Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 12:52
@igor, Lem Może tak - rozumiałem o co mu chodzi i...

igor - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 08:36
Lem o tym pisał w latach 90. A ja (i, w zasadzie,...

Boni - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 21:01
@zz_top IĆ STOND! właśnie się dziś...

zz_top - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 12:52
@Wolałbym, żeby tzw. ludzie rozumieli a nie ślizgali...

Gatling - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 12:21
Koraliki, bigle/zapinki/inne komponenty, dużo metrów...

Boni - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 11:23
@Gatling @sroko-chomiki Zdefiniuj "skład...

Gatling - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 11:18
Oj bo na koralky.cz mają co jakiś czas wyprzedaże...

Boni - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 10:34
@Gatling "Panie, czy pan mnie usiłujesz obrazić?",...

Gatling - Dialogi
Sun, 9 Sep 2018 17:03
Koraliki japońskie, unless Preciosa wypuściła...

hellk - Top gun
Mon, 3 Sep 2018 16:12
@bibliografia Jakieś 10 lat temu dostałem od...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2018-05-03, czwartek
Tagi:  triptrop, rapiery, varia
___________________________________
...czyli krótkie podsumowanie ostatnich podróży w przestrzeniach najróżniejszych zjawisk, historii, czasów, umysłów, zbiegów okoliczności oraz, oczywiście, w przestrzeni geograficznej.

Jak zaznaczałem w poprzednie notce i komentarzach - spróbowaliśmy z dorocznej "wycieczki" do Polski zrobić coś na kształt wyjazdu turystycznego, stąd w drodze tam odwiedziliśmy muzeum lotnicze Duxford i kawałek Londynu, w drodze z powrotem spędziliśmy dzień w Brugii.

(Zrobiłem na tych włajażach jakieś 900 zdjęć, rzecz jasna może 10 czy 20 do rzeczy - zapewne sukcesywnie wrzucę trochę (może też trochę z wycieczek z poprzedniego roku czy dwu...) zdjęć w nasz nieco zakurzony kawałek cybergalerii - poleca się subskrybcję, dającą minimum chronologii)

Najpierw przestrzenie geograficzne:

Sobotni przejazd ze Szkocji w okolice Cambridge i Londynu był lajtowy, skądinąd szrotwageny od Lexusa dalekobieżnie wydają się jeszcze bardziej komfortowe niż inne nasze szrotwageny.

USA hall at Duxford

Muzeum lotnicze i wojskowe IWM Duxford, jak zaznaczałem poprzednio w komciach, bardzo zacne, poleca się wszystkim interesującym się techniką lotniczą, wojskową, a nawet ogólną. Dojazd i dostęp doskonały, przemyślane ekspozycje, także pojazdów wojskowych i artylerii. Cenniki londyńskie.

Największym moim zaskoczeniem tego dnia, poza lotami Spitfire'ów i Mustanga i wielu innych zabytków, były chyba kawałek oryginalnego japońskiego myśliwca Zero i bomba kierowana Fritz X.

Zero at Duxford Fritz X at Duxford

Po pół dnia w Duxford, pociągnęliśmy do Lądka, do taniego hotelu i odwiedzin u córki, wieczorem jakiś wypad do pubu.

Thames, London

Niedziela w Londynie zapowiadała się katastrofą komunikacyjną z powodu maratonu londyńskiego, ale skończyło się wszystko bardzo miło. Poza ogólnym przedreptaniem zygzakami sporego kawałka od Tower przez Tower Bridge i Shard po galerię Tate i w kółko przez katedrę św. Pawła z powrotem w okolice Tower, najciekawsze były oczywiście HMS Belfast dla mnie i zrekonstruowany Globe Theater dla żony. Galeria Tate Modern też fajną jest.

HMS Belfast Globe Theater Tate Modern gallery

Nawet maraton, który mnie ogólnie lotto, w sumie był ciekawy i inspirujący - a żona zupełnym przypadkiem zobaczyła jej ulubioną ekipę znanych Kenijczyków, która biegła na czele. Ogólnie, bardzo bardzo przyjemna wycieczka, tylko za krótka (chociaż z drugiej strony nie dajemy rady łazić aż tyle, więc po dwu dniach i tak padaliśmy na ryj).

Zwiedziliśmy też Camden, bo córka akurat pracuje w samym sercu dzielni. Nie powiem, całkiem malowniczy bałagan. Ale mieliśmy już pewien przesyt wrażeń i zmęczenie nas dogoniło.

Przepłynięcie przez kanał i jazda do Polski były zupełnie zwyczajne, tzn. długa i męcząca, ale zwyczajne.

Chałupa przywitała nas raczej chłodno, szczególniej rozsadzonym przez mróz filtrem wody i podejściem pompy wodnej - w poprzednie zimy jakoś się to nie zdarzyło, a tu proszę. Ale cóż poradzić, naprawiać tego nie mieliśmy zamiaru, przyszło przeżyć parę dni "z baniaka".

Tydzień w PL wystarczył żeby spotkać się z rodziną, znajomymi, pozałatwiać sprawy bankowo-pocztowo-urzędowe (tu szczególne pozdrowienia dla nieogarniętej Poczty Polskiej). Oraz jak zwykle nieco posprzątaliśmy chatę, ze wskazaniem na wywalanie gratów i "przydasiów".

W końcu zaczęliśmy podejście na serio do sprzedaży domu, zobaczymy co z tego wyniknie.

Powrót był nie tylko męczący i założonym gratami (głównie córki) wozem, ale też z miniprzygodą - tłumik szrotwagena spruł się około Poznania i przyszło go nieco sfastrygować pod pierwszą z brzegu Castoramą (bo przygodne warsztaty najwyraźniej zaczęły długi majowy weekend już w kwietniową sobotę).

Nie przeszkodziło nam to zbytnio w żwawym przelocie przez Niemcy do Belgii, gdzie po drugiej miniprzygodzie (nieaktualizowana od paru lat nawigacja wyprowadziła nas w bardzo malownicze belgijskie pole; znaczy, w jednopasmowe drogi bez mijanek. Po zmroku. W ulewie.) dotarliśmy do celu - Brugii. Jakimś cudem (nawigacja usiłowała się zrehabilitować po fakapie...) nocą w dzeszczu wjechaliśmy idealnie nie tylko w Stare Miasto, ale w tani publiczny parking podziemny prawie pod samym hotelem.

BTW dyskusji kiedyś tam w komentarzach o "LPG w samochodzie a prawo i formalności" - o ile mi wiadomo, wszystkie podziemne parkingi w Belgii mają zakaz wjazdu LPG, ale obsługa zapytana czy możemy wjechać machnęła tylko ręką z wyrazem twarzy jakbym spadł z pytaniem z innej planety i miała ochotę popukać się w czoło.

Hotel okazał się więcej niż znośny (no może poza malutkim fakapem z dostępem do nocnej skrzynki na klucze, musieliśmy ściągnąć człowieka do tego, bo recepcja nie była 24/7), odpoczęliśmy i rano ruszyliśmy obejrzeć legendarną Brugię.

Stare Miasto Brugii genialne, zamrożona historia po prostu, budowle i zabytki pierwsza klasa; ceny też. W pół dnia przedreptaliśmy w koło większość Starego Miasta, szczególniej ukochane pustawe zaułki i zakamarki (bo o 9-10 rano było jeszcze w miarę znośnie w "centralnych" miejscówkach, ale koło południa zrobiły się tłumy - strach pomyśleć, co się tam dzieje w sezonie).

Przypadkiem trafiliśmy na belgijski pochód pierwszomajowy. Zaprawdę, powiadam wam, ciekawe doświadczenie.

Po ociumaniu obiadku no i belgijskich frytek (BTW żona twierdzi, że belgijskie fryty w Warszawie bywają znacznie bardziej belgijskie), ruszyliśmy lajtem do Dunkierki i znowu przez Londyn (bo trza było zdać córce jej graty). Po drodze, mając deko luzu czasowego wskoczyliśmy w końcu, po latach przejeżdżania obok, pod efektowny zamek Dover, ale okazał się po pierwsze już zamykany, a gdyby nawet nie, to po drugie - raczej drogi; zresztą, pewnie dzień byłoby mało.

Nocna jazda na północ do Szkocji byłaby całkiem ok, gdyby nie pomysły brytyjskich drogowców, którzy zapatrzyli się chyba na polskie numery w temacie i usiłowali je przebić, np. zamykając trzy z czterech pasów autostrady M1 (główna na północ) albo wylot z M1 na M6 (główna na bardziej północ). Ja wiem, że kiedyś trzeba coś tam dłubać na drodze i lepiej nocą kiedy ruch mniejszy, no ale k... mać, na TEJ drodze ruch nigdy nie zamiera i należałoby może skierować część ruchu (np. TIRy) na jakieś zapasowe trasy, a nie na zasadzie "wszyscy jakoś się zmieszczą na jednym pasie".

Dojechaliśmy wczoraj w dzień, rozpakowaliśmy się, odpoczęliśmy, bo dziś już do roboty.

Wycieczkę uważa się ogólnie za udaną.

Teraz w kontekście powyższej notki nieco inne przestrzenie:

Nie szanuję zbytnio USA czy US Air Force, ale przed SR71 Blackbirdem jednak powinienem klęknąć. A naprawdę nie tyle przed samolotem, co przed wizją i geniuszem ludzi, którzy wtedy robili takie rzeczy. Bo technicznie nic podobnego nie było, nie ma i raczej nieprędko będzie, jak świat długi i szeroki.

Gość biegnący w maratonie, bez obu rąk do ramion. Daje do myślenia, szczególniej na temat motywacji takich i owakich, i że grubasy jak my ledwo łazimy parę km dziennie.

HMS Belfast zacnym muzeum jest, oczywiście, ale kiedy się pomyśli, że stoisz dokładnie tam, gdzie w mroźnej arktycznej nocy 1943 ktoś celował czy strzelał do Scharnhorsta, itd. to jednak ciary chodzą.

Jakie jest prawdopodobieństwo, że przypadkowo słuchając polskiego radia, będąc w PL raz w roku, trafisz na wzmiankę o piosence Brela "Flamandowie" (bo wywiad z M.Bajorem) na dwa dni przed wizytą w Brugii?

Brugia - zamrożone bogactwo nowoczesnego i kosmopolitycznego średniowiecza, w środku średniowiecznie konserwatywnej i szowinistycznej nowoczesnej Flandrii.

Brugia - skromny acz solidny pochód pierwszomajowy w kolebce nowożytnego kapitalizmu. "Flamandowie tańczą milcząc wciąż / przy niedzieli tańczą Flamandowie / nie pogadasz z nimi w tańcu bo / Flamandowie nierozmowni są".

Największe przyjemne zaskoczenia to nie jakieś tam muzea, Brugie czy inne Londyny, nawet nie ich urocze zaułki i zakamarki, ale że nagle obwodnica Marek pod Warszawą i że ktoś puszcza w radiu Bojack Horsemana jako słuchowisko/audiobooka.

Na wszystkie notki, przemyślenia i eseje inspirowane jw. nie mam czasu i miejsca.





Hellk
Thu, 3 May 2018 22:41:58
Za dzieciaka A-10 byl 'moj' a SR-71 - 'brata'. Kazdy mial stosownego matchboxa. Warthoga moj syn wymienil z kolega na jakiegos dwuplatowca, Blackbirda tenze przypadkowo upuscil do studzienki kanalizacji burzowej na pogrzebie mojego dziadka (pilota mysliwskiego WP).

Boni avatar Boni
Fri, 4 May 2018 08:59:44
@Hellk

@pogrzeb Blackbirda w studni

Symbolika niezła...

@"nasze" samoloty

Jak byłem mały, to SR-71 nie przemawiał do mnie, był "za prosty" z wyglądu, a technikalia czy rekordy prędkości nie były ważniejsze od wygladu. Przemawiały do mnie F14, F15, F16, potem A10, F4, itd.

BTW w moich czasach matchboxy lotnicze nie istniały w otoczeniu, modele plastikowe były prawie nieosigalne, więc robiło się kartonówki. Wolałem współczesne i ciekawe jw. i w większych skalach (tj. mniejsze modele) więc musiałem sam se robić. Brat wolał samoloty z WWII i skleił hałdę Małych Modelarzy, np. chyba większość japońskich jaka wyszła w MM wisiała w pokoju.

charliebravo
Fri, 4 May 2018 20:29:46
@Blackbird
Taak...a "Kelly" Johnson miał długą serię projektów, które były super zaawansowane jak na swój czas. Tak z pamięci P-38, Constellation, P-80, F-104, U-2, Blackbird. I robiła to niewielka grupa ludzi, na ogół na czas i w budżecie.

@bieganie
To całkiem fajne jest. I dobrze się myśli. Nigdy jeszcze nie zdażyło mi się przebiec "pełnego" maratonu, ale półmaratonów na pęczki.

@"Flamandowie" na dwa dni przed wizytą w Brugii
"Baader-Meinhof effect"?

Boni avatar Boni
Fri, 4 May 2018 22:14:37
@charliebravo

@Skunkworks i Johnson

Można mu jeszcze dopisać do zasług, acz "niechętnych", Herculesa (nie podobał mu się projekt jakiegoś g... transportowego, ale zrobili przecież fenomenalnie dobry samolot) no i F117 czy ten tam poprzedni demonstrator "diamond shape" przeciwradarowego, w który Johnson nie wierzył i wyśmiewał nieco, ale DAŁ SIĘ PRZEKONAĆ do niego, co było cudem niemałym ale ładnie świadczy o jego poziomie jako inżyniera i menadżera; a z czego przecież ulęgło się całe późniejsze stealth.

@bieganie

Mnie się bardzo dobrze myśli jeżdżąc ;P

@efekt B-M

No chyba nie, bo przecież wycieczka była po i naprawdę, więc prędzej "efekt coctail-party", ale też nie bardzo, bo ileż razy w polskim radiu pada wzmianka o Flandrii, Flamandach itp. dziennie? Nie mówiąc, że słuchaliśmy go przez jakieś 3h za ostatni rok.

BTW bardziej interesujące, jak nazywa się efekt, że się słucha w radiu BBC przez dwa tygodnie pier... o bieganiu i maratonie londyńskim i kto tam się szykuje czy trenuje, po czym nagle orientuje się w przeddzień, że właśnie zmierza się do maratonu londyńskiego. Może "zen-wyjebka" a może "inteligencja i zdolność kojarzenia faktów na poziomie groszku konserwowego".

charliebravo
Sat, 5 May 2018 14:12:04
@diamond shape
Czytalem nie tak dawno że ostatecznie chodziło o kształt, który byli w stanie policzyć na ówczesnych komputerach - czyli Have Blue i F-117 był w gruncie rzeczy determinowane _brakiem_ mocy obliczeniowych.

@konstrukcje lotnicze
Mnie strasznie imponuje jak oni byli w stanie utrzymać się „na topie” przez co najmniej kilka rewolucji technologicznych, aerodynamicznych i jeszcze Cthulhu wie jakich. Przecież gwiazda czy hot water twelve, niechby i turbodoładowane to jest kompletnie inna rzecz niż turbojet, nie mówiąc już o tak odjechanych silnikach jak te Blackbirda. I ok, zespół silnik tłokowy/śmigło ewoluował sobie spokojnie ze czterdzieści plus lat, i cały czas aerodynamika była bezpiecznie daleko od compressibility effects, a potem zaczęli przeskakiwać przez te wszystkie reżimy lotu i opływu tak co rok-dwa, bo przecież subsonic/transonic/supersonic/k Machów to są zupełnie inne światy. I jeszcze zrobiło to kilku kolesi uzbrojonych w ołówki i suwaki logarytmiczne, i może ze dwa naddźwiękowe tunele z fotografiami na błonie jako metodami pomiaru.

@bieganie
No wiesz, może biegając myślałaby się jeszcze lepiej :P ale YMMV

@nazwa efektu
Nie mam pojęcia, ale tez mi się zdarza coś takiego. Może to jakieś takie „compartmentisation” w mózgu, pewne okolice (tu Londyn) są tak odległe od „normalnego życia” że dane ”otagowane” w ten sposób nie dochodzą do „Skojarzenia Building Unit”. Taki trochę Meltdown dla szarych komórek - optymalizacja psująca bardzo podstawowa funkcjonalność.

Boni avatar Boni
Sun, 6 May 2018 10:26:55
@charliebravo

@diamond shape
Czytalem nie tak dawno że ostatecznie chodziło o kształt, który byli w stanie policzyć na ówczesnych komputerach - czyli Have Blue i F-117 był w gruncie rzeczy determinowane _brakiem_ mocy obliczeniowych.

Wydaje mi się, że na początku mało co liczyli, po prostu były koncepcje stealth "opływowego" i "w fasety" (no i jeszcze koncepcja "zaj... wszystkie wrogie radary przeciwdziałaniem", nie pamiętam, Grumman czy G.Dynamics) i o to się zakładał Johnson z tym tam gościem od "hopeless diamond"; potem se na modelach obłożonych cynfolią sprawdzili koncepta, a nie na komputerach. Ale nie znam się i czytałem zylion lat temu.

@konstrukcje lotnicze
Mnie strasznie imponuje jak oni byli w stanie utrzymać się „na topie” przez co najmniej kilka rewolucji technologicznych, aerodynamicznych i jeszcze Cthulhu wie jakich.[...]

Amen for this.

@bieganie
No wiesz, może biegając myślałaby się jeszcze lepiej :P

Lepiej nie.




Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018