Od paru dni przymierzam się, żeby coś napisać z okazji 10 lecia emigracji (udało mi się nie przeoczyć rocznicy, jupiii...).
Ale nie bardzo wiem, co. Niemoc blogerska zapewne jest tu dwuskładnikowa: raz, że nic specjalnego, czy ciekawego, z takiej okrągłej rocznicy czy ilości naszego czasu poza Polską, nie wynika, dwa, że dziaderskie zblazowanie, bardziej dojrzałe, starsze o dekadę, ogólnie zniechęca mnie do pisania na takie tematy. Gdyż "nikt ich nie czyta, jeśli czyta, to nie rozumie, jeśli rozumie, to zaraz zapomina". Gdy patrzę
na notkę sprzed 10 lat, z pierwszych dni "na stałe" w Szkocji, to zdumiewa mnie, że chciało mi się wtedy tyle pisać, albo że komukolwiek chciało się to czytać.
A może jednak spróbuję coś sklecić.
1. Rodzina
Niewiele się zmieniło, my tutaj (.ie), córki tam (.uk), rodzice, rodzeństwo itd. jeszcze gdzie indziej (.pl). Wszyscy starzeją się w tempie 24h na dobę; zdrowie wszystkim starszym siada z wiekiem i zgodnie z paskudnym planem Pani Entropii; młodsi stają się starsi w tym samym tempie (BTW nasze córki są około trzydziestki...). Wszyscy mają jakieś problemy, bo kto nie ma. Kontakty rodzinne utrzymujemy, ale podobnie zdalne jak kiedyś w PL. Okej, trudniej pojechać/polecieć z wizytą przez pół Europy, czy z IE do UK, niż przez pół Polski, ale telefony, komunikatory itp. działają tak samo.
Zabawne, że jakoś na dniach był Dzień Polonii i dostaliśmy życzenia od rodziny z PL... No trudno zaprzeczyć, ale... o_O
2. Hobby
Przez dekadę zrobiliśmy sporo wycieczek "lokalnie" na Wyspach i troszkę na kontynencie (w sumie około 200 wycieczek, z których warto było zdjęcia zrzucić; plus pewnie ze 20 mniejszych/krótszych; plus moich kilkadziesiąt wyjazdów zawodowych). Co daje zdumiewającą średnią "wypad co dwa tygodnie". Czyli chyba dajemy lajka turystyce, i przeważnie tylko szwankujące zdrowie nas powstrzymuje przed dalszymi/dłuższymi wycieczkami, czy jeszcze większą ich ilością.
Hobby samochodowe rozwinęło się jakościowo (w przedpoprzedniej polskiej dekadzie ujeżdżałem głównie szrotowate fordy EU i amerykańce, w ostatniej na Wyspach - szrotowate lexusy), zwinęło się do normalności ilościowo (jeden, góra dwa, wózki na raz, a nie 4, czy 6...).
Różne "manualne" hobby podupadły przez dekadę wynajętych mieszkadeł i przeprowadzek - brak miejsca, brak czasu, brak chęci. Zostało: dłubanie w szrocie (obecnie -
lexus nadal zepsuty, rozkminy i zamawianie komputerów w trakcie;
tojotę poprawiam i letko przerabiam, dla oderwania się od komputerów); zwykłe naprawczo-modernizacyjne dłubanie w domu i zagrodzie, czy w "kuchennym" programowaniu (ale ostatnio nie) albo w domowym IT (np. miałem niedawno fazę na "w końcu porządny NAS trzeba, zamiast dysków w każdym kącie", ale już mi przeszło, i ze starego desktopa walającego się "w przydasiach" dłubię se dysk-serwer).
Czasami trafiało się malowanie, grafika, fotografia bardziej serio itp. rzeczy, w sumie - jak w PL poprzednio też. Skądinąd, w ostatniej dekadzie ze dwa obrazy sprzedałem, lecę pędzę dopisać do CV
"arthysta malaż".
Ostatnimi laty doszło
pisanie książek już-nie-do-szuflady i zabawy wydawnicze; zapewne te hobby zostanie ze mną na dłużej. Słowo kluczowe "hobby".
Z najgłupszych i zbędnych pomysłów sroko-chomikowych: zdaje się, pod koniec tej dekady zacząłem zbierać
zegarki naręczne. Sam nie wiem, po co ("po co? po taniości!"). Jakby mi ktoś 10 lat temu to wróżył, nie uwierzyłbym. No dobra, w zbieranie gorzałek-miniaturek, czy magnesów na lodówkę, też bym nie uwierzył, ale jednak - od zawsze lubimy jakieś pamiątki-drobiazgi z wycieczek, których był jw. zylion. Te zegarki są znacznie bardziej niespodziewane.
3. Praca
Nadal automatyka przemysłowa, cała dekada spędzona po stronie barykady "automatyk u średniego integratora, robiącego dla średnich/wielkich klientów". Niewiele się zmieniło, poza tym, że doszedłem w rejony tier 1, Big Pharma itp. Projekty różne, mniej i bardziej porąbane, mniej i bardziej wymagające, ale ogólnie niezbyt rozwijam się zawodowo od paru lat, bo dłubię głównie w retrofitach i zabytkach (w pewnym sensie młodzi robią "w nowym", starzy, jak ja, robią "w starym").
Okazyjne pomysły powrotu na drugą stronę barykady, tj. "automatyk w średniej/wielkiej firmie, korzystający ze średnich integratorów" jak dotąd są nieudane; coś tam rozmawiałem i od święta dawałem się rekrutować przez te lata, ale wybór stanowisk jest mikroskopijny (bo przecież nie zależy mi na robieniu tego samego, co teraz, ale np. na kontrakcie dla Big Pharma, czy dla operatorów sieci energetycznych, itp.). Jak na razie zawsze był brak woli po którejś stronie, albo kasa się nie zgadzała...
4. Ekonomia
... a wolę kiedy kasa się zgadza. W pewnym sensie, zgadzała się od razu po przeprowadzce do Szkocji. Jeszcze bardziej po przeprowadzce do Irlandii. Powiedzmy, przy naszym niskoenergetycznym trybie życia, oraz po ucieczce z przepłaconych okolic Dublina, zgadza się jeszcze bardziej. Oczywiście, zawsze można zacząć kupować domy, czy samochody w cenie domów, ale do tego nie doszło i raczej nie dojdzie w najbliższej przyszłości. Prędzej pogarszające się zdrowie, czy jakiś inny kryzys na serio, może zmienić nam rodzinną ekonomię na gorsze. Ale w żadnym wypadku nie możemy narzekać na tę dekadę pod względem finansowym.
5. Politycznie+społecznie
Pewne zaszłości i powody, dla których wynieśliśmy się z PL, "sprawdziły się" przez dekadę, tak jak się wydawało (np. polska polityka POPiSie; imperializm rosyjski; problemy ze zmianami w Chinach czy USA), inne rzeczy zaszły nieco inaczej niż się wydawało (np. brexit wcześniej i znacznie twardszy). Jeszcze innych nikt nie mógł przewidzieć (pandemia).
W kontekście emigracji, po dekadzie rzecz jasna już nie mam pojęcia "jak naprawdę jest w Polsce", ba, po pandemii i brexicie nie mam już pojęcia "jak naprawdę jest w Szkocji", choć to tylko 3 lata.
Irlandia nam ogólnie pasuje, choć w szczegółach bywa poskręcana niedbale i gdzieś w pół drogi między PL a UK. Ale "mhoże bhyć".
Polityczne czy socjalne zmiany i trendy globalne, czy nawet tylko "bogatego zachodu", jakie są, każdy widzi, albo wydaje mu się, że widzi. Staramy się oglądać je z bezpiecznej odległości, kiedyś z zarzecza polskiego czy szkockiego, teraz spod irlandzkiego kamienia na krańcu Europy, ocierając łzy śmiechu/załamki banknotami. I pewnie wolałbym, żeby tak zostało. Jak to mówią, "nieważne, że nie interesujesz się polityką / prawem / AI ;), zawsze polityka / prawo / AI może nagle zainteresować się tobą", ale jednak - ponieważ nie mamy na nie jakiegokolwiek znaczącego wpływu, nie spędza mi to snu z powiek.
Podsumowując, dekadę na emigracji uważa się za udaną. Oraz nie widzę powodów, żeby wrócić na stałe do Polski, w przewidywalnej przyszłości. Za to chętnie widziałbym jakiś powrót do Szkocji, tyle, że w obecnej sytuacji zawodowo - ekonomiczno - politycznej, też jest nieprawdopodobny.