, 100% elektroniki działa, itd.
Żebyśmy się rozumieli, "uroda" nie jest słowem, które kojarzy mi się ze stylistyką Avensisa II generacji, w moim świecie ma raczej ksywkę "cegłówka". Ale nie dla urody go kupiliśmy.
Silnik 1.6 około 110KM też żadnego szału nie robi, wystarcza do jazdy i jest dobrze dopasowany do przepisów irlandzkich, no trudno tym zarobić mandat na autostradzie ;) Ale jest nieźle zestawiony ze skrzynią i "daje radę",
w duchu, jaki kiedyś dyskutowaliśmy. BTW skrzynia jest 5 biegowa, nie wiem, czy nieco później były 6 biegowe w 1.6, ale może i nie, bo nie bardzo widać, z czego miałby ten silniczek ukręcić "nadbieg", przy sporym wozie...
Wózek w środku jest kapkę mniejszy niż segment E do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni (lexus GS, kiedyś ford scorpio, itp), ale zdaje się 4 czy nawet 5 osób może tym spoko jechać, szczególnie na krótszych trasach, po małym kraju jak Irlandia. Co przydatne w kontekście wożenia gości (pozdro!), bo np. lexusem SC430 gości wozić się nie da, na pewno. Z innej beczki, zaskoczył mnie bardzo duży bagażnik, jak na moje standardy i ogólne wrażenie tej budy.
Z zaniedbanych rzeczy w autku - pasek osprzętu silnika od razu wczoraj wymieniłem (5min z kluczem 19 i przerwą na piwo), bo był już bardzo słabiutki; wywalony bezpiecznik zapalniczki znalazłem (no jednak ładowarki telefonów potrzebne są); odkryłem tradycyjnie zasyfiony filtr kabinowy (ludzie, pamiętajcie o istnieniu tych filtrów, bo niepojęte, jaki syf w nich wozicie; a to przecież w kabinę jest wdmuchiwane) i obejrzałem różności. Pewnie zrobię jakieś drobiazgi jeszcze, tarcze przednie można zmienić, jakiś olej, itp. typowe rzeczy; oraz muszę gdzieś wymyśleć trzy zagłówki na tył, bo jakoś zaginęły w mrocznej przeszłości. Ale poza czyszczeniem i duperelami, i podmalowaniem rysek itp., ogólnie nie ma co robić. No, można zawsze dołożyć do golca nieco gadżetów, albo uczciwy przegląd wszystkiego zrobić, ale to może kiedy indziej.
Kolosalna zaleta popularnej toyoty wzg. naszych ostatnich 5 lexusów - części walają się w każdym sklepie na wsi, oraz na każdym szrocie (najbliższy koło Tullamore twierdzi, że pociął 19 takich avensisów...) oraz ceny gratów są zabawnie niskie.
W trakcie są sprawy podatkowo-rejestracyjne (jak zwykle tutaj i w UK: pocztą i chwilę to potrwa, nawet jeśli nikt nic nie pomyli...) oraz ubezpieczalnia (kartel w Irlandii skonstruował sobie piękne gniazdko, łącząc "wady" systemu jak UK i jak PL w piękną, drogą i upierdliwą całość, fistującą klientów; ale może innym razem o tym). Wygląda wszystko normalnie, czyli co najwyżej upierdliwie i/lub drogo.
Nie wiadomo, na jak długo avensis zostanie z nami, nawet niezależnie od jego stanu, czy od napraw lexusa SC430, czy innych możliwych wózków; ale jako zapasowe tanie autko, potencjalnie stojące w pokrzywach, wydaje się OK, znacznie bardziej OK niż się spodziewałem.
PS. Usiłowałem policzyć, którym naszym wózkiem jest Avensis, i po paru podejściach, pomyłkach i konsultacjach z młażoną, zdaje się mamy jubileusz, gdyż jest to numer 20 (ew. 21 jeśli doliczyć Jeepa Compassa służbowego w Szkocji). Wszystkie "polskie" wózki były
kiedyś w notce; po emigracji w 2013 doszło 7 sztuk + Jeep. Może 20szt/30lat to nie jest wiele, w porównaniu z prawdziwymi maniakami automoto, ale i tak się w tym gubię.
[1] Stara legendarna anegdota: kobieta łapie gumę na środku Wawy, w jakiejś RAV4 czy innym priusie, zaraz paru facetów jej pomaga z kołem i zapasem, bodaj jakaś policja się zatrzymuje pomóc i obstawić dla bezpieczeństwa; a pani maksymalnie zdenerwowana kręci się w koło, powtarzając mantrę "proszę pana, przecież to jest tojota, to się nie psuje!"
[2] Seat Arona nówka z 1000km na liczniku, mini-crossover, czy jak tam się kwalifikuje Polo na szczudłach. Zaprawdę, hiszpańska jakość (twarde plastiki wszędzie, badziew ogólny) i niemiecki temperament (w sensie starego golfa tdi, bo ten 3 cylindrowy 1 litr benzynki z turbinką nie dostarcza w tej budzie żadnych interesujących wrażeń). Ale w porównaniu z różnym podobnym pomiotem od opla czy renault/nissana za ostatnie lata, to był całkiem fajny pożyczak. Wystarczający wozidupek i np. dobrze dobrana skrzynia i programy silniczka, do całego wózka i układu. Jedyne, co mi się naprawę nie podoba, to jego cena, ok. 28k euro...
[edit 15-04-2023]
A propos lexusa SC i logistyki do Irlandii - w dwa tygodnie jeszcze nie dojechał pierwszy komputerek immobilizera, z UK...
Może tu położę dodatki i zabawy z tojką avensisem.
Sprawy urzędowe i papirusy załatwione pozytywnie, wszystko OK, np. jakby co, można avensisa sprzedać ;)
Jak człowiek ma pilną robotę (praca motzna dogoniła), to sobie coś znajdzie "ważnego" do zabawy w domu i zagrodzie, np. przerobienie średnio paskudnego podświetlenia, skądinąd całkiem fajnych zegarów, na coś ulubionego. Parę godzin, 50 LEDów SMD i ze dwa drobne oparzenia lutownicą później, jest znacznie ładniej, moim zdaniem (to jest kolor szmaragdowy, 505nm, jak w dawnych fordach, amerykanach itp).