Logo
"Labirynt" tom 1 (2022)

Moja powieść SF z okazji 100-lecia urodzin S.Lema
Labirynt 1
"Lekkość" (2025)

Moja powieść techno-fantasy
(tom 2 cyklu "Urocza)"
Urocza 2 - Lekkość

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Poza skalą
Sat, 5 Sep 2026 00:34
Mam takie zaległości w filmach, że o Yi-Sun-Sin nawet...

Leslie - Poza skalą
Sat, 5 Sep 2026 00:01
Jestem za, egzotyczne są super, w końcu ile można o...

Boni - Poza skalą
Fri, 4 Sep 2026 14:52
O, Leslie jak żywy! ;) Skądinąd mam po...

Leslie - Poza skalą
Fri, 4 Sep 2026 11:19
Ha, słucham sobie podcastu Lions Led By Donkeys (polecam...

Boni - Jak rozpętałem drugą wojnę magiczną (2)
Fri, 4 Sep 2026 10:53
@Gammon @konotacje Tak, jest tu pewien problem, że...

Gammon No.82 - Jak rozpętałem drugą wojnę magiczną (2)
Fri, 4 Sep 2026 06:29
@Boniil Grande nie szukać w fantasy ZBYT w daleko...


Tagi:

Alba DIY Hellas MotH Vorin bibliotheca blogorg film fun geannaire gogika hejt kwestia-ceny labirynt lemiana lewałki marynata mitogogika motocyk muza namysł nazakupy nieznośna nostalgia okolice pieczarki prawałki przemysł rapiery redukcja striptyz szort szrot triptrop unrealpolitik urocza varia wydaje-się zagrywka zen Éire

Fuller
Strona-agregator dla kontentu, który wchłaniam na co dzień


Inne własności:

Cegielnia
Logos - wygryw w słówka
inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap


Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

    NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2026-09-03, czwartek
Tagi:  szort, Vorin     
___________________________________

(Ciąg dalszy pomysłów a la "Ruch generała" i podobne fantasy. Poniższy kawałek dobrze pisało się pod poniższą muzyką, więc może lepiej się pod tą muzyką czyta. Chociaż może też potrzebne odpowiednie słuchawki czy kolumny...)




8.

Pieśń niosła ich w walce jak na skrzydłach, przecinali fale morza i fale możliwości. W najdalszym tle miarowo bił olbrzymi bęben i na zmianę huczały trzy wielkie rogi, tylko trzy tony. Nad tą linią basową wznosiła się miarowa i monotonnie powtarzająca się linia skrzypek, tradycyjnych marynarskich gęśli. A na to wchodził co pewien czas zaśpiew-solo Głównego Barda, rytmiczna szanta w nieznanym pradawnym języku, na przemian z solo na flecie, z najpiękniejszego snu o odległym rodzinnym domu, którego bronią.

Nikt tego tak naprawdę nie słuchał, nie słyszał, magicznie wzmocnionej pieśni, rozlegającej się na całym okręcie. Ale bęben bardów bił niczym serce „Orła”, w rytmie Pieśni walczyła cała załoga, od dalwidzów na bocianich gniazdach, przez obsady uzbrojenia i pokładów, przez zespół w centrum dowodzenia, przez obsadę napędu, po ostatniego majtka i kucharza.

W rytmie tak mocnej Pieśni nikt nie mógł się pomylić, nikt się nie bał, cały okręt i załoga zespalały się w jedną doskonałą machinę zagłady.

- ...Oddajcie mu z rufowych – zimno rozkazywał komandor Siena w centrum dowodzenia, zespół oficerów otaczał baterię luster i pulpitów, niczym kapłani ołtarz – Sternik, dwa w prawo. Co tam z acce dwójką?!

- Meldują, że robią co mogą, kilka minut – odparł porucznik artylerii, dotknął dwu lusterek przed sobą – Czwórka i piątka, grom!

„Orzeł” jęknął wszystkimi wiązaniami, dwa rufowe acceleranda wystrzeliły prawie na raz, półtunowe bełty z ogłuszającym trzaskiem poleciały we wrogi okręt, ponad trzy mile od nich.

- Jest dwa w prawo – rzucił sternik, zaślepiony w swoim hełmie.

Główny Jasnowidz w nadludzkim skupieniu korygował na swoim specjalnym pulpicie – astrolabium poprawki namiarów wroga, w funkcji ich i tamtych manewrów, w najbliższych minutach przyszłości. Demony niestrudzenie mapowały poprawki do przeliczników celujących pięcioma ciężkimi wyrzutniami okrętu.

- „Jastrząb” melduje, że utrzymują prędkość i szyk, tylko uszkodzenia uzbrojenia i straty w ludziach – odezwała się porucznik łączności.

- Dobrze – siwy Siena pogładził brodę – Ile do żar-łaczy?

- Minimum pół mili – odparł porucznik Lau Spandaw, nie odrywając się od swojego pulpitu dalocelownika miotaczy. Był równie zimnie spokojny jak komandor, jak wszyscy w zasięgu dudniącej Pieśni – Optymalnie mila.

Na kilku lustrach podglądu zewnętrznego, nieźle udających okna, bo nie było prawdziwych okien w pancernym centrum w głębi kadłuba, wyskoczyły dwie kolosalne fontanny wody, salwa wroga, ale ze dwie staje za krótko i w bok.

- I po co oni zużywają acceleranda! – zaśmiał się gromko Siena, poza Jasnowidzem cała obsada wkoło centrum wyszczerzyła się w morderczych uśmiechach. To, że wróg trafił „Jastrzębia”, że może ich jednak trafić, nie mogło przebić się przez fanatyczną miarową szantę.

- Dwójka wróciła, panie komandorze! – zawołał porucznik artylerii.

- Obserwowane trafienie i eksplozja w celu – zaraz po nim powiedział dalwidz w lusterku, z głównej platformy fokmasztu – Potwierdzam – dorzucił drugi dalwidz z masztu głównego. Wszyscy widzieli to nawet w „oknach”, nad kreseczką wrogiego krążownika wstawał grzyb dymu.

- Pokażcie, na co was stać, skoro już się wstrzelaliśmy! Trzy dziobowe na chwałę Republiki! – rzucił Siena – Jeśli zatopicie ich, zanim Spandaw odpali żar-łacze, stawiam acce beczułkę!

Porucznik artylerii sprawdził wskaźniki na mahoniowym pulpicie i dotknął trzech lusterek – Grom! A rufa już załadowana, panie komandorze.

Znowu „Orzeł” jęknął, cały kadłub zadrżał, kiedy wystrzeliły trzy dziobowe acceleranda, półautomatycznie, w odstępie ułamka seksty.

- To nieuczciwe, panie komandorze! – odważył się odezwać nieregulaminowo Lau. W Pieśni regulaminy i rutyna nie istniały, a on był jednak szlachetniejszy niż byle szlachetny – Nigdy nie będę miał szans wygrać taki zakład, zawsze acce sięgną dalej niż żar-łacze!

- I oby właśnie tak było zawsze, mój chłopcze – Siena był teraz zupełnie inny, niż na co dzień; na co dzień był zupakiem i nieco wredny. W tej Pieśni był nie dowódcą, ale ojcem ich wszystkich, a oni oddaliby za niego życie bez mrugnięcia okiem – Im dalej, tym mniej strat… jeśli to my ich trafiamy, a nie oni nas. Pani porucznik, zapytajcie jak tam „Jastrząb”. Sternik piętnaście w lewo.

- Obserwowane dwa trafienia, dwie eksplozje w celu – rzucił dalwidz fokmasztu, drugi zaraz potwierdził – Oni rozlecieli się, toną, panie komandorze.

- Jest piętnaście w lewo.

- Macie coś na manfredzie? – Siena zapytał nawigatora, który okupował stanowisko z dużym poziomym pulpitem nawigacyjno-dozorowym.

- Nic, panie komandorze, poza dwoma trupami!

- Wstrzymać ostrzał! i przekazać reszcie – rzucił głośniej dowódca.

Porucznik Zaleria bardzo sprawnie, w trakcie omawiania półgłosem strat „Jastrzębia”, przełączyła lustra łączności i ogłosiła wstrzymanie ognia. Widzieli na poglądzie okólnym, że kiedy jeszcze mówiła, „Kondor” idący za „Jastrzębiem”, na niedużej fali, pod nieco zachmurzonym niebem, przywalił ze swoich wszystkich czterech tworników w tonący krążownik wroga, od czterech fal uderzeniowych podniosły się cztery grzywacze u burty "Kondora". Zameldowano następne trzy trafienia ćwierćtunowymi pociskami, teraz naprawdę nie było z tamtych co zbierać, zostało chyba jeszcze mniej na powierzchni, niż z pierwszego wrogiego okrętu, który tonął jakieś trzy mile za ich rufą.

- „Jastrząb” melduje dwa przednie żar-łacze prawej uszkodzone, pożar opanowany, różne instalacje uszkodzone, 11 zabitych, 23 rannych – rzuciła Zaleria.

Komandor przerzucił na swoim pulpicie wajchę, Główny Bard dostał sygnał do zmiany Pieśni. Kiedy bęben nieco zwolnił i rogi przestały huczeć, skrzypki przeszły w inną, tęskną melodię, a zamiast fletu i głosu Barda refreny grały tradycyjne gongi.

Byli w stanie nieco bardziej oderwać się od swoich stanowisk, choć sternik nadal był w skupionym zaślepie, a Główny Jasnowidz jak zwykle po akcji rozglądał się niczym wyrwany ze snu. Reszta ekipy obejrzała się na rufowy podgląd, gdzie widzieli bliźniaczego „Jastrzębia” od dziobu, idącego za nimi torowo, o trzy staje. Dymił nieco na prawej burcie, na wysokości głównego pokładu i nadbudówek, ale jakby coraz mniej.

- Gratuluję państwu zwycięskiej, hm, bitwy! – rzucił siwy komandor, rozglądając się po zespole dowodzenia – Bo to już nie była potyczka, w potyczkach nie miewamy strat.

- Sława i chwała! – odpowiedzieli nierównym chórem.

Siena dotknął swojego pulpitu, jego uśmiechnięta, pewna siebie twarz pokazała się na lusterku interkomu nad dziobowym wejściem do centrum i na wszystkich lusterkach interkomów, jego głos rozległ się na całym krążowniku.

- Uwaga załogo! Bitwa wygrana! – przestał się uśmiechać – „Jastrząb” lekko dostał, mają straty. Przechodzimy w stan drugi, w stan drugi. Nie otwierać grodzi bez potrzeby! Niech stracę: tetradrachma na głowę!

Nic nie słyszeli przez pozamykane pancerne drzwi centrum, ale na pewno załoga tradycyjnie wiwatowała na całym okręcie, nie tyle z niewielkiej premii, co ze zwycięstwa.

Komandor dał zdalny sygnał Bardowi, żeby skończył Pieśń, skrzypki stopniowo ucichły, bęben też cichł i zwalniał.

Wrócili do normalności.

Postarzały Siena wstał z fotela dowódcy, ciężko oparł się o dębową ramę poziomego pulpitu nawigacyjnego, po prawej nawigatora.

- Sternik, połowa naprzód. Łączność, zapytajcie „Jastrzębia”, czy nie potrzebują pomocy naszego lekarza – rzucił, wpatrując się w dwa bursztyny i dwa szmaragdy, którymi demon operacyjny oznaczał tonącego wroga i pozostałe własne okręty.

- Nie ratujemy rozbitków? – cicho zapytał nawigator-zastępca dowódcy; kapitan Torcan był prawie tak stary i doświadczony, jak komandor.

- A po co. Przecież margraf i tak ich powiesi… - równie cicho odparł Siena.

Lau zaczął nieco dygotać ze zmęczenia i kisnącej adrenaliny.





Gammon No.82
Thu, 3 Sep 2026 06:49:43
Tegom nie oczekiwał!
Wszakże skąd wylazł margraf (a.k.a. margrabia, a mój mózg i tak dostawia przy czytaniu "k", za oryginałem)? Pierwotnie to jest urząd karoliński, potem cesarski i z republiką się nie kojarzy. Co prawda np. stadhouder w Zjednoczonych Prowincjach tłumaczy się z grubsza jako "namiestnik", co też śmierdzi monarchicznie. W sumie #samaniewiem

Boni avatar Boni
Thu, 3 Sep 2026 09:31:10
@Gammon

A przecież pod poprzednią częścią dyskutowaliśmy, żeby nie szukać w fantasy ZBYT w daleko idących analogii z naszą historią! czy w ogóle sensu ;P A już szczególniej, w wyciętych z kontekstu kawałkach jw.

Twoje skojarzenia "republiki" są twoje, moje są zapewne inne. W tekście republika, flota, itd. jest ODLEGLE wzorowana na Wenecji i Genui, z pewnych powodów pływają i walczą w okolicach sąsiada tj. Marchii i niemiłego margrafa. BTW to też odlegle z historii, np. właścicielka Canossy, do której pokutnie pomaszerował cesarz Henryk IV w 1077, la Gran Contessa, mediatorka papieża i cesarza, była po sąsiedzku z Wenecją, nazywała się Matilda, margravia di Toscana.

Inaczej mówiąc, mam/miałem sporo riserczu o Wenecji i okolicy, którego nie zużyłem w "Uroczej", więc teraz zużywam.

Gammon No.82
Fri, 4 Sep 2026 06:29:55
@Boniil Grande
nie szukać w fantasy ZBYT w daleko idących analogii z naszą historią!

Oczywiście że nie szukać, ale w głowach czytelników te analogie pojawią się nieuchronnie bez szukania. Przy tym nie chodzi o analogie historyczne ("aha, markgraf, czyli taki koleś, co u Karola Wielkiego, czy innego Otto il Grande"), tylko o konotacje językowe ("aha, Hercog alajski, czyli coś z grubsza monarchicznego"). Jak się chce bez konotacji, to się wymyśla słowa ("Łyps był wa-hungą ziemi parchiwańskiej"), ale wtedy wychodzi jakaś Ursula LeGuin.

sporo riserczu o Wenecji i okolicy

Czystym przypadkiem wczoraj przeczytałem Braudela (et.al.) o Morzu Śródziemnym (Morze Śródziemne. Region i jego dzieje, nie Morze Śródziemne i świat śródziemnomorski w epoce Filipa II); jeśli nie znasz, przeczytaj kiedyś (może i obie), nie w ramach riserczu, tylko bo Braudela dobrze się czyta.

Boni avatar Boni
Fri, 4 Sep 2026 10:53:18
@Gammon

@konotacje

Tak, jest tu pewien problem, że trudno autorowi zadeklarować właściwe konotacje, bo czytelnicy ciągle i ciągle przynoszą jakieś swoje, nieporządne. Ale próbować trzeba! Dlatego tak naprawdę w (obecnym) tekście pierwsze wejście Republiki zaczyna się "Dogaressa Alidea Damiana Theodora Storlato w zadumie oglądała zachód słońca przez piękny kielich", z przypisem, kto to "dogaressa". Tylko, że w takim trybie coraz trudniej mi wmawiać "ale nie szukajcie w tym realnej historii!", co nie.

@zmyślamy nazwy wszystkiego

Jest to jakieś podejście w fantastyce, żeby nie pożyczać nazw obciążonych konotacjami, zmyślać neologizmy, itd. Ale chyba nie jest to moje podejście. Nie jestem w tym dobry, nie lubię jako czytelnik i autor, to jest kupa dodatkowej roboty w nadawaniu i odbiorze, i nie niesie dość wartości dodanej (oczywiście, jeśli są naprawdę nowe/obce rzeczy, można zmyślać nazwy, czemu nie; ale nie jako "sztuka dla sztuki", że pistolet to teraz będzie miatocz, a blablatorem sterujemy przy pomocy manipulatora stołokulotocznego). Choć może ktoś woli leguin-izmy i atmosferę obcości świata przedstawionego, generowaną przez neololo, nie wiem. Dla mnie granicą są powiedzmy "Inne pieśni" Dukaja.

Chyba wolę myśleć jak "ta opowieść to tłumaczenie z zupełnie innego świata i języka, SF czy fantasy, i jakoś przetłumaczona na nasz czas i miejsce, stąd słowa są nasze, ale znaczenia? potrzymaj mi kawę!". Bo właśnie w zmianach i niedokładnościach znaczenia i konotacji mam zabawę, w tym, że dogaressa jako suwerenna władczyni to OD RAZU fantastyka, a nie w tym, że myśląc o Wenecji dam jej władczyni tytuł zmyślony z sufitu.

Z jeszcze innej strony, bawiąc się w takie rzeczy, mam często z tyłu głowy ten kawałek z "Pokoju na Ziemi" papy Lema, "Sanatorium nabyło dwadzieścia imagin [maszyn do zabaw w dynamicznie tworzone visual novels, powiedzmy] [...] okazało się, że żaden z milionerów i miliarderów nawet nie słyszał o Jasiu, Małgosi, Babie Jadze, mitologii greckiej, Hamlecie, mnichach średniowiecznych. W ich mniemaniu Tatarzy niczym się nie różnili od Marsjan". Ale co poradzić, pewnie "piszę dla krajanów swoich", cytując noblistkę, nie mam wpływu, kto to czyta.




 

Engine: Anvil 1.08   BS