NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2022-06-29, środa
Tagi:  rapiery     
___________________________________


Copeland message



USS Roberts wreckParę dni temu odkryto wrak słynnego okrętu, którego załoga wspięła się na wyżyny heroizmu i jest pamiętana, nie tylko w USA - odnaleziono wrak eskortowca USS Samuel B. Roberts. Okręt jest najgłębiej leżącym wrakiem na 100% zidentyfikowanym, 6895m to bardzo głęboko (niewielki procent ziemskich oceanów leży poniżej tej głębokości).

O bitwie pod Samar, gdzie w obronie amerykańskiej floty desantowej wątła eskorta Taffy 3 poszła z malutkimi działami 127mm i torpedami przeciwko superpancernikowi Yamato i ciężkiemu zespołowi japońskiemu, miałem dużą notkę więc nie muszę się powtarzać.

USS Roberts wreckRoberts to ten najmniejszy z niszczycieli eskortowych zatopionych w bitwie. To ludzie, którzy w 35 minut wystrzelili ponad 300 naboi ze zmechanizowanego rufowego działa 127mm, zanim zostało uszkodzone; ludzie, którzy nadal próbowali "ręcznie" prowadzić ogień, ale zaraz wybuchł zamek, zabijając większość obsługi. Ładowniczy mat Paul Carr, rozpruty od szyi po krocze, umarł przyciskając do siebie ostatni pocisk 127mm i prosząc ratowników, żeby pomogli mu załadować rozwaloną armatę. A przednie działo strzelało do samego końca.

To mechanicy i szef maszynowni, którzy z siłowni o mocy zaprojektowanej dla prędkości 23-24 węzły wycisnęli około 27-28 węzłów, przeciążając kotły i turbiny do 150%, z 12000KM do 19000KM, i to przez około godzinę; szło im całkiem nieźle, aż do trafienia, które rozwaliło magistralę parową - co daje pojęcie, jak solidne i "przewymiarowane" były wtedy amerykańskie okręty i okręciki (planowane przeciążenie to było 120%, ale pewne testy itp. robiono na 200%, obliczeniowo brano zapas x4 albo x5...). Zresztą, obrazy i filmy z wraku też to pokazują - okręt zsunął się "na dziób", i nieco poskładał się przy uderzeniu o dno, ale poza rozwaloną już wcześniej rufą, jest zaskakująco "w jednym kawałku".

USS Roberts wreckTo "śmieszne" 3 torpedy, z których jednak trafili jedną krążownik Chokai, a działami rozwalili mostek na krążowniku Chikuma i podobno jedną z jego wież działowych 203mm. Mieli "łatwo", bo strzelali jak na warunki II wojny "z przyłożenia", w tradycji ścigaczy torpedowych - strzelali do wielkich okrętów wroga nawet z pelotek 40mm i 20mm, podobno w niektórych momentach krążowniki nie mogły dostatecznie nisko opuścić dział 203mm, żeby im oddać. Ale oczywiście, Japończycy trafiali ich cały czas, ciężkie przeciwpancerne pociski przelatywały przez "tin cans", właśnie jak pociski przez puszkę, niszcząc po drodze sprzęt i zabijając ludzi; pod koniec nie było na pokładzie nikogo nie rannego, poparzonego, nikt nie liczył zabitych.

Ich los przypieczętowało potrójne trafienie z artylerii głównej pancernika Kongo, prawdopodobnie 3 pociski odłamkowe 356mm rozniosły w drzazgi rufę i maszynownię malutkiego niszczyciela, niebawem zatonął.

Zatopienie przeżyło około 120 bohaterskich marynarzy, około 90 poszło na dno z eskortowcem. Część zginęła po zatonięciu okrętu, spędzili 50 godzin w wodzie, w "typowym" wtedy horrorze - poranieni, bez słodkiej wody, bez snu, zabijani przez rekiny, trzymając się dwu tratew ratunkowych, każda planowana tylko dla 20 ludzi. Tonęli z wyczerpania, ran, wariowali.

Chyba szkoda, że nie dożył odkrycia wraku żaden członek ówczesnej załogi, ostatni marynarz zmarł parę miesięcy temu, w marcu 2022.

Dostali hałdę orderów i uznania. Na cześć kontradmirała Copelanda (flegmatyczny dowódca Robertsa przeżył i służył jeszcze długo) i bohaterskiego mata Carra nazwano fregaty rakietowe, tego samego typu jak obecne polskie ORP Kościuszko i ORP Puławski.

Yamato vs RobertsDla etosu amerykańskiej floty bitwa pod Samar to jest jak Alamo, czy jak dla nas Westerplatte czy ORP Garland. Albo i bardziej - bo wysiłki i cierpienie marynarzy w tej bitwie nie były wyłącznie martyrologią i beznadziejnym oporem, ale jednak dały efekty, uszkodzili i odpędzili 10 razy większe krążowniki, w jakimś zakresie - ocalili lotniskowce eskortowe; przestraszeni podobno-wielce-odważni samuraje woleli oderwać się od 10 razy słabszego przeciwnika. A USS Samuel B. Roberts był w tym całym towarzystwie najmniejszy.

Wrak bardzo ciekawy, ale chyba ważniejsze, że ponosząc znaczne straty, przy niewyobrażalnej przewadze wroga, jednak wygrali tę bitwę.





igor
Fri, 1 Jul 2022 20:07:23
Ciekawe, że nawet w sytuacji bohatersko-desperacko-beznadziejnej, ponad połowa przeżyła bitwę. Najwyraźniej amerykańskie podejście, że nie chodzi o to, by ginąć za ojczyznę, działa nawet wówczas.

Boni avatar Boni
Fri, 1 Jul 2022 22:09:43
@igor

Najgorszy bilans strat z tytułowych "wraków" miał USS Hoel (normalny niszczyciel typu Fletcher, ze dwa razy lepiej uzbrojony i wyposażony niż Roberts, wyporność jak 2500 do 1700) - 253 zabitych, 86 ocalałych. Typowo przeżywała ok. połowa, a na jedynym zatopionym mini-lotniskowcu USS Gambier Bay (którego chyba nadal szukają na dnie, USS Johnson znaleziono rok temu) bodaj znacznie więcej niż połowa.

Dowódca USS Hoel przeżył, też dosłużył kontradmirała, Kintberger podsumował ofiarę swojej załogi tak: W pełni rozeznania, co do nieuchronnych skutków starcia z tak kolosalnie przeważającym przeciwnikiem, ludzie ci wykonywali powierzone im zadania skutecznie i z zimną krwią, aż do wystrzelania okrętu spod ich stóp.

Więc tak, coś jest w tym podejściu. To znaczy, na pewno nikt tam nie myślał, że przeżyje, jw. i tak jak pisałem w poprzedniej notce, wszyscy, od admirała Sprague po ostatniego kucharza spodziewali się, że około 10:00 będę pływać co najwyżej żabką między rekinami, a nie na okrętach; Sprague myślał, że eskorta wytrzyma pod ostrzałem przez 4 pancerniki, 8 krążowników i coś koło 10 niszczycieli MINUTY, a nie godziny (ale i tak kazał im stawiać zasłony dymne i zaatakować, żeby zwiększyć szanse na oderwanie się i kontratak mini-lotniskowców samolotami). Jak cytowałem poprzednio, zaskoczeniem marynarzy amerykańskich było, że Japończycy po prostu jednak nie podpłynęli spacerkiem i nie starli całego Taffy 3 z powierzchni morza, jak okręcik narysowany ołówkiem przy pomocy gumki-myszki.

Jednak - nikt tam nie pchał się samobójczo pod 100x cięższą artylerię żeby zginąć "za cokolwiek", nie próbował taranować, itp. starali się postawić zasłony dymne, i atakować jak najwydajniej torpedami; wykorzystując nadwyżki swoich maszynowni, techniki itd. żeby jak najbardziej utrudnić celowanie Japończykom, no i przy okazji zadawać największe możliwe straty pukawkami (suma "kilkadziesiąt półautomatów 127mm o szybkostrzelności rzędu 10/min + wydajne radary" dawała jakieś tam efekty). A kiedy rozwalano im spowolnione trafieniami czy zatrzymane okręciki, opuszczano je bez sentymentu i zabaw honorowych w topienie się z okrętem, czy ratowanie portretu cesarza, za to ratując kogo się dało.

Akurat USS Roberts wyszedł tak blisko krążowników, bo Copeland starał się te żałosne 3 torpedy jakoś słusznie zużyć oraz "wczesne" trafienie poskładało im maszt eskortowca akurat na wyrzutnię torped, stracili trochę czasu żeby to sprzątnąć i przez to znaleźli się o kilometr czy półtora bliżej wroga niż planowali (BTW ekspedycja podmorska ten oderwany masz też znalazła na dnie).

Po prostu w większości robili, z zimną krwią, wszystko najlepiej jak się dało, używając całej dostępnej, przesolidnej (tam i wtedy), techniki; jw. opisał Kintberger.

BTW strat to była bodaj jedna z najkosztowniejszych w ludziach bitew US Navy ever. Ale np. wbicie się Trzeciej Floty w tajfun Cobra w grudniu 1944, przez błędy meteorologii i upór Billa "Capa", pardą, "Byka" Halseya, kosztowało ze dwa razy tyle marynarzy...

Z innej beczki, szukając detali i konkretów, o ile maszyniści na USS Roberts podkręcili kotłownię i maszynownię, trafiłem na uwagi, że mini-lotniskowce w spieprzaniu na południe też nieźle przekroczyły parametry siłowni, aż, wczytując się w raporty, któryś admirał (śmierdzi mi żarcik Kingiem) skomentował do Sprague (ksywka "Ziggy"): "Ziggy, wiedziałem, że miałeś pietra, ale że aż do takiej prędkości?? ;) ".

charliebravo
Tue, 5 Jul 2022 12:25:23
@bilans strat
"Straty oczekiwane" mogłyby bardzo spokojnie wyglądać jak przy spotkaniu dużego brytyjskiego lotniskowca HMS Glorious w eskorcie dwóch niszczycieli z niemieckimi ciężkimi Scharnhorst i Gneisenau podczas kampanii norweskiej: wszystkie trzy okręty brytyjskie zatopione, zginęło ponad tysiąc pięćset ludzi, uratowało się ZTCP czterdzieści osób. Po stronie niemieckiej uszkodzenia.

Oczywiście wszystko to przeskalowane "w górę", bo amerykańskich lotniskowców i eskortowców było dużo więcej, a Japończycy mieli jeszcze większą przewagę niż Niemcy nad Brytyjczykami.

Boni avatar Boni
Tue, 5 Jul 2022 13:03:42
@charliebravo

W teorii tak, w praktyce, musieliby być wszyscy w Taffy 3, a szczególniej dowódcy, znacznie znacznie głupsi, bo poziom D'Oyly-Hughesa na HMS Glorious w 1940 to był poziom jak z notki Twit of the year, a nie normalny poziom głupoty wojenno-morskiej. Plus owszem, były dodatkowe fakapy wkoło zatopienia Glorious, no ale te dodatkowe fakapy to jest powiedzmy jak poziom mułu dostarczonego przez Halseya, w kontekście bitwy pod Samar. Ale w sednie - samo pływanie lotniskowcem jakby w ogóle wojny nie było, w sprawach nieważnych, spacerowo, w pięknej pogodzie, bez CAP, bez jakichkolwiek gotowych samolotów w ogóle, z siłownią na pół gwizdka, to jednak nie mieściło się w normalnej pale (i nie przypomina postawy czujnego jak ważka Sprague); nawet zespołowi oficerów na Glorious w pale się nie mieściło, Niemcom kiedy zorientowali się w sytuacji, podobno też. No ale pierwsi niewiele mogli zrobić z dowodzącym dzbanem, a drudzy może i zdziwieni wzruszyli brewką, ale zrobili swoje, tj. rozstrzelali Anglików.

charliebravo
Tue, 5 Jul 2022 17:33:35
Ja broń Borze nie porównuję Sprague'a do D'Oyly-Hughesa. Po prostu taka obserwacja: jeśli już doszło do tego, że wolniejsze flattopy są w zasięgu artylerii ciężkich okrętów, a samoloty nie do końca mogą uderzyć natychmiast/niekoniecznie mają czym, to nie byłoby niczym dziwnym zatopienie przynajmniej Taffy 3 w komplecie, jeśli nie całej wesołej gromadki z flotą desantową na dodatek.

Codiac
Tue, 5 Jul 2022 22:40:40
"opuszczano je bez sentymentu i zabaw honorowych w topienie się z okrętem, czy ratowanie portretu cesarza, za to ratując kogo się dało."

Tiaa, jakoś mi od razu przychodzi na myśl - też z twojej notki przecież - polski marynarz który krwią na ścianie pisał, jak słodko jest umierać za Polskę. Tylko lekarz mu nie pozwolił i go odratował. Jakoś za dużo fatalizmu w polskim podejściu jak na mój gust...

Boni avatar Boni
Wed, 6 Jul 2022 10:07:48
@charliebravo

OK. Ale uwaga na boku - IIRC tylko dwa razy flattopy były pod ogniem cieżkiej artylerii, właśnie HMS Glorious i pod Samar. Więc trochę mała próba, żeby wciągać jakieś wnioski, bo te sytuacje już były wysoce nietypowe; typowo, to przecież pancerniki itp. grzecznie tonęły pod bombami i torpedami samolotów pokładowych, nie oglądając żadnego wrogiego lotniskowca, przez nawet najdoskonalszy dalmierz.

@Codiac

Niby tak, ale aktów indywidualnego fatalistycznego bohaterstwa było na wojnach mnóstwo, również na wszystkich okrętach wszystkich stron, zawsze można coś znaleźć. A że w małych flotach na małych okrętach, pływających niby po płaskim morzu, a ciągle pod górkę, był jakby większy procent tych przypadków patriotyczno - fatalistycznych, no to chyba logiczne... Skądinąd, o tym pisałem w podsumowaniu tamtej notki o Garlandzie.

charliebravo
Wed, 6 Jul 2022 17:43:34
@Flattopy w pojedynku artyleryjskim z silnym przeciwnikiem
Ja jestem słabszy z historii wojen morskich ale też sobie nic takiego nie przypominam. W klimacie "i budzisz się ze spuszczonymi gaciami i giwerą przyłożoną do czoła" to trochę analogii jest z Kaga, Akagi i Soryu, które "obudziły się" mając po jednym dywizjonie nurkowców wysoko nad sobą i pełnymi materiałów wybuchowych pokładami. Ale "trochę analogii" jedynie.

Sporo lotniskowców zatopionych salwą torped z OP, na pewno. Z pamięci na pewno brytyjskie Courageous, Eagle i Ark Royal, japoński Shinano. Ale to nie to samo.

To jest taka wtopa...no nie wiem, jak udany rajd kawalerii na duży warsztat naprawczy czołgów na tyłach. Albo jacyś krajowcy tłuczący kamiennymi pałami obsługę karabinów maszynowych. Z definicji wyjątek, sytuacja do której nie miało dojść.

Fioł
Fri, 8 Jul 2022 11:37:07
Lata temu bawiłem się w planszówkę o bitwach morskich i bitwa pod Samar była jednym z testowanych scenariuszy. Zagraliśmy historycznymi siłami, grałem Japończykami, zabrało mi jakieś dwa etapy żeby rozwalić niszczyciele eskorty, następne dwa żeby wykopać z wody wszystkie CVL. Po tym wszystkim stwierdziliśmy że nie ma sensu wrzucać tego scenariusza do gry i opracowaliśmy drugi (Druga Bitwa pod Samar): siły takie jak historycznie, tylko że Amerykanie mają jeszcze USS Iowa i kilka "lekkich" amerykańskich przepakowanych krążowników, żeby mniej więcej po równo było.

Boni avatar Boni
Fri, 8 Jul 2022 12:59:49
@Fiol

IMHO zupełna racja, takie scenariusze nie sprawdzają się w grach, nawet jakieś Termopile, a co dopiero Termopile na morzu.

W sensie lekko ahistorycznej modyfikacji tego starcia pod Samar, żeby było grywalne, to widziałbym np. tak: ktoś (okręt podwodny?) melduje o grupie Kurity, że jednak zawróciła pod Samar, na tyle wiarygodnie i wcześnie, że Kinkaid i Nimitz "wyciskają" z "Capa" Halseya, żeby wydzielił szybką Task Group 34.5 zawracającą pod Samar, z pół dnia wcześniej, czy ile tam trzeba, niż zrobił to w prawdziwej historii. I sytuacja wygląda tak, że Kurita wpada na Taffy 3 "tak jak było" i robi kęsim, może nawet znacznie bardziej niż w historii, a tu nagle! z północy wlatują na pełnej k...wie Iowa, New Jersey, 3 krążowniki i 8 niszczycieli, czyli historyczna TF34.5 w komplecie, i zaczynają latać w powietrzu nie wagony, ale całe pociągi stali w kalibrze od 6 do 18 cali, tylko, że teraz na serio w obie strony.

W sensie: żeby nie było, ze Kurita wpada od razu na TF34 pod Samar, bo to nudne i zupełnie ahistoryczne ;)

BTW w takiej historii alt nie byłoby ani słynnego komunikatu Nimitza "the world wonders", no i konkluzja raportu admirała Lee o TF34 raczej nie byłaby "No battle damage was incurred, nor inflicted on the enemy by vessels while operating as Task Force THIRTY-FOUR. [...] No personnel casualties occurred as the result of enemy action while operating as Task Force THIRTY-FOUR."

(szczegóły w notce Kowboje oceanu)

Fioł
Fri, 8 Jul 2022 15:24:36
Cała ta przygoda z planszówkami morskimi zostawiła mnie z wrażeniem że w bitwach morskich w II WŚ bardzo dużą rolę grał przypadek. W lądowych zderzały się dywizje po kilkanaście tysięcy ludzi i prawo wielkich liczb robiło swoje, a w morskich, w takiej ogrywanej przez nas bitwie pod Matapanem wszystko mógł zmienić jeden pocisk czy torpeda. Wystarczy że w fazie dziennej Vittorio Veneto trafił swoim 381 mm pociskiem jeden z krążowników RN na tyle żeby go spowolnić i cała bitwa zmieniała się w koszmar dla Brytoli. W nocnych bitwach pod Guadalcanelem też wiele zależy od kilku rzutów na atak torpedowy. W rzeczywistości też tak było: jedna fatalna torpeda dla Bismarcka, trafienia z dużej odległości we wspominany tu Glorious czy uniknięcie przez USS Washington ataków torpedowych podczas nocnej bitwy pod Guadalcanalem (gdyby trafiły to dziś historycy zastanawialiby się po co było pchać się okrętami liniowymi w cieśninę).

Boni avatar Boni
Fri, 8 Jul 2022 16:14:20
@Fioł

Amen for this. Ja w sensowne gry morskie WW2 (tj. takie, żeby środowisko było dostatecznie dobrą symulacją, a przeciwnik miał jakąś sensowną I w NI/AI) nie grałem, ale z lektur i studiów mam podobne wrażenie.

Zresztą, dla nowszych wojen to też IMHO zachodzi, i to akurat grałem, bo gra kompleksowa jak Harpoon itp. ładnie to pokazywała - niektóre scenariusze można było rozegrać 5 razy, i za każdym razem przebieg bywał bardzo różny: bo ktoś kogoś namierzył albo i nie; jakaś torpeda czy rakieta kogoś trafiła w pierwszej, a nie w trzeciej fali ataku, albo wcale; jakiś zagubiony śmigłowiec - zwiadowca został przypadkiem zestrzelony przez CAP, zanim namierzył wroga (mnie), więc TYM RAZEM gra nie zaczęła się "jak zwykle", od sporej hałdy nadlatujących (na mnie) nie wiadomo skąd Granitów... itd. itp.

Dla lądowych, jak piszesz, jest to znacznie bardziej egzotyczne, no bo znacznie łatwiej wykorzystać przewagę i "prawo wielkiej liczby", zamiast fuksów i przypadków. Aczkolwiek zdarzało się, np. miałem 30+ lat temu ;) mindblow przy stareńkim "Arnhem" na ZX Speca, czyli "O jeden most za daleko" - w założeniu nie dało się tego wygrać zgodnie z planem Monty'ego, tj. normalnie uchwycić przyczółek w Arnhem lądowymi, bo jak IRL: nawet najszybsze zwiadowcze zawsze wikłały się w walkę gdzieś po drodze i nie wyrabiały się o jedną-dwie tury, zanim Niemcy nie sklepali spadochroniarzy i nie ograniczyli powierzchni przyczółka. Raz mi się jakimś fuksem udało, zwiadowcy dojechali za Ren o jedną turę wcześniej (gdzieś coś 8 bitowa AI pomyliła na drodze z Nijmegen, o jedną kratkę mapy) i rozwinęli się za rzeką, co wystarczyło do wsparcia spadochroniarzy, i wytrzymania nadludzkim i nadbajcikowym wysiłkiem, aż do dojechania i rozwinięcia za rzeką pierwszych normalnych jednostek XXX Korpusu, kiedy z drugiej strony już miażdżyły przyczółek siły II pancernej SS.

Gammon No.82
Wed, 27 Jul 2022 10:53:18
OIDP koło Samar była chwilami mocno ograniczona widoczność, a dodatkowo Amerykanie mieli czym zadymić kawałek oceanu. Nie są to dobre warunki do długodystansowego strzelania, gdy na dodatek trzeba robić uniki przed nadchodzącymi lub spodziewanymi torpedami. Nie mam pojęcia, ile były warte japońskie systemy kierowania ogniem; radary mieli chyba dość zacofane.

Boni avatar Boni
Wed, 27 Jul 2022 15:43:45
@Gammon

W sensie, co do rzeczywistej bitwy, było to zaznaczone w poprzedniej notce, i ogólnie rzecz biorąc, USSeski zostały rozstrzelane i tak. Jeśli chcesz powiedzieć, że lepszej pogodzie i bez fumigatorów rozstrzelano by ich 3x szybciej, to oczywiście zgoda.

W sensie historii alternatywnej, gdyby TF34.5 nadleciała z północy, to a) IIRC szkwał był na południu, dlatego tam uciekały lotniskowce (a nie na zachód), i na zdjęciach nie jest jakiś kolosalny brak widoczności, choć faktycznie, nie jest to też lazurowe morze b) nikt nie stawiałby zasłon dymnych między zespołami pancerników, przynajmniej do momentu jakiegoś rozstrzygnięcia i/lub (kontr)ataków niszczycieli itp.

Gammon No.82
Wed, 27 Jul 2022 19:14:33
@Boni
Idzie mi o to, że jednak cztery z sześciu CVE i cztery z siedmiu DD/DDE były podziurawione, ale przetrwały. A z tego co mam na półce, wynika, że lotniskowce Sprague'a były przez pewien czas zasłonięte przez lokalny deszcz. To oczywiście nie jedyny i nie główny powód, dla którego Japończycy dali ciałła, ale też chyba nie całkiem bez znaczenia.




 

Engine: Anvil 1.08   BS