Parę dni temu odkryto wrak słynnego okrętu, którego załoga wspięła się na wyżyny heroizmu i jest pamiętana, nie tylko w USA - odnaleziono wrak eskortowca
USS Samuel B. Roberts. Okręt jest najgłębiej leżącym wrakiem na 100% zidentyfikowanym, 6895m to bardzo głęboko (niewielki procent ziemskich oceanów leży poniżej tej głębokości).
O bitwie pod Samar, gdzie w obronie amerykańskiej floty desantowej wątła eskorta Taffy 3 poszła z malutkimi działami 127mm i torpedami przeciwko superpancernikowi
Yamato i ciężkiemu zespołowi japońskiemu,
miałem dużą notkę więc nie muszę się powtarzać.
Roberts to ten najmniejszy z niszczycieli eskortowych zatopionych w bitwie. To ludzie, którzy w 35 minut wystrzelili ponad 300 naboi ze zmechanizowanego rufowego działa 127mm, zanim zostało uszkodzone; ludzie, którzy nadal próbowali "ręcznie" prowadzić ogień, ale zaraz wybuchł zamek, zabijając większość obsługi. Ładowniczy mat Paul Carr, rozpruty od szyi po krocze, umarł przyciskając do siebie ostatni pocisk 127mm i prosząc ratowników, żeby pomogli mu załadować rozwaloną armatę. A przednie działo strzelało do samego końca.
To mechanicy i szef maszynowni, którzy z siłowni o mocy zaprojektowanej dla prędkości 23-24 węzły wycisnęli około 27-28 węzłów, przeciążając kotły i turbiny do 150%, z 12000KM do 19000KM, i to przez około godzinę; szło im całkiem nieźle, aż do trafienia, które rozwaliło magistralę parową - co daje pojęcie, jak solidne i "przewymiarowane" były wtedy amerykańskie okręty i okręciki (planowane przeciążenie to było 120%, ale pewne testy itp. robiono na 200%, obliczeniowo brano zapas x4 albo x5...). Zresztą, obrazy i filmy z wraku też to pokazują - okręt zsunął się "na dziób", i nieco poskładał się przy uderzeniu o dno, ale poza rozwaloną już wcześniej rufą, jest zaskakująco "w jednym kawałku".

To "śmieszne" 3 torpedy, z których jednak trafili jedną krążownik
Chokai, a działami rozwalili mostek na krążowniku
Chikuma i podobno jedną z jego wież działowych 203mm. Mieli "łatwo", bo strzelali jak na warunki II wojny "z przyłożenia", w tradycji ścigaczy torpedowych - strzelali do wielkich okrętów wroga nawet z pelotek 40mm i 20mm, podobno w niektórych momentach krążowniki nie mogły dostatecznie nisko opuścić dział 203mm, żeby im oddać. Ale oczywiście, Japończycy trafiali ich cały czas, ciężkie przeciwpancerne pociski przelatywały przez "tin cans", właśnie jak pociski przez puszkę, niszcząc po drodze sprzęt i zabijając ludzi; pod koniec nie było na pokładzie nikogo nie rannego, poparzonego, nikt nie liczył zabitych.
Ich los przypieczętowało potrójne trafienie z artylerii głównej pancernika
Kongo, prawdopodobnie 3 pociski odłamkowe 356mm rozniosły w drzazgi rufę i maszynownię malutkiego niszczyciela, niebawem zatonął.
Zatopienie przeżyło około 120 bohaterskich marynarzy, około 90 poszło na dno z eskortowcem. Część zginęła po zatonięciu okrętu, spędzili 50 godzin w wodzie, w "typowym" wtedy horrorze - poranieni, bez słodkiej wody, bez snu, zabijani przez rekiny, trzymając się dwu tratew ratunkowych, każda planowana tylko dla 20 ludzi. Tonęli z wyczerpania, ran, wariowali.
Chyba szkoda, że nie dożył odkrycia wraku żaden członek ówczesnej załogi, ostatni marynarz zmarł parę miesięcy temu, w marcu 2022.
Dostali hałdę orderów i uznania. Na cześć kontradmirała Copelanda (flegmatyczny dowódca
Robertsa przeżył i służył jeszcze długo) i bohaterskiego mata Carra nazwano fregaty rakietowe, tego samego typu jak obecne polskie
ORP Kościuszko i
ORP Puławski.

Dla etosu amerykańskiej floty bitwa pod Samar to jest jak Alamo, czy jak dla nas Westerplatte czy
ORP Garland. Albo i bardziej - bo wysiłki i cierpienie marynarzy w tej bitwie nie były
wyłącznie martyrologią i beznadziejnym oporem, ale jednak dały efekty, uszkodzili i odpędzili 10 razy większe krążowniki, w jakimś zakresie - ocalili lotniskowce eskortowe; przestraszeni podobno-wielce-odważni samuraje woleli oderwać się od 10 razy słabszego przeciwnika. A
USS Samuel B. Roberts był w tym całym towarzystwie najmniejszy.
Wrak bardzo ciekawy, ale chyba ważniejsze, że ponosząc znaczne straty, przy niewyobrażalnej przewadze wroga, jednak wygrali tę bitwę.