NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Weronika
Kiedy: 2020-10-26, poniedziałek
Tagi:  szrot, motocyk     
___________________________________

(Udało się namówić córkę na zeznania "jak rodzi się następne pokolenie kustoszy złomowiska". Radujmy się. Oraz nie wiem dlaczego wydawało mi się, że ma hondę. Boni.)



YBR125 CustomW maju tego roku, z braku laku (czyt. prawa jazdy na samochód) kupiłam zdalnie motor. Nie miałam możliwości go obejrzeć, bo w tym czasie siedziałam z rodzinką w lockdownie na zarzeczu szkockim, a motor przebywał w Bristolu. Ale jako że to Yamaha YBR125 z 2009 to, cytując Top Gear, „co może pójść nie tak?”.

Jak się okazuje, sporo. Owszem, kupując go wiedziałam, że cena jest zbyt piękna, żeby nie potrzebował żadnego dopieszczania, ale po zrobieniu matematyki, nawet dodając cenę sprowadzenia i lekkiego odświeżenia, opłacało się. To bierę. Dopóki odpala i wozi mnie z punktu A do punktu B nie narzekam. Czyli - do czasu.

2 tygodnie temu wesoło ruszyłam spod domu. Ujechałam około 20 metrów. Po kilkukrotnych próbach ponownego ruszenia obroty ewidentnie nie trzymały i nie dało się ruszyć nawet z jedynki. Ale odpala, także nie ma tragedii. No to hop z motoru, szybkie przełożenie umówionego spotkania, i lekka panika, bo koło zablokowane, wiec nie dało się go sturlać z drogi. Musiałam go praktycznie podnieść, żeby zsunąć na bok, a mimo że to mała 125cc, to jednak swoje 130kg waży.

Nie znam się zbytnio na mechanice (a jeszcze mniej na elektryce), wiec żałośnie długo zajęło mi znalezienie problemu, jakim na tę chwilę okazał się łańcuch, który spadł w taki sposób, że zaklinował się w kole. No dobra, to tuptam po narzędzia. W tym momencie byłam całkiem ukontentowana, że 1) Mieszkam na wiochach na podwalijskim zarzeczu, wiec mogę zostawić na chwilę motor na drodze bez nadzoru, 2) Że nie podziało się to dalej od domu, bo bym musiała dzwonić po AA (pomoc drogową) i 3) Że nie zdążyłam rozwinąć prędkości przelotowej, bo mogło się to źle skończyć.

In ChainsZ pomocą wielu skomplikowanych narzędzi (czyt. waląc młotkiem) wydobyłam łańcuch z koła na tyle, ze mogłam poturlać motor z powrotem na parking pod domem i wziąć się za dumanie, co z tym fantem zrobić. Teoretycznie do wymiany był tylko napęd, co nie jest wysokim kosztem, ale wiedziałam, że jest sporo innych rzeczy, które przydałoby się naprawić/odświeżyć, bo inaczej taka sytuacja (jak nie gorsza) przydarzy się znowu prędzej niż później. Szczególnie wydech, którego jak się okazało rdza przeżarła do tego stopnia ze wisiał tylko na 2 śrubach od silnika. Reszta dnia minęła na kompletowaniu koszyka na ebayu i płakaniu nad kurczącą się kartą kredytową.

Kilka dni i około 20 przesyłek później myślałam, że mam komplet elementów i narzędzi niezbędnych do ogarnięcia tego bałaganu. A tu psikus, okazało się, że ani klucz francuski, ani małe nasadowe nie dają rady jakimś 19 milimetrowym śrubom z threadlockerem (surprised pikachu face). Kolejne zamówienia, tym razem na grube działa (palnik, zestaw 1/2“ kluczy i dźwignia, tak na wszelki wypadek) i kolejne płacze nad budżetem.

Przewijając kolejne 2 dni, już na pełnym wk...wie i kolanie lekko wykręconym po poprzednich próbach ruszyłam z działami na dawno nie ruszane śruby. Trochę przypalania i fizyki (którą zawaliłam w szkole, kto by pomyślał, że to się przyda), aż nagle przełom - pierwsza wredna śruba puściła, a w głowie zagrało clarksonowe ‘Yeeeeeeees’. A po tej jednej kolejna, i kolejna. Czyli da się, i okazuje się, że mechanika to nie całkiem kwestia siły, a w dużym stopniu odpowiednich narzędzi. Tego dnia udało się ściągnąć tylne koło.

Ale gdyby było tak lekko, to nie trwałoby to wszystko 2 tygodnie. Otóż postanowiłam przy okazji wymienić linkę i tarcze sprzęgła. I o ile sama linka to nie problem, bo idzie na zewnątrz silnika, to z tarczami nie ma tak lekko, bo to jednak sprzęgło - trzeba ściągnąć olej, otworzyć obudowę silnika-skrzyni i tam wymienić elementy. A że ten model Yamahy jest tak idiotycznie zbudowany, ze żeby dostać się do tej strony silnika trzeba ściągnąć dźwignię rozrusznika („kopniaka”), wyciągnąć zewnętrzne elementy, których nawet nie umiem nazwać i cały stelaż podnóżków, to miałam kolejne godziny z głowy. I nie wiem, czy mi się tak zrobiło, czy ktoś go wcześniej nieumiejętnie rozkładał, ale tu właśnie doszło do największej wtopy: jak już udało mi się osłonę ściągnąć, poszła razem z bebechami, czyt. całym mechanizmem rozrusznika nożnego. Nie ma tragedii, włożyłam z powrotem, wymieniłam elementy sprzęgła, założyłam nowe uszczelki, zamknęłam, zalałam olejem i wio, jedna rzecz z głowy. Sprawdziłam tylko szybko, czy odpala po tej zabawie i ku zaskoczeniu owszem, odpalił, ale wydawał podejrzany dźwięk (ochrzczony przez miejscowych ‘Bulbulatorem’). Lekka panika i telefon do ojca. Okazało się, że ten dźwięk to zapewne przez zdjęty wydech (brawo ja).

Kolejny dzień, kolejny element. Uznałam, że zrobię coś lżejszego, wiec wymieniłam tylny hamulec i założyłam nowy tryb napędu razem ze świeżymi śrubami. Potem tylko nasmarować ośkę i złożyć koło do kupy. Zaskakująco lekka i przyjemna robota, a koło teraz gładko chodzi.

Następny dzień był ważny, bo w końcu założyłam nowy wydech i łańcuch, wiec teoretycznie mogłam już pomału zacząć odpalać na dłużej niż 2 sekundy i na bliżej niż pełne wyciągnięcie ręki (na wszelki wypadek...) sprawdzać, czy moje próby w ogóle dają jakiś efekt, czy tylko psuję bardziej. Alleluja! Odpala! Przez mniej więcej 10 minut. Po czym zaczyna grzechotać i tracić moc, a niedługo później w ogóle nie reaguje. Super, umarł.

Kolejny telefon do ojca i poprzez proces eliminacji doszliśmy do wniosku, że trzeba wyciągnąć akumulator do podładowania i na nowo rozbierać blok silnika (!!! dopiero co złożyłam razem z podnóżkami i wydechem...), bo coś pomerdałam z „kopniakiem”. No ale jak mus to mus, bateryjka wyciągnięta do naładowania, a silnik otwieram, żeby olej spłynął przez noc.

Dzień decydujący, sprawdzenie czy jednak go popsułam: wkładam akumulator i na otwartym silniku, z wyciągniętym mechanizmem „kopniaka”, sprawdzam przez sekundę czy reaguje. Kolejne alleluja, żyje! To teraz - nie na siłę i na spokojnie składam cały mechanizm bebechów, tak żeby nic się nie blokowało, a kickstarter chodził dokładnie tak jak powinien. Delikatnie zamykam osłonę, mając nadzieję, że tym razem na dłużej. Na wszelki wypadek znowu odpalam na pełne wyciągnięcie reki i wzdycham z ulga - odpala jak nigdy.

Ściągam go z centralnej podstawki i wycofuję lekko, żeby sprawdzić, czy rusza. Niestety, jakimś cudem posiałam w mieszkaniu ważny element małego trybu łańcucha, wiec dopóki nowa część nie przyjedzie, to nie mogę całego projektu skończyć czy pałować motorka, więc delikatnie i tylko na jedynce turlam się po podjeździe. W mojej głowie w tym momencie gra cala kompilacja clarksonowego geniuszu, bo jedzie, i to jak! znacznie ostrzej niż poprzednio!

Jeszcze zostało mi parę dni dokręcania, smarowania, mycia i testów, ale myślę, że ze sporą pewnością mogę powiedzieć, że wszystko jest ok.

Dygresyjnie i zanim ktoś przyjdzie z „mogłaś dać do mechanika” - sąsiad obserwujący moją parodniową walkę ze złomem, wdał się w pogawędkę w duchu, że powinnam się tym zająć zawodowo, bo w porównaniu z okolicznymi wiejskimi mechanikami robię całkiem profi. ŻE CO?

Całe doświadczenie nauczyło mnie paru rzeczy:

1: Nie olewać konserwacji, szczególnie - zaniedbanych egzemplarzy
2: Nie na siłę, tylko młotkiem
3: Dobre narzędzia są ważne
4: Fajnie mieć ojca, który zna się na rzeczy
5: Pewne problemy trzeba rozwiązać pomału
6: Brać wyzwania za rogi, ale po jednym dziennie

I mogę to wpisać do CV.



(Boni) Bonus, bo "zarzecze podwalijskie" mi się spodobało; czasem nazywam córki miejscówkę House of Fun:

House of Fun





charliebravo
Tue, 27 Oct 2020 00:06:52
Szacun. Chciałbym kiedyś dorosnąć i być taki duży, ale to się chyba nie uda. Prędzej moje córki, ale to jeszcze pare lat.

@Honda
Brawo, przez to wszystko wyobrażałem sobie Civica :P

Boni avatar Boni
Tue, 27 Oct 2020 00:57:52
@jednak nie honda

No sorki, to bardzo dziwne, bo przecież miałem go pod nosem w SCO, a nawet w garści, bo załadunek i wyładunek przy jej przeprowadzce na południe, do tego sympatycznego domu ;D A propos domeczku, w którego kawałku dziecię zamieszkuje - ona to wynorała, wynegocjowała i wynajęła też zdalnie w czasie lockdownu... o_O patrząc np. na naszą przeprowadzkę do Irlandii, to zdaje się ja też jeszcze nie jestem taki duży.

Z innej beczki - poza oczywistą dumą i zadumą, mam też nostalgia trip, do mojego analogicznego doświadczenia formującego, tj. wyrwania i naprawy p... rozrusznika z "pomarańczowego pierdziela", czyli pierwszego naszego malucha. Doświadczenia ze złomem miałem więcej niż Weronika, narzędzi na początek pewnie też, no ale za to w wieku lat 21 w postPRLu zdaje się ogarnięcia i pieniążków miałem znacznie mniej. Rodzina zakłady robiła, czy ten maluch jeszcze w ogóle pojedzie, jak już z nim skończę...

igor
Tue, 27 Oct 2020 09:58:10
Ambitny plan na pierwszą naprawę. Wyobrażam sobie, ile to musi dać satysfakcji. Propsy, gratsy i w ogóle młodzieżowe słowa.

Boni avatar Boni
Tue, 27 Oct 2020 10:26:45
@igor

(small print) Nie rozpędzajmy się z tą młodzieżą, nasze dzieci, nawet ototo młodsze, są starsze niż firma Amazon...

charliebravo
Tue, 27 Oct 2020 12:30:21
@honda
Pewnie poszło po lini "generyczny japoński producent motorów", zdajsie tam Honda, Suzuki czy Yamaha zajedno. No a z kolei jak Ty napisałeś Honda, to mnie się wkleił Civic, bo nic mi nie wiadomo jakobyś był fanem jednośladów.

@domek
No coś pomiędzy Domem Usherów a siedzibą lorda, klimatyczny. A mnie się wydawało że sobie fajny dom buduję...

Boni avatar Boni
Tue, 27 Oct 2020 13:03:21
@charliebravo

@Dom Usherów

Trafne! szczególniej że to stoi "w polu", dość daleko od drogi, między pojedynczymi drzewami i tymi angielskimi żywopłotami. Ew. mi się kojarzył też z domem rodziny Addamsów, w sumie, nasza rodzina to... a, nieważne. ;)

Co do fajności, to pewnie najfajniejszy był, jak był nowy, chyba ze 150 lat temu...

charliebravo
Tue, 27 Oct 2020 13:38:36
@Najfajniejszy jak nowy
Ej no weź, takie rzeczy z wiekiem robią się fajniejsze. Z Panią Żoną mieliśmy kiedyś fantazję żeby kupić stary drewniany dom pod KRK. To też interesujące społecznie, bo jak chcesz kupić tutaj stary fajny drewniany dom, to odkrywasz że oferta jest policzalna na palcach jednej ręki drwala. Zwyczajnie, domy których kiedyś było dużo to były domy bardzo biednych ludzi, i sorry, ale pokoje niższe ode mnie nie są fajne. Jest trochę domów w stylu "ktoś bardzo zamożny miał fantazję wybudować sobie drewnianą willę a la Szwajcaria" sto lat temu (jak Lanckorona na przykład), ale cena jest właśnie jak coś bardzo unikalnego, albo siedemnastu właścicieli i kłopoty prawne. Walczyliśmy z tematem jakiś czas, a teraz właśnie kładą nam dach na nowym domu. Myślę że będzie bardzo fajny, ale klimat nie ten.

Boni avatar Boni
Tue, 27 Oct 2020 13:38:37
@errata o domku Usherów

Przyszła żona (bo tu semi-lockdown, robię z domu) i wyśmiała - ten domek to podobno jest z XVIIw... tyle że po wielkim remoncie i przebudowie w XIXw; no prawie nówka nieśmigana.

tyz_Aniou
Tue, 27 Oct 2020 18:22:55
Ogólnie notka super, tłuszcza (w mojej osobie pojedynczej) chce więcej!

Przypomniało mi się, jak siedzieliśmy z kumplem w garażu, nad szczątkami dwóch motorów, z których potem udało się (no, po doszlifowaniu przez zaprzyjaźnionych majstrów paru kluczowych elementów) złożyć jeden, działający. Piękna Jawa mu wyszła, kumpel - z barami jak szafa - miał zabawę, schylając się nagle w czasie jazdy i patrząc, czy już mnie zwiało, czy jeszcze się trzymam.

PS. A to, że zupełnie radośnie i bezrefleksyjnie, mając do wyboru DWIE dobre ramy, kumpel użył tej, na którą nie miał papierów, to detal. Ale się ubawił przy rejestracji!

Boni avatar Boni
Wed, 28 Oct 2020 10:02:23
@Aniou

@(na melodię)zbierajmy złooom, by starczyłooo nam na moootooor!

A to mi przypomina z mojego nastolęctwa późnopeerelowego, towarzystwo z sąsiedniego bloku, nieco starsze ode mnie. Chłopaki w typie "cały tydzień majstrujemy przy tych jawkach i junakach, w sobotę rano jedziemy na dzikie trasy crossowe pod Białystok, w sobotę wieczorem przyprowadzamy motory piechotą pod blok, wróć na początek". Bodaj doszyli to wyczynów w typie dolewania eteru do paliwa (i zaliczania gleby koło motoru od tego eteru...). Mój nieco młodszy brat, znacznie bardziej zafascynowany motocyklami niż ja, ślinił na te aktywności, no ale nieco przez szybkę.

Oraz była akcja, już nie pamiętam, czy tych od Chudzika, czy bardziej brata rówieśnych kumpli, że ktoś wyremontował junaka w ciasnej piwnicy bloku, poskładali, nawet odpalili, i dwie rzeczy były wstrząsające - jak szybko taki rozregulowany junak wsysał benzynę, oraz okazało się, że złożyć to go złożyli, ale zapomnieli sprawdzić, czy da się go z piwnicy wynieść czy wyciągnąć przez wąskie połamane korytarze...

Jak przyjdzie zz_top, to ew. skoryguje moje mgliste wspomnienia z '80.

divak2
Wed, 28 Oct 2020 12:58:52
Pogratulować!


Kiedyś mechanik-bestia na kwestię "zepsuła się kierownica powietrza obieg zewnętrzny/zamknięty i nawiew nie dmucha w ogóle" powiedział mi: "A umie pan odkręcić takie dwie śrubki przy schowku? No to tam trzeba sobie przyświecić i kapkę oleju". Sprawa oczywiście okazała się bardziej złożona, a ja do rozkręcania deski rozdzielczej podchodziłem jak pies do jeża. Szczęściem obyło się bez demontażu poduszek powietrznych itp, a ja miałem już odpowiedni zestaw torxów (żarówki w reflektorach* i filtr powietrza).

Innym razem Focusem sprawdziłem odporność haka w samochodzie przede mną i stanąłem przed koniecznością wymiany pasa przedniego, bo auto jeździło, ale światła świeciły nieco bozi pod sukienkę. No i zastanawiałem się do którego mecha jechać, ale zaświtało mi "przecież Boni pisał jak sam naprawiał swoje Scorpio..." W sumie nie było potem problemów z przeglądem czy rok później ze sprzedażą.

Innym razem zabrałem się za serwisowanie 8-biegowej piasty od roweru, oczywiście genialnie na balkonie, bo dobre światło i nafta mniej śmierdzi. Shimano do tego typu dawało czarodziejski smar, który niestety tracił właściwości po 2 latach. No i spinka do osi, na której trzymało się pół mechanizmu, wyskoczyła mi i poszybowała 2 piętra w dół na trawnik. Niektórzy jednak maja więcej szczęścia niż rozumu, bo poszedłem na dół i o dziwo znalazłem w 3 minuty.

*można też monetą, ale torxem wygodniej i szybciej. W takim Rapidzie to zrobili nakrętkę motylkową, ale żeby nie było fajnie, ona chodzi ciężko i trzeba nią dużo kręcić.

zz_top
Wed, 28 Oct 2020 14:07:24
#mgliste wspomnienia
Cytując klasyka "tak było" :-) No może oprócz jakichkolwiek kłopotów z wynoszeniem motocykli z piwnicy - ja niczego takiego nie pamiętam. Piwniczny garaż dla motocykli był wspólny dla kilku okolicznych bloków i stało tam mnóstwo sprzętów. Z tego co ja pamiętam nawet wyniesienie motocykla jakiegoś z zioma z zablokowaną kluczykiem kierownicą nie stanowiło problemu. We dwóch ale bez problemu...
Aha! I to nie był Junak tylko Iż...

Boni avatar Boni
Wed, 28 Oct 2020 14:42:09
@divak2

Akcja z balistyczną spinką przerzutki - przednia...

No ja o porywaniu się z motyką i zbyt wysoką samooceną na moje samochody to oczywiście mógłbym książkę... Satysfakcje na początku są zapewne największe, wiadomo, małpa naczelna szybko wpada w rutynę i przyzwyczaja się, więc potem pamięta się zabawne albo naprawdę trudne sprawy, bo tak normalnie to tylko zblazowanie ew. wk... że znowu coś tam trza robić (BTW a jak nie mam co robić, to np. światła tylne w nowym IS250 już przyciemniłem ;D) .

Z zabawniejszych acz pouczających, to - kiedyś musiałem wymienić miskę olejową w maluchu, okazało się, że jakoś nie mam czym go zalać, a w sklepie mieli tylko jakiegoś wypasionego castrola czy mobila, na granicy sensu i cyferek SAE. No zalałem tym, bo trza było jechać, oczywiście w parę dni cała góra silnika, te osłony popychaczy itd. wszystko zaczęło się pocić. I tak miałem robić z tym porządek, no to se skompletowałem uszczelki itp., planowo wyrwałem silnik z malucha na podjeździe, w piękne lato, i rozbabrałem. Jak miałem IIRC ściągnięte cylindry, ale tłoki na korbowodach, to nie dało się wymienić pierścieni tłokowych (a nie chciałem rozbierać tłoków itd). No to se wykręcę niektóre szpilki obok tłoków, będę miał dostęp żeby wymienić pierścienie in situ. Wykręcając te "motocyklowe" szpilki przy pomocy "kontrowanych" na nich dwu nakrętek M8, paluszki się poplątały, i nagle M8 upadła mi prosto w szczelinę między tłokiem, korbowodem a blokiem, i plum, wpadła w blok/miskę olejową. Curva, szczególniej, że miska wymieniona niedawno i na ładną nową uszczelkę. "A może nie ruszać, przecież najwyżej tę M8 zmiele? ;)", dobra, wziąłem się za następne szpilki na razie, za chwilę druga M8 zrobiła dokładnie to samo, tylko, że zamiast plum, bęcbęcbęc. "Fcuk, dwie M8 w skrzyni korbowej - ściągać miskę będziesz", dobra na razie skończmy te pierścionki, miska potem, bo przecież silnik na niej teraz stoi. Za chwilę mały typowy klucz płaski 13/17 omknął mi się, wypadł z ręki i J...NITUKI WPADŁ W TĘ SAMĄ SZCZELINĘ, półksiężyc otwarty między tym malutkim tłokiem a blokiem... No klucza 13/17 maluch raczej nie przemiele, co nie. Przyszło zerwać miskę.

Jak "spadła" z silnika i wylałem z niej resztkę oleju, to nie wierzyłem w to co widzę - gładka zaolejona miska, i zero M8 czy kluczy o_O no jakże to, przecież ten blok silnika niewiele większy od tego klucza, nie mógł nie wypaść dołem. Poruchałem miską w zadziwieniu i coś nagle tam drgnęło... dziubię palcem, a tam 1cm wklejonego błota. A w tym błocie utopione dwie nakrętki i klucz. Okazało się, że ten mobil czy castrol umył do czysta całe wnętrze silnika, pewnie łącznie z pełnym syfu filtrem odśrodkowym (nie był otwierany za mojej kadencji ;) ), no i to wypełniło miskę na ok 1cm "afaltu"...

A z najtrudniejszych i z najbardziej ryzykownych i wymagających, fizycznie i technicznie, to chyba remont nadpsutego automatu z Explorera 4.0. W garażu ale "na płaskim" i bez podnośników kolumnowych itp. oczywiście. Bez adwokata nie rozmawiam w zasadzie, bo tam BHP oznaczało Bardzo H... Pomysły. Hint - zastanówcie się, jak wysoko trzeba podnieść dużą terenówkę, żeby jej skrzynia z transferboxem 4x4 wyszła pod progiem samochodu. Oraz protip - warto odkręcić transferbox od skrzyni, bo transferbox jest mały i magnezowy, ale i tak ciężki w cholerę. Jak ja te 100kg wyrzuciłem spod samochodu, nie łamiąc sobie ręki, to sam nie wiem; potem zmądrzałem, bez transferboxu było 70kg do włożenia i zespawałem sobie ramkę pomocniczą, inaczej w życiu bym nie trafił konwerterem itd. na koło zamachowe. A technicznie, rozgrzebanie automatu wymaga dokumentacji, wiedzy, części, materiałów, narzędzi, czystego miejsca do roboty, wiedzy o trikach jak ominąć braki super wyspecjalizowanych narzędzi, itd. I nawet jeszcze ze dwa lata po tym remoncie jeździł.

Boni avatar Boni
Wed, 28 Oct 2020 14:48:38
@zz_top

O cze brat! Ten junak to może mi się skleił skądinąd od moich kolegów z technikum? dwu robiło junaki, nawet przed maturą nimi zaczęli jeździć. Może ta piwnica to było ich niewątpliwe osiągnięcie, była to para kolegów mieszkających po sąsiedzku, którzy mieli dosyć dziwne pomysły, skądinąd środki na ich realizację, a w koło grała muzyczka z dobranocki "Sąsiedzi" ;D (voice mode "tańczyłeś z diabłem przy świetle księżyca?") "Robiliście ze skorupy starej milicyjnej motorówki, silnika z Syrenki i kanap z Warszawy motorówkę-przecinak w stylu Miami Vice?". A oni zrobili... ;D

Thu, 29 Oct 2020 11:23:13
Z czystej mechaniki, poza hamulcami itp, to za rzeczy cięższe niż wymiana UPG (btw: na starych śrubach, i oczywiście bez szlifu...) się raczej nie brałem.

Ale nieraz grzebałem w rozmaitym osprzęcie. Z ciekawszych rzeczy, to mi kiedyś padł aparat zapłonowy (rozdzielaczowy) w nissanie. Silnik zaczął przerywać, najpierw z rzadka, potem częściej. Już nie pamiętam jak doszedłem do tego, że gdy stracę zapłon, to trzeba młotkiem przywalić w obudowę aparatu i można jechać dalej, no chyba, że trzeba przywalić drugi raz. Ale do rzeczy. Po wyjęciu aparatu i położeniu na warsztacie stwierdziłem po pierwsze, że cewka zapłonowa (zintegrowana w środku) jest dobra. Dawała iskrę jak dzwon (do testu użyłem classic-przerywacza z kanciaka). Optoelektroniczny czujnik położenia wałka też wyglądało, że działa, jakiś sygnał był. Ale między jednym a drugim siedział moduł elektroniki zalany żywicą, nie do rozebrania. I najwyraźniej sygnał z opto tam wchodził, ale prądu na cewkę moduł już nie zawsze dawał. Jakaś przerwa, zimny lut? Kto wie.

No to podrapałem się po głowie i na wstępie przyjąłem optymistyczne założenie, że ten moduł to nic innego, jak prosty klucz. Zakupiłem kilka elementów, w tym przde wszystkim mosfeta mocy na 10A i kilkaset V, ze zintegrowanym zabezpieczeniem przeciwprzepięciowym, wykoncypowałem i złożyłem układ klucza do kupki na płytce uniwersalnej, w aluminiowym pudełku. Oczywiście nie zmieściłem się w gabarytach, więc układ był na kabelkach podpięty pod aparat i umocowany gdzieś w komorze silnika. Odpalił od pierwszego dotknięcia! I tak jeździł jeszcze ładnych kilka lat. A jaka satysfakcja.

Dlaczego nie wymieniłem na część fabryczną? Bo moduł jest niedostępny luzem, rozdzielacz nowy był wart więcej niż samochód, a używka bez gwarancji tyle, co 1/3 samochodu. No i w koncu jest się tym automatykiem-elektronikiem, przynajmniej z wykształcenia, co nie...

Boni avatar Boni
Thu, 29 Oct 2020 14:47:59
@kuba_wu

Szacun. Miałem kiedyś zrobić se moduł zapłonowy w maluchu zamiast tych rozwiązań z IIWW, ale zanim się na dobre za to wziąłem, skończyły mi się maluchy. A potem byłem bliski podejścia jak twoje do fancy zapłonów, jak sfajczyłem ECU we Fiero - a wziąć parę elementów i "ominąć" cały ten szajs (wypasy z '80, monowtrysk, ECU, zapłon elektroniczny, nie pamiętam, czy nie miał już sondy lambda - co ciekawe, niektóre rzeczy łatwo było dokupić, bo w spadku po Pontiaku/GM odziedziczyły je Daewoo z lat '90, IIRC z esperala trochę pasowało... no ale niektóre rzeczy wcale nie, tylko import z USA). Ale jakoś nie zdecydowałem się, raczej naprawiałem ECU, coś tam zaczął gdakać, ale była jeszcze długa droga; a potem zaczęły się przeprowadzki i inne cuda.

Maciek
Sun, 1 Nov 2020 02:08:43
@divak2 Ośmiobiegowe piasty Shimano każdemu dostarczają niezapomnianych wrażeń, zwłaszcza ułatwia sprawę to, że jest tylko jedna spiracona instrukcja serwisowa a wiele różnych modeli różniących się budową wewnętrzną. Ale to że potrzeba specjalnych narzędzi którymi straszą w instrukcji to niepraawda, za drugim razem udało się złożyć bez.

Żeby nie było spokojnie przy montażu - taka piasta kosztuje połowę ceny roweru jako nowego, sporo części istnieje w katalogu ale nie da się ich kupić.

Boni avatar Boni
Sun, 1 Nov 2020 12:35:31
@ "nierozbieralne" shimano ze spec - narzędziami

Co mi przypomina, to co wspomniałem wyżej, czyli rozbieranie starego automatu od Forda (projekt i wykonanie Ford Francja, tak w ogóle) - w automatach wrednym motywem są te wszystkie wirujące sprzęgła w sprzęgłach, bębny w bębnach, itp. gdzie "siłownik" jest częścią wirującego bębna, a podawanie do niego ciśnienia jest przez wałek i "pierścienie ślizgowe" itp. I są tam takie uszczelki i wynalazki, że próba normalnego po mechaniczno-lucku złożenia wałka bębna w poprzednie sprzęgło w innym bębnie kończy się w najlepszym przypadku uszkodzeniem uszczelek i nie pojedzie, w gorszym pojedzie, ale zniszczy się skrzynię w miesiąc czy dwa przez przecieki wewnętrzne i za małe siły na sprzęgłach. A żeby wsadzić jedno w drugie nie uszkadzając super delikatnych simmeringów itp. i zrobić to skutecznie, trzeba mieć albo spec narzędzia pana Forda, jakieś tuleje prowadzące itp. robione w tolerancji 0.01mm, albo wiedzę - które części zamrażać przez noc w zamrażarce, a które nieco ogrzać; no i ma się 10min na złożenie, bo potem może już być za mały luz i uszczelki zostaną ścięte jak przy normalnym składaniu...

divak2
Tue, 3 Nov 2020 01:14:59
Nie czytałem niczego na temat spec narzędzi potrzebnych do rozmontowania piasty (albo to wyparłem) i do jej rozkręcenia wystarczyły klucze płaskie i trick z przykręceniem koła na zewnątrz widelca. Sporo upraszczał jedynie klucz do stożków, kiedy już go miałem. Żeby pamiętać jak to potem złożyć używałm jakiegoś rysunku ściągniętego od Shimano i układałem części w kolejności ich wyciągania. Natomiast smar rzeczywiście był specjalny, nie bardzo lepki ale nie spływał z elementów jak olej. Piasta nasmarowana na próbę ŁT4 stawiała opór jakbym do niej kleju nalał. Z kolei po użyciu oleju przekładniowego całość wyła głośno jak tramwaj Konstal 102N albo EN57. W wersji 11 biegowej tej piasty Shimano używa już oleju.

Za to przy wymianie pasa przedniego w Focusie najbardziej się bałem że będę musiał coś rozkręcić, czego nie dam razy zmontować ponownie i trzeba będzie rydwan wypychać z garażu podziemnego na lawetę. Ale okazało się, że największym czelendżem był fakt, że na śrubach od pasa przedniego wisi chłodnica i klima. Ale zbudowałem sobie podpórkę pod te graty z pustaków i desek. I kiedy zadowolony przymierzałem nową belkę do podłużnic, wszedł sąsiad, od którego pożyczałem miejsce w garażu podziemnym, i spytał "ty go tak na chłodnicy oparłeś?" A największym fakapem jakiego dokonałem to niezałożenie świateł przeciwmgielnych przy montażu zderzaka i dłubanie potem przez szpary.

Boni avatar Boni
Tue, 3 Nov 2020 09:59:07
Z przerzutkami i nawet chyba shimano, to ja miałem ostatni raz do czynienia w czasach Panzerkampfwagen IX Gooral, wystarczyły byle klucze, siła woli i ŁT4.

@opieranie rozbieranego wozu na chłodnicy

Tru, popularny błąd. Podobnie na miskach olejowych, które mogą się wgiąć tylko, ale mogą pociec na uszczelkach. Oraz wsadzanie podnośników pod przewody paliwowe czy hamulcowe czy LPG, i to nawet przez zawodowców...

Z innej beczki, czeka mnie głupia robota (ew. znalezienie kogoś kumatego do tego) ze skrzynią w IS250, to jest nowomodne pierdololo "automat ma olej lifetime i się go nie wymienia" nie tylko na papierze, jak w jakimś fordzie z 1990, ale też na I stopniu k...stwa ponowoczesnego, tj. nie ma miarki oleju (czyli rurki od miarki też). Czyli nie da się powiedzieć jak olej wygląda, ile go jest, ani niewygodnie, ale jednak - wlać od góry. No ale nie jest to jeszcze II stopień zjebania, kiedy skrzynia nie ma korka spustowego ani dostępnego od dołu jakiegoś wlewu, ta jeszcze ma... najnowsze wynalazki różnych producentów są zdaje się "uszczelnione" doskonale, zero korków czy dziur, co nie. A samochód z taką, to nieco droższa wersja obecnej drukarki HP itp., "po zużyciu pierwszego tuszu z zakupu zalecamy sprzęt wyrzucić i kupić następny, nic więcej nie opłaci się z tym robić".

No ale nie będę przecież rantował na tę całą cywilizację srania pod siebie, brodząc po kolana w śmieciach, za to na poziomie głów kłócącą się o słomki do napojów czy użycie ołowiu w elektronice czy inne recyklingi papieru, bo jak zacząłbym dziś, to skończyłbym we wrześniu, i to 2024.

igor
Wed, 4 Nov 2020 10:38:32
Naprawa przerzutki zwykłej a w piaście to coś jak wybudowanie domku narzędziowego vs. domu :)

BTW, części rowerowe to dopiero są nietrwałe. Przecież to chore, by elementy napędu wytrzymywały najwyżej kilka tysięcy kilometrów i to przy regularnym czyszczeniu, smarowaniu itp. I nawet nie da się zapłacić więcej za trwałość, bo droższe serie = dla wyczynowców = lżejsze = jeszcze mniej trwałe. Tyle że mało kto zauważa, bo dla przeciętnego rowerzysty to 10 lat jazdy, zawodnik dostaje sprzęt i mechanika, tylko turysta długodystansowy się wścieka, że w trakcie wakacji 2 razy wymienia łańcuch.

Wyjątkiem są stare holendry, które znoszą pół wieku poniewierania, a w zamian oferują zero przyjemności z jazdy.

Boni avatar Boni
Wed, 4 Nov 2020 14:32:02
@igor

@przerzutki takie i owakie

No wiem, wiem, tylko się przekomarzam i lubię wspominać mój PzKpfw Gooral. Inna analogia to pewnie "naprawa skrzyni a naprawa skrzyni biegów" ;)

@trwałość, jakość i inne zapomniane słowa na -ść

Miałem o tym notkę, oczywiście, bo czyż w samochodach jest inaczej...

divak2
Wed, 4 Nov 2020 15:21:04
No nie wiem z jakich założeń trzba wyjść żeby oprzeć pół tony przodu auta na chłodnicy i wierzyć że się nic nie zniszczy. Zawodowi mechanicy. Ja się bałem, że któryś ręczy podnośnik się zesra, kiedy będę miał pustaki pod chłodnicą.

Jeśli idzie o części do roweru, to oprócz trywialnych objawów jak stosowanie w coraz większym stopniu plastiku czy innego jednorazowego gównolitu to mnogość standardów i zastępowanie jednych drugimi. Jak połamiesz przezutkę 7 rzędową od roweru co ma np 5 lat to sie okazuje że trudno o sensowny wybór, bo w sprzedaży są dwa typy z 80 i 95% gównolitu w składzie, a lepsiejsza półka to już tylko mechanizmy 9-11 rzędowe. Które są na szczaw, bo jeździsz po płaskim jak naleśnik mieście.

@Holendry
No i stąd się pojawiła w mojej niegdysiejszej kolarce przekładnia planetarna i całkowicie osłonięty łańcuch, co by kosztem górnego 5% osiągów polepszyć niezawodność i odporność wodę, błoto itp.

Boni avatar Boni
Thu, 5 Nov 2020 09:52:18
@divak2

@założenia mechaników, zawodowych lub nie

Kochanieńki, najpierw trzeba założyć jakieś myślenie i etos pracy, a nie pośpiech, na odwal i jakoś to będzie. A potem "roztargnienie, roztargnienie, przemęczenie i podwyższone ciśnienie, drogi przyjacielu! Sam jestem roztargniony do niemożliwości!". Ogólnie, mógłbym książkę o fakapach mechaników (coś jak w cyklu "osiongi"), w szczególe, m.in. dlatego przestałem kiedyś używać mechaników - jak ma mnie zabić niedokręcony przez jakiegoś ciula przewód hamulcowy (pozdro, K.!), to może sam se go dokręcę. "Autarkia jako zarządzanie jakością", miałem o tym parę notek, prawdaż.

Fri, 6 Nov 2020 11:13:37
@olej w skrzyni
Można by dopisać do listy dobrych szrociarskich rad: że jeśli biegi wchodzą ciężko (manual), zwłaszcza na zimno, zwłaszcza^2 na zimno w zimie - ale na ciepło działa jeszcze w miarę ok, to przede wszystkim wymień olej. Na świeży i dobry, co zwykle oznacza syntetyk . Pomoże niemal na pewno. U mnie pomogło dokładnie w każdym przypadku, z efektami od dobrych po doskonałe.

Boni avatar Boni
Fri, 6 Nov 2020 12:19:11
@kuba_wu

Zapewne masz rację, ale tak dawno nie miewałem problemów z ręczną skrzynią, że ten "lifehack" (SPRZEDAWCY SPRZĘGIEŁ GO NIENAWIDZOM!1!) z wymianą oleju w ręcznej skrzyni troszkę wypadł mi pod horyzont zdarzeń ze złomowiska. A w automatach zaniedbanie wymian oleju to inna historia i przeważnie ze znacznie tragiczniejszym finałem.

Natomiast jest temat pokrewny i mi nieco bliższy, nawet jeśli używam głównie automatów - jeśli coś wyje czy skrzeczy z tyłu samochodu RWD, to warto rozważyć mikroskopijną możliwość, pozornie nie wartą uwagi, że nie są to zużyte półosie czy zawias czy zużyta teściowa o suchym pysku, ale że to dyfer o suchym pysku, i mała bańka oleju może bardzo poprawić akustykę i ogólne wrażenie. No chyba, że drastycznie "poprawi" tylko stan zaolejenia miejsca parkingowego, wtedy temat jest bardziej złożony.

A tutaj w końcu przyszedł olej i inne duperele, chyba w weekenda trza się położyć pod szrota, jak zwierzę. BTW dyskusji spod sąsiedniej notki, w duperelach przyszedł też teoretycznie właściwy interfejs i jakieś programy do ISa 2006, trza będzie zobaczyć, czy to działa czy wcale (głównym kontekstem będzie nietrywialne programowanie dodatkowych kluczy bezdotykowych do lexusa).

Boni avatar Boni
Tue, 10 Nov 2020 15:56:03
Małe podsumowanie przez mnie, bo córce się nie chce:

Musiała jeszcze raz rozszczelnić obudowę sprzęgła, bo przycięta i podniszczona rozbieraniem ze względu na "kopniak" uszczelka puszczała nieco olej (to jest przestrzeń "miski olejowej" silnika+skrzyni), po wymianie na nówkę uszczelkę jest git oraz "za trzecim razem zaskakująco łatwo rozbiera się i składa graty". Musiała odkręcić wydech od głowicy jeszcze raz i wymienić uszczelkę na porządniejszą, bo najpierw trafiło się gówno które się wycisnęło zamiast trzymać spaliny. Porobiła jakieś regulacje sprzęgła, hamulców, itp. Ostatnie drobiazgi związane z ocieraniem się łańcucha o prowadnicę-wspornik właśnie omówiliśmy, ale to chyba szczegół drobny. Pali, jeździ, wydaje się ok.

Z innych zabawnych newsów od niej, do tego domu Usherów właśnie się nowy sympatyczny lokator wprowadził. Przeprowadził się na zarzecze podwalijskie z tej samej szkockiej wsi, gdzie mieszkaliśmy i z której ona bezpośrednio przybyła (nie wiem, to jest chyba prawdopodobieństwo na poziomie totka?). Oraz szrociarz kolejny, jeździ jagiem Xtype 2.5 za 500 funtów... jak to ludzie mawiają, "będą mogli teraz psuć i naprawiać złomy synchronicznie".




 

Engine: Anvil 1.08   BS