Seriali prawie nie oglądam, nie cenię, omijam, ale trafiają się dobre nawet w moim malutkim bąbelku.
[Tu była śliczna mądra notka, ale wypieprzyły ją w cyberniebyt moja głupota oraz pewien niespodziewany feature Firefoxa, więc jej nie będzie, bo nie chce mi się jej jeszcze raz pisać. Dostajecie chamski skrót. Sorki.]
1)
The Cleaner (2021) (nie ten starszy amerykański!)
Kameralny komediodramat, eee, detektywistyczny. Lubię Grega Daviesa jako komika, zresztą, niby kogo z obsady nie lubię? wszystkich lubię. Niewielka rzecz, ale bardzo angielska, bardzo fajna, dużo radości.
2)
Love, Death & Robots - Volume 3
O jedynce
była notka, druga seria była tak słaba, że nie chciało mi się pisać o niej. Trzecia seria jest najlepsza, a parę odcinków wymiata bezprzymiotnikowo, równo z najlepszymi "Animatrixa" czy solidnej anime japońskiej.
3)
Severance (2022, Apple TV) (nie mylić z jakimiś starszymi o tym tytule!)
Pet project Bena Stillera, który z twórcy ambiwalentnego dla mnie, urasta w I ligę filmu, powiedzmy, od czasów "Tropic Thunder". Serial jest soft-SF, ale w sensie czarnej komedii, techno-psychodelii, socjologii, oraz obsady i gry aktorów, wymiata maksymalnie.