... czyli "Imperium Wschodzącego Słońca Kontratakuje".
Jak zaznaczałem w notce niedawno, coś mi się stało w główkę ostanimi laty, i zacząłem zbierać zegarki naręczne. "Zbierać" to może za duże słowo, ale zacząłem interesować się nimi, przyglądać się i czaić.
 | W sensie "kolekcji" niewiele się zmieniało przez lata, podstawowym używanym na co dzień był Casio Wave Ceptor WVA-M640 o którym już pisałem, nieco zmodernizowany. Jakiś czas temu udało mi się poważnie zarysować szkło, które założyłem mu pare lat temu; ze dwa miesiące temu miałem już tej rysy dosyć, zamówiłem odpowiedni szafir i wymieniłem jeszcze raz szkiełko. Znaczy, jest to tani szafir z Chin (ze 3 razy tańszy niż podobny z EU) i być może o twardości chinesium a nie karborundu, ale zobaczymy. Na razie jest ślicznie, minus klejenie szkiełka wychodzi mi nadal tak sobie. |
 | Drugi, praktycznie nieużywany, leży sobie mały stary Casio unisex, typu MTP-1175 - nic specjalnego, jedyna jego zaleta, to pewna wartość sentymentalna, bo kupiłem go kiedyś na wyjazd do Japonii. Oczywiście, jak przystało na ponad 20 letnie casio, działa idalnie, tylko nieco porysowany. No może poza ori paskiem, który o ile pamiętam wytrzymał miesiące, i zaraz wymieniłem go na pierwszą z brzegu bransoletę (w tamtych czasach zegarki powszechnie miały standaryzowane mocowania pasków/bransolet, a nie OEMowe systemy, jak obecnie). |
 | Trzeci, to wielki czarny Auriol, czyli b. tania marka, robiona dla Lidla. Walały się kiedyś różne takie między zabawkami a wiertarkami w Lidlu, bodaj rzucili je na święta boż-nar, a że akurat wtedy chodził mi po głowie jakiś motzno czarny zegarek "wizytowy", kupiłem onego za grosze, zamiast jakiegoś porządnego za pieniądze. Używam go od wielkiego dzwonu, jakość jest średnia (no, w tej cenie, to może i bardzo dobra), działa, wygląda znacznie mroczniej niż na zdjęciu. |
Potem była długa przerwa (ze trzy lata? bo dłużej, niż mieszkamy w Irlandii) kiedy nic nie dokupowałem, tylko w wolnych chwilach przyglądałem się zegarkom, zegarkowym jutuberom, itp. i bawiłem myślami a to o jakimś mechanicznym automacie od Seiko, a to o jakimś dziwniejszym Casio, a to o czymś egzotycznym ze Szwajcarii, itd. itp.
GDY NAGLE! ze dwa tygodnie temu, oglądając na tubie coś tam kolejnego w stylu "fajne zegarki poniżej $300" czy inne "15 fajnych zegarków z japońskiego ryku wewnętrznego", opowieść dojechała do Casio LIW-M700D. Nagle zacząłem zwracać uwagę na TV. Cofnąłem i obejrzałem sobie segment o LIW jeszcze raz. Pomyślałem mało wiele, i poszedłem w internety, po czym zaraz go sobie kupiliśmy na ebayu, wprost od firmy z Japonii.
Gdyż jest to zegarek z JDM, "japanese domestic market", czyli podobnie jak niektóre samochody, AGD czy gadżety, produkt oficjalnie niesprzedawany poza Japonią; przeważnie produkt znacznie fajniejszy i lepszej jakości, niż podobne, opychane gaijinom. A
Casio znacznie bliższe serduszku, niż inne marki, oraz jak wiadomo,
to jest "GOD TIER!".
Zegarek został dostarczony z Fukuoki do Tullamore z nieco przerażającą szybkością, w 5 dni...

LIW-M700D kosztuje ze 250 euro, wygląda i ma funkcje jak mechaniczny chronograf, ale ma w sobie sporo więcej. Gdyż jest to "mechanizm" i systemik prawie taki jak mojego WVA (a dokładniej - bliźniaczego Lineage LCW), czyli: podobnej wielkości, napędzany baterią słoneczną, synchronizowany radiowo z zegarami wzorcowymi, z timerem, alarmem, wskazaniem dla dowolnej drugiej strefy czasowej , itd. itd. wypas na maksa. Tylko, że LIW jest bez jakiegokolwiek wyświetlacza... o_O
Krótko mówiąc, jeśli fajny zegarek jest obecnie gadżetem, WVA był uber-gadżetem, to LIW chrono elegancko dżampnął szarka i podniósł gadżetologię do kwadratu.
Jakie są różnice wzg. Wave Ceptora WVA? Wyższa jakość wszystkiego, bo to rodzina Casio Lineage a nie "casio typu casio", czyli: full metal koperta (ergo ciężki w porównaniu) zamiast plastiku obłożonego blaszką; podobno szafir nie szyba. Szkło płaskie, moim zdaniem wygląda nieco gorzej niż wypukłe WVA. Wielkość podobna, ale minimalnie większy, grubszy i ogólnie mniej "opływowy", niż WVA (zaleta WVA dla mnie). Jeden alarm-budzik, zamiast pięciu. Brak podświetlenia LED (kolosalna zaleta WVA!). Cztery przyciski zamiast trzech (minimalna wada WVA).
Cała reszta przypomina Ceptora WVA, tylko wszelkie opcje, których jest niemało, ustawia się wskazówkami, głównie sekundową i ułamkowo-sekundową chronometru, wg pól-opisów na pierścieniach tarczy i lewej tarczki. Jest to skomplikowane, przezabawne, i co zaskakujące, nawet jakoś działa.
Konkurencją są chyba tylko niektóre Casio z linii chronografów Edifice, ale są ze dwa albo i trzy razy droższe, i moim zdaniem wyglądają gorzej ("za dużo się dzieje" na ich tarczach i wzorniczo; co zacne w G-Shocku, nie pasuje mi do wyższej półki Casio). Inne podobne rozwiązania, od Seiko, szwajcarów, może Timexa, z solarką i radiem, chyba nie zbliżają się nawet do wszech-gadżetologii Casio LIW-M700D, że o cenach nie wspomnę.
Zatwierdzam do użytku, królowa jest zachwycona, polecam tego ebajowicza (ale już mu się te LIW skończyły).