Z pewnych rozmówek na forum i małego riserczu o konkretnym modelu, tudzież szczypty refleksji ulągł mi się temat odwrotny do tagu "na zakupy", czyli to, czego kupna na szrocie nie poleciłbym nawet wrogowi. No dobra, wrogowi bym polecił. Ale ja nie mam wrogów. Ale przysłowiowej teściowej czy jakiemuś politykowi, czemu nie. Co to ja chciałem, bo się pogubiłem... Aha.
Nie idzie o straszliwe złomy sprzed +20 lat, czy jakieś zupełne wydumki-egzotyki, typowo katastrofalne w kosztach utrzymania czy zakupu, czy obu, ale raczej o pozorne okazje i "ciekawe propozycje", jak to ujął kolega - czyli używki jeszcze w miarę sprawne, w miarę wiekowe, w miarę wypasione, w miarę popularne, w dobrych cenach, tylko że będące tak naprawdę skomplikowanymi urządzeniami do "spalania" gotówki, a często też zdrowia i życia. I nie mam na myśli tu tylko kosztów paliwa czy drobnego zatrucia spalinami.
Oczywiście lista nie jest kompletna, i nie jest cała z pierwszej ręki, ale pisana z głębokiego przekonania i płytkiego researchu. No dobra, miejscami takiego nieco pogłębionego źródłowo, szczególniej w danych udostępnianych przez ubezpieczalnie. Lecimy od grzechów najlżejszych, po katastrofy na czterech kołach, dla używek około 10 letnich:
1. Małe samochody.
Yep. To nie pomyłka. Gdyż albowiem, jeśli popatrzeć na dane ubezpieczalni, szczególniej te o bezpieczeństwie, mniej o kosztach, no i pomęczyć się z takim jednym czy drugim kompaktem, szybko dochodzi się do przekonania, że pojazdy, powiedzmy poniżej dobrze odpasionego segmentu C, powinny być tak w zasadzie zakazane przez prawo ludzkie i boskie. No ale że to się akurat kłóci z ekololo i kryzysem, trzeba samemu się zastanowić, czy eko-oszczędny wózeczek, półtora do dwu razy niebezpieczniejszy
od średniej to jest ten wymarzony wybór. Nie wspominając, że technicznie rozsypie się (wróć, w używkach: rozsypał się) też dwa razy szybciej niż większy.
2. Małe Suzuki.
Niestety, choć posiadamy Vitarkę, to z przykrością stwierdzam, że bezpieczne małe suzi nie są. Jeszcze większe Vitary i Grand Vitary, no powiedzmy, że... ale krótkie terenówki czy maluchy jak Baleno itp. to dno pod względem bezpieczeństwa. Tu trzeba uważać...
3.
Dodge/Plymouth Neon
Pozornie fajny "zeuropeizowany" amerykaniec, ale porażka pod względem bezpieczeństwa. Miałem na takiego "prawie nówkę" wielką ochotę kiedyś, ale po zbadaniu statystyk momentalnie mi przeszło a nawet oko mnie zbielało, że taki normalny samochodzik jest tak zły; to nie jest samochód dla żony, ale raczej dla byłej żony. Co ciekawe, w raportach wypada gorzej niż poprzednik, czyli
Shadow - to się nazywa zrobić upgrade...
4.
Mitsubishi Galant/Lancer
Nie wiem dokładnie co z nimi jest nie tak, ale bardzo głęboko orzą dno w statsach wypadków. A takie fajne, szczególniej Evo - ok, one już tak bardzo nie dołują. Ale zwykłe Galanty i niewypasione Lancery - tylko dla teściowej. Szkoda.
5. Francuzy
Może nie wszystkie, ale około 10 letnie małe i średnie peugeoty (200, 300, 400), citroeny (np. C3, C5) i renault (meganki) to nie jest materiał do jazdy, tylko na wsad do huty. Sporo znajomych kupiło je jako nowe, i narzekało od razu, a im starsze tym gorzej. Ani bezpieczne ani trwałe ani sumarycznie tanie. Tyle, że tanie w zakupie, ale zaprawdę powiadam wam, nie bez powodu...
(gdzieś w tej okolicy powinna być też zapewne włoszczyzna, ale ten temat obchodzę tak szerokim łukiem, że się nie wypowiem)
6. Jaguary
Bezpieczne i szykowne, ale jakby to powiedzieć - spełnij swe marzenie o 10-12 letnim jagu S albo XK, a zbankrutujesz na częściach i robociźnie z prędkością okołodźwiękową. To są wózki tylko dla prawdziwych ubermaniaków, najlepiej mających wolną hipotekę, albo dla ludzi mających naprawdę duże zasoby gotówki. I cierpliwości, co rzadko idzie w parze. Takim normalnym - szczerze odradzam.
7. Diesle firmy VM
Ponieważ mam diesle generalnie tam, gdzie możecie pana majstra w dupę pocałować, to jest tylko drobny występ gościnno-sentymentalny, bo akurat niektóre Fordy Scorpio ostatniej generacji trafiła ta katastrofa. Generalnie, totalna masakra samozapłonem - a jest tego trochę,
wpychali to w najróżniejsze wozy, ale szczególniej pułapkę w formie vanów chryslera i jeepów rozwadze niepolecam.
8. Chryslery i pokrewne z silnikiem 2.7
Zakazane. Silnik ten jest, moim zdaniem, porażką wszechczasów, trudną do pobicia, i po prostu nie wolno kupować tych wozów. Nawet jeśli sprzedający przysięga się na groby ojców, że nic nie dzwoni pod maską, albo klnie się na głowy dziatek, że zrobiono kapitalny remont silnika miesiąc temu, to nawet nie oglądamy takich wozów. Bo jeszcze się ktoś skusi, gdyż są to ładnie odpasione, całkiem fajne i pozornie zacne amerykańce, od średnich po całkiem duże, w cenach oszałamiająco niskich. Ale nie wolno dać się omamić, gdyż silniki te mają takie wady układu smarowania, że zanim pochwalicie się rodzinie i znajomym swoim wymarzonym amerykańcem, może wam wysrać panewki dołem albo rozrząd górą. Skądinąd, wyszło tej porażki na rynek ładne parę milionów egzemplarzy...
9. Koreańce.
Nie. Po prostu nie. 10-12 letnie ogólnie leżą na dnie, pod względem bezpieczeństwa, techniki, i w ogóle. Nawet te z górnej półki (triggerem notki był hyundai XG30 czyli ładniejsza kia opirus - a opirus to najbrzydsze gówno na kołach i temat na inną historię...), sonaty czy leganzy to porażka i zło. A te ze średniej, optimy czy accenty tylko gorzej. A małe, tico czy matizy, no to już wogóle, spalić i zapomnieć. I nieważne, że nowsze mają 7 lat gwarancji, albo, że wasz ojciec tyle lat jeździł lanosem - koreańskich popłuczyn po General Motors NIE KUPUJEMY.
(starczyło mi pomysłów tylko na 9 punktów - i dobrze, przy okazji cywilizacjośmierciowo protestuję przeciwko dekalogom dowolnym)