NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2020-09-11, piątek
Tagi:  Éire     
___________________________________

... czyli opowiastki i anegdoty w temacie kolejnej przeprowadzki międzynarodowej. Ale nie będzie aż takich napinek i szerokości notki jak przy przeprowadzce Polska-Szkocja, bo tamto, to było Coś, a to teraz, to meh, a jedyne co upierdliwe i istotne, to że COVID psuje zabawę.

Nowości w domu...

Po odbębnieniu spodziewanych i niespodziewanych spraw polskich i szkockich, jak w paru ostatnich notkach, zgodnie z planem, na tydzień przed startem w nowej pracy, zapakowałem lexusa do pełna odrobiną niezbędnych gratów i pojechałem se w poniedziałek z rańca do Irlandii. Prom jak prom, wózek jak wózek, Glasgow - Dublin to nie jest jakaś wielka czy trudna czy kosztowna wyprawa.

Tego samego popołudnia kupiłem se telefon+sima (w sumie - bardziej jako przyszły dla żony, bo ja przecież zaraz służbowy dostanę), przekonałem jakiś bank, że słuszne i zbawienne jest zrobienie mi konta na szkocki adres (no dobra, przepytałem ich o to zdalnie jeszcze ze Szkocji), zameldowałem się w dużym, tanim i całkiem spoko hotelu.

Okazało się nagle, że jest fakap, kiedy dogoniło mnie info ze Szkocji, że w związku ze zmianą reguł COVIDopochodnych dla włóczykijów (Polska była na "zielonej liście", co akurat sprawdziłem po powrocie, ale przeoczyłem, że transfer w Holandii zrobił się w międzyczasie niekoszerny), powinienem 14 dni siedzieć w izolacji w Szkocji, a nie rozbijać się po Irlandii. Nawet przez sekundę chciałem wracać i przesuwać wszystko o 2 tyg., no bo kary, grzywny, chujnia i ludziom nieładnie, oraz nikła możliwość, że jednak przywlokłem wirusa; ale przeszło mi zaraz, bo niby jaki sens ma jeżdżenie w te i wewte. Tyle, że postanowiłem naprawdę ograniczyć ruchy i izolować się w hotelu, no i błagać o wybaczenie oraz wyrażać czynny żal, jeśli Szkocja się upomni o kwarantannę.

Porozsyłałem trochę emaili i podzwoniłem w temacie mieszkadła, a raczej domu tym razem. Ceny w okolicy Dublina są jak wiadomo, dosyć okrutne, wybór dla naszych wymagań też nie za wielki. Ale ze dwa domki wynalazłem śliczne, co najwyżej nieco drogie i/lub odległy dojazd do roboty; tyle, że tutejsi agenci nieruchomości nie są skłonni do współpracy i nie bardzo się odzywali, ruch w interesie miałem przyzerowy.

Okazało się nagle koło środy, że jest fakap, kiedy zorientowałem się, że tak zwana CTA (Common Travel Area, czyli wspólna polityka transportu/migracji wzg. COVID dla UK i Irlandii), to jedna wielka ściema. Każdy kawałek (Anglia, Szkocja, Walia, Północna Irlandia i Irlandia) miał już własne widzimisia, zielone i czerwone listy, oraz to jeden wielki burdel i iluzja - bo przecież żadnych granic nie ma. Ale faktem jest, że Irlandia zaleciła 14 dni samoizolacji dla wszystkich przyjeżdżających z UK, poza tymi z Irlandii Północnej.

W teorii przyjechałem z Irlandii Północnej, bez żadnej kontroli na promie, ale nawet jeśli moje ruchy były trudne do namierzenia, przypadkiem w stylu tych wszystkich ściemiaczy, latających do/z USA przez Kanadę, czy do UK właśnie przez Irlandię i Irlandię Pn, to jednak w praktyce nie jestem ch... aż takim, żeby ignorować te różne zasady; szczególniej że o ile wszelkie listy takie i owakie IMHO warte są niewiele, nie używam transportu publicznego, nie socjalizuję się wcale itd., to jednak naprawdę podróżowałem jak podupcony ostatnio, a w samolotach poza maskami nic nie rozdziela ludzi latających uj wie skąd, po co, i z jakimi wirusami.

Stąd zdecydowałem się na serio zaszyć w izolacji - przesunąłem start pracy o tydzień (nowy szefu jest spoko i rozumiał sytuację), zdzwoniłem się z pierwszym z brzegu "prywaciarzem" a nie agentem, na pierwszy z brzegu tani dom "w okolicy". Zachowując najdalej posuniętą ostrożność epidemiologiczną, że tak powiem, błyskawicznie obejrzałem dziuplę na granicy zdrowego rozsądku, wynająłem z marszu, niestety, na 8 miesięcy. Odwołałem innych agentów, zrobiłem błyskawiczne zakupy minimum, wprowadziłem się raz dwa trzy.

Chata to w zasadzie pół normalnego parterowego domu, coś jakby z '70 czy '80, ale dosyć dobrze utrzymanego. Żadnych problemów jak w byłym kościele w Szkocji, a to z nieco wilgotnymi ścianami, a to z małą ilością okien, a to z nieco głupimi sąsiadami z góry, itd itp. Za to niestety, otoczenie nie jest to piękna zielona wiejska Irlandia, znaczy jest, tylko że nie jest "piękna"; gdyż landlord ma na tej samej działce biznesy i różności, stąd z okien widać raczej budynki, płoty i kontenery, niż zieloność, no i wynajmuje też różne kawałki jako "bed (and no breakfast)" oraz wjazd jest wspólny, więc ogólnie ruch i hałasy nieco (ale i tak jakby lepiej niż sąsiedztwo popularnej apteki w Szkocji). Dyscyplina dodatkowa w temacie hałasu - droga krajowa N2, przy której to wszystko się znajduje, Dyscyplina podwójnie dodatkowa - chciało się wsi, no to ma się za płotem (nie u landlorda, ale nieco w bok, u sąsiada na tej "kolonii") kury. Kury mają koguta. Kogut pieje. Co ciekawsze, mają tam też parę pawi. TAK, PAWIE, takie ptaki z barwnymi ogonami. I wiecie co? pawie "krzyczą"; okazyjnie, ale jednak DKJP...

Oczywiście, około poniedziałku skontaktował się agent od najpiękniejszego, największego, najdroższego, w najlepszej okolicy i najdalej od pracy położonego domu, o jaki w ogóle wysyłałem emaile, czy życzę sobie oglądać, wynajmować i w ogóle. No dzięki, ale trochę za późno (oraz w pracy teraz wszyscy mi mówią, że to byłoby 40min dojazdu w teorii, a w praktyce ch...nia - dla odmiany to wynajęte jest o 15min od roboty, jeśli nie szybciej, ogólnie bardzo łatwy dojazd).

Oczywiście, zacząłem się nudzić. Porozstawiałem se sprzęty grające i komputerowe, wifi mam w cenie i szybkie, przemeblowałem chatę nieco, miałem co czytać, słuchać, pisać i oglądać, ale i tak wynudziłem się setnie przez te prawie dwa tygodnie. Co gorsza pogoda była bardzo przyjemna momentami, zwiedzałbym Irlandię jak porąbany, no ale nie, bo izolacja.

Z zabranych sprzętów niezłym pomysłem okazał się (NIE ŚMIAĆ SIĘ!1!) iMac ze szrotu. Co prawda jest tak zabytkowy, że z trudem nadaje się do przeglądania nowożytnych WWW itp zadań, ale robi za odtwarzacz muzy i filmów (niektórych...) oraz grzejnik. W ogóle dla koncepcji jak iMaca zawsze miałem miękkie serce, no ale dla wykonania przez Apple to niekoniecznie.

Bank "załatwia się" swoim tempem, inne sprawy formalno-prawne też. Największa niewiadoma, to jak zrobimy przeprowadzkę żony i gratów ze Szkocji, tj. jakie będą reguły podróżowania dla mnie; ale mamy na to trochę czasu (gdzieś tak do końca października, BTW lexus też najwyżej na tyle "wystarczy") i dość zasobów, więc nie ma paniki.

W końcu "kwarantanna" przeminęła z wiatrem i wydaliłem się do roboty...

... i w zagrodzie

...czyli po ok. pół roku od rozmów i negocjacji w końcu dotarłem. Nowa praca to integrator automatyki średniej wielkości, coś jakby większa, bogatsza i lepsza wersja mojego pierwszego pracodawcy w Szkocji ponad 7 lat temu. W szczególe, wyspecjalizowani raczej w SCADA i pokrewnych zagadnieniach, niechętnie schylający się do poziomu PLC i podobnych gratów; klientela to głównie Big Pharma czyli bardzo poważny przemysł farmaceutyczny, którego w Irlandii sporo ulokowano przez ostatnie dekady, bo miłe podatki i inne różności.

Mam tu robić głównie za speca od pewnej specyficznej SCADA, którą mało kto lubi i zna, a ja i owszem, 2x tak. Muszę się gwałtownie douczyć różnych różności od strony IT, których nie używałem albo prawie nie używałem, jakichś SVNów czy innych hypervisorów. A potem pewnie odświeżyć SQLa i inne głupoty. W międzyczasie ogarnąć narzędzia do komunikacji, dokumentacji i wszelkie mambo-dżambo, jak to w nowej pracy.

A propos dokumentacji, no nie rwałem się do Big Pharma przez lata, bo trochę mnie zawsze odrzucały te dokumentacje i walidacje i inne GAMPy, o jakich se czytałem z nudów, a nawet lansowałem nieco w normalnym przemyśle. Teraz nagle mam to, a raczej - będę miał zaraz, na co dzień. Chlip i laboga. Bo programy, jakie są, każdy widzi, ale poziom dokumentacji i walidacji, to faktycznie inna półka niż nawet najpoważniejszych klientów jakich miewałem w poprzednich życiach.

Nie żebym nie potrafił wytknąć nawet tu "błędów i wypaczeń", po 2 dniach w robocie; jakbym audyt robił, to ze trzy czy cztery drobne fakapy bym wytknął, głównie w dokumentacji, co nie. Ale nie uprzedzajmy wypadków.

Ogólne wrażenie - koledzy i szefu spoko, zasoby zasobne, struktury skomplikowane, dokumentacje i walidacje wypasione, programy takie sobie. Kasa ma się ładnie zgadzać.

W szczególe, wystartowaliśmy (choć to za wielkie słowo) zakiszony przez COVID projekt retrofitu SCADA, dla kawałka fabryki bodaj 5 czy 6 największego na świecie koncernu farmaceutycznego; migracja z okolic 2009 na bieżącą wersję systemów i aplikacji. Czyli mniej więcej to co robiłem wielokrotnie tylko plus 10x większy narzut na dokumentację i walidację.

Kiedyś napisałem, że kumaci automatycy lądują w końcu w okolicach Big Pharma itp. Teraz sama nie wiem...

A może w ogóle i w szczególe mam za bardzo zen-wyjebane.


(podtytuły to parafraza tytułu "Nowoczesność w domu i zagrodzie", używam tej frazy często i nagle zdałem sobie sprawę, że jest zapewne całkiem nieczytelna w 2020 - to był program telewizji PRLowskiej za mojego dzieciństwa, adresowany do rolników)





Igor
Fri, 11 Sep 2020 14:57:12
"Nowoczesność w domu i zagrodzie"

Sapkowski użył w trylogii husyckiej. Chyba stąd znam.

Jak masz jakieś pytania z IT to dawaj, może będę znał odpowiedź/wiedział gdzie szukać/wiedział gdzie jest student.

Speaking of IT, captcha twierdzi, że jednostką temperatury SI nie jest Kelvin, kelvin ani K.

Boni avatar Boni
Fri, 11 Sep 2020 15:14:37
@Igor

No raczej nie przewiduję zawracania głowy znajomym pytaniami o IT, przecie w zasięgu ręki mam dokumentacje dowolne, a w zasięgu rzutu klawiaturą ludzi, którzy te różne ficzery i narzędzia poustawiali i/lub używają ich na co dzień.

@captcha

Kapcza jest ogólnie rzecz biorąc po polsku, a po polsku to jest kelwin.

Codiac
Fri, 11 Sep 2020 16:08:06
@Warunki mieszkaniowe
Z tym jeszcze posprawdzaj. Ja mieszkałem w samym centrum Dublina (rzut beretem od katedry św. Patryka) w takim typowym domku jednopiętrowym i pleśń to jednak była norma. Np. spleśniał mi płaszcz, który potrzymałem kilka dni w szafie. Zatkałem też dość szybko kominek, bo wiatr duł konkretnie. No i sprawdź jak macie z ogrzewaniem. U nas się włączało przyciskiem w takiej maszynce i to sobie chodziło przez godzinę (nie wiem czy dawało się ustawiać, nigdy nie sprawdzałem). A że kosztowało, to zazwyczaj odpalane było tylko przez 1-2 godziny dziennie, pod wieczór. Więc inne sposoby dogrzewania się (fajne, dobrze izolujące koce albo naleweczka na jeżynach od taty z Polski) były wskazane.
Co się tyczy zwierząt, to ja koło domu widywałem lisy a regularnie dokarmiałem dzikie koty, które przychodziły na nasze bieda-podwórko.

Nie wiem czy was takie rzeczy interesują ani nawet czy jeszcze istnieją, ale Yamamori ma niezłą kuchnię japońską (jak na nasz rejon), w tym sushi z prawdziwym krabem a nie tymi durnymi paluszkami krabowymi, które w życiu szczypców nie widziały. Good World to fajna chińska restauracja z podwójnym menu - jedno dla europejczyków, drugie dla azjatów. Trzeba poprosić o to drugie żeby dostać trochę inne potrawy. Aczkolwiek z chińskimi nie ma problemów, jest dużo takich małych miejsc, które są przerobionymi mieszkaniami i w każdym mi smakowało.
No i w okolicach Temple Bar - które ogólnie uważam za mocno przereklamowane, ale w tym szczególe akurat raczej niedoreklamowane - był mongolski grill, który bardzo lubiliśmy.
Kuchnia lokalna... w sumie nie wiem, spróbowałem tej ryby z frytkami i czegoś jeszcze ale jakoś mnie nie powaliło.

No i Irlandia cały czas robiła na mnie wrażenie miejsca, gdzie nawet miasto jest tak jedną ścianę od wioski, bardzo kameralnego, gdzie ludzie się znają a nawet jak nie znają to traktują jakby się znali, etc. Więc mieszkanie na wsi to w sumie niewielka różnica :P No, może tyle że będzie cię rano budził kogut a nie dźwięk wózków na śmieci które ciągnie paru gości akurat uliczką obok twojego domu, albo policja wyważająca bramę budynku po przeciwnej stronie.
Aha, jeszcze jedno - okolice Halloween, tak z cały październik i kawałek listopada, to czas gdy część młodych właściwie "dziczeje". Dosłownie potrafią wtedy biegać bandy wyrostków, wpadać na posesje i zabierać wszelkie drewno jakie im wpadnie w ręce (a potem palą ogniska). Moja firma ok południa, gdy wychodziła część ludzi (traderzy zaczynali jakoś o 5 rano ale za to wcześnie kończyli), zamykała w tym okresie bramy na łańcuch. Gdy się tego nie zrobiło to mieliśmy porywane drewniane palety. Innego razu czekając na autobus żeby pojechać do znajomego widziałem jak w małej uliczce po przeciwnej stronie malowniczo palił się samochód. Pewnie nie mieli dosyć drewna na bonfire. Nie wiem jak będzie u was, ale czuj się ostrzeżony i gotowy by zabezpieczyć lexusa ;-)
Jednocześnie spotykałem tam bardzo otwartych, bezpośrednich i przemiłych ludzi. Ot, pewne różnice kulturowe trzeba mieć w głowie.

tyz_aniou
Fri, 11 Sep 2020 17:05:20
@Igor
To było jeszcze w TV za PRL, mi pewnie się to przyswoiło w międzyczasie: https://staratelewizja.fandom.com/pl/wiki/30_wrze%C5%9Bnia_1973

@Boni
Ty znowu zbliżyłeś się do bardziej korpo-biznesu, a ja wróciłem jakiś czas temu na stare śmieci. Tylko COVID nam poprzestawiał priorytety i poprzesuwał plany. Ledwo zdążyłem zacząć porządkować jedną rzecz a już trzeba było się przestawiać. Ale ogólnie jest śmiesznie. Zmajstruj może jakiś prywatny kanał, cycóś, bo do PL teraz nie pojedziesz (a nawet jak pojedziesz to ja nie pójdę w miejsce publiczne) - a nie ma jak plotkować ;)

Boni avatar Boni
Fri, 11 Sep 2020 18:57:42
@miejscówka

No z pleśnią szkocką już walczyliśmy, jw. zaznaczyłem w notce, nieco ponad stuletni kościół bez żadnych izolacji, chyba nie muszę tłumaczyć. Tutaj jest znacznie lepiej.

Ogrzewania itp. to pikuś (akurat elektryka, bardzo wypasione grzejniki, każdy ze skomputeryzowanym programowaniem). W ogóle na kwadracie wszystko jest ok, poza tym niezbyt ciekawym otoczeniem, no i jeszcze łazienka jest oczko niżej niż standard całości (jakby ktoś zrobił remont całości 3 lata temu, ale łazienkę ominął i ma ona lat 20 powiedzmy). Przeżyjemy, na wiosnę się rozejrzymy za czymś znowu; chyba że jak w SCO, mieliśmy się rozejrzeć po zadomowieniu, tylko jakoś tak utkwiliśmy na 7 lat ;)

@knajpy i inne takie

Życie restauracyjno-towarzyskie mam bodaj na 37 miejscu listy "to do" ;P

Ludzie w kontaktach bezpośrednich wydają się mili i normalni, coś podobnego jak Szkoci; no ale jakoś nie pamiętam, żebym gdziekolwiek spotkał ludzi en masse niemiłych czy nienormalnych (nie byłem we Francji poza przejazdem ;D ). Ale w takim ogólnym wrażeniu, w centrum handlowym czy na ulicy czy na parkingu, wydają się nieco bardziej jak Polacy w porównaniu z UK; nieco bardziej skwaszeni, wk..., zalatani niż Szkoci.

@w stronę korpo

No jednak nie, najwyżej bardzo pośrednio. Klienci z korpo albo semi-korpo przy pracy w małej czy średniej firmie, to jedno, praca W KORPO albo semikorpo, to jednak inna para kaloszków.

charliebravo
Mon, 14 Sep 2020 10:50:43
@iMac
Nie no, spoko, po tym jak jeździłeś nówką sztuką dieselkiem z ręczną skrzynią, to już naprawdę brew mi nie drgnie...Apple daje dość porządne ekrany, u mnie do oglądania Netflixa po dziś dzień służy 17' MBP, model 2009.

@kumaci automatycy w Big Pharma
Pamiętam tego flejma o nawiasy dookoła instrukcji złożonych - lub nie ;-) A ja tymczasem wylądowałem w firmie która m.in. robi dla niemieckiej/japońskiej/koreańskiej motoryzacji, ale jest zupełnie inaczej niż cmos pisał, może dlatego że są kompletnie niezależnym poddostawcą, a może dlatego że to lidary i kamery, nie instrument clusters.

"za speca od pewnej specyficznej (tu wstawić nazwę technologii), którą mało kto lubi i zna, a ja i owszem, 2x tak"
Mam wrażenie (zresztą np. Stoddard też o tym pisał) że to jest bardzo dobry przepis na pracę - mieć niszę (albo lepiej nisze, na wypadek gdyby jedna padła). I wtedy oczywiście nie dla nas "milion miejsc pracy czekających na koderów JS" i podobne, za to jeśli pracodawca szuka w Twojej niszy...

@nowoczesność w domu i zagrodzie
To weszło do języka. Nie wiedziałem że był taki program, ale znamy i używamy "od zawsze".

@SVN
Ale serio? Myślałem że wszyscy już są na gitach czy innych mercurialach. Ale nie będzie problemu, SVN jest prosty jak konstrukcja cepa, taki tam mniej porypany CVS.

@Irlandia
Powodzenia!


Boni avatar Boni
Mon, 14 Sep 2020 16:14:19
@charliebravo

@imac
No iMac też bodaj ok 10 lat, ostatni-ostatni z przodem z plastiku a nie tego szczotkowaneho aluminium. Uprgrejdować OS nie daje się bardziej, więc nie daje się upgrejdować przeglądarek, więc mało co jest w stanie pokazać czy obsłużyć z obecnych popie... i zdynamizowanych WWW.

@nisza w pracy smaczna i zdrowa

No owszem, parę razy pisałem o tym IIRC. BTW w kontekście nowej pracy jak rozmowa schodzi na mój pierwszy projekt czy jaka SCADA, to następuje taki charakterystyczny skurcz obrzydzenia u rozmówców ;D a mnie to lotto, a nawet być może pasuje. Zresztą podobnie było na interview, był taki moment, że obaj szefowie i senior od którego przejmuję projekcik popatrzyli na siebie "O CURVA CUD!1! ZNALEŹLIŚMY IDIOTĘ, KTÓRY MÓWI ŻE LUBI X. TO CH... POTEM USTALIMY CZY UMIE X, NA RAZIE BIEREM ZANIM SIĘ ROZMYŚLI...". ;D

@SVN

Mam wrażenie, że jakieś 10% profi graczy nadal siedzi na SVN, a w moich niszach pewnie więcej. Bo czemu nie, skoro nic tu nie jest dystrybuowane a wszystko zcentralizowane i obłożone security na maxa hej, to na ch... nam dystybucja itd. Nieco obok ale BTW i zanim ktoś zacznie mi reklamować doskonałe narzędzia rozwiązujące nie moje problemy - przypominam, że ogólnie rzecz biorąc, a już na pewno w obecnej pracy i przy takich projektach jak tu widzę, to my waterfallem klasycznym spływamy.

@Powodzenia!

"A dziękować, dziękować"



charliebravo
Mon, 14 Sep 2020 18:19:50
@iMac
ZTCP nawet jeśli Apple już nie pozwala upgrade'ować systemu, to często jeszcze daje się zaciągnąć i odpalić jakąś third-party, Chrome czy Firefoxa, no ale pewno próbowałeś...

@"Idiota, który lubi X":
O to, to...w poprzedniej pracy tak miałem, że w pewnym momencie "zrzucili bombę": "bo musimy Ci uczciwie powiedzieć, że część softu nie jest w C++, jak pisaliśmy w ogłoszeniu tylko...(dramatyczna pauza)...w zwykłym C"! I patrzą czy będę uciekał czy tylko krzyczał. Uśmiałem się, a potem się okazało że faktycznie, kilku kandydatów na tym etapie powiedziało "a to ja dziękuję", z uzasadnieniem że interesuje ich wyłącznie nowe-najnowsze C++kilkanaście, inaczej to nie.

@SVN I po co zmieniać
Racja, nie żebym jakoś "pociskał" gita. W sensie, że wśród lawiny raczej gównianych "nowych narzędzi", git w pewnych warunkach faktycznie wnosi nową jakość, ale jak nie trzeba to nie trzeba. Osobiście mam ponotowane w jakimś pliku właściwe magiczne zaklęcia do każdego projektu w którym siedzę, bo może to i mądre, ale łatwe w użyciu nie jest, oj nie.

Z drugiej strony, w SVNie parę razy Berkeley DB mi się zrypała, i procedura naprawcza na to (dump/import) to jest średnia przyjemność.

cmos
Tue, 15 Sep 2020 12:52:02
@SVN
U mnie przeszli na Gita, w poprzednim projekcie, relatywnie małym, jakoś to szło, ale w tym teraz to jeszcze zanim się zaczął powiedziałem im, że się zamergują na śmierć. No i oczywiście się sprawdza - jak ja się cieszę, że robię za architekta i nie checkinuję żadnego kodu. Bo tym co checkinują, pull requesty śnią się po nocy jako koszmary, bywa że trzeba parę tygodni żeby kod znalazł się na masterze.

Boni avatar Boni
Tue, 15 Sep 2020 18:56:53
@SVN vs GIT

Ja się nie znam, gita wcale nie używałem, svn prawie wcale, ale z tego co widziałem, czytałem i jak mi ludzie kumaci mówili, no svn to jest oczywiście budowa cepa i obecne minimum funkcjonalności (BTW dobrze, że w firmie używamy z Tortoise integrującym z Win, to przynajmniej nie trza kminić "interfejsu"), a git jest cudownym narzędziem, rozszerza zagadnienie wszerz, wzdłuż i w głąb, ale jest to głównie głąb Linusa, który chciał mieć najświętszy spokój z repo w warunkach totalnie rozproszonego pisania Linuxa, więc przerzucił wszystko w duchu "masterless" na devów. I tak im zostało.

No ale co mnie to, zresztą, my tu SVNa to bardziej do dokumentacji niż do developerki używamy, o ilę widzę...

Z innej beczki, lokalnie używany kombajn do zarządzania projektami, dokumentami, trackingiem itd. to chyba rzecz która mi najbardziej nie leży, dzisiaj się przyjrzałem co to za g... jest tak w zasadzie, a to jakaś kustomizowana Jira. To trochę mi wyjaśniło, czemu toto wygląda jak wygląda i ma z mojego punktu widzenia logikę składu porcelany trafionego parę razy przez haubicę 152mm. Ale znowu, zapewne nie znam się, mikroskopem można wbijać gwoździe, podkręconym bugtrackerem można zarządzać projektami i dokumentacją.

Bogdanow
Tue, 15 Sep 2020 20:00:57
Do większości systemów idzie się przyzwyczaić, nieważne nawet jeśli są trochę lepsze i gorsze (używałem już co najmniej pięciu różnych: cvs, svn, pf, cc, git). Mnie doprowadza jednak do furii konieczność używania dwóch całkowicie różnych praktycznie równolegle. Najgorzej mieć parę dni korzystania z tylko jednego...

janek.r
Tue, 15 Sep 2020 20:29:56
"Mnie doprowadza jednak do furii konieczność używania dwóch całkowicie różnych praktycznie równolegle"
Używam na co dzień do połowy projektów SVn, do drugiej GITa, do którego mam ściągawkę i kolegów, jeśli coś pokręcę.
Ale jako rozrywkę dodatkową polecam prawie jednoczesne programowanie w java i javascript. Ale w dwóch dialektach SQLa.

Bogdanow
Tue, 15 Sep 2020 20:53:05
"w dwóch dialektach SQLa.",

To też mam na codzień.

charliebravo
Wed, 16 Sep 2020 09:05:56
@svn vs git
Owszem, SVN to "bare bones", git jest IMHO bardzo niegłupio zrobiony w środku i potężny, ale z interfejsem projektowanym (?) przez psychopatę. Ale są takie sytuacje, że wolę mieć GITa niż SVN, na przykład kiedy okazuje się że trzy ze stu kilkunastu zmian na "development" są potrzebne jako hotfix do wersji produkcyjnej.

A kto nie używał Microsoft Source Safe, ten nie wie co to spierdolony system zarządzania źródłami xD

@zJira
My mamy tutaj takiego menago teraz, który ma podejście "jak pracowałem w NASA to też nie rozumiałem jak działają orbity i rakiety, nie muszę rozumieć h264, wystarczy mi Jira". Szczęśliwie człowiek poza tym luźny i ma dużo teamów, funkcję chyba bardziej "raportowanie postępów dla kierownictwa" niż rzeczywiste "zarządzanie" ale mimo wszystko żenada.

@różne SQLe
Kiedyś pisałem i utrzymywałem narzędzie do logowania wartości procesowych (takie różne f(t)) do dowolnej SQLowej bazy danych. Jak ja się cieszę, że już nie muszę.

tyz_aniou
Wed, 16 Sep 2020 20:52:32
Hihi. To się pochwalę, że prywatnie używam jeszcze CVS. O gicie mam opinię o tyle dobrą, że nie musiałem nigdy wychodzić poza commit/push/pull i to jest dobre. No dobrze, ostatnio próbowałem revert i będę udawać, że to się nie stało.

BTW: jaka piękna rzecz mnie dziś spotkała. Usiłowałem zrozumieć niby-deterministyczne zachowanie kodu w prywatnym projekcie (dokładasz jeden bajt no-op i przestaje działać - usuwasz i działa), doszedłem już do etapu cofania commitów i rozpaczy... i nagle zauważyłem, że gdy po kilka razy odczytuję kilkaset bajtów z portu diagnostycznego, to za każdym razem dostaję nieco inne wartości. Chyba mam zwalony port USB w komputerku, albo interfejs nie lubi się z tym konkretnym kontrolerem, bo wygląda że przełożenie do innego portu wyprostowało sytuację. Heh.

Boni avatar Boni
Wed, 16 Sep 2020 22:12:26
Prywatnie, to ja żadnego repo nie używam... ;P

A z dzisiejszych zaskoczeń w nowej pracy, to se w końcu popaczyłem w jakieś tam skrypty w tym projekcie, co to go będziemy migrować (bo przez parę dni przyglądałem się raczej bazom danych i UI), zrobione i zwalidowane zgodnie z GAMPem itd, przez kumatych ludzi, jakieś 10 lat temu. Dla ustalenia uwagi, to ogólnie rzecz biorąc VBA zapleciony w warkoczyki wewnątrz SCADA mającej jakieś tam predefiniowane rzeczy itd itp, ale IMHO całkiem rozsądnej SCADA.

No więc ze dwa razy o mały figiel a kosztowny laptopek nóweczka tudzież oba ekrany (bo mam biurko jak centrum kontroli lotów) byłyby oprychane kawą od góry do dołu, tak daleko od dobrej praktyki i zdrowego rozsądku leżą niektóre kawałki tych skryptów, moim zdaniem.

janek.r
Thu, 17 Sep 2020 10:49:06
Git w oczach użytkownika SVN
https://www.mimuw.edu.pl/~janek/VQcG7bP.gif

divak2
Thu, 17 Sep 2020 12:38:12
@Srapple

Jakoś 2 miechy temu uaktualniłem imaca z 2008 roku (20 cali) do najnowszego os (wtedy jeszcze Catalina). Jedyne 2 ale to były dołożenie ramu do maxa (czyli w przypadku mojego izłoma 6GB, więcej nie obsłuży) i wymiana procka z t7200 na t9300 (rozumie instrukcje sse 4.1). Do tego potrzebny jest patchtool (instalka od appla mówi, że stary imac jest za stary, dopiero po pominięciu pewnych checków działa ok, do czego właśnie jest potrzebny ów tool), to jest opisane tu: dosdude1.com/catalina/.

Powodzenia na nowej drodze :)

cmos
Thu, 17 Sep 2020 12:49:39
@janek.r
Ta pętla to ma być pull request?

Nasz projekt zabija mergowanie w gicie, w dużym projekcie to jest jakiś horror.

Natomiast w domu git jest całkiem OK. Mały hint: Bitbucket (serwer gita od Atlasiana) self hosted do 10 użytkowników kosztuje 10$. Jira i Confluence też po dychu. Spoko można sobie kupić.




Boni avatar Boni
Thu, 17 Sep 2020 13:29:57
@divak2

Dzięki za podpowiedzi, ale raczej nie pójdą, to jest Tiger jeszcze, koniec 2006 chyba, więc zdaje się inna epoka wzg. tego co podsyłasz i co widywałem; ludzie kombinują jakieś rzeczy chyba od Liona w górę, nikt już nie dłubie w Tigerze czy Leopardach. I ja też nie zamierzam.

@mergowanie w systemach kontroli wersji

Nigdy nie zrozumiałem, jak w ogóle można zrobić choćby półautomatyczne mergowanie "dobrze", już pomijając, że przy filozofii jak Gita no to nie wyobrażam sobie nawet "dostatecznie". No chyba że się wszystko wkoło obłoży lockami po prostu, ale to zdaje się nie jest uważane za Piękno y Dobro. Ale jw. nie znam się.

charliebravo
Thu, 17 Sep 2020 14:02:22
@mergowanie łatwo/koszmarnie
Mam wrażenie, że to zależy bardziej od struktury kodu niż od narzędzia. W końcu narzędzie może automatycznie rozwiązać rzeczy typu zmiany w osobnych plikach, albo zmiany w osobnych obszarach tego samego pliku, ale jak fizycznie treść x jest zmieniona przez autora A na y, i jednocześnie przez autora B na z, to nie ma siły. I będzie trzeba to robić ręcznie.

Mnie tłumaczono, że jedną z zalet gita jest trzymanie zmian jako delt (co trzeba dodać do poprzedniego stanu żeby otrzymać aktualny) a nie jako kolejnych snapshotów, bo wtedy robi się dramat gdy trzeba owe "poprzekładać".

Pracowałem przez trzy lata w firmie, gdzie akurat tak się działo, że kilka osób "zawadzało" o ten sam obszar kodu i nie dało się tego zawczasu zaplanować choćby dlatego, że to były zadania typu "rozkminić", i potem okazywało się że moduł napisany "na bazie" wersji k jest do zastosowania w wersji n, albo co gorsza, część ficzerów chcemy do wcześniejszej, część do późniejszej.

Git się fajnie do tego sprawdzał (rebase -i), ale to nie tak że robił to "za nas", tylko przy odpowiednim porządku i dobrych praktykach (dbanie o strukturę commitów, automatyczne testy, etc), dało się to robić bez wielkiego bólu. I tak, mała firma, zespoły po kilka osób, wszystkich programistów może trzydziestu.

Codiac
Thu, 17 Sep 2020 15:04:22
"to jest Tiger jeszcze, koniec 2006 chyba, więc zdaje się inna epoka wzg. tego co podsyłasz i co widywałem; ludzie kombinują jakieś rzeczy chyba od Liona w górę, nikt już nie dłubie w Tigerze czy Leopardach. I ja też nie zamierzam."

Przez chwilę miałem wizję, że przestawiłeś się na niemieckie czołgi i kolejna odsłona szrotwagenów będzie ekscytująca. :D W sumie niektóre z nich miały bebechy od Porsche...

cmos
Thu, 17 Sep 2020 15:49:14
@Codiac
No przy "Tygrysie" to akurat chyba nawet Bezos z Gatesem razem nie byliby w stanie sobie takiego oryginalnego kupić, bo tylko 7 ich istnieje, a żaden nie jest na sprzedaż.

Boni avatar Boni
Thu, 17 Sep 2020 17:31:09
@cmos

Jesteś niepoprawnym optymistą. IMHO przy zasobach Bezosa czy Gatesa, to mogliby se kupić nie tylko Tygrysa, ale pod byle pretekstem któreś całe muzeum broni pancernej "aaand Tiger included", i co im zrobisz. Tyle, że im się akurat nie chce, o ile wiadomo.

Codiac
Thu, 17 Sep 2020 18:03:54
Oczywiście, to z wielu powodów nie miało sensu.
- Wątpię, żeby Boni był w stanie kupić Tygrysa nawet gdyby było ich więcej.
- Wątpię, żeby chciało mu się dłubać w tym i upewniać się, że będzie jeździł
- Wątpię, żeby był w stanie dostać narzędzia i części zamienne.
- Nawet gdyby go odpicował to jakoś nie jestem przekonany czy irlandzki urząd przyklepałby mu przegląd i dopuścił do ruchu.
- Boni - o ile mi wiadomo - woli japończyki i amerykańskie, więc prędzej by ogarniał Shermana.
- No i last but not least, ja się szybko kapnąłem, że coś tu nie gra, nie może chodzić o czołgi i dotarło do mnie, że było gadanie o odświeżaniu maców. Czyli nie motoryzacja tylko sprzęt innego rodzaju.

Niemniej taki mental image przez chwilę miałem w głowie i rozbawił mnie, więc się postanowiłem podzielić :D

Oraz - Bezos to chyba nie potrzebuje nikogo innego do spółki, przy nim nawet paru kolejnych najbogatszych to biedaki-cebulaki. Było gdzieś (na JM? Ty się tam udzielasz czasami, może pamiętasz) ładne porównanie majątków najbogatszych ludzi przez porównanie ich do dystansów.

cmos
Fri, 18 Sep 2020 08:41:11
@boni
"Jesteś niepoprawnym optymistą. IMHO"

Zgadzam się, że księgowo nie mieliby problemu. Ale wydaje mi się, że jednak żadne z tych paru muzeów które mają Tygrysa nie zostałoby sprzedane, bo nie. Znaczy: Bo one są państwowe.

charliebravo
Fri, 18 Sep 2020 09:05:57
@Boni na czołgu
Ooooch, totalnie widzę te recenzje xD

"Szefu pożyczył mi swojego Tygrysa, trochę bieda wersja, bo nie Królewski, ale jak wiadomo darowanemu (...). Silnik nawet wporzo, V12, szkoda że po teutońsku przekombinowany ale przynajmniej na benzynę. Na stanowisku kierowcy niemiecka ergonomia, tylko dlaczego zadali sobie trud robienia kierownicy a zostawili preselekcyjną skrzynię biegów z milionem przełożeń? To byłoby łatwe do zautomatyzowania, jakbym zaczął w piątek wieczór, to w poniedziałek do pracy można by było pojechać ale przecież mi się nie chce"

Sherman myślę że nie, bo: "niby wielki wybór silników, tyle że nie ma z czego wybierać? Chrysler Multibank był chyba projektowany tuż po zniesieniu prohibicji, jak wszyscy chlali z radości, obsługa gwiazdy w czołgu to nie ta sama wygoda co w samolocie, gdzie jest dostęp dookoła do głowic, no a przecież nie będę wozić się dieslem! Co prawda jest Ford GAA, V8 jak Pambuk przykazał, ale to nie ma znaczenia bo...ręczna skrzynia biegów i sprzęgło! Przecież nie po to wozimy się komfortowym amerykańcem żeby ćwiczyć podwójne wysprzęglanie!"

Z uwagi na automat "nadałby się Stuart, tylko te dwa silniki to chyba księgowy wymyślił a poza tym taka wysoka koza to nie bardzo, i ciasny w środku, i w ogóle entry-level wozami to ja jeździłem dwadzieścia lat temu" więc myślę że skończyłoby się na Pershingu "gdzie i silnik w porządku, Forda V8, i automat zamontowali żeby kierowca miał odpowiednie warunki pracy". I Boni woziłby się zagazowanym Pershingiem, z tym że raz na czas spoglądałby z zazdrością na bardziej sportowy model czołgu, czyli na Cromwella. No bo i moc większa, i przyspieszenie lepsze, i tradycja piękniejsza (RR zamiast Forda).

No ale niestety - automatu nie montowali, świec do zmiany półtora raza tyle, zawieszenie przekombinowane, i nitowany pancerz w czasach kiedy wszystko spawane albo odlewane. Typowa brytyjska ftopa - niby moc i styl jest, ale jakieś to archaiczne jednak.

zz_top
Fri, 18 Sep 2020 10:14:05
@charliebravo - Boni na czołgu
Zrobiłeś mi dzień tą fejkową mini-recenzją :-)

Boni avatar Boni
Fri, 18 Sep 2020 10:22:41
@cmos

Teraz to jesteś już "optymistą", bo przeciw faktom, Bovington nijak nie jest "państwowe":

https://beta.companieshouse.gov.uk/company/04962619

A patrząc w ich kwity z pralni, to byle miliarder se ich może kupić, nie trzeba aż bezosów. Oczywiście, nie są na sprzedaż w tej chwili, ale nie uprzedzajmy wypadków, bankructw itp. oraz "kewstia ceny". W teorii spoko można se kupić te muzeum broni pancernej, z Tygrysem NA CHODZIE... IIRC jednym z dwu na świecie.

@charliebravo

Wygrałeś moje internety w tym miesiącu. Oraz dobrze, że tu we firmie to tak raczej świeże powietrze i pustki z rańca, niż załoga, bo nieco zawyłem z pociechy.


Boni avatar Boni
Fri, 18 Sep 2020 14:25:29
@zabawne czołguny

Rano nie miałem głowy, żeby się zastanowić, co jest nie tak z dowcipem @charliebravo - ale już się ogranąłem. Noęc paaanie, jakie Pershingi czy Cromwelle... mam wrażenie, że najchętniej popylałbym Cometem. Ogólnie słabo znam się na czołgach, ale IIRC przynajmniej nie byl zły ;) oraz w szczególe, na festiwalu w Bovington robił bardzo bardzo pozytywne wrażenie w porównaniu z rówieśnym złomem latającym po polu.

(BTW dlaczego nie było notki o wycieczce m.in. do Bovington? hańba mi)

charliebravo
Fri, 18 Sep 2020 14:40:10
Dzięki za uznanie, rozwinąłem Codiacowy dowcip.

@Brak notki o Bovington
Hańba, ale może do odwrócenia? W sense: wyprodukuj notkę :-)

@Comet
I co, zmieniałbyś biegi z międzygazami, jak zwierzę? Ja wiem że to jest zwinne, bo to jest ciut bardziej opancerzony, ciut nowocześniej produkowany Cromwell z nieco lepszą armatą i tym samym układem napędowym. No nie, z brytyjskich klimatów to ja Cię widzę na przykład w Centurionie, ale takim z "izraelskim tuningiem" (m.in. wymiana skrzyni na crossdrive Alisona, i z dieslem Teledyne Continental)...albo czekamy kiedy dorobili się wreszcie własnego automatu (no powiedzmy, bo bez przetwornika ZTCP) i siedzisz sobie za drążkami Chieftaina (nie mogę się doczekać aż usłyszę komentarz w temacie silnika tego czołgu, niesławnego Leylanda L60, według niektórych potomka Jumo 205)

A także "its not the pilot, it is airplane" - jeśli Comet wychodził lepiej od Cromwella, to musiał mieć lepszego kierowcę/być w lepszym stanie.

Boni avatar Boni
Fri, 18 Sep 2020 15:03:07
@notka o Bovington

Trza przemyśleć, ale to historia sprzed roku, więc samaniewiem...

@Comet i inni

No jakoś tak mi się Comet podoba(ł), może przeżyłbym tę skrzynię... Co do Centuriona, to zanim sparsowałem, że wykombinowałeś gdzieś diesla+auto, miałem "o, Charliebravo zachlał piąteczkowo i bzdurzy", no bo nawet ja wiem, że Centurion miał sporo zalet, ale umówmy się, że miał też pewne braki, np. zasięgu ;D (czy mam omamy, czy ktoś miał lekko opancerzoną przyczepkę-cysternę do Centurionów właśnie? Duńczycy?). A Cheftain to już zupełnie inna (przyciężka) bajka.

A Cromwella w Bovington IIRC wtedy akurat nie było jeżdżącego, "z epoki" był Churchill, Sherman, Stuart, Matilda, i coś tam jeszcze, no i Niemce (było oczywiście też sporo nowszego złomu). Na tym tle Comet wypadał superos, chyba jedyne co popylało sprawniej, to Stuart (ale to żadna sztuka taką pchłą, no i o nim bardzo słusznie napisałeś, że nie patrzymy na jakieś popierdołki entry-level, tylko na poważniejsze wózki ;D ).

Codiac
Fri, 18 Sep 2020 16:07:04
I tak by się pewnie wszystko wywaliło o brak podgrzewanego siedzenia kierowcy, za mały bagażnik i tragiczne wytłumienie przez co praca silnika zagłuszałaby nagłośnienie. ;-)

Boni avatar Boni
Fri, 18 Sep 2020 16:31:23
@podgrzewany bagażnik i nagłe śnienie silnika

Niekoniecznie, przecież to wszystko pewne kompromisy. Np. brak podgrzewanych siedzeń i mały bagażnik może zrównoważyć działo 76mm i spory zapas APDSów. Czego, co za niespodzianka, nie miewają nawet astony martiny, że o lexusach czy merolach nie wspomnę.

charliebravo
Fri, 18 Sep 2020 16:32:19
@Charlie zapił
Jestem okropnie trzeźwy...

@przyczepki do czołgów
ZTCP to już w I WŚ było, w II WŚ Anglicy mieli taki malowniczy fuckup. To w teorii wygląda dobrze, w praktyce np na pustyni rozwalało się na kamieniach bardzo szybko i "popuszczało" paliwem a i pociski potrafiły się pokrzywić/przesypać piaskiem, więc "brytyjski czołg z przyczepką" mnie zapala lampki od fuckup warning.

@komfort w czołgu
Eee, nie, w odpalonym czołgu to raczej zimno nie będzie, zdaje się że ulubione miejsce piechoty w zimie to było na grillach od chłodzenia silnika. Bagażu można wziąć sporo do tych pudeł na pancerzu i do kosza wieży. Praca silnika nie zagłusza nagłośnienia, o ile oczywiście masz na myśli nagłośnienie wyprodukowane przez dajmy na to Kruppa, ze średnicą woofera 8.8cm, bądź twittery 7.92mm.

charliebravo
Fri, 18 Sep 2020 16:43:39
@Cromwell/Comet i mobilność by Rolls Royce:
"(...)Meteor engines were installed in two Crusader hulls (...). A three-quarter mile stretch was marked out, and timekeepers stationed, while the driver was instructed to keep his foot down. Despite a warning that the course was too short, the trial went ahead. The tank sped by so fast that the timekeepers forgot their task, and the driver, unable to brake or turn in time, vanished into trees. A conservative estimate put the speed at 50mph" ("Cromwell Tank - Vehicle History and Specification", HMSO 1983)

Boni avatar Boni
Fri, 18 Sep 2020 18:21:39
@przyczepka do czołgania

Aż poszperałem - dobrze mi się zapamiętało, że Duńczycy, ale nie wiedziałem/pamiętałem, że to była taka taczka... http://www.armyvehicles.dk/centurionfueltrailer.htm

@mobilność Cromwella i Cometa

No ale IIRC nawet jak ujęli nieco z Cromwella, że osiągał "tylko" coś koło 40mph, to nadal się rozsypywało zawieszenie, trakcja, gąsienice spadały, itd. Cometowi ujęli jeszcze nieco prędkości do 32mph czy około 50km/h, za to włożyli mniej zapału a więcej metalu do kluczowych elementów, stąd raczej jeździł a nie raczej się sypał. A wiadomo, że jako kustosz szrotu preferuję "osiągi wyznaczone przez solidność" bardziej niż "wyżyłowane na max osiągi", zresztą, 50km/h jak na coś koło 30ton z tamtej epoki to IMHO nadal spoko...

Charliebravo
Fri, 18 Sep 2020 23:32:09
@cromwell sypiący się
Eee, nie, znaczy na początku troche tak ale na początku to i Merlin się sypał. Wydaje mi się ze ostatecznie wprowadzono ograniczenia na silniku bo nie wytrzymywała załoga. Tam sporo rzeczy było ostatecznie wdrożonych nieźle, z poprzednich konstrukcji (np skrzynia i układy skrętu z Churchilla, zawieszenie mniej więcej jak w Crusaderze, etc). Jeśli któż chce szukać wtopy to polecam czołg „Covenanter” :-)

Laserowitz
Sat, 19 Sep 2020 21:31:03
Przy okazji chciałbym zapytać, jaki jest powód wielkiej nieobecności w tutejszych dyskursach marki Rover? Model 75 mógłby pasować do zainteresowań Gospodarza?

Boni avatar Boni
Sat, 19 Sep 2020 22:22:12
@Laserovitz

O bardzo wielu samochodach nie rozmawiam, o wielu napomykam. Rovery made in Rover, to jakaś prehistoria dla mnie; kiedy w ogóle zaczęły mnie interesować jakieś normalne samochody, to była epoka (ew. były w zasięgu jako używki) joint-venture, czy co to tam było, Rovera i Hondy, czyli badziew skrzyżowany z japońską firmą, której też nie darzę jakąś wielką estymą. Potem były te ostatki BMW-Rover, jak 75, ale nigdy nawet przyglądać mi się temu nie chciało rzetelnie - stylistyka retro mnie nie zwilża, konkurencji funkcjonalnej a technicznie lepszej jest na pęczki, a jeśli już bardzo bym chciał (ew. "chciała", pozdro dla żony!) złomexa w stylu brytyjskim, to jaguarów jest do wyboru do koloru (no ok, może akurat nie w Irlandii, w Irlandii jaguary są przepłacone jak jasny gwint).

Skądinąd zainteresowania to jedno, a życie to drugie; zawsze mi się podobają duże kupety GT, a mieliśmy tylko thunderbirda V8 przez "chwilę"; przez ostatnie lata w SCO powinniśmy mieć coś w tym stylu, ale jakoś ciągle lądowałem w sedanach.




 

Engine: Anvil 1.08   BS