NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2021-09-11, sobota
Tagi:  Éire, Alba, triptrop, unrealpolitik     
___________________________________

... ale nie 20 lecie zamachu WTC, bo szkoda gadać, gdy nie ma o czym mówić, tylko raczej pierwsza rocznica lądowania w Irlandii.

Na pewno na ten rok pandemia nadal kładła się bardzo długim i mrocznym cieniem. Wydawało się, że może na wiosnę będzie już luzik, ale jak wiadomo, tylko wydawało się. Niby od połowy roku zaczęło się tu na serio szczepienie, rozluźnienie i w ogóle, ale jednak.

A propos szczepień, właśnie łapiemy drugą dawkę, nieco opóźnieni, głównie przez papierologię, związaną z ubezpieczeniem społeczno-zdrowotnym żony. Albo, dokładniej, przez nasz upór związany z próbami przebicia się przez urzędasów irlandzkich, w temacie ubezpieczenia społeczno-zdrowotnego niepracującej żony. Dla ustalenia uwagi, nadal nieudanymi. Gdyż IIRC po jakichś wyłudzeniach przez imigrantów i awanturach z 10 lat temu polityka irlandzka w temacie "komu dać social number (coś pomiędzy NIP a PESEL)?" jest mniej więcej: "najlepiej: nikomu" oraz "PSN jest do niczego nie potrzebny. A jak nawet jest, to nie jest!1oneone!". Ekspaci czy imigranci zaczynający pracę na full etacie dostają ten numerek po 6 czy 8 tygodniach (czyli mają pewne problemy księgowo-podatkowo-ekonomiczne, gdyż "jadą" w międzyczasie na "awaryjnym", wysokim progu podatkowym, a nawet powiedziano mi, że 6-8 tygodni to całkiem szybko...), a teoretyczne "inne przypadki" nie dostają go praktycznie wcale.

Ewidentnie Irlandia ma w tym temacie ustawiony transparent "WYP...LAĆ!", w porównaniu z np. Szkocją/UK, gdzie social number dostawało się praktycznie od ręki, w porównaniu, nawet tylko szukając pracy. Co dosyć wkurzające, bo żebyśmy się rozumieli: z samego PSN czy numerka nie wynika żaden bonus natychmiastowy czy gratyfikacje czy zasiłki czy cokolwiek, natomiast z jego braku wynika sterta upierdliwości w kontaktach z państwem, organizacjami, itd. itp., a na deser w sprawach jak szczepienia COVID czy, kiedyś tam, w sprawie udowadnianie pobytu stałego, czy do obywatelstwa. Więc Irlandczycy bohatersko "bronią się", tylko cholera wie, przed czym. Mam wrażenie, że UK miało podobne problemy, ale ktoś przemyślał sprawę i stwierdził, że bajty w bazach danych trzymające te PESELe, SCe czy PSNy, kosztują w przybliżeniu nic oraz mniej upierdliwości, to lepiej dla wszystkich, natomiast irlandzcy decydenci mieli bardziej polskie podejście.

Ogólniej w wielu tematach na styku państwa i obywatela, Irlandia wydaje się gdzieś w pół drogi między Polską a UK. Nie mam dobrej teorii, czemu tak kiepsko; może to z tradycji nacjonalistyczno-katolickiej, jak polska, a może z biedy, jak polska. Trudno powiedzieć, ale jest takie poczucie momentami.

Natomiast ludzie są mili, no może nie aż tak, jak im się samym wydaje, że są mili (np. kiedyś w rozmowie o tym, że Szkoci czy Irlandczycy, te kultury post-celtyckie mające na pieńku z Anglikami, są nieco podobne, odpowiedziano mi "tia, ale my [Irlandczycy] jesteśmy ci milsi i mniej przemocowi kuzyni", na co musiałem uważać, żeby mi kamienna twarz nie popękała). Ale to chyba z definicji, każda nacja czy grupa etniczna musi "swój ogonek chwalić", Polaków zgadzających się z moim ulubionym bonmocikiem, że "Polacy to Rosjanie, którym się wydaje, że są Francuzami", też nie spotkałem zbyt wielu.

Czyli, ludzie mili, nie gorzej niż w Szkocji. Społeczno-politycznie, też jest nieźle, też może ambicje i deklaracje nieco wyprzedzają fakty, i jeszcze Irlandia nie jest drugą Skandynawią czy Dublin drugim Londynem, ale w porównaniu z UK/SCO wypada spoko, o porównaniach z Polską nie mówiąc. A w niuansach nawet może lepiej niż UK/SCO, ale tu musiałbym popełnić duży esej o rzeczach, na których się nie znam, np. jak "pracują" demokracje, prawo czy polityka IRL, SCO czy UK, w teorii i w praktyce.

Tak normalnie, nie dotyczy nas to i nie dotyka, ale jak to mówią, "możesz nie interesować się polityką, ale polityka może się zainteresować tobą", więc przy wybieraniu sobie krain i państw do przeprowadzek, niczym szrotwagenów w komisie, bierzemy pod uwagę takie rzeczy, jak historia marki, przebieg, jaka klima, czy kraj nie bity, czy serwisowany i jak bardzo jeżdżony do kościoła.

Inną wyraźną różnicą na minus, pomiędzy Irlandią a UK czy Polską, są sprawy związane z dostawami, zaopatrzeniem, logistyką. Ostrzegano nas już dawniej, że Irlandia to skraj świata i zadupie EU pod tym względem, ale to trzeba zobaczyć i posmakować, żeby uwierzyć, jak bardzo można mieć w tak względnie bogatym kraju I świata wyjebane w temacie dostaw i logistyki i nieogar w burdelu. Oczywiście, pandemie czy brexity czy zawirowania polityki import-export Unii dokładają problemów, ale jest wrażenie, że DKJP, "nie polecamy tego allegrowicza" oraz czasem niespodziewanie padają w domu hasła klasy "WHERE IS MY PARCEL, LEBOWSKI?!" albo "do czego się modlisz? do matki boskiej trakingoskiej!".

Po otwarciu lockdownów, zaczęliśmy nieco zwiedzać Irlandię, co miłe. Ostatnio przebadaliśmy dokładniej hrabstwo Kerry i Killarney, czyli tutejszą mini-Szkocję i mini-Zakopane. Bardzo ładne okolice, ogólnie miła wycieczka, zepsuta przez zepsucie się szrotwagena, ale poza tym, było fajnie.

near Ross Castle Muckross Abey court Ladies View

W domu i zagrodzie, przez ten rok większych zmian nie zanotowano. Te same hobby, pomysły, sprzęty, samochód czy miejscówka. Tylko rok starsze plecy czy kolana, dodatkowo zastałe brakiem ruchu, bo przecież orbitrek czy sprzęt do ćwiczeń są bardzo fajne, ale kto by tam na nich ćwiczył.

Po roku w pracy - bardzo mili szefowie i kasa się zgadza. Reszta, cóż, kiedyś może opiszę moje pierwsze bliskie spotkanie z automatyką tier 1 i z Big Pharma, czy ogólne klimaty, ale to kiedyś.

Czy po roku Irlandia nam się nadal podoba? (voice mode: ahrystokhracja XVIIIw) Może być.

Czy tęsknimy za Szkocją? Bardziej niż za Polską.





Codiac
Mon, 13 Sep 2021 21:23:45
@Mili ludzie
Moje doświadczenie z Irlandczykami jest takie, że oni faktycznie potrafią być bardzo mili, sympatyczni i do rany przyłóż. Ale też mają olbrzymie rozwarstwienie czy może raczej jakiś rozstrzał społeczny (bo to nie od zarobków zależy). Z jednej strony idę sobie ulicą, mija mnie jakiś zupełnie nieznany mi staruszek i rzuca do mnie "A lovely day today, isn't it?". Albo stoimy z kolegą przed pubem (bo w środku miejsca nie ma), gadamy o czymś nerdowym i nagle z boku jakaś dziewczyna dołącza do rozmowy a w minutę później jest nas osiem osób, z czego ja nadal znam tylko tego kolegę z którym tam przyszedłem.
Z drugiej strony sporo junkies, a o kilku różnych miejscach sami Irlandczycy mnie ostrzegali (trochę na wyrost IMO). Rzut beretem od miejsca w którym mieszkałem zabito Polaka śrubokrętem (dość głośno o tym było wtedy), do mojego znajomego ktoś startował z siekierą, a na miesiąc przed Halloween wszędzie biegają bandy wyrostków, kradną drewno i rozpalają ogniska. I pół biedy jeśli na ognisku się kończy, bo kiedyś czekając na autobus widziałem, jak w uliczce naprzeciwko malowniczo płonął samochód.
Zupełnie jakby obok siebie istniały tam dwa czy nawet trzy światy - typowi ludzie jak wszędzie, ludzie którzy w odróżnieniu od Crowleya nie tyle delikatnie się zsunęli co faktycznie upadli, oraz mnóstwo serdecznych, otwartych i życzliwych ludzi, którzy będą się starać, żebyś czuł się dobrze.
Aczkolwiek moje ograniczone doświadczenia ze Szkotami wskazywały, że oni również potrafią być podobnie życzliwi i otwarci.

Boni avatar Boni
Tue, 14 Sep 2021 10:52:04
@Codiac

@mili ludzie

Co do junkies czy innej pato to się nie wypowiadam, bo gdzie ja mogę takich spotkać, na mieście? w autobusie? oraz z tego, kogo można spotkać w wieczornym autobusie w Warszawie, Dublinie czy Kopenhadze, czy gdzie kto komu wetknął śrubokręt, nie będę przecież wysnuwał wniosków o populacjach i krainach. Dopiero jak podliczyć wszystkie śrubokręty i siekiery per capita et per decapita, to może.

Akurat przykład empatii irlandzkiej, IMHO nieco przekraczającej polskie czy szkockie standardy, miałem ostatnio w pracy: po pewnych smutnych zdarzeniach w dalszej rodzinie w Polsce, poszedłem w cholerę w piątek b. wcześnie z pracy; jako senior, w praktyce we flex-office, nikomu nie muszę się meldować. Ale "w 50% przygodny" (bo po roku pandemii i pracy głównie z domu, praktycznie nie ma skąd brać "bliskich kolegów") kolega zauważył, że wychodząc coś nie w sosie jestem. Coś tam dopytywał, coś tam napomknąłem. Więc a) zauważył oraz b) w poniedziałek z domu, na komunikatorze, składa minikondolencje i pyta czy wszystko w porządku.

Ogólnie "it is complicated", jacy ludzie bywają, jacy są en masse, jak się sami stereotypowo widzą oraz jak ich widzą stereotypowo sąsiedzi, przyjezdni itp. Oraz w kontekście rozmowy, to należałoby rozbić na jakoś tam zdefiniowane "mili", "empatyczni", "grzeczni", itd. bo to przecież nie to samo. O wiele za wiele na bloga, o komciach nie mówiąc. Całe półki badań i książek około-socjologicznych czy publicystyczno-historycznych o tym wypisano, zdaje się. Ja mam tylko trochę anecdata co najwyżej; no może akurat czuły na to jestem, co mówią o stereotypach przygodni ludzie, o Szkotach przygodny Irlandczyk, o Irlandczykach przygodny Anglik, czy o Polakach przygodny Czech.

BTW tego Halloween i palenia wszystkiego, co w ręce wpadnie - spodziewaliśmy się rok temu festiwalu wkoło naszej wiejsko-podmiejskiej "rezydencji", ale nic nie było. Może tu jest zbyt wiejsko, tj. jakby się młodzież z miasteczka wybrała na palenie po wsiach i polach, to zostałaby przywitana z siekierą, psami i dubeltówką, więc "bawią się" w mieście. A może to było pandemiczne Halloween. Ale jw. nic nie było.

bloody_rabbit
Wed, 22 Sep 2021 21:56:07
Od prawie roku mieszkam w Norwegii, i moje przejścia z ich procedurami imigracyjnymi były podobne :) chociaż duża część opóźnień wynikała z pandemii i związanego z nim strajku pracowników ochrony urzędów w których musiałem załatwiać formalności. Swój numerek dostałem dopiero po 2-3 miesiącach.

IMHO to nie Irlandia jest taka kiepska, tylko UK jest wyjątkowo dobrze przystosowana do przyjmowania imigrantów, bo mają ich tak wiele. Typowy kraj europejski pewnie wygląda podobnie do Irlandii czy Norwegii - jeżeli urodziłeś się w systemie to spoko, jeżeli nie to praca wejścia jest niezerowa.

Gammon No.82
Fri, 24 Sep 2021 09:22:24
Z braku lepszej okazji napiszę tutaj. Kupiłem i przeczytałem polskie tłumaczenie The Epic of Dunkirk niejakiego osobnika:
https://en.wikipedia.org/wiki/Edward_Keble_Chatterton
Rzewna agitka czasu wojny, coś jak "Dziękuję ci kapitanie" Fiedlera, tylko gorzej napisane. Może jestem niesprawiedliwy, ale tak to widzę. Jest tam natomiast zabawna ciekawostka. W ewakuacji z Dunkierki wykorzystany był stateczek, będący spadkiem po Hipperze i weteranem bitwy jutlandzkiej.
https://www.nationalhistoricships.org.uk/register/2834/count-dracula
(PEWNIE WIESZ O TYM OD ~30-40 LAT I NIEPOTRZEBNIE SIĘ WYMĄDRZAM)

Boni avatar Boni
Fri, 24 Sep 2021 09:56:02
@Gammon No.82

A w życiu nie słyszałem o tym stateczku (stateczkach w sumie, Association of Dunkirk Little Ships, cuuuute), niesamowita historia. Niby człowiek wie, że te różne kutry, łodzie i stateczki przechodzą z rąk do rąk przez dziesiątki lat i czasem biorą udział w dziwnych czy znanych operacjach, ale przecież tzw. fani nie schylają się poniżej ciężkich krążowników ;)

Ostatni z takich dziwnych "maluchów nie do zajechania", który trafiłem przy okazji, to był "Killingholme" z notek o RBD http://bs-blog.clouds-forge.eu/index.php?post=2020_02_02_01_Dwa_swiaty_-_Dowodca

Gammon No.82
Fri, 24 Sep 2021 19:36:45
Re: Killingholme

Oczywiście kiedyś tamtą notkę czytałem i oczywiście zapomniałem o tym okręciku. Z podobnych okręcików pamiętałem tylko Engadine i Empress, bo prowadziły nalot na hangary zeppelinów, a poza tym Engadine zdejmował załogę z Warriora.

YogiCK
Wed, 13 Oct 2021 19:08:29
Teraz dopiero doczytałem dogłębnie - jakaż awaria szrtowagena spsuła wycieczkę?

Boni avatar Boni
Wed, 13 Oct 2021 22:55:09
@YogiCK

Proszé pana, to lexus, to sié nie psuje! No ale jednak, alternator z nagła powiedział "p... nie robię". To zresztą już drugi raz w tych starych lexi, w niebieskim też było podobnie, tylko prawie pod domem.
Problemów było z tym kilka, jeden powszechny, to że nowomodne zdychające alternatory zapalają kontrolkę, jak już mało co prądu zostało w akumulatorze. Co jest ogólnie niemiłe, ale w samochodzie z elektrycznym wspomaganiem ukł. kierowniczego okazało się znacznie mniej miłe, a nawet bardzo fuj i foch i zaskakująco niebezpieczne (coś jak utrata wspomagania hydraulicznego, ale nie, kiedy silnik gaśnie, bo prąd już naprawdę zanika, tylko w momencie "kontrolka się zapaliła? ojej, coś się dzieje, ale o co cho, silnik pracuje, hm... CO JEST CZEMU MI KIERĄ SZARPNĄŁ?! aha, tu jest elektryczne wspomaganie...".

Potem to już były tylko problemy, co z tym zrobić, np. jak wolno i jak bardzo nietrzeźwy przybywa wskazany przez ubezpieczyciela AC mechanik z lawetą, na irlandzkich zadupiach w sobotę z wieczora; albo dlaczego nikt nie chce dotykać na irlandzkich zadupiach mechaniki lexusa metrowym kijem.

W końcu umówiliśmy się na odstawienie lexi lawetą pod dom na drugi koniec IRL, bo wyszło, że co za różnica, czy zapłacimy za lawetę i przyzerowo za naprawę pod domem, czy zero za lawetę po zadupiach itp. bo to akurat z AC, ale zylion euro za konkretną naprawę lexi (bo aż takiego full AC nie mamy, żeby obejmowało wymianę dowolnej części we szrocie, w dowolnym punkcie IRL, UK czy EU). Stąd też poznaliśmy bliżej koleje irlandzkie, przeciętne, nic na plus czy minus.

A pod domem, to już tylko parę dni czekania na nowy (a raczej "nowy", mam wrażenie, że raczej full regenerowany, przez małe żółte rączki) alternator, po czym parę godzin gier i zabaw w wymianę. Nie wnikałem jeszcze, co poleciało w starym altku, szczoty, komuciek czy inne zwojnice, jak nie będzie żadnej farby do oglądania jak schnie, może go kiedyś rozbiorę, leży se w nie-przydasiach. Co do wymiany - V6 wzdłuż w takiej mniejszej budzie ISa obsysa naprawczo - dostępowo w porównaniu z GSem czy Scorpio itp. no ale nadal w lexi alternator przechodzi między silnikiem, budą a chłodnicą, tyle, że z niejakim trudem, oraz jeden wspornik samuraje zrobili naprawdę trudnodostępny. W rówieśnych panzerkampfwagenach zdaje się już niekoniecznie takie rzeczy pzechodzą, w niektórych chyba trzeba rwać od zderzaka po chłodnicę.

I tyle, chyba poskładałem go do rzeczy, bo już z parę tys. km. zrobił od tych przygód.

xpil
Mon, 13 Jun 2022 21:09:04
Nam lada chwila minie 17 lat mieszkania w Irlandii. Na początku robiłem z tej okazji wpisy na blogu, ale potem mi się jakoś rozeszło. Może warto wrócić do tej tradycji? Hm.

Lokalsi są fajni. Mniej więcej tak samo bylejacy jak w Polsce, a miejscami bardziej, więc czasem się człowiek nawścieka czekając sześć tygodni na fachowca od tego czy tamtego, ale ogólnie jest bardzo sympatycznie. Tylko biada jeżeli ktoś tu przyjeżdża i na początek zakotwicza się w stolicy. Ceny są teraz takie, że szkoda gadać. Widziałem niedawno ofertę wynajmu mieszkania czteropokojowego w Dublinie za jedyne €7500/m-c plus rachunki. Końcówka drobnych, nieprawdaż.

Boni avatar Boni
Tue, 14 Jun 2022 10:33:12
@xpil

Fakt, Dublin był absurdalnie drogi, a teraz wykonuje kolejny wielki krok naprzód w kierunku absurdu. Ale to są chyba proste konsekwencje napływu expatów do "przemysłów" oraz zaniedbań w budownictwie mieszkaniowym, ale także wizji ekololo-politololo.

Np. pewnie polskim czytelnikom bloga w pale nie zmieściłaby się polityka irlandzka w temacie "kto może se postawić nowy domek na wsi". Hint - chyba w PL w środku parku narodowego łatwiej byłoby dostać pozwolenie na chałupkę, niż powiedzmy, na WOLNOSTOJĄCE siedlisko NA WSI pod Wicklow, dla nie-lokalnego człeka (nie to że polaczka, ale też Irlandczyka spoza hrabstwa, dla tych wielce-umajonych hrabstw, które se zastrzegły restrykcyjne polityki budowlane).

charliebravo
Tue, 14 Jun 2022 12:33:19
@"kto może sobie postawić domek na wsi"
Gdzieś coś czytałem, opis procedury faktycznie przerażający, połowa z tego dotyczyła czegoś z "estetyką" względnie "dopasowaniem do wyglądu okolicy", a jako produkty ponoć powstają nader często przerażająco brzydkie budowle.

W tym miejscu nie potrafię się powstrzymać przed poleceniem w ogóle kryminałów Tany French (dzieją się w Irlandii i są naprawdę klimatyczne, pomysłowe i świetnie zrobione od strony psychologicznej) a najbardziej ontopicznego "Broken Harbor", który jest dokładnie o tym co się dzieje jak naiwne japiszony nabiorą się na "kupujcie, taniej nie będzie" boomu budowlanego i jak to się potrafi skończyć.

xpil
Tue, 14 Jun 2022 16:25:14
>> kto może se postawić nowy domek na wsi

Przerobiliśmy temat - jakiś czas temu prawie nabyliśmy kawałek ziemi w celu pobudowania się. I co? Ziemię, owszem, nabyć można, ale budować się już nie, o ile nie ma się w okolicy pięciu kilometrów jakiejś większej sekwoi genealogicznej. Można to ponoć obejść, dogadać się z kimś lokalnym itd., ale nie mieliśmy już na to zdrowia...

Boni avatar Boni
Tue, 14 Jun 2022 17:25:11
Tia, sekwoja genealogiczna albo IIRC jakoś bardzo pokrętnie zdefiniowane "stosunki płciowo-osobiste" z danym rejonem, przez ileś zylionów lat, i nie chodzi tylko o zamieszkanie, ale np. też o pracę itp. A najlepiej się wżenić w dany rejon! Pewnie jak przyszłoby co do czego, to okazałoby się, że w Meath nie mogę, bo tu nie pracuję, a w obrębie Dublina nie mogę, bo tam nie mieszkam, a wszędzie indziej, to mnie wcale nie ma. Plus wszystko w szczegółach zależne od widzimisia i "uchwał" danego hrabstwa; kiedyś rozkminiałem dla Wicklow, gdy przez chwilę miałem ochotę coś tam budować, ale wcale niekoniecznie tak samo jest w Meath czy Donegal czy gdzie tam.

Generalnie, szczytna idea jest IIRC taka, żeby nie budować się po siedliskach i psuć krajobraz, tylko w zwartej zabudowie developerskich miast i miasteczek, i przy istniejącej infrastrukturze. Oczywiście, zaraz potem idea wyp...ła się na wykupywaniu przez bogatych inwestorów, nie to, że domków, ale hurtem, całych nowych osiedli "na wynajem"; przy tym popycie/podaży, zaporach dla budowania singlowo "przez ludzi" i zaniedbaniu taniego zbior-budownictwa, musiało się skończyć "ojej, czemu mamy kolosalny brak tanich mieszkań, bańkę wynajmowo-devlopersko-spekulacyjną i laboga??".




 

Engine: Anvil 1.08   BS