Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Premium
Wed, 15 Aug 2018 22:42
@cmos No ja nie mam pojęcia jak bym zareagował na...

cmos - Premium
Wed, 15 Aug 2018 21:13
Jak kupowałem którąś z poprzednich Toyot, to przy...

Boni - Premium
Wed, 15 Aug 2018 20:49
Z ciekawostek około tematu - jak się warunkuje...

Boni - Premium
Tue, 14 Aug 2018 14:38
Coś w tym jest, że gadżety, luksusowe materiały,...

PoGOOD - Premium
Tue, 14 Aug 2018 13:33
W latach 2002-2005 sprzedawałem Volvo - wtedy dopiero...

Boni - Premium
Tue, 14 Aug 2018 09:10
@zz_top 1) silniki > X, ograniczenia "z dołu" -...

zz_top - Premium
Mon, 13 Aug 2018 21:30
Jak się bawić to się bawić :-) Samochód klasy...

Boni - Premium
Mon, 13 Aug 2018 21:24
@igor Ford ma jakiegoś zajoba na grzane przednie...

igor - Premium
Mon, 13 Aug 2018 18:12
Podgrzewaną przednią szybę miałem w Focusie, tak...

RobertP - Epoka wyuczonej bezradności
Mon, 6 Aug 2018 14:09
"15s z mokrą chusteczką niemowlacko-dodupną i się...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2016-04-16, sobota
Tagi:  szrot
___________________________________
...czyli skończył się w końcu marca przegląd techniczny (MOT, stara utrwalona nazwa od nieistniejącego Ministry of Transport, które kiedyś "sygnowało" kwity) viernego lexusa GS; nie chciało mi się z tym bawić przed wyjazdem do PL (tutaj można zrobić przegląd do miesiąca przed deadlajnem), stąd po powrocie do SCO wypadało się tym zająć.

lexus GS

Samochodzik był z grubsza sprawny - łyse opony zostały wymienione na jakieś przyzwoite używki już wcześniej, więc jedyne co budziło pewne obawy, to dziurawy tu i ówdzie wydech, dający ładnie sportowe brzmienie, acz mogący uwalić pojazd od ręki. "Mogący", gdyż chociaż w przeciwieństwie do PL, tu istnieją bardzo ładne i wyczerpujące oficjalne rządowe instrukcje i wytyczne MOT (a nie tylko - warunki techniczne i mętne teorie diagnostów), co i jak się bada a co nie, i co niesie jakie konsekwencje, jednak zawsze można się odbić od jakiejś "definicji definicji", np. czy ten dziurek w wydechu to jest "major leak" i fail, czy nie "major leak" i tylko uwaga do dzienniczka.

Ponieważ nie chciało mi się szukać spawacza ze spawarką ani tłumikarza z tłumikiem, zawinąłem najgorsze pęknięcie rury (szczęśliwie, tylko na rurach Y mamy dziurkę i dziurę) zestawem naprawczym w formie taśmy z cienkiej stali nierdzewnej, ze spec opaską i podkładem z włókna szklanego. A małą dziurkę dokładnie na łączeniu Y zignorowałem, no bo ani zawinąć ani zaklajstrować tego się łatwo nie dało.

Obejrzałem z grubsza resztę wozu, sprawdziłem światła, zamówiłem przegląd w najbliższym warsztacie franczyzy Kwik Fit (spora sieć, w miarę ogarnięta i tani są - np. cena za MOT jest ograniczona z góry do bodaj 54 funtów w tej chwili, typowo warsztaty robią gdzieś między 45-50, Kwik Fit za 30...) i tydzień temu pocięliśmy na przegląd.

Dygresja - oficjalnie dozwolone jest jeżdżenie samochodem bez MOT między stacją diagnostyczną, warsztatem a chałupą. Znaczy, mogą z tego być dyskusje z policją na drodze czy dostarczenie mandatu z kamer nadzoru itp., ale przy minimum ogarnięcia, dowodów i sensu (bez prób wmówienia, że gość z Glasgow jest umówiony na przegląd w Londynie...), jest spoko. Więc nie ma idiotycznych polskich rozważań czy na lawecie czy nie na lawecie, czy wolno czy szybko, itd itp.

W warsztacie przydzielono nam dziadka fajnego, fizycznie (tudzież mową) przypominającego kowboja z "Big Lebowski", który zaraz okazał się fanem lexusa, przepytał czy nasz GS jest V8 (no nie...) i bardzo chce mieć lexi Soarera V8 z tej epoki, a że ja też chcę, ponarzekaliśmy na rosnące ceny i spadającą podaż SC/Soarerów. Atmosfera zrobiła się ciepła i przyjazna niczym współpraca lobbystów z politykami, więc nadzieje na pozytywny przegląd szrota nieco wzrosły.

Ogólnie, można uczestniczyć w MOT, podobnie jak przy przeglądzie w PL - zaglądać diagnoście przez ramię, dopytywać, marudzić i przekonywać, że te usterki to pikuś i zwidy. Ale w szczególe zachciało mi się spróbować podejścia wielkopańsko - pierwszoświatowego, gdzie rzucamy kluczyki, a reszta nam zwisa (dygresja - na przegląd nie potrzeba mieć ze sobą literalnie żadnego świstka, dowodu, polisy, kwitu czy innego szajsu (podobnie jak do jeżdżenia), wszystko jest w bazach danych Wielkiego Brata, goły numer rejestracyjny wystarczy do ustalenia, co i jak).

Stąd wydaliliśmy się na godzinkę na kawkę i spacerek po Milngavie (miasteczko gdzie się akcja odbywa, na skraju dalekich przedmieść Glasgow od strony "naszej" wsi). Deptak i atmosfera centrum Milngavie, przez które zylion razy jeździliśmy, ale bez zwiedzania, okazała się całkiem fajna; połaziliśmy, ociumaliśmy ciastko w Costa, po czym podreptaliśmy z powrotem do warsztatu.

Przemiły Graham (dziadek-diagnosta ma tak na imię) pojawił się z kwitami, i zagaił, że jak na prawie 20 lat, bardzo fajny samochód i całkiem sprawny, nawet z emisją spalin zero problemów (na to mają tutaj niezłego zajoba - BTW z rozpędu wytestował GSa normami na wózki o jakieś 10 lat młodsze...) i w ogóle bardzo przyjemnie, ALE nie przeszedł przeglądu. Uniosłem brewkę o jakieś 2mm zaledwie, gdyż może i nie planowano takiego efektu, ale niestety zakładano, i zaczęliśmy przeglądać, co też tam mamy na liście.

Powodami faila były cztery punkty:

1) purchel na oponie przedniej
2) rozkręcona śruba dolnego mocowania McPhersona do wahacza,
3) hamulec postojowy na jednym z kół - zero akcji
4) łożysko jednego koła tylnego rozchwiane i koło się nieco telepie

plus w uwagach nieszczelności wydechu, nierówno zużyte klocki hamulcowe przód (konsekwencje przycinania tłoczka przed naprawą zacisku) itp. drobiazgi.

Porozmawialiśmy z diagnostą i menago serwisu, upewniliśmy się, że mamy 10 dni roboczych, więc w praktyce 2 tygodnie, na re-test bez opłat, i udaliśmy się do domku.

Po krótkim zastanowieniu, wyszło nam, że trzeba jednak ogarnąć te parę dupereli, gdyż stan jest o wiele za dobry, żeby wyrzucać lexi do śmieci.

Dygresja - gdzieś w tym miejscu rozbawiła mnie nieco reakcja rodziny i znajomych, że laboga, buu i masakra - no troszeczkę różnimy się podejściem to tematu. Znaczy, rozumiem, że dla kogoś używającego jednego samochodu, jest to ważne, żeby przegląd był i był bezproblemowy; czy jeśli wózek kosztuje wielomiesięczne czy wieloletnie dochody; czy że dla typowo poskręcanych ludzi, to wstyd w ogóle. Niestety, jesteśmy nieco inaczej poskładani i naprawdę mamy ogólnie wyjebane, a w szczególe na szroty kosztujące relatywnie grosze. Stąd umiarkowanie nas rajcuje kiedy 20 letni szrot przechodzi z marszu przegląd, ale też umiarkowanie zgrzewa, jeśli nie przechodzi. Można go wyrzucić do śmieci, sprzedać, naprawić, itd. możliwości jest wiele, problemy przyzerowe, koszta się po prostu kalkuluje, i "ma być k... zen".

Wracając do lexi - doczytałem, o co chodzi z łożyskami tylnymi w GS itp. pożyczyłem z pracy główkę klucza 32mm, po czym któregoś popołudnia zabrałem się za szrota - dociągnąłem łożysko, dociągnąłem rzeczywiście mocno niedokręconą nakrętkę na łączeniu wahacza z McPhersonem (to jest niezła zagadka, czemu i jak to się rozkręciło, i to dawno temu, bo rdza, i czemu nie zauważyłem, kiedy robiłem hamulce), podciągnąłem hamulec ręczny (w GS są tarczobębny i "ręczny" pracuje szczękami, z typową regulacją na śrubie z "zębatką", dostępną przez otwór, nawet bez zdejmowania tarczy - znaczy, o ile mechanizm jest ok, ale to akurat wiedziałem, bo w tamtym roku wymieniałem tarcze). Czyli trzy z czterech faili rozwiązałem w czasie godziny, i to z przerwami na szluga, piwo i marudzenie, gdybym uprawiał takie aktywności.

Po czym okazało się, że Bolek miał rację, i co z tego, że traktor ma trzy koła sprawne, jeśli jedno nie i nie będzie dostawy (kto nie kuma - do klasyki kabaretu "Tey", "S tyłu sklepu", skecz "Traktor", odmaszerować). Gdyż przednia oponka rzeczywiście miała nieduży "balon", więc wymienić trzeba, ale: GS ma współcześnie nietypowe fele i opony, standardowo 225/55/R16, czyli "małe" felgi z szerokimi i grubymi kapciami, i takie też udało mi się dorwać poprzednio; jednak teraz okazało się, że nie jest tak różowo i jednego continentala takiego jak bym chciał, to ja na czas raczej nie załatwię. Oczywiście, można kupić znowu parę używek na loterii, można kupić nową raczej słono, bo to górna półka, możliwości jest wiele. Tyle, że przydałoby się na już, zaraz, teraz...

A że lubię rozwiązania najprostsze i "po kolei", stąd sprawdziłem czy dobrze mi się wydaje, że MOT nie obejmuje zapasu (tj. obejmuje tylko w sensie sprawdzenia i informacji jeśli zapas jest be) i że można mieć różne opony na tej samej osi (w UK można), więc założyłem niezły acz starawy zapas i umówiłem się na re-test dzisiaj. Sprawdzono, co było do sprawdzenia; zauważono, że te łożysko to można by jeszcze mocniej dociągnąć albo jednak dać nowe, przyklepano przegląd. I tyle.

Pewnie spróbuję skołować właściwą oponę/opony, sprawa łożyska jest też do rozważenia, podobnie jak sypiącego się wydechu. Ale raczej nie spędzi mi to wszystko snu z powiek. Pożyjemy zobaczymy, ile i za ile mi się zechce w GSie podłubać (bo poza rzeczami z przeglądu, należałoby też pomyśleć o innych kawałkach, zużytych albo podlegających wymianie, które diagnostów nie interesują). Nie wydaje mi się, że będziemy w niego specjalnie inwestować - to jest bardzo fajny samochód, ale ten egzemplarz ma już trochę za dużo usterek i przede wszystkim rdzy, jak na mój gust; a przede przede wszystkim - prawie pewne, że zanim odpicujemy go do stanu mint, znudzi się nam i wyrzucimy go, jak wiele innych.

Może starczy o zMOCie.

Aha, z akcji około-przeglądowych na pewno wyniknie jeszcze jedna notka nt. inwazji słowiańskiej na warsztat Kwik Fit, czyli relacja z przemiłego spotkania z panem Vaclavem, lat 70, Czech od 1969 w Szkocji.

A teraz soreczki, muszę lecieć sprawdzić parę rzeczy w temacie pojazdu z obrazka poniżej, który mamy pożyczony na tydzień, więc pewnie będzie fajna wycieczka jutro, bo i pogoda zdaje się sprzyjać. O pojeździe i potencjalnej wycieczce też pewnie będzie notka, stay tuned.

boxster_S





zz_top
Sun, 17 Apr 2016 09:00:17
Kto był tak naiwny, że pożyczył Ci Porszawkę??? No, ale jak się przez tydzień wjeździsz to nie będziesz chciał oddać :-) Nawet tak obleśnego zielonego, hehehehe...

janek.r
Sun, 17 Apr 2016 13:51:35
Ciekawy, ile wziąłby za te drobiazgi tani warsztat (jeśli w ogóle istnieje coś takiego w pierwszym świecie?)

BTW czy tanie, podejrzane warsztaty, gdzie naprawiają byle jak, częściami 'niewiadomego' pochodzenia, przebijają numery etc. mają jakąś narodowość, czy jak popadnie?

Boni avatar Boni
Sun, 17 Apr 2016 20:29:02
@porsze

Phi, zaraz tam naiwny. Po prostu jestem OGRem (odpowiedzialna głowa rodziny) i godnym zaufania kolega i pracownikiem, o. A przynajmniej dosko udaję. A porsze jest zabawką szefa, w zasadzie właściciela-pracodawcy (it's complicated).

Wjeździć, no raczej nie; wycieczkę zrobiliśmy, porsze budzi uczucia ambiwalentne, raczej Nie Nasze Porno.

@drobiazgi w warsztacie

Nie mam pojęcia, tak szczerze, bo przecież nic nie robiłem tu jeszcze w warsztatach. Myślę, że widełki rozciągają się od około stówki, za zmotę i podokręcanie, tak jak ja podokręcałem różności; przez duże parę stów za części i robociznę, jeśli robić to porządnie, w dobrym niezależnym warsztacie, zamiennikami (np. same środkowe tłumiki+Y niestety są w b.dużym kawałku i około 300 kosztują); w okolice nieco ponad 1000, może nawet 1500 jeśli robić by to w salonie lexusa częściami od lexusa. W sumie, jak się będę bardzo nudził, zahaczę może lexusa o ofertę na to.

Warsztaty są chyba mniej etnicznie, a raczej "okolicami", np. jest tu w Glasgow taka ulica przy starym porcie, gdzie dziupla na dziupli, a co jedna tańsza i dziwniejsz, poznałem przypadkiem, bo (przy poprzednich wózkach) najsensowniejsza dla mnie stacja LPG jest przy niej; na tutejszej "Pradze" też parę takich jest. A czy są w nich właściciele/mechesy szkockie, czarne, polskie, beżowe, rumuńskie, żółte czy rude, czy w dowolnych kombinacjach, nie wnikałem i chyba nie ma reguły.

BTW na sporym szrocie w Yoker, gdzie pałętam się czasem za duperelami, właściciel czy menago jest szkocki, część ludzi też, mieli też paru Polaków, ale jak byłem ostatnio, chyba już wymienili ich na paru Murzynków.

zz_top
Tue, 19 Apr 2016 07:32:30
@porsze
Trochę mnie dziwi Twój "dystans" do Porsche. Przecież ścinając nawet jakieś zastrzeżenia natury estetycznej (zwłasza, że zielony i kabrio) to są jedne z fajniej prowadzących się wózków ever! Mnie podobają się małe BMW właśnie z tego powodu, a Porsche wypadają w tej kategorii jeszcze lepiej...

Boni avatar Boni
Tue, 19 Apr 2016 09:37:03
@zz_top

Dystans bez cudzysłowu, pliz. Tak, to jeden z fajniej prowadzących się, w miarę cywilizowanych wózków, ever. I ma też parę innych zalet. I trochę wad. Szczegóły będą, jak już skończę testy (ważne, że pogoda się poprawia ;) wczoraj bez dachu udało się pojechać, dzisiaj może też).

zz_top
Tue, 19 Apr 2016 21:02:07
@porsze
No to z niecierpliwością czekam na recenzję...

Boni avatar Boni
Fri, 22 Apr 2016 10:02:41
Z ciekawostek i dla pouczenia gawiedzi, jak wygląda I świat i Wielki Brat AD2016 - można wejść na stronę https://www.gov.uk/check-mot-status, wbić rejestrację i markę dowolnego wózka, z ogłoszenia czy sąsiada czy z notki, i przeczytać sobie historię MOTów. Np. że łożysko tylne w naszym lexi chwieje się od 10 lat, to już nie problem, to tradycja ;) (znaczy, uzupełniają dostęp i bazy danych sukcesywnie, chyba, bo jak kupowaliśmy lexi prawie rok temu, to tak starych wózków nie znajdywało na stronie, teraz już tak)





Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018