Notka jest chaotyczno-historycznym pokłosiem malutkiej niedzielnej wycieczki po naszej względnie najbliższej okolicy, czyli Clydebank w zachodniej części aglomeracji Glasgow (pracuję w sąsiedztwie, centrum handlowe którego przeważnie zażywamy, jest na granicy Clydebank, itd.).
Sto lat temu, to było serce zindustrializowanego Glasgow i w ogóle UK. Miasteczko powstało dosłownie wkoło gigantycznej stoczni John Brown & Company (dalej JB&C), firmy która w XIXw. wyszła na paru patentach i mocnych posunięciach w przemyśle stalowym tak bardzo "do przodu" (ale niekoniecznie wyszedł na nich "do końca" John Brown, jego biografia to inny temat, na książkę a nie notkę), że około 1900 weszła z siłą kafara w przemysł stoczniowy, kupując sobie na początek stocznię J&G Thomson, wyrzuconą z właściwego Glasgow na ówczesne zadupia przez Clyde Navigation Trust zarządzający rzeką i portem. W ciągu dekady-dwu, JB&C wyszła na prowadzenie chyba w całym przemyśle stoczniowym UK - z ich pochylni zeszły Lusitania i Aquitania, HMS Hood i HMS Barham, kupa krążowników i niszczycieli, itd itd. Nie szło tylko o skalę (chociaż - pochylnie dla 300m kadłubów nie są jakoś powszechne...), ale też o nowatorstwo techniczne (np. wprowadzenie nitowania pneumatycznego około 1915, zmniejszające pracochłonność o połowę; nowe dźwigi; nowe silniki i kotły, itd itp).
(Dygresja - po sąsiedzku oprócz wielu normalnych zakładów i normalnego przemysłu, mieli inny gigantyczny i nieco starszy kombinat, fabrykę maszyn do szycia firmy Singer w Kilbowie, tak, największą fabrykę największego producenta, w porywach 16tys. pracowników. Ale to inna historia i na inną notkę)
Około 1930 roku wyglądało to tak (to jest kadłub RMS Queen Mary na pochylni - czyli około 300m długości):
Z tego co na zdjęciu widać, nie zostało praktycznie nic. W paru miejscach tory i ulice nadal idą tak samo, może jakiś budynek w mieście na północy przetrwał (ale wątpię, bo ta część została trafiona w czasie II wojny przez niemieckie bombowce, nie trafiające w stocznię i fabrykę Singera - ale Clyde Blitz to temat na inną notkę, dawno planowaną, no bo ORP Piorun i bo Szkoci pamiętają).
Obecnie nabrzeże dawnej stoczni wygląda tak:
Po prawej, campus West College Scotland (skądinąd bardzo ładny i ładna architektura) zajmujący większość dawnego terenu stoczni; rzeka Clyde, daleko na wprost kompleks Golden Jubilee (to jest też temat na notkę, jeśli nie książkę), a to w wodzie, to jeden z nielicznych śladów po 50 latach przemysłu - pochylnia z której zeszły te słynne giganty, HMS Hood, liniowce Cunarda, ostatni pancernik świata, czyli HMS Vanguard, aż po lotniskowce i Queen Elizabeth 2, itd itp.
Widać jak im się udało wycelować w ujście rzeczki Cart na południowej stronie Clyde - a i tak musieli nieźle pogłębić koryto, i umocnić fundament pochylni, bo jednak 300m 100 tysiącznikom trochę tu ciasno było.
Poza tą resztką pochylni został tylko samotny dźwig "Titan", 1907, cudo ówczesnej inżynierii, 150t udźwigu na sporym wysięgu - wkładał najcięższe elementy w basenie wyposażeniowym JB&C: działa, wieże, silniki, kotły, itp.
Jakimś cudem nie zdążyli go złomować, a potem ktoś załatwił mu status zabytku, stąd został taki sam jak palec. Można na niego wjechać, wynająć go na imprezkę, skoczyć z niego na bungee. No i jest symbolem Clydebank. Kiedyś nieco inaczej to wyglądało:
Dygresja - jakiś nieogar podpisał w sieci to genialne zdjęcie, że HMS Repulse 1916, co od razu mi się nie zgadzało, a po krótkim poszukiwaniu, okazało się, że mam oczywiście rację, gdyż to jest HMS Barham, na oko, końcowe wyposażanie albo odbiór, czyli 1915. Czyli taki był początek dosyć znanego okrętu - często flagowy pancernik dużych zespołów, znaczący udział w bitwie jutlandzkiej 1916, w 1941 nocny epizod bitwy u przylądka Matapan, ewakuacja Krety i katastrofalne zatonięcie,
zdjęcia znane wszystkim interesującym się flotą IIWW.
Ale - jak to się stało, że po 100 letnim przemyśle, po kombinatach, po 50 letnich stoczniach, został tylko dźwig do bandżi i jakaś stacja kolejowa Singer?
Oczywiście, konkurencja po prostu - klienci stoczniowi w latach 50-60 przenieśli się do Niemiec, do Japonii, i last but not least do Polski; do Gdańska i Szczecina. Klienci maszyn do szycia, wynieśli się do Japonii. Itd.
Stąd - jeśli ktoś myśli, że polskie stocznie czy Śląsk czy Ursus to jest deindustrializacja na maxa, bo dany przemysł wyniósł się do Chin czy Korei czy Indii, to się grubo myli, po 20-30 latach jeszcze daleko do tego; jeszcze hale stoją, jeszcze jest infrastruktura, i najważniejsze, jeszcze jest trochę ludzi z wiedzą i doświadczeniem.
Jeśli nic się nie zmieni, a raczej się nie zmieni, dopiero za jakieś 20 lat w Gdańsku czy Katowicach czy Ursusie będzie jak w Clydebank. Czyli "nic nie będzie".
Temat, dlaczego spotyka to Szkocję czy Polskę i ich koniunktur albo ich braku, czyli temat dlaczego peryferia kapitalizmu są jakie są, to oczywiście, temat na inną notkę.