Pełniejsza recenzja i dłuugie refleksje na temat
naszego obecnego lexusa SC430, po prawie pół roku ujeżdżania i poprawiania drobiazgów - jeśli kogoś tematy ze szrotu nie interesują, może sobie notkę odpuścić; ew. przeskoczyć do refleksji, żeby poznać lepiej nie tyle lexusa itd., ale - jak działa mój piękny umysł.
Recenzja
Restauracja
Refleksje
1) Recenzja

1) Silnik - wolnossące benzynowe 4.3 litra V8, używane w LS430, GS430 i SC430. Rozwinięcie kultowej V8 4.0 z pierwszych LSów, ale już z zaworami z VVI, z elektroniczną przepustnicą, wystrojony pod większy moment obrotowy i lepszą ekonomię. Zresztą, te 4.3 też już ma status kultowy, bo gdzieś tak do połowy lat '00 jest wzg. łatwo przekładalne, tuningowalne, itd. W SC430 z 2003 ma rzędu 300KM i 440Nm, odpycha się bardzo przyjemnie. Nie ważne czy pod górkę, czy do wyprzedzania, czy w dowolnej akrobacji, zawsze umiarkowanie wgniata i daje radę, pomimo ok. 2 ton wozu. Jest nieco wolniej i nie tak sztywno jak było w GS430, ale zupełnie wystarczająco jak na normalne drogi, bo jak zwykle przy tego rzędu niutonometrach - ograniczeniem są raczej RWD + opony + nawierzchnia, a nie silnik czy buda.
2) Skrzynia - klasyczny automat 5 biegów (po liftingu 2006 rozbudowana do 6 biegów i "tiptronika"; według pewnych kwitów z pralni wydaje się, że dopiero wtedy nieco obniżono moc i moment do tego, co podają przeważnie internety, tj. 290KM/410Nm). Wszystko bardzo normalnie i bardzo przyjemnie, identycznie jak było w GS430. BTW również z powodu wzg. prostego automatu ten zestaw 4.3 jest kultowy jak wyżej, bo np. następne znacznie bardziej podkręcone 4.6 z ośmiobiegowym automatem, z późniejszych nie-hybrydowych lexusów, już takie "łatwe" do napraw, tuningu czy przekładek nie są.
3) Wymiary wnętrza - z przodu normalnie i wygodnie, jak w byle sedanie segmentu E, większym executive, itp. Nie dobija się głową do dachu i nie siedzi się "na asfalcie", jak w typowych, 10cm niższych "sportowcach". Z tyłu niepraktyczne atrapy łże-siedzeń, dodane bodaj ze względów podatkowo-rejestracyjnych dla niektórych krajów, żeby koniecznie był 2+2, a nie roadster. Za pasażerem dało się upchnąć niedużą córkę lub żonę (uwaga żony - wysiadanie/wsiadanie na tył, z dachem niezłożonym, odziera z godności, i foch), za kierowcą mojego rozmiaru nie wiem, czy kogokolwiek dorosłego i mającego obie nogi, udało by się wepchnąć. Oczywiście, ogólnie rzecz biorąc nie jest to bardzo praktyczny czy pojemny samochód.
4) Ogólna stylistyka z zewnątrz - jaka jest, każdy widzi. Ale w naturze znacznie lepiej wygląda niż na zdjęciach, np. jest bardziej "wyciągnięty" i "niższy", niż "pyza" na większości zdjęć "z ćwiartki" (choć do naprawdę "długiego" coupe, jak np. SC pierwszej generacji, czy nasz były thunderbird, daleko mu, oczywiście). Na pewno ma ciekawe inspiracje: architektura i "wypasy" z Lazurowego Wybrzeża, łodzie w rodzaju Aquarama, jachty, itp.; na pewno jest maksymalnie egzotyczny i taki już pozostanie. Jako odprysk stylu "retro" z końca '90 i początku '00 wyszedł i tak całkiem nieźle; kto pamięta ostatnie fordy scorpio albo thunderbirdy, czy inne PT cruisery, ten wie, gdzie leżało minimum tego trendu... Ogólnie, nie zamykam na jego widok oczu i dam radę z nim żyć, chyba znacznie łatwiej niż z GSami itp. "okularnikami" z epoki.
5) Zawieszenie i hamulce - normalnie, jak barka GT. Technicznie to samo, co w GS430 (np. żadnych pneumatycznych zawieszeń i regulowanych amortyzatorów jak w topowych LSach, czy jakichś science-fiction kompletnych aktywnych zawieszeń z limitowanych wersji SC I gen. - i bardzo dobrze, nie stać mnie na takie cuda). Włożyli mu miks zwykłych gratów z GSów i LSów z epoki, wszystko względnie tanie i łatwe w utrzymaniu. Może minimalnie mniej sztywny niż sedany, pomimo, że projektowany od podstaw jako kabrio i nieźle wzmocniony dołem (widać te dodatkowe belki i ramki), ale to są trudno wyczuwalne różnice, w praktyce na normalnej drodze pomijalne; tu liczy się komfort, a nie jak szybko ostre zakręty można przejechać.
6) Napęd - klasycznie na tył, jak wszelkie GSy i LSy z epoki. Trakcja i prowadzenie lepsze niż analogicznego sedana GS430, bo chociaż SC430 trochę się "gnie" i bodaj nieco cięższy bazowo, to jednak niższy i niżej środek ciężkości (skądinąd, przednia maska i cały dach aluminium - plus dach może być jeszcze niżej, bo w bagażniku).
6a) Układ kierowniczy - hydrauliczny i jednak jest pewna różnica odczuwania wozu i drogi wzg. elektrycznego z ISa. Układ nieco wypasiony, tj. jak z GS430 i LSa - zmienna siła wspomagania, czary i mary. Całkiem miło.

7) Jakość wnętrza - nieco wyższa półka niż GSy, nawet GS430, dużo bliżej LSa z epoki (oba były równie "flagowe", LS430 "na zasadach ogólnych", SC430 jako pierwszy kabriolet lexusa, wycelowany w górną strefę klienteli). Skóra, drewno "po całości", zakrywające "zbędne" gadżety, wszelkie manipulatory "miękko" i/lub przyjemnie chodzące. Wykonanie i spasowanie, cóż, w 2003 nadal jak od Lexusa, czyli doskonałe.
8) Wygoda foteli - normalna, jak z GSa mniej więcej. Wsiadanie minimalnie trudniejsze niż do GSa, ale wygodniejsze niż do ISa, np. odchylająca się automatycznie kierownica i większe drzwi bardzo wiele zmieniają. W ogóle mam wrażenie, że wzg. wysokie drzwi, i wysoka pozycja i fotel SC430, w porównaniu z najróżniejszymi samochodami aspirującymi do "sportowych", nawet jak nasze byłe camaro, czy poprzednie SC400, to wynik nie tyle stylistyki, ale też planu "jeśli zrobimy w SC430 "siad płaski" jak w ferrari czy lambo czy "sportowcach", to nasza lexusowa demografia podstarzałych klientów odwróci się na pięcie i wcale tego nie kupi, bo dziadki nienawidzą siadania na podłogę". Gdyż taka prawda oraz: "To my, trociny!".
9) Głośność w środku - porażająco cichy, nawet ze złożonym dachem. Gdy ruszam nim po paru dniach nieużywania nadal mam wybuch mózgu, jak bardzo cichy. W stojącym samochodzie z cicho grającym radiem nie sposób usłyszeć, czy silnik chodzi. W biegu, szerokie opony są znacznie głośniejsze niż napęd (a ma założone bardzo ciche opony...). Gdzieś w jakichś recenzjach zupełnie niedawno ktoś się śmiał, że cichszy niż nowa hybrydowa honda NSX "na baterii", objeżdżana dzień wcześniej. Przy złożonym dachu, szum i rozwiewanie łysiny całkiem umiarkowane gdzieś do prędkości autostradowych, ponad 100km/h już trochę wieje i huczy, ale bez tragedii, można kawałek pojechać. O ile pamiętam, Lexus bardzo się chwalił, że opracowywali opływ wozu ze złożonym dachem w tunelu aerodynamicznym od shinkansenów (szybkiej kolei), i może coś jest na rzeczy. Ale też - nie mam wielkiej praktyki z otwartymi wozami; na pewno camaro-targa po wyjęciu dachu miał buffeting i huk w porównaniu, a porsche boxter był ogólnie porażką w tym punkcie.
10) Wymiary zewnętrzne, kolor - zwykłe toyotowe sreberko, niby lekko wpadające w platynę, ale i tak dosyć nudne. Jeśli kiedyś będzie przemalowanie po całości, na pewno nie zostanie w tym srebrze, raczej będzie niebieska mica itp. Wymiary zewnętrzne mniej więcej takie same jak GSów 2gen, około 4.5m, całkiem normalne. Wysokość pomiędzy normalnymi dużymi sedanami, a "sportowcami" (sedany są 5-10cm wyższe, typowe GT czy sport jest 5-10cm niższe).
10a) Składany dach - efektowne wielkie aluminiowo-szklano-stalowe origami, jak dla mnie mógłby nie działać = wózek byłby sporo tańszy... Ale akurat ten działa idealnie. Składa/rozkłada się w ok. 25 sekund (podobnie jak konkurencja z epoki). Operuje się nim tylko na postoju i oryginalnie tylko "z klawiszka", ludzie często przerabiają to na jakieś zdalne sterowania. Z ciekawostek, tylne okienka-ćwiartki oryginalnie nie mają żadnego ręcznego sterowania, tylko przez komputer dachu, tj. z dachem w górze są zawsze podniesione, z dachem w dole, są zawsze w dole. To też ludzie przerabiają na dodatkowe ręczne sterowanie i może też tak zrobię, jak już wszystko w nim porobię i będę się nudził. W naszym egzemplarzu dach był nieco omszały na uszczelkach i gumach (jest dużo uszczelnień na zawiasach i łączeniach), i na wielu krawędziach aluminiowych paneli nieco "wstaje" farba - niechybny znak, że wózek stał wilgotny miesiącami, może latami; może pod pokrowcem? w cieniu irlandzkiej szopy? Inna ciekawostka - można ten dach złożyć i rozłożyć zupełnie ręcznie, bez prądu, tylko trzeba wiedzieć jak (gdzie są jakie sprzęgła, i co ciągnąć "na siłę", a co nie); no i zaleca się we dwie spore osoby, szczególniej w momencie "zdjąć/założyć klapę bagażnika z/na mechanikę". Ta klapa jest DUŻA, jak maska sporego sedana, a nie jak byle bagażnik.
11) Gadżety - w 2003 mniej więcej jak w najwyżej wypasionym GSie z epoki, "standardowe": klimatronik dwustrefowy, grzane niewentylowane fotele w full elektryce, lusterko fotochrom, itp. (zawsze mnie zadziwia, że takie normalne rzeczy w lexusie, były/są opcjami w jakichś 2x droższych porsze, astonach martinach itp.). Plus z rzeczy nietypowych: navi i radio zakrywane tym drewnem, oczywiście elektrycznie miękko otwieranym. Zniknęła regulacja wysokości świateł przednich, ma ksenony samopoziomujące. Miał brzydkie zegary, jak skrzyżowanie toyoty MR2 z zabytkami z lat '90 (ale już to nieco zmodyfikowałem,
zdjęcia w poprzedniej notce o SC430). Ma niezależną pamięć pozycji obu foteli, co miłe, plus lusterka plus ustawienia kierownicy w 2 płaszczyznach. Inne zabytki z lat '90: lusterka "obniżają się" po wrzuceniu wstecznego (ale też dodałem mu czujniki parkowania...) oraz teleskopowa wysuwana antena na rufie, już odłączona (skądinąd ma "zapasową" antenę FM wbudowaną w przednią szybę, dwa cieniutkie pionowe druciki na środku... i starczy). Drobne świecidełka wnętrza - do podświetlanej stacyjki ("standardowa" w wyższych lexusach) dołożyli podświetlane zamki pasów bezpieczeństwa (bodaj z LSów, GSy tego nie mają) oraz podświetlane napisy "Lexus" na progach....
12) Audio, navi itp. - navi zabytkowa ekranem i rozdzielczością, "niemodnie" sterowana dotykowo (i tak lepiej moim zdaniem niż nowomodne joysticki, pady, itp.); udało mi się "podnieść" ją do 2012r., poprzednicy jeździli z bezsensownym ori DVD z 2002... Współcześnie nieco lepsza niż nic i ogólnie taka jak była w GS430, bardzo intuicyjna i elastyczna, i ta sama przyjemna lektorka, tyle, że mapy niezbyt aktualne. Audio ma "standardowe" czyli sygnowane Mark Levinson - w normalnych lexusach to górna opcja, w SC430 nie było innej. Dla nieobeznanych: "Mark Levinson" to wtedy już tylko trademark koncernu Harman-Kardon; ot, górna półka car-audio w stylu "toyota/lexus design by USA" (co było wcześniej, czy obecnie, pod tymi wszystkimi nazwami, to inne historie). Zmieniarka na 6 CD wbudowana w radio-konsolę, do tego wielokanałowy (także w sensie - z podziałem pasma) wzmacniacz i w sumie bodaj 8 głośników+subwoofer. Gra to wszystko bardzo przyjemnie (znaczy, po wymianie większości rozsypanych głośników). Powiedzmy, gra na tyle dobrze i w tak cichym samochodzie, że wyraźnie daje się odróżnić muzę z CD od muzy z jakiegoś słabszego pliku MP3. Dodatkowe funkcje serwisowe "w panelu" bardzo ładnie zrobione - przeglądy (filtry, oleje, opony, itp. kilkadziesiąt pozycji) włączane lub nie, programowane i zmieniane również przez użytkownika, a nie przez tajne programy w autoryzowanym serwisie. Wbudowana aplikacja kalendarza/terminarza już nie działa, "skończyła się" w 2020.
13) Poduszki, kontrole trakcji itp. - ma 4 poduszki (polifty mają 2 dodatkowe na kolana), wszystko normalne (skądinąd, miał zrobioną przez Lexusa akcję serwisową poduszki pasażera, tak jak nasz IS około rok temu). ABS i kontrola trakcji typowe, jak z GSa czy LSa z epoki.
14) Bagażnik - oczywiście, dziwnego kształtu (wielki, szeroki i płaski dla poskładanego dachu, nad zbiornikiem i napędem RWD, oraz "jama na tyle", przed zderzakiem, nad tłumikiem; SC430 ma duży poprzeczny tłumik końcowy, a nie typowo, dwa na wylotach). Bagażnik w sumie jednak zaskakująco duży. Ze złożonym dachem zostaje "połowa" objętości tj. głównie "jama na tyle" i coś tam na płaską teczkę, czy ciuchy, pod złożonym dachem. O ile pamiętam, Lexus chwalił się, że wchodzi w "jamę" torba golfowa (nawet ze złożonym dachem), i może jest to prawda dla miękkiej torby itd., ALE jeśli nie ma koła zapasowego, tj. dla oryginalnej wersji na oponach runflat. Nasz ma oryginalną dojazdówkę z pokrowcem pionowo na końcu bagażnika (zaskakująco przypomina koncepcję ze starych Lincolnów...), więc może i zostaje sporo objętości po złożeniu dachu, ale dostęp do niej, ograniczony z tyłu zapasem, a z przodu złożonym dachem, jest problematyczny. W bagażniku: spec-roleta, oddzielająca przestrzeń "dachu" od "bagażowej"; dosyć ważna, bo tylko czujnik jej pozycji informuje sterownik dachu, czy bagażnik "pusty" czy "pełny", co blokuje operacje dachem. Na dnie "jamy" bagażnika duża wkładka-schowek pod tapicerką, z podnośnikiem, narzędziami, końcówkami holowniczymi itd., porządek ma być.
15) Ile pali - schodzi minimalnie poniżej 10/100 na autostradzie (równe 120-130km/h, obroty - niziutkie...). W cyklu mieszanym, jak na co dzień jeździmy, około 13-14. Maksymalny wir w baku, to pewnie należy podawać w motogodzinach, pewnie da się rzędu 90l/h.
16) Czy ma tryby sportowe, łopatki itp. głupoty - ma typowy tojotowy klawisz "power - normal - snow", który nieco ożywia ("snow" - nieco zmula) przepustnicę i skrzynię, ale bez rewolucji. Ma typowy wyłącznik kontroli trakcji. Skrzynię można typowo "skrócić" na pozycjach D-4-3-2 (poliftowe 6 biegowe mają już "tiptronik" z opcjami "bieg +/-"; mniej więcej to samo, co było w IS250 2006). Innych głupot, czy łopatek od biegów, nie stwierdzono, bo i nie potrzeba.
17) Czy ma CD czy kaseciaka? - SC430 w 2003 nadal dumnie prezentuje kaseciaka, Lexus przeszedł do legendy utrzymując kaseciaki do około 2006 o ile mi wiadomo (nie do końca produkcji SC w 2010, jak przeważnie ludzie opisują, bo pod koniec w "poliftach" już nie było tego kaseciaka; z ciekawostek, w Japonii zamiast kaseciaka był odtwarzacz minidisców...). Tak czy owak na pewno Lexus był ostatnim producentem nowych autek z kaseciakiem. Jw. ma też zmieniarkę na 6 CD; nie ma fabrycznego podłączenia AUX, telefonów, czy podobnych (ale nie ma dramy, bo dołożenie byle grajka MP3, z dowolnymi interfejsami, było dość trywialne).
2) Restauracja

Większość prac od zakupu w lutym jest opisana
w edycjach notki "zakupowej".
Od maja podłubałem nieco we wnętrzu - w końcu przyszło zająć się mocno podniszczonymi (ale nie - pociętymi czy porwanymi) jasnymi skórami. Było wiele opcji, od kupienia nowych ("przód" jest dostępny na zamówienie, z USA), czy uszycie samemu czy lokalnie, przez odnawianie profi firmą, profi samemu, aż po "zupełnie nie-profi samemu". Zgodnie z logiką szrotu, zacząłem od tej ostatniej opcji, choćby dlatego, że w Irlandii nawet chemia profi jest na zamówienie i za miesiąc, o firmach od skór itp. lepiej nie mówiąc; oraz zawsze w razie "wypadku przy pracy" można wrócić do tematu nowych skór itp.
Przewijając do przodu - co widać na zdjęciu, to wszystko w dwu rzutach wymalowane (po jakimś tam przygotowaniu) najmocniejszą farbką uniwersalną Rustoleum, w najbardziej zbliżonym kolorze do oryginału, jaką udało się dostać w byle sklepie budowlanym. Jak na pacanie pędzlem wyszło tak dobrze i względnie trwale (oraz mogę se poprawiać do woli, półtorej puszki tej farby jeszcze mam na zapas), że nie mam zamiaru więcej się tym zajmować czy przejmować. Na fotelu kierowcy, używanym praktycznie codziennie przez 3 miesiące od malunków, pokazują się pierwsze pęknięcia itp. w "poprzednich" miejscach, bo skóra pracuje, a mój tyłek lekki nie jest. Ale ogólnie, przy tym nakładzie środków i czasu, wynik jest 9/10. Zostało wymalować ostrożnie skórzane wykończenia konsoli centralnej, po załataniu drobnych uszkodzeń; pewnie jutro to zrobię.
Przy okazji wyciągania tylnej kanapy, wymieniłem też 3 tylne głośniki, bo subwoofer postukiwał, a boczne pierdziały (były rozwalone podobnie jak przednie, popękane zawieszenia itd.) - dostęp jest dość upierdliwy (trzeba rwać całą kanapę i boczki) dlatego warto to wszystko załatwić za jednym zamachem. BTW co jest piękne w lexi/tojo po 20 latach - każda śruba odkręca się, nic się nie urywa, każda zapinka i zatrzask daje się wypiąć i zapiąć z powrotem, nic nie rozpada się w palcach.
Wsadziłem jakieś przypadkowe Visatony, bo tylko to dało się od ręki w odpowiednich kalibrach i imedancjach w miarę szybko dostać w Irlandii, zresztą na ogół daję balans nieco na przód, i nie mam zamiaru wkładać na tył jakichś malutkich Scanspeaków, czy ĄĘ głośników na subwoofer w samochodzie. Ale trzeba przyznać, że woofer robi różnicę i nieźle porusza podłogę wozu i nerki osób na pokładzie, także przy muzyce poważnej czy filmowej, a nie tylko przy umcy-umcy.
Naprawy - jedna końcówka wydechu chwiała się, aż ją w końcu zgubiłem. Założyłem obie nowe, jakiś tani badziew z Halfords (sieciówka, ekwiwalent dawnego Feu Vert czy Norauto w PL, nie wiem, co w PL jest obecnie); co ciekawe największe lekko eliptyczne końcówki z marketu są znacznie mniejsze niż solidne olbrzymie oryginały (w ori puszka od piwa wpada spoko...), nowe ledwo wypełniły podcięcia zderzaka.
Z planowanych prac mechanicznych - wymiana oleju w automacie. Klasyczna toyota/lexus, czyli niewiele da się wylać z niego, bez "wysysania" czy innych zaawansowanych zabaw. Stąd przeważnie robię to na 3 rzuty; już dwa razy "wymieniony", jeszcze raz za jakiś czas i powinno starczyć w temacie, na wiele lat. Pewnie razem z ostatnią pod-wymianą w automacie wypadałoby olej silnikowy zmienić, bo tego nie zrobiłem od zakupu (ale olej był jak nówka czyściocha).
Z innej większej mechaniki, nastąpiła rzecz niespotykana na moim szrocie, czyli prewencyjnie wymieniłem zupełnie dobry alternator... Z naszej praktyki i nie tylko, altki toyoty wytrzymują około 20 lat i robią sru (w dwu lexi nam się nagle sypnęły). Stąd wymyśliłem, że na pewno trza kupić taki na zapas, póki jeszcze są jakieś nówki (zapewne chińskie podróbki, ale kompletne nówki) raczej po 150-200EUR a nie w "normalnej" cenie rzędu 500-700EUR. A skoro już był pod ręką, no to się wzięło i go wymieniło. Bardzo przyjemna robota, minus moje nie bardzo współpracujące plecki, ale tak normalnie: relaksacyjne 3h z przerwami na piwo i szluga. Dostęp do czoła silnika normalny, całą robotę chyba dałoby się z dołu, bez rozbierania czegokolwiek większego, ale że wolałem z góry, niż leżeć na glebie, więc wyjąłem wentylatory chłodnicy i rurę wody, a po tym, to już można było tańcować przed silnikiem. Jw. nic się nie łamie, nie urywa, każda śruba daje się odkręcić, itd. Alternator na dole, ale wszystko dostępne od czoła (bez kłopotliwych wsporników od tyłu alternatora, jak w wielu wozach, np. w lexi IS ostatnio), kable możliwe do odłączenia "na miejscu", przedszkole mechaniczne.
Przy okazji - pasek osprzętu jeszcze ok, ale łożysko napinacza troszkę luźne. W takim momencie, jak zwykle, dobrze mieć pod ręką garaż czy hałdę "przydasiów", ponieważ "jak ostatnio w GSie parę lat temu wymieniałem to samo łożysko, to kupiłem dwa w wersji hiper-super, i drugie GDZIEŚ tu jest". Oczywiście, było w najdalszym zamku, w najwyższej... tfu, na dnie najbardziej zawalonego pudła, ostatniego, do którego się dokopałem. BTW w tym samy pudle znalazłem łożysko przednie - zestaw naprawczy do forda scorpio 1986-1991, kiedyś to sprzedam na wagę złota!
Co ciekawe, po wymianie trzech małych łożysk na czole silnika (dwa alternatora i jedno napinacza), dało się nieco zauważyć w kabinie, że silnik mniej "gwiżdże". To nie jest uwaga w temacie, jak bardzo rozwalone były te łożyska, tylko raczej, jak cichy jest ten silnik i wózek.
Co ma popsute - najbardziej to klimę. Przed wycieczką w czerwcu nawet zapłaciłem wzg. kupkę szmalu za diagnostykę i nabicie, w najlepszym warstacie w miasteczku, że może coś zadziała, ale nie. Oraz może nie było to zupełne nabicie klienta w butelkę, ale do tego warsztatu i jego zmyślonych teorii już nie wrócę. Na oko, kompresor w ogóle "nie robi", tj. nie spręża czynnika; ale żeby to sprawdzić musiałbym dokupić sobie minimum osprzętu, albo znaleźć kompetentny warsztat. Na jedno i drugie szkoda mi zachodu, aczkolwiek obecne upały mówią "szkoda, że to odpuściłem".
3) Refleksje

Nasze wozy miewają dziwne przezwiska, młażona ukuła dla SC430, niestety, "quasimodo" (bo ten tył i ta garbata "kabina", stylistycznie sprzed 100 lat).
Jeden z najbardziej "zauważalnych" naszych wozów; ludzie się gapią, pokazują palcami, zagadują (dzisiaj przy tankowaniu - rozczulał się właściciel ładnego GS450h spod sąsiedniego dystrybutora); powiedzmy, na równi z camaro w PL 10 lat temu.
Nieoczywista cecha cabrio, w falach upałów jakie nas ze dwa razy w tym roku spotkały - fajnie się jeździ z otwartym dachem w słonecznej Szkocji czy Irlandii, ale nie zapominajcie o czapkach z daszkiem, może o kremach ochronnych, bo was spali, jak nas spaliło na początku. Bo jest jak na plaży: bryza, wiaterek, miło, ale słońce pali...
Serce mi płacze jedynie z powodu, że nie jest to bardzo ekologiczny pojazd, jako codzienny wozidupek wystarczyłoby mi coś 4 cylindrowego oczywiście, wielkości poprzedniego ISa. Ale ocieram te łzy, płacąc progresywny podatek drogowy w Irlandii, w najwyższej stawce. I tak jest to wszystko moim zdaniem nieetyczne, ale cóż, kto powiedział, że nie mam paru wad, np. "nie pije, nie pali, cysternę benzyny przepali".
Nie pamiętałem, że SC V8 był na szczycie mojego
żartobliwego rankingu "sęsu" samochodów 8 lat temu. Ostatnio na to wpadłem i bardzo się zdziwiłem. Miałem wtedy na myśli raczej SC pierwszej generacji, ale że czas biegnie nieubłaganie, wolę jednak 15 letnie, niż 30 letnie samochodziki, nawet jeśli "to toyota, to się nie psuje", bo po 25 latach każdy się psuje.
SC430 jest ewidentnie oldskulowy, czuje się, że tak naprawdę projektowano go wooolno pod koniec '90 a nie na przełomie 2000, zarówno technicznie jak i stylistycznie. Co mi się w pewnym sensie podoba, ale też zapewniło mu zaraz przegraną w bezpośredniej konkurencji np. z o parę lat "nowszym" koncepcyjnie i technicznie mercedesem CL.
W pewnym szczególe, doskonale prezentuje filozofię Lexusa - nie miał żadnych opcji, szczególnie w porównaniu z niemiecką czy amerykańską konkurencją z podobnej półki. W SC430 w 2003 chyba literalnie nie było żadnych opcji silnikowych, czy wyposażenia, wybrać se można było parę kolorów wozu i jedną z dwu kolorystyk wnętrza (no może opony/koła runflat jeszcze były jako opcja). Bodaj przy liftingu około 2006r. dodano parę kolorów nadwozia i trzecie wnętrze. I to wszystko. To jest podejście "zrobiliśmy naszym zdaniem doskonały samochód i nie masz w nim co grzebać, czy wymyślać głupoty, bo będzie gorszy". Filozofia ta nadal funkcjonuje w topowych lexusach, może nie aż tak ekstremalnie jak 20 lat temu, ale nadal dzieli ich przepaść od jakichś obesranych opcjami meroli, audi, porsche itp.
Myślałem, że był robiony tam, gdzie wszystkie flagowe Lexusy, czyli w Tahara. Otóż, okazuje się, że SC wtedy były jeszcze bardziej flagowe niż LSy i robiono je w bardzo specyficznym miejscu, konglomeracie fabryczek Toyoty i dawnych super wyspecjalizowanych dostawców Toyoty,
w okolicy Susono, Shizuoka. Tam gdzie powstawały np. the best of the best of the best, czyli Toyota Century. Jeśli ktoś nie wie - tym jeździ cesarz z rodziną, i rząd japoński.
Jeżdżę na co dzień do pracy, do klientów po Irlandii. Robimy małe wycieczki weekendowe, trafiły się też ze dwie większe, Szkocja w czerwcu, "we wszystkie strony", i zakamarki hrabstwa Donegal (północ Irlandii). Ogólnie bardzo przyjemnie, a przy odpowiedniej drodze i okolicznościach - naprawdę fenomenalnie.
Podsumowując po pół roku używania: nadal prawie idealny dla mnie wózek. Doskonale leży na moim skrzyżowaniu osiągów, komfortu, trwałości, egzotyki, szpanu, stylistyki, wyposażenia, itd. itp.
Czy zamieniłbym go tu i teraz, na jakiś inny? W realnych pieniądzach, nie. Jedyna realna konkurencja to przepłacony rozpadający się złom od mercedesa, albo przekombinowany rozpadający się złom od bmw. Innej, przynajmniej w Irlandii, w tych pieniądzach i w tej klasie (V8 kabrio/kupeta), w praktyce nie ma.
W nierealnych pieniądzach, zawsze coś można wymyślić, oczywiście. Na przykład nowy Lexus LC500 cabrio (V8 nie-hybryda) jest do kupienia w Irlandii. Ale kosztuje prawie 200 tysięcy euro.