Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2018-05-03, czwartek
Tagi:  triptrop, rapiery, varia
___________________________________
...czyli krótkie podsumowanie ostatnich podróży w przestrzeniach najróżniejszych zjawisk, historii, czasów, umysłów, zbiegów okoliczności oraz, oczywiście, w przestrzeni geograficznej.

Jak zaznaczałem w poprzednie notce i komentarzach - spróbowaliśmy z dorocznej "wycieczki" do Polski zrobić coś na kształt wyjazdu turystycznego, stąd w drodze tam odwiedziliśmy muzeum lotnicze Duxford i kawałek Londynu, w drodze z powrotem spędziliśmy dzień w Brugii.

(Zrobiłem na tych włajażach jakieś 900 zdjęć, rzecz jasna może 10 czy 20 do rzeczy - zapewne sukcesywnie wrzucę trochę (może też trochę z wycieczek z poprzedniego roku czy dwu...) zdjęć w nasz nieco zakurzony kawałek cybergalerii - poleca się subskrybcję, dającą minimum chronologii)

Najpierw przestrzenie geograficzne:

Sobotni przejazd ze Szkocji w okolice Cambridge i Londynu był lajtowy, skądinąd szrotwageny od Lexusa dalekobieżnie wydają się jeszcze bardziej komfortowe niż inne nasze szrotwageny.

USA hall at Duxford

Muzeum lotnicze i wojskowe IWM Duxford, jak zaznaczałem poprzednio w komciach, bardzo zacne, poleca się wszystkim interesującym się techniką lotniczą, wojskową, a nawet ogólną. Dojazd i dostęp doskonały, przemyślane ekspozycje, także pojazdów wojskowych i artylerii. Cenniki londyńskie.

Największym moim zaskoczeniem tego dnia, poza lotami Spitfire'ów i Mustanga i wielu innych zabytków, były chyba kawałek oryginalnego japońskiego myśliwca Zero i bomba kierowana Fritz X.

Zero at Duxford Fritz X at Duxford

Po pół dnia w Duxford, pociągnęliśmy do Lądka, do taniego hotelu i odwiedzin u córki, wieczorem jakiś wypad do pubu.

Thames, London

Niedziela w Londynie zapowiadała się katastrofą komunikacyjną z powodu maratonu londyńskiego, ale skończyło się wszystko bardzo miło. Poza ogólnym przedreptaniem zygzakami sporego kawałka od Tower przez Tower Bridge i Shard po galerię Tate i w kółko przez katedrę św. Pawła z powrotem w okolice Tower, najciekawsze były oczywiście HMS Belfast dla mnie i zrekonstruowany Globe Theater dla żony. Galeria Tate Modern też fajną jest.

HMS Belfast Globe Theater Tate Modern gallery

Nawet maraton, który mnie ogólnie lotto, w sumie był ciekawy i inspirujący - a żona zupełnym przypadkiem zobaczyła jej ulubioną ekipę znanych Kenijczyków, która biegła na czele. Ogólnie, bardzo bardzo przyjemna wycieczka, tylko za krótka (chociaż z drugiej strony nie dajemy rady łazić aż tyle, więc po dwu dniach i tak padaliśmy na ryj).

Zwiedziliśmy też Camden, bo córka akurat pracuje w samym sercu dzielni. Nie powiem, całkiem malowniczy bałagan. Ale mieliśmy już pewien przesyt wrażeń i zmęczenie nas dogoniło.

Przepłynięcie przez kanał i jazda do Polski były zupełnie zwyczajne, tzn. długa i męcząca, ale zwyczajne.

Chałupa przywitała nas raczej chłodno, szczególniej rozsadzonym przez mróz filtrem wody i podejściem pompy wodnej - w poprzednie zimy jakoś się to nie zdarzyło, a tu proszę. Ale cóż poradzić, naprawiać tego nie mieliśmy zamiaru, przyszło przeżyć parę dni "z baniaka".

Tydzień w PL wystarczył żeby spotkać się z rodziną, znajomymi, pozałatwiać sprawy bankowo-pocztowo-urzędowe (tu szczególne pozdrowienia dla nieogarniętej Poczty Polskiej). Oraz jak zwykle nieco posprzątaliśmy chatę, ze wskazaniem na wywalanie gratów i "przydasiów".

W końcu zaczęliśmy podejście na serio do sprzedaży domu, zobaczymy co z tego wyniknie.

Powrót był nie tylko męczący i założonym gratami (głównie córki) wozem, ale też z miniprzygodą - tłumik szrotwagena spruł się około Poznania i przyszło go nieco sfastrygować pod pierwszą z brzegu Castoramą (bo przygodne warsztaty najwyraźniej zaczęły długi majowy weekend już w kwietniową sobotę).

Nie przeszkodziło nam to zbytnio w żwawym przelocie przez Niemcy do Belgii, gdzie po drugiej miniprzygodzie (nieaktualizowana od paru lat nawigacja wyprowadziła nas w bardzo malownicze belgijskie pole; znaczy, w jednopasmowe drogi bez mijanek. Po zmroku. W ulewie.) dotarliśmy do celu - Brugii. Jakimś cudem (nawigacja usiłowała się zrehabilitować po fakapie...) nocą w dzeszczu wjechaliśmy idealnie nie tylko w Stare Miasto, ale w tani publiczny parking podziemny prawie pod samym hotelem.

BTW dyskusji kiedyś tam w komentarzach o "LPG w samochodzie a prawo i formalności" - o ile mi wiadomo, wszystkie podziemne parkingi w Belgii mają zakaz wjazdu LPG, ale obsługa zapytana czy możemy wjechać machnęła tylko ręką z wyrazem twarzy jakbym spadł z pytaniem z innej planety i miała ochotę popukać się w czoło.

Hotel okazał się więcej niż znośny (no może poza malutkim fakapem z dostępem do nocnej skrzynki na klucze, musieliśmy ściągnąć człowieka do tego, bo recepcja nie była 24/7), odpoczęliśmy i rano ruszyliśmy obejrzeć legendarną Brugię.

Stare Miasto Brugii genialne, zamrożona historia po prostu, budowle i zabytki pierwsza klasa; ceny też. W pół dnia przedreptaliśmy w koło większość Starego Miasta, szczególniej ukochane pustawe zaułki i zakamarki (bo o 9-10 rano było jeszcze w miarę znośnie w "centralnych" miejscówkach, ale koło południa zrobiły się tłumy - strach pomyśleć, co się tam dzieje w sezonie).

Przypadkiem trafiliśmy na belgijski pochód pierwszomajowy. Zaprawdę, powiadam wam, ciekawe doświadczenie.

Po ociumaniu obiadku no i belgijskich frytek (BTW żona twierdzi, że belgijskie fryty w Warszawie bywają znacznie bardziej belgijskie), ruszyliśmy lajtem do Dunkierki i znowu przez Londyn (bo trza było zdać córce jej graty). Po drodze, mając deko luzu czasowego wskoczyliśmy w końcu, po latach przejeżdżania obok, pod efektowny zamek Dover, ale okazał się po pierwsze już zamykany, a gdyby nawet nie, to po drugie - raczej drogi; zresztą, pewnie dzień byłoby mało.

Nocna jazda na północ do Szkocji byłaby całkiem ok, gdyby nie pomysły brytyjskich drogowców, którzy zapatrzyli się chyba na polskie numery w temacie i usiłowali je przebić, np. zamykając trzy z czterech pasów autostrady M1 (główna na północ) albo wylot z M1 na M6 (główna na bardziej północ). Ja wiem, że kiedyś trzeba coś tam dłubać na drodze i lepiej nocą kiedy ruch mniejszy, no ale k... mać, na TEJ drodze ruch nigdy nie zamiera i należałoby może skierować część ruchu (np. TIRy) na jakieś zapasowe trasy, a nie na zasadzie "wszyscy jakoś się zmieszczą na jednym pasie".

Dojechaliśmy wczoraj w dzień, rozpakowaliśmy się, odpoczęliśmy, bo dziś już do roboty.

Wycieczkę uważa się ogólnie za udaną.

Teraz w kontekście powyższej notki nieco inne przestrzenie:

Nie szanuję zbytnio USA czy US Air Force, ale przed SR71 Blackbirdem jednak powinienem klęknąć. A naprawdę nie tyle przed samolotem, co przed wizją i geniuszem ludzi, którzy wtedy robili takie rzeczy. Bo technicznie nic podobnego nie było, nie ma i raczej nieprędko będzie, jak świat długi i szeroki.

Gość biegnący w maratonie, bez obu rąk do ramion. Daje do myślenia, szczególniej na temat motywacji takich i owakich, i że grubasy jak my ledwo łazimy parę km dziennie.

HMS Belfast zacnym muzeum jest, oczywiście, ale kiedy się pomyśli, że stoisz dokładnie tam, gdzie w mroźnej arktycznej nocy 1943 ktoś celował czy strzelał do Scharnhorsta, itd. to jednak ciary chodzą.

Jakie jest prawdopodobieństwo, że przypadkowo słuchając polskiego radia, będąc w PL raz w roku, trafisz na wzmiankę o piosence Brela "Flamandowie" (bo wywiad z M.Bajorem) na dwa dni przed wizytą w Brugii?

Brugia - zamrożone bogactwo nowoczesnego i kosmopolitycznego średniowiecza, w środku średniowiecznie konserwatywnej i szowinistycznej nowoczesnej Flandrii.

Brugia - skromny acz solidny pochód pierwszomajowy w kolebce nowożytnego kapitalizmu. "Flamandowie tańczą milcząc wciąż / przy niedzieli tańczą Flamandowie / nie pogadasz z nimi w tańcu bo / Flamandowie nierozmowni są".

Największe przyjemne zaskoczenia to nie jakieś tam muzea, Brugie czy inne Londyny, nawet nie ich urocze zaułki i zakamarki, ale że nagle obwodnica Marek pod Warszawą i że ktoś puszcza w radiu Bojack Horsemana jako słuchowisko/audiobooka.

Na wszystkie notki, przemyślenia i eseje inspirowane jw. nie mam czasu i miejsca.





Hellk
Thu, 3 May 2018 22:41:58
Za dzieciaka A-10 byl 'moj' a SR-71 - 'brata'. Kazdy mial stosownego matchboxa. Warthoga moj syn wymienil z kolega na jakiegos dwuplatowca, Blackbirda tenze przypadkowo upuscil do studzienki kanalizacji burzowej na pogrzebie mojego dziadka (pilota mysliwskiego WP).

Boni avatar Boni
Fri, 4 May 2018 08:59:44
@Hellk

@pogrzeb Blackbirda w studni

Symbolika niezła...

@"nasze" samoloty

Jak byłem mały, to SR-71 nie przemawiał do mnie, był "za prosty" z wyglądu, a technikalia czy rekordy prędkości nie były ważniejsze od wygladu. Przemawiały do mnie F14, F15, F16, potem A10, F4, itd.

BTW w moich czasach matchboxy lotnicze nie istniały w otoczeniu, modele plastikowe były prawie nieosigalne, więc robiło się kartonówki. Wolałem współczesne i ciekawe jw. i w większych skalach (tj. mniejsze modele) więc musiałem sam se robić. Brat wolał samoloty z WWII i skleił hałdę Małych Modelarzy, np. chyba większość japońskich jaka wyszła w MM wisiała w pokoju.

charliebravo
Fri, 4 May 2018 20:29:46
@Blackbird
Taak...a "Kelly" Johnson miał długą serię projektów, które były super zaawansowane jak na swój czas. Tak z pamięci P-38, Constellation, P-80, F-104, U-2, Blackbird. I robiła to niewielka grupa ludzi, na ogół na czas i w budżecie.

@bieganie
To całkiem fajne jest. I dobrze się myśli. Nigdy jeszcze nie zdażyło mi się przebiec "pełnego" maratonu, ale półmaratonów na pęczki.

@"Flamandowie" na dwa dni przed wizytą w Brugii
"Baader-Meinhof effect"?

Boni avatar Boni
Fri, 4 May 2018 22:14:37
@charliebravo

@Skunkworks i Johnson

Można mu jeszcze dopisać do zasług, acz "niechętnych", Herculesa (nie podobał mu się projekt jakiegoś g... transportowego, ale zrobili przecież fenomenalnie dobry samolot) no i F117 czy ten tam poprzedni demonstrator "diamond shape" przeciwradarowego, w który Johnson nie wierzył i wyśmiewał nieco, ale DAŁ SIĘ PRZEKONAĆ do niego, co było cudem niemałym ale ładnie świadczy o jego poziomie jako inżyniera i menadżera; a z czego przecież ulęgło się całe późniejsze stealth.

@bieganie

Mnie się bardzo dobrze myśli jeżdżąc ;P

@efekt B-M

No chyba nie, bo przecież wycieczka była po i naprawdę, więc prędzej "efekt coctail-party", ale też nie bardzo, bo ileż razy w polskim radiu pada wzmianka o Flandrii, Flamandach itp. dziennie? Nie mówiąc, że słuchaliśmy go przez jakieś 3h za ostatni rok.

BTW bardziej interesujące, jak nazywa się efekt, że się słucha w radiu BBC przez dwa tygodnie pier... o bieganiu i maratonie londyńskim i kto tam się szykuje czy trenuje, po czym nagle orientuje się w przeddzień, że właśnie zmierza się do maratonu londyńskiego. Może "zen-wyjebka" a może "inteligencja i zdolność kojarzenia faktów na poziomie groszku konserwowego".

charliebravo
Sat, 5 May 2018 14:12:04
@diamond shape
Czytalem nie tak dawno że ostatecznie chodziło o kształt, który byli w stanie policzyć na ówczesnych komputerach - czyli Have Blue i F-117 był w gruncie rzeczy determinowane _brakiem_ mocy obliczeniowych.

@konstrukcje lotnicze
Mnie strasznie imponuje jak oni byli w stanie utrzymać się „na topie” przez co najmniej kilka rewolucji technologicznych, aerodynamicznych i jeszcze Cthulhu wie jakich. Przecież gwiazda czy hot water twelve, niechby i turbodoładowane to jest kompletnie inna rzecz niż turbojet, nie mówiąc już o tak odjechanych silnikach jak te Blackbirda. I ok, zespół silnik tłokowy/śmigło ewoluował sobie spokojnie ze czterdzieści plus lat, i cały czas aerodynamika była bezpiecznie daleko od compressibility effects, a potem zaczęli przeskakiwać przez te wszystkie reżimy lotu i opływu tak co rok-dwa, bo przecież subsonic/transonic/supersonic/k Machów to są zupełnie inne światy. I jeszcze zrobiło to kilku kolesi uzbrojonych w ołówki i suwaki logarytmiczne, i może ze dwa naddźwiękowe tunele z fotografiami na błonie jako metodami pomiaru.

@bieganie
No wiesz, może biegając myślałaby się jeszcze lepiej :P ale YMMV

@nazwa efektu
Nie mam pojęcia, ale tez mi się zdarza coś takiego. Może to jakieś takie „compartmentisation” w mózgu, pewne okolice (tu Londyn) są tak odległe od „normalnego życia” że dane ”otagowane” w ten sposób nie dochodzą do „Skojarzenia Building Unit”. Taki trochę Meltdown dla szarych komórek - optymalizacja psująca bardzo podstawowa funkcjonalność.

Boni avatar Boni
Sun, 6 May 2018 10:26:55
@charliebravo

@diamond shape
Czytalem nie tak dawno że ostatecznie chodziło o kształt, który byli w stanie policzyć na ówczesnych komputerach - czyli Have Blue i F-117 był w gruncie rzeczy determinowane _brakiem_ mocy obliczeniowych.

Wydaje mi się, że na początku mało co liczyli, po prostu były koncepcje stealth "opływowego" i "w fasety" (no i jeszcze koncepcja "zaj... wszystkie wrogie radary przeciwdziałaniem", nie pamiętam, Grumman czy G.Dynamics) i o to się zakładał Johnson z tym tam gościem od "hopeless diamond"; potem se na modelach obłożonych cynfolią sprawdzili koncepta, a nie na komputerach. Ale nie znam się i czytałem zylion lat temu.

@konstrukcje lotnicze
Mnie strasznie imponuje jak oni byli w stanie utrzymać się „na topie” przez co najmniej kilka rewolucji technologicznych, aerodynamicznych i jeszcze Cthulhu wie jakich.[...]

Amen for this.

@bieganie
No wiesz, może biegając myślałaby się jeszcze lepiej :P

Lepiej nie.




Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Dyskretny urok monarchii
Tue, 22 May 2018 12:47
@mgr Sianko Idąc tym tropem, ale ruchem konika...

mgr Sianko - Dyskretny urok...
Tue, 22 May 2018 11:50
"Wesołe kumoszki z

Boni - Pięć lat
Fri, 18 May 2018 09:12
@Łukasz @wylewka "słonik" Dobre, nie spotkałem...

Łukasz - Pięć lat
Thu, 17 May 2018 21:53
Ja w 1997 w całkiem wysokim bloku (centralny...

Boni - Pięć lat
Wed, 16 May 2018 09:27
@cmos @domki sprzed epoki wodociągów No może...

cmos - Pięć lat
Wed, 16 May 2018 08:57
@rozie "Nadal jednak nie rozumiem braku pitnej w...

Boni - Eat me. Drink me.
Tue, 15 May 2018 22:28
@Codiac @małe restauracyjki Z małymi...

rozie - Pięć lat
Tue, 15 May 2018 21:34
@woda z kuchni No dobra, rozumiem, że brali wodę z...

Codiac - Eat me. Drink me.
Tue, 15 May 2018 17:54
Mnie gwiazdki niewiele obchodzą. Gdy posłuchałem o...

janekr - Pięć lat
Tue, 15 May 2018 11:32
"bateria w stylu jednouchwytów: nowoczesna wylewka,...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP


Engine: Anvil 0.87   BS 2012-2017