... ale nie 20 lecie zamachu WTC, bo szkoda gadać, gdy nie ma o czym mówić, tylko raczej pierwsza rocznica
lądowania w Irlandii.
Na pewno na ten rok pandemia nadal kładła się bardzo długim i mrocznym cieniem. Wydawało się, że może na wiosnę będzie już luzik, ale jak wiadomo, tylko wydawało się. Niby od połowy roku zaczęło się tu na serio szczepienie, rozluźnienie i w ogóle, ale jednak.
A propos szczepień, właśnie łapiemy drugą dawkę, nieco opóźnieni, głównie przez papierologię, związaną z ubezpieczeniem społeczno-zdrowotnym żony. Albo, dokładniej, przez nasz upór związany z próbami przebicia się przez urzędasów irlandzkich, w temacie ubezpieczenia społeczno-zdrowotnego niepracującej żony. Dla ustalenia uwagi, nadal nieudanymi. Gdyż IIRC po jakichś wyłudzeniach przez imigrantów i awanturach z 10 lat temu polityka irlandzka w temacie "komu dać social number (coś pomiędzy NIP a PESEL)?" jest mniej więcej: "najlepiej: nikomu" oraz "PSN jest do niczego nie potrzebny. A jak nawet jest, to nie jest!1oneone!". Ekspaci czy imigranci zaczynający pracę na full etacie dostają ten numerek po 6 czy 8 tygodniach (czyli mają pewne problemy księgowo-podatkowo-ekonomiczne, gdyż "jadą" w międzyczasie na "awaryjnym", wysokim progu podatkowym, a nawet powiedziano mi, że 6-8 tygodni to całkiem szybko...), a teoretyczne "inne przypadki" nie dostają go praktycznie wcale.
Ewidentnie Irlandia ma w tym temacie ustawiony transparent "WYP...LAĆ!", w porównaniu z np. Szkocją/UK, gdzie social number dostawało się praktycznie od ręki, w porównaniu, nawet tylko szukając pracy. Co dosyć wkurzające, bo żebyśmy się rozumieli: z samego PSN czy numerka nie wynika żaden bonus natychmiastowy czy gratyfikacje czy zasiłki czy cokolwiek, natomiast z jego braku wynika sterta upierdliwości w kontaktach z państwem, organizacjami, itd. itp., a na deser w sprawach jak szczepienia COVID czy, kiedyś tam, w sprawie udowadnianie pobytu stałego, czy do obywatelstwa. Więc Irlandczycy bohatersko "bronią się", tylko cholera wie, przed czym. Mam wrażenie, że UK miało podobne problemy, ale ktoś przemyślał sprawę i stwierdził, że bajty w bazach danych trzymające te PESELe, SCe czy PSNy, kosztują w przybliżeniu nic oraz mniej upierdliwości, to lepiej dla wszystkich, natomiast irlandzcy decydenci mieli bardziej polskie podejście.
Ogólniej w wielu tematach na styku państwa i obywatela, Irlandia wydaje się gdzieś w pół drogi między Polską a UK. Nie mam dobrej teorii, czemu tak kiepsko; może to z tradycji nacjonalistyczno-katolickiej, jak polska, a może z biedy, jak polska. Trudno powiedzieć, ale jest takie poczucie momentami.
Natomiast ludzie są mili, no może nie aż tak, jak im się samym wydaje, że są mili (np. kiedyś w rozmowie o tym, że Szkoci czy Irlandczycy, te kultury post-celtyckie mające na pieńku z Anglikami, są nieco podobne, odpowiedziano mi "tia, ale my [Irlandczycy] jesteśmy ci milsi i mniej przemocowi kuzyni", na co musiałem uważać, żeby mi kamienna twarz nie popękała). Ale to chyba z definicji, każda nacja czy grupa etniczna musi "swój ogonek chwalić", Polaków zgadzających się z moim ulubionym bonmocikiem, że "Polacy to Rosjanie, którym się wydaje, że są Francuzami", też nie spotkałem zbyt wielu.
Czyli, ludzie mili,
nie gorzej niż w Szkocji. Społeczno-politycznie, też jest nieźle, też może ambicje i deklaracje nieco wyprzedzają fakty, i jeszcze Irlandia nie jest drugą Skandynawią czy Dublin drugim Londynem, ale w porównaniu z UK/SCO wypada spoko, o porównaniach z Polską nie mówiąc. A w niuansach nawet może lepiej niż UK/SCO, ale tu musiałbym popełnić duży esej o rzeczach, na których się nie znam, np. jak "pracują" demokracje, prawo czy polityka IRL, SCO czy UK, w teorii i w praktyce.
Tak normalnie, nie dotyczy nas to i nie dotyka, ale jak to mówią, "możesz nie interesować się polityką, ale polityka może się zainteresować tobą", więc przy wybieraniu sobie krain i państw do przeprowadzek, niczym szrotwagenów w komisie, bierzemy pod uwagę takie rzeczy, jak historia marki, przebieg, jaka klima, czy kraj nie bity, czy serwisowany i jak bardzo jeżdżony do kościoła.
Inną wyraźną różnicą na minus, pomiędzy Irlandią a UK czy Polską, są sprawy związane z dostawami, zaopatrzeniem, logistyką. Ostrzegano nas już dawniej, że Irlandia to skraj świata i zadupie EU pod tym względem, ale to trzeba zobaczyć i posmakować, żeby uwierzyć, jak bardzo można mieć w tak względnie bogatym kraju I świata wyjebane w temacie dostaw i logistyki i nieogar w burdelu. Oczywiście, pandemie czy brexity czy zawirowania polityki import-export Unii dokładają problemów, ale jest wrażenie, że DKJP, "nie polecamy tego allegrowicza" oraz czasem niespodziewanie padają w domu hasła klasy "WHERE IS MY PARCEL, LEBOWSKI?!" albo "do czego się modlisz? do matki boskiej trakingoskiej!".
Po otwarciu lockdownów, zaczęliśmy
nieco zwiedzać
Irlandię, co miłe. Ostatnio przebadaliśmy dokładniej hrabstwo Kerry i Killarney, czyli tutejszą mini-Szkocję i mini-Zakopane. Bardzo ładne okolice, ogólnie miła wycieczka, zepsuta przez zepsucie się szrotwagena, ale poza tym, było fajnie.
W domu i zagrodzie, przez ten rok większych zmian nie zanotowano. Te same hobby, pomysły, sprzęty, samochód czy miejscówka. Tylko rok starsze plecy czy kolana, dodatkowo zastałe brakiem ruchu, bo przecież orbitrek czy sprzęt do ćwiczeń są bardzo fajne, ale kto by tam na nich ćwiczył.
Po roku w pracy - bardzo mili szefowie i kasa się zgadza. Reszta, cóż, kiedyś może opiszę moje pierwsze bliskie spotkanie z automatyką tier 1 i z Big Pharma, czy ogólne klimaty, ale to kiedyś.
Czy po roku Irlandia nam się nadal podoba? (voice mode: ahrystokhracja XVIIIw) Może być.
Czy tęsknimy za Szkocją? Bardziej niż za Polską.