Irlandię Północną (to znaczy: część UK, a nie "północną") odwiedzamy w miarę często przez ostatnie lata, a to turystycznie, a to przejazdem (bo promy do Szkocji), a to po zakupy (bo niektórych sklepów nam w IE brakuje; czasem też niektórych cen...).
Belfast przy tych okazjach odwiedziliśmy wielokrotnie, troszkę pospacerowaliśmy i pozwiedzaliśmy. Może w skrócie zaznaczę, co widzieliśmy i co warto zobaczyć; bardziej w sensach turystycznych i marynistycznych, niż historycznych. Bo o historii Belfastu, na tle konfliktów Irlandii Pn. no to należałby od ręki popełnić książkę, a nie byle notkę. Ale nie tym razem.

Centrum "starego" Befastu jest spoko, bez ekstremalnie ciekawych zabytków czy obiektów, ale można chwilę pozwiedzać. Przypomina nieco zmniejszone centrum Glasgow itp. miast UK. Historycznie było "zwrócone frontem" do portu i stoczni, "i tak mu zostało" (stąd nowe rozjazdy autostradowo - drogowe między starym portem, nowymi portami a centrum są nieco poplątane i trzeba uważać, i wykazywać się refleksem). Z ciekawszych rzeczy na które trafiliśmy - ścieżki na nabrzeżach rzeki Lagan były interesujące, okolice Uniwersytetu i nieduży ogród botaniczny były całkiem fajne (skądinąd szklarnie i w ogóle ogród, jak częściowa copy-pasta z Glasgow).

W nieco większej odległości od centrum, na północy można sprawdzić Belfast Castle, nieduży, ale fajny, i z ciekawym "ogródkiem" i parkiem, i ładnym widokiem z górki, na ujście rzeki i porty. Jeszcze dalej na północ (np. można po drodze na prom do/z Larne - UK) warto zaczepić o Carrickfergus i imponujący Carrickfergus Castle, ta okolica to był istotny historycznie przyczółek szkocki w Irlandii.
Ostatnio skoczyliśmy do Belfastu impulsowo tydzień temu, bo zorientowałem się nagle, że po długiej remontowo - pandemicznej przerwie otwarto interesujący okręt-muzeum,
HMS Caroline. Oraz żeby może w końcu zobaczyć tzw. Titanic Belfast, czyli całą okolice dawnej gigantycznej stoczni Harland and Wolff, gdzie zostało i/lub upchnięto wiele ciekawych zabytków i obiektów marynistycznych i stoczniowych, głównie na motywach słynnego
RMS Titanic, którego właśnie tu zbudowano. To jest bez wątpienia tubylczy "selling point" i Belfast bardzo wszechstronnie monetyzuje historię
Titanica, np. zawsze nieco mnie zdumiewają reklamy Titanic Belfast na obwodnicy Dublina; coś jakby na obwodnicy Warszawy ktoś postawił bilbordy o moście Karola z Pragi czeskiej...
Przez nieco nachalną monetyzację i wrażenie, że z tragedii
Titanica robi się tam cyrk dla dzieci, jeszcze gorszy niż holyłudy Camerona, przez lata nie rwałem się do wizytacji Titanic Belfast, ale news o otwarciu krążownika
Caroline po koniec kwietnia dał impuls do wycieczki, i warto było.
Krążownik z 1914 jest częściowo zabytkiem bardzo-sprzed-I-wojennym, bo krążowniki C pierwszej serii zaprojektowano przed doświadczeniem I wojny, bitwy jutlandzkiej, itd.
Caroline fuksem przetrwał stulecie, w przeciwieństwie do większości siostrzanych okrętów, które błyskawicznie poszły na złom, bo został osadzony jako hulk w Belfaście, w kontekście politycznych gierek w latach 20 XXw., po uniezależnieniu się Republiki Irlandii. Kilka portów irlandzkich, nawet w Republice, pozostało pod "zarządem" UK jako tzw. "porty traktatowe". Losy Belfastu i obecnej Irlandii Pn. ważyły się wtedy, stąd podjęto decyzję o potrzebie wzmocnienia obecności Royal Navy:
Caroline osadzono w Belfaście jako okręt - bazę, stocznia HW rozbroiła i przebudowała krążownik, łącznie z wyjęciem części kotłowni i zdjęciem uzbrojenia (które osadzono w portach traktatowych jako baterie nabrzeżne).
W ten sposób przebudowany
Caroline dotrwał II wojny i był sercem bazy, warsztatów i operacji (konwoje atlantyckie!) Royal Navy w Belfaście. Po czym jakimś cudem dotrwał jak czynny okręt-baza aż do 2011r - był wtedy drugim najstarszym okrętem RN w ciągłej czynnej służbie, po będącym "na służbie"
HMS Victory admirała Nelsona...
Dygresyjnie:
Caroline był pierwszym okrętem z 28 (!) lekkich krążowników typu C, błyskawicznie budowanych w 7 pod-typach, w latach I wojny; krążowniki te były mega-solidne i bardzo udane, jedyne wady które podnoszono, to że są trochę za małe i ciasne. Późne serie zostały w czynnej służbie w latach międzywojennych, przebudowywano je i modernizowano, dzielnie walczyły na II wojnie. A kto nie zna historii
HMS Carlise,
HMS Coventry czy
HMS Calcutta, niech doczyta.
Po zdjęciu ze służby udało się okręt ocalić przed stocznią złomową, przebudowano go na muzeum, łącznie z przywróceniem części "wyglądu" i "uzbrojenia". Żebyśmy się rozumieli - jest mieszanką oryginalnych kawałków, kawałków "oryginalnych" ale uproszczonych /przebudowanych /wyjętych ze szrotu, czy bóg wie skąd, oraz pozostały kawałki "oryginalne", ale nie z okolic I wojny, tylko z wieloletniej kariery jako hulk-koszary-sztab. Ale i tak warto zobaczyć i pomacać, bo niewiele zostało krążowników z tamtej epoki na świecie - wg mojej wiedzy, tylko 4 (rosyjska
Aurora,
HMS Caroline w Belfaście,
USS Olympia w USA, i
Georgios Averof w Grecji), a mnóstwo szczegółow i obiektów na
Caroline jest bardzo ciekawe. Zresztą, dla maniaka jak ja, nawet same łażenie, po ponad 100 letnim acz "nowoczesnym" stalowym okręcie, a nie jakimś żaglowcu; ocena skali, konstrukcji, instalacji, są fantastycznym doświadczeniem, nie ważne, że uzbrojenie to prawie-atrapy, czy że brakuje mnóstwa oryginalnych gratów.
Podsumowując - nawet jeśli za
HMS Caroline nie stoi żadna bardzo ciekawa historia i jest to "zwykły" stary okręt, to moje wrażenia porównywalne z "wypasionymi"
HMS Belfast w Londynie, czy
HMS Warrior w Portsmouth. Warto.
(Dygresyjnie - na wycieczkach kupujemy przeważnie pamiątki-drobiazgi, jakieś magnesy na lodówkę, czy gorzałki-miniaturki, bo inaczej utonęlibyśmy w pamiątkach (jeszcze bardziej...). Ale na
Caroline wpadła mi
ciekawa marynistyczna książeczka - reprint)

Innym interesującym statkiem - muzeum w Titanic Belfast, jest
SS Nomadic, oryginalny tender liniowców,
Titanica i
Olympica. Giganty miały przyjmować pasażerów i bagaż we francuskim Cherbourgu, ale nie mogły cumować tam bezpośrednio do nabrzeży - stąd potrzebowały "autobusów", tendrów
Nomadic i
Traffic, dowożących z/na redę tysiące ludzi, bagaże, zapasy. Statki zbudowano w Belfaście równolegle z Titanikiem, były ciekawe w szczegółach (bo mieszanka konstrukcyjno-logistyczna UK + Francja) i niezwykłe jak na tendry, bo wyposażone w niezwykłych i luksusowych standardach, kompatybilnych z legendarnymi liniowcami; dowoziły ludzi zwykłych i biednych, i ludzi sławnych i bogatych, przed feralnym rejsem,
W latach '30 tendry był już zbędne, po powiększeniu portu Cherbourg, ale
Nomadic trafił do francuskiego stowarzyszenia historycznego, zamiast na złom. W czasie II wojny (podobnie jak w czasie pierwszej) był zarekwirowany do służby pomocniczej, trałowej itp. Po drugiej wojnie bardzo się przydał, kiedy port Cherbourg leżał w gruzach, zniszczony przez wycofujących się Niemców. Jako tender dla coraz większych liniowców służył aż do 1968. Potem trafił w prywatne ręce, ale kiedy po dekadach skończyły się pieniążki i pomarli zainteresowani właściciele, znowu groziło mu złomowanie. Kilka stowarzyszeń usiłowało odkupić statek, ale nikt nie był w stanie zebrać żałosnych 250k euro... Na szczęście rząd północnoirlandzki zaangażował się, odkupił
Nomadica za 250001 euro w 2006r., i opłacił dostawę i dokowanie w Belfaście; statek zaraz przeszedł pod zarządy trustów i fundacji, ogarniających cały kwartał Titanic Belfast.
Ciekawy zabytek marynistyczny i artefakt naprawdę bliski feralnej historii
Titanica, a nie zmyślony przez biznesmenów, czy reżyserów.

Statek stoi w suchym doku (skądinąd, też historycznie interesującym, ocalałe wrota - keson doku są wystawione obok statku), przed efektownym Titanic Belfast Visitor Center. Które jest ewidentnie inspirowane, na granicy plagiatu,
projektami Kengo Kuma, np. VA Design Museum w Dundee. W budynku są wystawy, muzea, itd. poświęcone słynnemu liniowcowi i jego katastrofie, spory sklep z pamiątkami, itp. Nienajgorsze centrum całego tego zamieszania.
W okolicy Titanic Belfast jest też wiele innych "drobiazgów" do zobaczenia, jak rekordowe (kiedyś) suwnice Samson i Goliath stoczni Harland and Wolff, różne dawne i nowe budynki portu (dawne - stacje pomp doków itp., nowe - White Star House), czy np. jakieś odpryski dla fanów "Gry o tron", bo kręcono ją w Titanic Studios "zaraz obok", a na nabrzeżach rozrzucono rzeźby-witraże związane z GoT.
Ogólnie, leży w tamtym rejonie dużo towaru, i lepszego, niż można by się spodziewać.
PS.
W sklepie pamiątkowym w visitor center Titanic Belfast mieli różne ciekawe postery "z epoki", ale trochę za duże, jak na nasze areały (jeszcze) wolnych ścian. Jednakowoż, kiedy mi się coś spodoba, lubię "uzgodnić rzeczywistość z pomysłami", stąd właśnie oprawiam sobie "grafiki" marynistyczne:
Pierwsza to wyjście robotników ze stoczni HW około 1911, bo
Titanic w tle jest w budowie (ten poster był w sklepie). Druga, to wyprowadzanie słynnego
HMS Hood z basenu wyposażeniowego stoczni John Brown w Clydebank (
byliśmy tam!) w 1919r. Trzecia, to pancerniki przepływające pod słynnym mostem kolejowym Firth of Forth Bridge koło Edynburga (byliśmy tam! nie raz...), 1918; w tle trzy amerykańskie, wysłane na wojnę w Europie, na czole niezidentyfikowany angielski, chyba typu
Orion. Wrzucam obrazki powyżej w max rozdzielczościach, jaką znalazłem, żebyście też mogli je sobie wydrukować i powiesić na ścianie ;)