Mamy (czyli: ja i młażona) pewne zacięcie w kierunku spektrum "przemysł i rzemiosło - design i sztuka użytkowa - sztuka", w sensie oglądania, przyglądania się, przemyśliwania, czasem - dłubania w tym wszystkim. Może nie było o tym zyliona notek przez te lata, ale troszkę było na blogu o naszej miłości do Art Deco (na przykład
tutaj), trochę o wycieczkach w dziwne miejsca i zwiedzaniu dziwnych muzeów, czy jakieś
obiekty niezidentyfikowane. W tzw. życiu mamy tego ze trzy razy więcej, to znaczy zwiedzania, przyglądania się, czytania o czy rozkminiania tego ciekawego zakresu ludzkiej "twórczości", od czystej techniki, po czystą sztukę.
Ostatnio wpadłem na interesujący materiał, o architekcie interesującym nas, w powyższych kontekstach, a przy tym temat jest ślicznie zaplątany (architekt i jego dzieła) w nasz slogan-żarcik "BYLIŚMY TAM!". Jedziemy:
Kengo Kuma jest czołowym japońskim architektem za ostatnie dekady, nie tylko "na rynku japońskim", ale on i jego firma-studio odpowiada za kilkaset znaczących obiektów na świecie (powiedzmy, on sam konkretniej - bodajże za kilkadziesiąt). Jest uznanym wykładowcą i teoretykiem architektury, ma wyrobiony pogląd na motywy, elementy, metody i funkcje architektury jako takiej, i konsekwentnie wdraża je we własnych projektach - które ludzie kupują i opłacają bez większego szemrania.
Japońska telewizja NHK wrzuciła w dostęp sieciowy ładny "esej-monolog" Kuma na temat jego filozofii architektury, bogato ilustrowany filmikami o projektach, szczególnie tych nowszych. Poleca się uwadze, jeśli kogoś tematy architektury interesują albo ma godzinkę do zmarnowania. Jak zwykle jakość materiałów NHK jest bardzo wysoka, a czołowi japońscy artyści, projektanci, technokraci, itp. mają coś ciekawego i przemyślanego do powiedzenia. Nawet jeśli nie ze wszystkim się zgadzamy.

Z projektem Kuma zetknęliśmy się "namacalnie" w V&A Dundee, czyli muzeum projektowania w Dundee. Obiekt występuje przez chwilę w powyższym filmie, razem z kilkoma innymi projektami Kuma, które ewidentnie są wariacjami na tych samych motywach, jak biblioteka centrum kultury w Tokorozawa Sakura Town, czy wielofunkcyjny mall Toyama Kirari. Tyle, że VA Dundee jest dużo większy (coś jak "bliźniak") i ma inne otoczenie (bo nad wodą i spora "plaza" od strony centrum Dundee i bulwarów, a nie względnie wciśnięty w park czy między budynki, jak projekty w Japonii).
Z jednej strony, to są fenomenalne projekty i wykonania, rzetelnie wyrażające filozofię Kuma - niesamowite bryły i niesamowite szczegóły; umiłowanie "drobnych elementów" ("particles") tworzących nieoczekiwane głębie i płaszczyzny w przestrzeni widzenia; skosy i całe perspektywy przekoszone; preferowane naturalne materiały, często nieortodoksyjnie użyte; nawiązania do miejsca i do historii miejsca.
Nasi wewnętrzni artyści radośnie tańczą i klaszczą w uznaniu.
Za to nasi wewnętrzni rzemieślnicy i "inżynierowie" płaczą łzami, nad takim marnotrawstwem przestrzeni i materiałów, i "zbędną" monumentalnością tej architektury. Zaprawdę, to są katedry XXIw, znacznie bardziej niż jakieś szklane wieżowce jakichś manhattanów, którym przeważnie przypisuje się takie określenia. Nawet bardzo fikuśny tower w Tokio, Nowym Jorku czy Warszawie jest pięć razy prostszy ("prostacki") i pięć razy lepiej wykorzystuje przestrzeń i zasoby, niż efektowne projekty Kuma.
Inne obiekty Kuma, te bardziej w kierunku "pawilonów", czy lepszego wykorzystania przestrzeni i "ergonomii", są nieco mniej monumentalne i "przesadzone", i dla nas mniej kontrowersyjne. Na przykład, z nowszych a nie pokazanych w filmie, nowe budynki
muzeum H.Ch.Andersena w Danii poleca się uwadze.
Co pewne, to że jego niektóre projekty doskonale pokazują konflikt technika-sztuka, albo spektrum designu, od czystej inżynierii, przez sztukę użytkową, po czystą sztukę. I czasem robią nam wielki zgrzyt, jak w angielskim idiomie "it grinds my gears". Ale JEDNAK podobają mi się... i nie można nie kochać architekta, który tak bardzo kocha koty!
PS. Co do rysu "byliśmy tam!", w Dundee, i VA Museum i jego okolicy byliśmy parę razy, kiedy mieszkaliśmy w Szkocji. W czasie oglądania materiał NHK nieco wybuchł mi mózg, bo w Tokorozawa byłem i pracowałem w Japonii, to już ponad 20 lat temu... oczywiście centrum kultury Sakura Town jeszcze tam nie było, no ale. W okolicy domu i muzeum H.Ch.Andersena też byłem, po drodze z wycieczki do Kopenhagi, kiedy pracowałem na Jutlandii, no ale już było zamknięte oraz oczywiście, nie było tam jeszcze projektu Kuma. A z drobiazgów na jakie wpadłem przy riserczu notki, na dniach ogłoszono inne drobne współprace Kuma na kierunku szkockim - zaprojektował efektowne "opakowanie"
super-ekskluzywnego single malta Dalmore. Akurat w samej gorzelni Dalmore nie byliśmy ("eee tam, kolejna podróbka Glenmorangie..."), ale okolicę - objeździliśmy jak najbardziej i poleca się (np.
dwa pierwsze zdjęcia na dnie tej notki). Jeśli ktoś planuje wycieczkę z Inverness na północ, warto planować ją bardzo "powolną", bo jest tam, przynajmniej na odcinku Inverness - Invergordon - Tain - Dunrobin Castle, mnóstwo ciekawych rzeczy do zbadania.