NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2023-02-18, sobota
Tagi:  szrot, Éire     
___________________________________

Przy sobocie coś o szrocie. Ale nie tylko o aktualnie ujeżdżanym egzemplarzu, może też trochę refleksji o "ustroju" Republiki Irlandii.

Mija prawie rok w obecnym szrotwagenie, czyli w lexusie SC430. Dla przypomnienia, jest to nasz piąty lexus pod rząd. Jak zwykle, po paru miesiącach "zapoznania", zabaw i dłubania w takim 15-20 letnim lexusie, w średnim stanie, nie ma co o nim pisać, czy co w nim robić. Nie był i nie jest w stanie "mint", i niespecjalnie mam zamiar go do takiego stanu doprowadzać. Braki i usterki nie spędzają mi snu z powiek, jeździ się bardzo przyjemnie, nadal SC430 jest dla mnie tu i teraz praktycznie idealnym wózkiem.

Lexus SC430

W związku z prawie-rocznicą, wózkowi kończą się wszystkie elementy "okresowe", przegląd techniczny (NCT, National Car Testing blablabla), ubezpieczenie jest do przedłużenia i podatek drogowy do zapłacenia.

W Irlandii sprawa ubezpieczenia OC/AC wygląda mniej więcej jak w UK plus jak post-pandemia, czyli "filozofia" anglosaska (ubezpiecza się człowiek, a nie samochód, jak w PL; kartel w praktyce wymusza na wszystkich AC+OC, itp) oraz wszystko robimy przez sieć, ale grubsze rzeczy tylko przez telefon. W naszym konkretnym przypadku być może jest to nieco bliższe podejścia "kontynentalnego", bo ubezpieczenie mamy w Liberty, które i w PL było jakieś takie bardziej przyjazne i frontem do klienta dekadę temu. W Irlandii wydaje się podobne, w przeciwieństwie do np. Aviva w Szkocji, o "rdzennych" UK ubezpieczycielach nie mówiąc. Negocjacje odnowienia ubezpieczenia przez telefon, z dyscypliną dodatkową, bo zmianą banku i adresu, były normalne ze wskazaniem na przyjemne - miła pani rzeczy formalne załatwiła bezproblemowo, a w kwestii kasy pośmieliśmy się nad durną kwotą na "nowy rok", nowy adres i nową inflację, którą wypluł jej system, i zrobiliśmy z tego coś znośniejszego. Czyli zupełnie jak w PL gdzieś około 2010.

A propos naszej zmiany banku, też jest to przyczynek do "ustroju" Irlandii, gdyż właśnie (w sensie, 2021-2023, bo to wolny proces) zwinęły się z Republiki Irlandii dwa spore banki, flamandzki KBC (w PL to był właściciel Kredyt Banku, gdzieś tak między 2000 a 2010) i północnoirlandzki Ulster Bank (część NatWest szkocko-bógwiejakiego). Czyli na rynku dla zwykłych ludzi zostało dwu dużych graczy (AIB i BoI), z dawnej Big Four, bo Ulster wypada a permanentTSB jest co najwyżej średni i robi bokami od kryzysów 2008-2011. Czyli będzie JESZCZE drożej i "zabawniej", niż było ze dwa lata temu. Oraz "Do you want a cartel? Because that's how you get the cartel."

Wracając na szrot, kolejnym ważnym zagadnieniem był przegląd NCT wózka, coś podobnego do polskiego czy UK technicznego przeglądu dorocznego. Różnice są takie, że w IE zamiast "zylion podmiotów-warstatów robiących przegląd, podpiętych do papieru (kiedyś PL, prehistoria UK) albo do baz danych (obecne UK czy PL)" wymyślono "scentralizowane" duże punkty diagnostyczne, na poziomie powiatu, powiedzmy. A zaraz potem outsourcowano je zewnętrznej dużej firmie, na przetargu.

Jakie z tego wynikają różnice wzg. PL czy UK? Przegląd jest szybszy, bezdyskusyjny, bez jakiejkolwiek opcji łażenia z/za diagnostą i obejrzenia sobie wózka od dołu, czy pogaduszek (co w PL było powszechne, w UK możliwe). Firma obsługująca (nie pamiętam jakie hiszpańskie czy dowolne konsorcjum ściemniacko-techniczne) ma płacone po umiarkowanej cenie ustalonej ustawowo "od łba" lata temu, więc nie dołoży do interesu choćby 1 euro jeśli nie musi. Co w połączeniu z pandemią, zaowocowało w praktyce zapaścią systemu, gdyż opóźnienia w czasie pandemii sięgnęły tak bliżej roku, i zrobiono oficjalnie przedłużenie przeglądów (o ile pamiętam, rzędu pół roku czy 3 kwartały, na poprzednim wózku IS250), a w końcu 2022 nadal sięgały pół roku. To znaczy, że np. próbując zapisać w końcu listopada wózek na przegląd (wyłącznie przez sieć/telefon) dostałem terminy na kwiecień (potrzebowałem na styczeń i myślałem, że 3 miesiące są osiągalne). I nie tylko w najbliższym centrum NCT, ale w paru sąsiednich hrabstwach też. W ciągu paru dni, z dobrawoli i nadludzkim wysiłkiem, upolowałem wolny slot na luty...

Generalnie problem jest znany i ogólnie rzecz biorąc wszyscy mają go w d... Gdyż w Irlandii życie płynie wolniej i należycie, sześć tygodni wyprzedzenia przy byle wizycie w banku itp. to normalne, więc 4 miesiące przy NCT to nic takiego. BTW nie mamy jeszcze żadnego doświadczenia z miejscową służbą zdrowia, gdzie pewnie jest równie wolno i "zabawnie".

Co do konkretnego przeglądu naszego lexi, rzutował na dalsze plany, czy i co warto robić z wózkiem. Bo przy 20 letnich pojazdach i kosztach UK/IE zawsze możliwa jest usterka/fail, która uczyni pojazd klasy "szrotwagen" (szczególnie jeśli skomplikowany jak topowy lexus czy merc czy audi swojego czasu) nieopłacalnym do dalszego użytku. Nawet jeśli formalnie w IE jest coś koło miesiąca na poprawienie usterek, bezkosztowo czy prawie bezkosztowo w sensie NCT, czy można wózek "wyrejestrować" sobie na czas remontu czy zakopania w garażu itp. to nadal może być nieopłacalne oraz coś nowego w stajni - zawsze na propsie!

Lexus przeszedł przegląd full green, bez uwag, diagnoście nie chciało się nic komentować. Jedyne istotne co odkryły wszelakie testy na "torze przeszkód", to że przednie koła warto wyważyć, albo i tarcze wymienić, bo wibracja - ale to wiedziałem wcześniej, pojawia się losowo, zapewne od hamulców, mało jeżdżonych przez ostatnie miesiące. Reszta full green bezdyskusyjnie.

Co daje pojęcie, jak solidne były lexusy z górnej półki 20 lat temu, jeśli średnio zaniedbany, normalnie utrzymany od roku, przechodzi przegląd praktycznie z marszu. Bo przed przeglądem tylko światła obejrzałem i wymieniłem dwie przepalone żarówki (jedna pozycyjna i jedna rejestracji), już nie mówiąc, że o sprawdzeniu ręcznego ("nożnego", którego nikt normalny przy automacie nie używa), przypomniałem sobie rano przed przeglądem... ale działa spoko.

Sukces przeglądu rzutował na dalsze losy wózka, w tym opłacenie podatku - bo podatek drogowy jest w IE niezwracalny, wiec na przykład zupełnie nie warto kupować starawego wózka, któremu niebawem skończy się przegląd; jeszcze bardziej niż w PL czy UK. Bo cena jest jak za "ma przegląd!", podatek trzeba opłacić od miesiąca zakupu, w rozbiciu na częste raty znacznie droższy, a za chwilę może się okazać, że przeglądu ni ma, i ma się stabilny pomnik motoryzacji, z dołożonym podatkiem, do sprzedania w cenie złomu.

Inna sprawa, że mam wrażenie, że połowa Irlandii jeździ bez podatku, przeglądu, ubezpieczenia. Niekoniecznie jest to ta sama połowa, tj. są to trzy podzbiory ludzików, z częścią wspólną; ale np. na bank poprzedni właściciel zrobił przegląd NCT "na sprzedaż", bo inaczej nikt by się nie schylił do ogłoszenia, podatku nie miał, a ubezpieczenie mu się kończyło właśnie kiedy sprzedawał mi wózek. Ale stąd mamy dobrą "kolejność" na lexi - przegląd, zaraz ubezpieczenie i podatek.

W przypadku podatku od SC430 2003 sprawa jest o tyle "poważna", że wszystko starsze >=3000cm3 jest w najwyższej stawce, czyli ok 1800 euro rocznie (przy jednorazowej opłacie, na raty sporo więcej). Przy nowszych wozach, zależnych od emisji CO2, czy innych ściem producentów, jeszcze drożej. Więc można łatwo pojąć, czemu młody człowiek jeżdżący trophy cabrio (a może nawet wożący trophy wife w trophy cabrio) unikał zapłacenia tego i jeździ wyłącznie zadupiami, gdzie wrony za Cork zawracają. Albo czemu pomysł zapłacenia niezwracalnego podatku 1809 za 20 letni wózek, który właśnie BĘDZIE miał przegląd, zamiast właśnie MIAŁ, nawet dla mnie jest nieco nie do przyjęcia.

Ale jest OK, i fajnie, że SC430 nadal fajny.

Ogólnie powyższe bajanie jest przyczynkiem do szerszego obrazu, Irlandii skonstruowanej gdzieś pomiędzy Polską a UK, gdzie instytucje i konstrukcje formalnoprawne są w duchu anglosaskim, za to wdrożone i efektywne jak polskie. A wszystko podlane wyluzowaniem i "manianą" Irlandczyków, wolnymi dostawami, luźnymi terminami, spoko-loko i są ważniejsze sprawy na głowie, np. rodzinno-barowo-rozrywkowe, a nie jakieś tam formalno-prawne, czy pracowe.

Jak ostatnio w heheszkach podsumował niemiecki audytor w rozmowie z polaczkiem (mną), w obecności lekko skwaszonych Irlandczyków, jest to dla niego wstrząsające, ale już się nauczył, że tu się umawia na spotkania itp. wyraźne zaznaczając, czy umawiamy się na godzinę na zegarku, czy na godzinę irlandzką.

Wszystko to może spowodować, i powoduje, mind-blows, humoreski, zadziwienia, skecze oraz problemy i frustracje, szczególnie w kontekście, że ten kraj staje się bodaj jednym z najbogatszych per capita w EU, ze wzrostem PKB ostatnio rzędu 3.5%, kiedy EU jest na maluśkich procentach, a niektórzy na minusie. I to zadziwia i frustruje zarówno od strony inwestorów, ekspatów, imigrantów, itp. jak też od strony rdzennych Irlandczyków, którzy muszą nagle, jak to posumował komik, przestawić dietę z risotta z kamieni, odświętnie "ziemniaka z kością", na góry pieniędzy i kokainy.

PS. "Ziemniak z kością" to nie jest żart.





Sat, 18 Feb 2023 19:27:36
>> (...) nie mamy jeszcze żadnego doświadczenia z miejscową służbą zdrowia, gdzie pewnie jest równie wolno i "zabawnie"

My - niestety - mamy i to aż za dużo. Zasadniczo jest tak, że jak idziesz publicznie (wizyta u lekarza pierwszego kontaktu okolice €50-60, na pogotowiu €120, ale łącznie nie więcej niż €600 rocznie), to czekasz długo (na irlandzkim pogotowiu zdarzyło mi się przez ostatnich 17 lat spędzić kilka nocek - przychodzi człowiek z bólem pod wieczór, a zostaje obsłużony około 9 rano) i w niekoniecznie miłym towarzystwie. Za to można sobie wrzucić te koszta w rozliczenie podatkowe raz do roku i odzyskać jakieś 20%.

Natomiast prywatnie to już całkiem inna bajka - większość ubezpieczycieli prywatnych ma swoje sieci klinik, do których na ogół można wejść z buta bez umawiania się, ewentualnie zadzwonić z półgodzinnym wyprzedzeniem i w najgorszym razie poczeka się godzinkę albo półtora, ale najczęściej przyjmują od ręki. No i w zależności od polisy i kliniki albo płaci się za wizytę podobnie jak u lekarza pierwszego kontaktu, albo ciut więcej, albo wcale.

Ubezpieczenie prywatne dla czteroosobowej rodziny zaczyna się pi x drzwi w okolicach €1200 rocznie. Warto pogadać z pracodawcą - często jest tak, że pokrywają ubezpieczenie prywatne do jakiejś tam kwoty, wtedy płaci się z własnej kieszeni tylko niewielki odsetek (wynikający z przepisów podatkowych). Pracodawcę kosztuje to mniej, bo ma ulgę podatkową i wszyscy są zadowoleni.




 

Engine: Anvil 1.08   BS