Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Codiac - Zakazane piosenki
Thu, 18 Oct 2018 18:25
Skoro można dopisywać... zerkając na opis myślałem...

Boni - Zakazane piosenki
Thu, 18 Oct 2018 09:23
Dopisałem małe co nieco, które zapomniałem. Oraz...

Codiac - Na Zachodzie bez zmian
Fri, 12 Oct 2018 13:00
"Życie płynie nam mniej więcej należycie. I tyle. "...

Boni - Na Zachodzie bez zmian
Mon, 1 Oct 2018 12:58
@wyparowanie strony A tak, to też była...

Gatling - Na Zachodzie bez zmian
Mon, 1 Oct 2018 12:47
> Życie płynie nam mniej więcej...

Boni - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 12:52
@igor, Lem Może tak - rozumiałem o co mu chodzi i...

igor - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 08:36
Lem o tym pisał w latach 90. A ja (i, w zasadzie,...

Boni - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 21:01
@zz_top IĆ STOND! właśnie się dziś...

zz_top - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 12:52
@Wolałbym, żeby tzw. ludzie rozumieli a nie ślizgali...

Gatling - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 12:21
Koraliki, bigle/zapinki/inne komponenty, dużo metrów...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2016-11-19, sobota
Tagi:  szrot
___________________________________
Zaczęło się od tego, że w ramach protestu przeciwko brexitowi zdałem samochód służbowy z powrotem do pracodawcy.

No dobra, żartuję.

Ale tylko trochę. A notka jest o samochodach i długa i nudna, ostrzegam.

Tak naprawdę, nieco przed referendum brexitowym omówiłem z szefu zdanie wózka, co go oczywiście zszokowało, bo pewnie nie zdarzyło się takie coś za jego pamięci, tj. żeby ktoś oddał bez powodu i bez pobrania zamiennika, prezent-służbówkę prawienówkę prawienieśmiganą i wrócił do prywatnego wózka. Ale faktycznie wózek oddałem rano następnego dnia po referendum, więc mogłem trollować kolegów w pracy jak w pierwszym zdaniu notki.

Ogólnie była to opcja naprawdę nieco zależna od referendum, gdyż jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o kasę - służbowy wózek dostępny cały czas i na wszelkie nasze prywatne potrzeby, oczywiście jest formalnie moim dodatkiem do wypłaty, podlegającym opodatkowaniu. Wymiar tego dodatku jest wyliczany niby-racjonalnie, ale jednak nie bardzo, przez skarbówkę, mającą na celu pobieranie myta i kształtowanie polityki samochodowej podatników, niekoniecznie w sensownych moim zdaniem kierunkach i sprawiedliwymi metodami. Np. kwota ta, teoretycznie sensownie i "sprawiedliwie" wyliczana procentowo z wartości fakturowej nowego wózka plus mgliście liczone czynniki ekololo (Volkswagen - pamiętamy!), jest arbitralnie podwyższana corocznie, z równie niejasnych względów ekololo, i tak bez końca. Tj. nie jest tak, że służbowy samochód coraz starszy i gorszy z latami, jest coraz mniej wart, więc coraz mniejszym dodatkiem do wypłaty - nawet nie jest takim samym, jest coraz większym bonusem.

Nie podoba mi się ten pomysł, z oczywistych względów. Ale taki system se wymyślili.

Dodatkowo w naszym przypadku bonusowa kwota wpędzała nas poza drugi próg podatkowy znacznie bardziej niż by się chciało, ergo "od samochodu" płaciliśmy nieco nieproporcjonalnie wysoki podatek (ogólnie jak w PL, pobierany w formie zaliczek miesięcznych przy wypłacie). BTW w systemie UK nie było do niedawna (a od niedawna jest tylko symboliczne), łączenia kwot wolnych od podatku (tj. "wspólnego rozliczania się") małżonków, stąd nie ma znaczenia, że żona nie pracuje, mój drugi próg jest drugi próg i szlus.

Z drugiej strony, i tak utrzymywaliśmy prywatny samochód cały czas, ze wzg. sporym kosztem, i nie mieliśmy zamiaru się go pozbywać (co powszechne w okolicy - mało kto utrzymuje prywatnego trzylitrowego sedana w wysokiej grupie ubezpieczeniowej, mając służbówkę do dyspozycji, np. nawet mój szef nie).

Z trzeciej strony, nadal mamy sporo zobowiązań w PL, więc spore comiesięczne przelewy funt-złotówka. Stąd, ponieważ opodatkowanie w skarbówce UK da się nieco przesuwać w czasie bez odsetek, nieco namieszałem, żeby podatki płacić jak najpóźniej, robiąc zakład, że złotówka będzie wzg. funta systematycznie tracić, ergo będziemy nieco zyskiwać.

W metaforyczne przeddzień referendum przestało mi się tak wydawać. Stąd, zdałem służbówkę, żeby zmniejszyć obciążenia comiesięczne na wypadek, gdyby funt jebnął.

Oczywiście, że jebnął, znacznie bardziej niż się spodziewałem i byłoby jeszcze słabiej, gdybyśmy służbówki nie oddali.

To tyle tła, przejdźmy do sedna - w końcu czerwca przesiadłem się z powrotem do prywatnego wózka do jazdy codziennej, nadal lexusa GS.

Ogólnie, ludzie, jaki to ciągle genialny wózek, szczególniej w porównaniu z jeepem. Czyli tu niewiele się nie zmieniło.

W szczególe, dwie rzeczy w lexi zaczęły sypać się od razu, a przynajmniej - dawać się we znaki: skrzypiący okrutnie, szczególniej "na zimno", pasek wielorowkowy ew. któreś urządzenia napędzane paskiem oraz posypały się tłumiki. A trzecia była zaległa od przeglądu, czyli skrzypiące/zużyte łożysko tylnego koła.

W temacie skrzypienia od paska: była to bardzo skomplikowana i zabawna historia, tylko, że nie. Wersja skrócona - jestę ślepą idiotą. Wersja wydłużona, cóż, jest długa.

Na początku podejrzenie padło na pompę wspomagania układu kierowniczego. Co nie było miłe, gdyż bez wspomagania tak duże wózki na tak wielkich oponach nie są ani bezpieczne, ani komfortowe, kierownica się niszczy, człowiek się męczy, i w ogóle bieda. Wiem, bo kiedyś zasuwałem przez tydzień fordem Explorerem bez wspomagania, czekając na dostawę pompy, zaprawdę powiadam wam, jeszcze parę dni a pudzianem bym został, no i skórę na kierownicy zniszczyłem zupełnie, ciągając się z tym kołem. Zawsze jest też opcja, że pompa nie zmiele się czy rozszczelni, nadal obracając się luźno, ale po prostu stanie dęba i zniszczy pasek ew. spowoduje inne katastrofalne uszkodzenia.

Stąd przystąpiłem do planowania wymiany lub naprawy pompy, oczywiście niemądrze, jak już oddałem jeepa, czyli nie bardzo mogłem sobie pozwolić na odstawienie wozu na więcej niż weekend. (I tu jest wytłumaczenie, dlaczego znacznie łatwiej jest mi utrzymać flotę np. trzech szrotów, niż jednego, wbrew pozorom logiki. Logistyka i rotacja, ludzie.)

Po małej chwili okazało się, że nowe pompy zamienniki są poza zasięgiem, gdyż nieracjonalnie, jak dla mnie, zwiększają wartość pojazdu. O nowe u Lexusa nawet nie pytałem, a raczej - zapytałem mailem, ale nie raczyli odpowiedzieć. Zostało podrążyć w temacie łożysk, uszczelnień, zestawów naprawczych itp. Tu jak zwykle okazało się, ile wiedza kosztuje, gdyż te same części i zestawy pasują do wielu wozów i pomp, a cena zależy głównie, dla kogo ten wywiad - jeśli dla właściciela starej toyoty, cen jest zen; dla takiej nowszej/dziwniejszej, mnożymy przez 2, dla właściciela lexusa wszystko co najlepsze, więc pomnożymy i przez 4.

Ponieważ skrzypienie słyszalne w kabinie lexi, wytłumionej setką kilogramów wykładzin, było jakby zbyt dokuczliwe jak na uszczelnienia, i za bardzo zależne zimno-ciepło, a pompa i okolica miała zero przecieków, postawiłem na łożyska. Tu, jak wyżej, w zestawach naprawczych ceny bywały różne, poprzeczne i podłużne. Ale nieco wysiliłem moje gugle-fu i obczaiłem, że w pompie jest jedno łożysko tak naprawdę, i jest to masówka z typoszeregu, zwykłe 6203. Co ślicznie zredukowało problem, choć nawet w typoszeregu są różne opcje, ale zaraz sprowadziłem je do dwu topowych - szwedzkiego SKF (made in Italy) albo japońskiego NSK (made in Poland). Wybrałem, oczywiście, NSK, nie tylko z patriotyzmu japońsko-polskiego, ale dlatego że nieco lepsze od SKF, acz nieco droższe. Za sztukę - 4 funty z drobnymi, jakieś 25zł.

Po czym zrobiłem w któryś piątek po południu Szkocko-Polską Masakrę Pompą Wspomagania, gdyż w parę godzin rozebrałem pod domem i w domu cholerstwo w drobny mak, starając się nie uszkodzić uszczelnień i nie pogubić/pomieszać łopatek pompy (i tak pomieszałem) i wybić/wbić łożysko bez uszkodzenia czegoś bardziej, itd. Ogólnie, w starym łożysku znalazłem jakiś tam luzik, a 20 letnią pompę w stanie lustrzanym i jak nówka prawie, minimalne zmatowienie na bieżni łopatek; nie wiem z czego je robi Toyota, z irydu? Co mnie nieco zafrasowało, gdyż jeśli tu miał być luz i skrzypienia, to ich śladów brak jakoś. Poskładałem, zalałem, sprawdziłem, wszystko ok.

Tylko w temacie skrzypienia nic się nie zmieniło. Zajefajnie.

W sobotę wymieniłem łożysko napinacza paska, nie żeby wydawało się podejrzane, ale akurat jest to takie same 6203 i znacznie łatwiejsze do wymiany, niż te w pompie, oczywiście. Pół godziny z przerwą na piwo, gdybym jakieś miał, i szluga, gdybym palił. A stare łożysko miało jednak całkiem spory luzik.

Czy coś się zmieniło w temacie skrzypienia? Ależ. Ogólnie po tych dwu łożyskach wszystko ścichło nieco, ale skrzypienie, szczególniej na zimno, zostało.

Zaczęło mnie to wkurzać; następna w kolejce po skrzypiącej "stronie" silnika była sprężarka klimatyzacji, nie używana w praktyce, ale pasek napędu po niej lata. Jej wyciąganie i rozbieranie to już wyższa szkoła szrotu, i życzę powodzenia ale nie wróżę sukcesu. Inna opcja, to założenie krótszego paska omijającego sprężarkę, ale to następna zagadka geometryczno-logistyczna. Ale kiedy jej się zacząłem mocno przyglądać, zauważyłem, że ten pasek leci jakoś tak nierówno przez te wszystkie kółka po tej stronie silnika, więc drogi Watsonie, to nie łożyska itp. ale ktoś nam tu przesunął któryś osprzęt w osi! Po przebadaniu i rozkminie, okazało się, że a) nie ma takiej opcji, żeby pompa wspomy się przesunęła b) ale jej kółko pasowe, po rozbieraniach itp. kto wie c) klima - kto wie d) napinacz nie ma znaczenia.

Po tygodniu bodaj, zrobiłem se drugie podejście, przebadałem kółko pompy (tiptop, ew. trzeba by młotem je przekonać do zmiany pozycji), wyrwałem pompę po raz kolejny, gdyż stała na drodze do klimy, przebadałem i pomacałem klimę, przy okazji poprawiając w koło różne rzeczy. Ale ogólnie, nie udało mi się nic "naciągnąć"; samuraje, oczywiście, zrobili wszelkie wsporniki, kliny na osiach itd. bardzo solidnie i nic tu nie jest do ruszenia, ani przypadkiem ani z rozmysłem, przynajmniej bez tarczówki i młota 5kg.

Składając wszystko do kupy, i po raz 10 wrzucając pasek, zauważyłem, że nie jest on symetryczny, ma wąski "rant" z jednej strony, a nie symetryczny brzeg w "dolinie" mikroklinów. I że kółka pasowe są analogicznie zrobione. Czyli że pasek ma "przód" i "tył" wzg. silnika.

Oczywiście, wsadziłem go półtora roku temu "tył na przód".

A ten złośliwiec zaczął skrzypieć po roku.

Po przełożeniu go odwrotnie, skrzypienie jak paskiem, tfu, ręką odjął. Fajnie. I jaka ładna profilaktyka, polsko-japońskie łożyska pompy i napinacza przeżyją wózek. Gratulacje, szczególnie spostrzegawczości, [censored].

A z łożyskiem tylnego koła było tak - że się kiwa, odkrył diagnosta na przeglądzie. Dociągnąłem nieco, aby na przegląd, no bo dociąganie dużym momentem chwiejących się starych łożysk, to proszenie się o nieplanowany postój po 100km; ale zaraz potem za dość ciężkie monetki zakupiłem zestaw naprawczy - tzw. porządne zamienniki, wielkie łożysko z gatunku specjal (dwubieżniowe kulkowe), uszczelniacze, smar, drobiazgi. Zakupiłem nie tyle z myślą o natychmiastowej wymianie, bo nie jest to łatwe dla mnie (bez narzędzi i warsztatu) ani b.tanie czy łatwe logistycznie w warsztacie, ale żeby mieć pod ręką, jeśli stan pacjenta się pogorszy. Bo nie był jakoś bardzo zły moim zdaniem.

Kiedy zacząłem używać wózka na co dzień i ogarnąłem [censored] pasek, uznałem, że na fali tego sukcesu trzeba iść za ciosem, i zadziałać w końcu z poskrzypującym czasem tyłem. Rozejrzenie się w temacie ujawniło, że opcja łatwiejsza a nawet fachowa, jest nieaktualna, bo nie ma cudów, żeby do wymiany łożyska i uszczelnień tę zardzewiałą półoś (lexi ma klasyczne RWD) zdemontować z dyfra i wyrwać "do wewnątrz"; więc raczej trzeba wyrwać hamulce, pół zawiasu i piastę "na zewnątrz". Co słabe i wróży potężne koszta, bo wyrwać, to jedno, ale powymieniać co się zmechaci przy wyrywaniu i poskładać, to zupełnie co innego.

Pozostawał plan C, czyli wymiana tylko zewnętrznej wkładki i może głównej bieżni (jakimś nadludzkim wysiłkiem, gdyż tak normalnie to się robi prasą), bez ruszania wewnętrznej wkładki i uszczelnienia od strony niedemontowalnej półosi. Raczej słaby plan, do przełknięcia tylko jeśli łożysko nie będzie zupełnie pomielone razem z budą, tj. wewnętrzna wkładka ma jeszcze jakieś niekwadratowe kulki, pierścień rozdzielczy i coś na kształt bieżni, bo inaczej to szkoda zachodu. A raczej - wtedy trzeba zdać wózek do warsztatu i niech działają fachowo po całości. Albo, ew. jeździć aż zmiele je naprawdę, i wtedy zdać do warsztatu czy na szrot.

Żeby "otworzyć" i ocenić łożysko na ile się dało z zewnątrz, przyszło zakupić ściągacz, trafił się niezbyt drogi, uniwersalny (przekładany zewnętrzny/wewnętrzny), niby tania masówka z tutejszego ekwiwalentu Intercarsu itp. ale znacznie lepszy niż widywałem na tak niskiej półce w PL - BTW z tego wzg. nigdy nie dorobiłem się w PL ściągacza, tak badziewne były w zasięgu; najwyżej pożyczałem porządne.

W któryś weekend rozbabrałem w końcu łożysko i odkryłem, że jest w stanie idealnym, lusterko, nie wiem z czego je zrobili, z irydu? Ucieszyło mnie to znacznie, wymieniłem tylko zniszczony w czasie demontażu uszczelniacz zewnętrzny, poskładałem wszystko, dociągnąłem motzno z klucza dynamometrycznego, jak w księgach serwisowych napisano (no, prawie). Wszelkie dolegliwości jak ręką odjął i jest nadal OK po paru miesiącach.

Co by oznaczało, według pewnych znaków na niebie, ziemi i w kwitach z pralni i przeglądów, że ktoś nie dociągnął tego łożyska przy wymianie około 10 lat temu i tak se jeździło od tego czasu...

A z tłumikami w międzyczasie było tak - były słabe już na wiosnę na przeglądzie, ale przeszedł. Generalnie, samochód raczej stał, a to bardzo nie służy tłumikom, z których już dawno zeszły warstwy ochronne - rdza je chrupie w oczach; z mojej praktyki, jeśli wózek jeździ, przynajmniej są suche i jakby wolniej znikają, niż kiedy 20 latek zalega pod chmurką.

Lexi ma układ wydechowy potężny i skomplikowany, okej, przesadzam, ale tylko trochę. Wydech rzędowej szóstki schodzi w spory katalizator, przechodzi w minitłumik cylindryczny, po czym rozchodzi się pod fotelami w Y na wzg. małe tłumiki środkowe i wielkie tłumiki końcowe. W naszym lexi katalizator i okolica, bardzo solidne "z natury", wygląda jeszcze nieźle. Tłumiki końcowe są chyba znacznie nowsze niż wózek, i wyglądają bardzo dobrze, poza drobiazgami. Ale cały środek - a jest to jeden nierozbieralny kawał złomu: Y, rurki, puchy środkowe, rury pod półosiami - był jak papier a miejscami jak sito z papieru. Szczególniej, że ktoś kiedyś połatał go kawałkami, co pomogło, może na lata, ale w naszej epoce, przegrzany materiał wkoło tych starych spawów znikał w oczach, jak wódka na budowie.

Kiedy zacząłem używać wózka na co dzień, środkowy zestaw zaczął się rozpadać błyskawicznie.

Najpierw, w drodze do pracy zahuczało z lewej, po stu metrach serio zahurgotało. Było to przed zrobieniem porządku z łożyskiem, więc w pierwszej chwili zasmutkowało mnie, że jednak zmieliło je razem z piastą. Ale jak już zjechałem do zatoczki, zadzwoniłem do szefu, że biorę wolne, zacząłem wyciągać podnośnik, żeby sprawdzić jak bardzo chwieje się koło itd., nagle zauważyłem, że drogi Watsonie, to nie łożysko, to tylko tłumik środkowy wlecze się po glebie. Ucieszyło mnie znacznie, że taki drobiazg; wyrwałem zaraz całą lewą stronę wydechu, co ciekawe, zmieściła się do bagażnika, do pracy nawet niewiele się spóźniłem.

Oczywiście, jazda z otwartą rurą fi 50mm za katalizatorem, trzylitrową szóstką, dostarczała wielu ciekawych wrażeń akustycznych wewnątrz, a jeszcze bardziej na zewnątrz. Ale nie przekraczając 2tys obrotów dało się jakoś jechać - inna sprawa, że na tutejsze górki, nawet w mieście, nie da się dwutonowym lexi wjechać sensownie, przy 2tys obrotów...

Miałem zapas "nierdzewnej" blaszki do łatania tłumików w domu, bo już na przegląd dostał małą "zawijkę" na rurze, więc zara z wieczora zaślepiłem całkiem na ile się dało lewą rurę Y, i tyle, pojechał na jednym tłumiku. Trochę buczał, no bo szczelne to nie było, ale spoko-loko.

Za jakiś tydzień pękła nieco rura po drugiej stronie, na starym spawie. Zawinąłem, łata numer trzy.

Za jakiś tydzień, zauważyłem pod centrum handlowym, idąc do stojącego daleko lexi, że jedyna, a nawet ostatnia, rura między środkowym a tylnym opada niebezpiecznie - pękła nieco rura za środkowym i ciężar tylnego wyłamywał konstrukcję w dół. Przyszło wrócić się do miejscowego ekwiwalentu Castoramy czy Liroya, kupić trochę linki stalowej, żeby podwiązać i odciążyć konstrukcję - miłe, że jest do czego, lexi ma zylion poprzeczek i wzmocnień tunelu i wkoło dyfra. Pajechali!

Gdzieś w tym momencie rozważałem już bardzo serio zakup tłumika, zamiennika oczywiście, ale a) jest to wielki nieporęczny kawał złomu b) nie mają go w każdym sklepie, a raczej mają w dalece niekażdym, bo nie pasuje chyba do żadnego innego wozu c) z powodu a) i b) sprzedawcy chcą za niego kufereczek stóweczek, bestie nie dzieciaki. Stąd filozofowałem raczej nad tematem, niż zamawiałem cokolwiek.

Na razie poszedłem na okoliczny szrot i dokupiłem co mieli w miarę solidnego w odpowiednim rozmiarze, z odpowiednimi flanszami, itd. oraz przypadkowo zaplątany słupek ogrodzeniowy czy coś w podobie; planując "coś z tym zrobić".

Po paru dniach, akurat jak miałem następnego dnia poprawić wszystko solidniej częściami ze szrotu, nieco zaczęło huczeć, i zaraz po drodze z pracy do domu kompletnie zgubiłem gdzieś ostatni środkowy tłumik. Ale tak serio go wcięło, że nie znalazłem go od razu (nie bardzo łaziłem w deszczu i od zatoczki było dość daleko do miejsca gdzie zrobił bęc), ani z rana na drugi dzień nie znaleźliśmy go w okolicy, przejeżdżając parę razy fte i fefte. Może ktoś go wyrzucił/zebrał, fakt, że jedyne co znaleźliśmy, to zabitą sarnę.

Twardym trza być nie miękkim. Poskładałem z części ze szrotu brakujący fragment, łącząc na solidne cybanty. Nic mi więcej nie ma prawa wypaść. Mam wrażenie, że ogólnie jest tam obecnie 3 czy 4 łaty z pseudonierdzewu, 4 cybanty, kawał L rury od mercedesa i kawałek rurki typu używany słupek ogrodzeniowy ocynk tanio sprzedam.

Zdjęć nie będzie, bo po co mają jakieś wykopy czy inne joemonstery robić sobie ze mnie heheszki, starczy że sam się śmieję.

Nieco przecieka oczywiście to wszystko, i nieco huczy. Ale przecieki spalin od "wysokości" słupka środkowego w tył nie spędzają mi snu z powiek; a brzmienie jest znośne jeszcze, według żony konkuruje np. z pojawiającym się na naszym parkingu regularnie bentleyem continentalem GT z jakimś tuningowanym wydechem. Trochę się ludzie oglądają czasem, ale trudno im zabronić, co nie.

Latam tak już dłuższą chwilę, nie tylko do pracy ale również po mieści i do klientów czasem, i jakoś nie mam woli walki z tematem. Znaczy, wydałem połowę tego, co kosztowałby nowy zestaw środkowy na spawarkę i tarczówkę, ale od miesiąca czy lepiej nie udało mi się dotrzeć do hurtowni-stalowni, żeby jakieś materiały nabyć i coś z tego wydłubać przed zimą.

Oh, wait, przecież już się zrobiła zima (dzisiaj uczciwe skrobanie i lód na drodze z rana, śniegu leży gdzieś tak od linii 400m niby trochę, ale prawie cały czas). Więc tym bardziej mi się nie chce.

Pożyjemy zobaczymy.

Na razie jak wyżej - jest bardzo fajnie i zabawnie, w paliwie nieco drożej niż jeep, w całkowitych miesięcznych kosztach sporo taniej, w komforcie i kopycie a nawet bezpieczeństwie zylion razy lepiej, w zabawach złomem - zabawnie.

A jeep został w firmie jako poolcar, ma już sporo ponad 40k mil przebiegu, trzy lata, i został zmasakrowany przez jakichś debili na pierwszym przeglądzie obowiązkowym - wymienili mu przy tym jakieś zużyte części zawieszenia przedniego i dwie opony. Generalnie, na razie zniszczyli samochód; jak podniosłem temat, że co to ma być i to nie jeździ, poprawiono nieco; ale koledzy którzy nadzorują te rzeczy, nawet szefu, nie mają pojęcia i dają się robić w wała jak dzieci. Doradzam czy tłumaczę czasem z dobrawoli, że nie zakłada się opon różnego rozmiaru na osie AWD, że ustawia się zbieżność po wymianie elementów zawieszenia, itd. itp. ale generalnie lotto mi to.

Z ciekawostek około mojej sytuacji, inna trochę podobna, kolegi który pracuje od niezbyt dawna, więc zaproponowano mu służbowy. Ale czasy się zmieniły, firma nie kupuje już wózków wg. widzimisia pracownika i limitu ustalonego przez dyrektora, tylko leasinguje na w miarę normalnych warunkach, czyli liczy się jaki wózek i ile przebiegu planowanego. A kolega pechowo dla szefów, dojeżdża z Edynburga codziennie (SERIO!) i nie ma zamiaru zniżać się do służbówki poniżej własnego mondeo - co nie wchodzi w grę leasingową, gdyż przy TAKICH przebiegach i danym korpo-dealu, nasz leasingodawca oferuje fiata 500 czy podobne, a nie standardowe w firmie mazdy 6 czy mondeo. Na co kolega dał szefom znak-sygnał, gdzie se mogą takie prezenty wsadzić.

Ogólnie, ustalenie z szefu, że w przyszłym roku pomyślimy o jakimś tańszym podatkowo służbowym dla mnie, wydają się rozmywać jak lochnessy we mgle wieczornej nad brzegiem Loch Lomond.

Bo zdaje się jednak wolę bawić się własną komfortową sofą ze złomu, niż płacić wygórowane podatki za niewygodny złom cudzy.





zz_top
Tue, 22 Nov 2016 17:05:02
A co mi tam, pochwalę się w temacie okołosamochodowym i że darowanemu koniowi cośtam cośtam:
Panienka z wypożyczalni w Brukseli oznajmiła mi dzisiaj, że nie ma dla mnie zarezerwowanego Opla Astry. Z bólem serca zgodziłem się wziąć (w tej samej cenie) Mercedesa E-Klasse :-) Szkoda, że przez 2 dni będę nim głównie stał w korkach w Brukseli...

Boni avatar Boni
Tue, 22 Nov 2016 19:42:58
@zz_top

Wróć nim do PL ;) zakładając wypożyczalniowy standard E, po twojej tojce pewnie nie wydaje się ani duży, ani fajny, ani ciekawy, co najwyżej nowy i z gadżetami?

A "darowany koń" przypomina mi jak samuraje i gejsze pochrzanili nam rezerwacje powrotne z Japonii, i gnąc się ukłonach i przeprosinach, zaproponowali powrót biznesklasą, no bo w ekonomiku kogoś posadzili na naszych miejscach. Po głębokim i godnym namyśle, łaskawie zgodziliśmy się z kolegą na to rozwiązanie...

zz_top
Tue, 22 Nov 2016 23:40:33
No fakt, szału nie robi... Zwłaszcza 2,2CDI nie powala w żadnym aspekcie. Sam komfort, wyposażenie, wyciszenie jest ogólnie OK, nie ma co się przypieprzać.
Z tą godnością podczas namysłu miałem mały kłopot :-)

Boni avatar Boni
Wed, 23 Nov 2016 01:08:09
Tia, pewnie takie prawie 2.2 i prawie nie jeździ, jak w tamtym niby-E coupe mieliśmy.

A ja dzisiaj lexusiem w Szkocję, 100 mil w jedną stronę, w piękne okolice Galloway, do klienta; gorzej że na końcu kawałeczek po lesie. Ale nie bardzo jest co pobrać w firmie, bo hiluxa nam wrogowie skasowali, chłopaki pobrali jeepa w Highlands czy na Orkady, CRV już sprzedana, na wiatraki to nie wiem czym koledzy jeźdżą, pewnie jakimś pożyczakiem yeti czy podobnym. Zostały same cywilne wozy, to wolę swoim, przynajmniej komfy sofa, a nie jakieś kopanie się z pedałami w kutrze.

Wed, 23 Nov 2016 11:49:12
No, po takich dwóch sukcesach, i na fali satysfakcji, że miała być mielonka a zastałem iryd, to ja bym jednak zracjonalizował sobie, że "zaoszczędziłem" kupę kasy, i zafundował wózkowi w nagrodę ten środek wydechu bez druciarstwa :)

Boni avatar Boni
Wed, 23 Nov 2016 21:09:14
@kuba_wu

Coś w tym jest, dlatego właśnie zracjonalizowałem i zafundowałem spawarkę i tarczówkę. Sobie, bo czemu miałbym wózkowi ;P

Gatling
Tue, 29 Nov 2016 14:34:02
Susznie pan zracjonalizował, prezesie, bardzo susznie. Zazdraszczam.

Wed, 30 Nov 2016 13:51:24
Spawareczka spawareczką, tarczóweczka tarczóweczką, ale to, co najbardziej przeszkadza i boli, to brak miejsca, w którym można by ich spokojnie i kulturalnie użyć. Ogrzewany garaż z kanałem jako minimum, ale jeszcze lepiej podnośnik warsztatowy. Czyli, czysta fantazja. W każdym razie, tak to widzę odkąd jestem #po40, bo jak się miało 20 lat, to wystarczył zapał i parę cegieł, a najazd (dostępne niegyś tu i ówdzie, nawet za darmochę) - to już był luksus.

magister Sianko
Wed, 30 Nov 2016 17:04:07
"Daily Mail":

Polskim barbarzyńcom nie wystarcza, że zjadają łabędzie i ryby z naszych rzek i jezior, niedawno w Szkocji jeden z nich zabił sarnę tłumikiem!



Boni avatar Boni
Wed, 30 Nov 2016 23:49:26
@kuba

Prawda, garaż by się czasem przydał, ale to przecież nie jest jakiś fundamentalny problem (można wynająć, nawet na godziny, itd.) i jego brak to raczej stan przejściowy. Co do podnośników itp. to fajnie byłoby mieć, ale nie są jakoś specjalnie krytyczne, jakoś sobie radziłem bez, rzekł Boni, wspominając przezabawne wyciąganie skrzyni z transferboxem 4x4, z Explorera 4.0, jednoosobowo, w zwykłym garażu na glebie. A wkładanie tego, no po prostu przepukliny można było dostać, ze śmiechu oczywiście.

@mgr.Sianko

Raczej "zabił sarnę z nielegalnym tłumikiem", to znacznie lepsze oskarżenie i news. Ale, odpukać, nie trafiłem tu jeszcze żadnego zwierzaka, niemało tego się trafia w okolicy.




Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018