NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2019-07-05, piątek
Tagi:  namysł, bibliotheca     
___________________________________

Przeczytałem "Po piśmie" Jacka Dukaja (dalej w tekście "PP"), czyli zbiór esejów, powiedzmy, "futurologicznych", w miarę świeżych, skompilowanych z różnych "wydań" z ostatnich kilku lat, w tym duży premierowy esej tytułowy. Podzielę się garścią luźnych uwag i polemik, bo i za literaturą, także publicystyką Jacka, przepadam, i w szczególe futurologia w takim stylu mi pasuje, a nawet czasem ją uprawiam w kąciku tego bloga, więc czemu by nie skomentować. Zastrzegam - to jest blogorecenzja i blogopolemika, pisana na świeżo po lekturze i na kolanie, więc wobec dzieła zawodowca jak Jacek może być trochę słabo. Ale polegnę, próbując.

Eseje w "Po piśmie" obracają się wokół głównej tezy, że przełom cywilizacyjny i kulturowy, który nadciąga a nawet już w nim jesteśmy, napędzany nowymi jakościami i ilościami technologii, to przełom "myślunku" (czyli nie tylko myśli i namysłu, ale całego aparatu kulturowo-poznawczego) bazującego na piśmie i niesionej przez pismo abstrakcji, na rzecz "myślunku" bazującego na "bezpośrednim transferze przeżyć" jako podstawowej formy "komunikacji kulturowej", tj. tworzenia i "sprawdzania się" kultur. Jako jedyny porównywalny przełom w historii Homo sapiens Jacek podnosi przełom kultury oralnej w "piśmienną", budując na tych tezach dalsze wywody i szczegółowe hipotezy, okraszone erudycją, cytatami, przypisami, z cały warsztatem zawodowego pisarza i filozofa. Dużo dużo treści, ciekawe tezy, fajny warsztat, styl, który lubię. Ktoś kto nie lubi lub nie zna stylu jak Jacka, lub nie przepada za eseistyką futurologiczno-popularnaukową czy akademicką, może sobie darować - nie ma tu fabuły, nie ma heheszków (no może i są, ale to są "żarty dla 4 noblistów"), trzeba uważać i śledzić wywód. Ale ogólnie, moim zdaniem, warto przeczytać.

Podpowiedź - jeśli ktoś chce sprawdzić "o co kaman" przed przeczytaniem "Po piśmie" ew. jest to dla niego TL;DR albo szkoda kasy, to polecam rozmowę Jacka Dukaja i Łukasza Orbitowskiego, gdzie Jacek przystępnie referuje swoje tezy na temat. Oczywiście, jest to rozmowa znacznie luźniejsza i prostsza niż "PP", ale przez to znacznie łatwiejsza do przyswojenia.


0. Zabawne, że niby jestem ogólnie "na emigracji wewnętrznej od internetów", nie mam fejsa, GAFA mi ogólnie wisi kalafiorem, wpadłem na "Po piśmie" przypadkiem - tylko jakoś tak bardzo w stylu "po-piśmie"; na przykład nie potrafię odtworzyć dokładnie JAK do tego doszło. Coś tam guglałem czy czytałem w necie, jakoś przeskoczyłem na Dukaja, "a w zasadzie co tam Jacek ostatnio wydaje?", o, nówka z maja 2019?? aha, "tylko" eseje, tak czy owak, trzeba obadać; w pierwszych linkach na guglu recenzja Wojtka Orlińskiego w "Wyborczej", kliku-klik, NIEPRZYCHYLNA?! O, to naprawdę trzeba przebadać, dawać mnie tego ebuka łantutri, po czym ze dwa dni wzg. powolnej lektury. No i - jesteśmy tu i teraz.

1. Dygresja - recenzja Wojtka Orlińskiego jest słaba jak coś bardzo słabego, i w ogóle jest przykre wrażenie, że WO albo przeczytał "PP" po łebkach, i nie zrozumiał połowy, albo po prostu nie zrozumiał. Przypomina WO trochę swojego idola, Lema, w niezrozumieniu "o co chodzi", tłukąc analizę esejów Jacka głównie "obok" i "polemizując" z wywodem, źródłami i tezami Jacka przy pomocy "silnego przekonania sybaryty-malkontenta epoki pisma", zupełnie niczym Lem tłukący na wiernej maszynie do pisania polemiki z Internetem. Aż przez chwilę miałem WO recenzję za wyrafinowaną trollerkę, że niby tak jak Jacek zmaga się z oddaniem w piśmie i abstrakcjach naszego pomyślunku futurystycznej "następnej tercji progresu", tak Wojtek robi "analogicznie" - analizę i recenzję nieprzystającymi narzędziami; że tak jak schyłkowi są pisarze-nie-celebryci, tak jeszcze bardziej schyłkowi są dziennikarze-nie-stażyści, jak Wojtek itd. No ale po namyśle, nie można aż takich wyżyn i autoironii przypisywać WO i "Wyborczej" oraz szczegóły wprost zniechęcające potencjalnych czytelników Jacka, oraz bzdury aż po przekłamania (że niby wywód Jacka, gęsto nadziewany przykładami, cytatami, przypisami, jest "jak księdza", z autorytetu? no tu WO peron odjechał na poduszce magnetycznej...), mówią, że WO trafił hen, jak kulą poza płot nawet. Ewentualnie może jest to znany problem, jaki mają z Jacka twórczością recenzenci a nawet czytelnicy - intelekt, warsztat i konsekwencja Dukaja niesie "taktykę spalonej ziemi" (o ile pamiętam, slogan Eryka Remiezowicza w "Esesji" nt. prozy Jacka), no bo dopowiadać i wyjaśniać coś PO Jacku, jest deczko trudno, więc może WO poszedł po prostu po najmniejszej linii oporu.

2. Moja niniejsza pisanina jest mocno obarczona zjawiskiem jak ze starego szmoncesu: spotkali się dwaj wielcy rabini i siedzą sobie milcząc i któryś chasyd, z czających się po kątach w oczekiwaniu na perły dyskusji i talmudycznej mądrości, w końcu nie wytrzymał "Rebe, czemu nie porozmawiacie?" - na co rebe "Ja wiem wszystko, on wie wszystko, to o czym my mamy rozmawiać?". Nie chodzi mi o jakieś moje wyżyny intelektualne czy erudycji porównywalne z Dukajem, bo kudy mnie do zawodowca jak Jacek, ale mam dojmujące wrażenie, że pomimo wszelkich różnic, w tym wieku, doświadczenia życiowego itd. mamy obaj zaskakująco podobny typ analitycznego umysłu, napędzanego przez podobne idee, treści, pomysły, okoliczności kulturowe i cywilizacyjne, itp. Stąd trudno mi polemizować, kiedy mam 95% frajdę z czytania Jacka, na zasadzie "o, porządnie napisał to, co tak jasno wiadomo i co nawet zmyślałem parę lat temu", czy "o jak ładnie przywołał buddyzm", parę stron dalej "o jak ładnie przywołał Churchilla", zaraz "O JAK ŁADNIE przywołał Kołakowskiego", itd. prawie cały czas. Więc moja polemika jest tylko 5%, że tak powiem.

3. Jacek nie dotyka tematu (i sam to zastrzega w tekście), jak bardzo taki czy owaki rozwój technologii i "infrastruktury" naszej cywilizacji, jest prawdopodobny. Ogólnie, prezentowana ścieżka jest moim zdaniem jak najbardziej "możliwa", ale pytanie o jej prawdopodobieństwa to zupełnie inne pytanie. Bo odpowiedź pozytywna wymaga bardzo silnych założeń o rozwoju infrastruktury, techniki, technologii, żeby obecny "poziom cywilizacji" w ogóle utrzymać, dla miliardów ludzi, nie to że - rozwijać. Inaczej mówiąc, nie ważne jak bardzo nawszczepiani i nie-piśmienni będą ludzie - jeśli skończy się prąd w gniazdku, to nowe kultury może i będą niepiśmienne, ale wcale niekoniecznie w futurystycznych nowych stylach, tylko w tych średniowiecznych raczej. Stąd moim zdaniem należy jednak patrzeć na te eseje jak na ćwiczenie z twardej SF a nie do końca - z futurologii.

4. Jacek, jak wielu czołowych intelektualistów, moim zdaniem przecenia możliwe znaczenia "gospodarek radosnych" i post-scarcity economy (gospodarki nadobfitości). Mój namysł jest taki, że dopóki ludzie nie uwolnią się z przymusów fizycznych i przemocy międzyosobniczej, zupełnie DOSŁOWNIE i CAŁKOWICIE się uwolnią (co jest SF o wiele dalszą niż "PP" czy post-scarcity), będzie rządzić ekonomia scarcity, zawsze będzie czegoś komuś mało, będzie własność, ekonomia, konkurencja, "kapitalizm", opresorzy będą mieli czym opłacić aparat przemocy, itd. itp. To nie dyskwalifikuje zupełnie wywodów z "PP" w sensie ogólnym, ale jest mocnym ograniczeniem, tak jak "prąd z gniazdka" w p.3 - jeśli gospodarka "PP" jest kapitalizmem, "da się w niej liczyć lajki" itd. i od tych liczb cokolwiek ważnego zależy, albo np. istnieje ograniczenie liczby doświadczających "bezpośredni transfer przeżycia", np. transfer live utraty dziewictwa przez szóstą celeb-żonę sułtana, to kultura NADAL BĘDZIE PIŚMIENNA, bo Buchalteria jest boginią pisma, i kij z całego post-piśmiennictwa, kiedy po prostu musisz zrozumieć, że postAmazon Prime Night tak ustawił podaż, że pierwszy 1000 odpowiednio "bogatych" klientów na Amazona certyfikowanych wszczepkach mogło się przykleić do rozdziewiczanej celebki "live", ale 1001 i dalszy może się przykleić już tylko z nagrania opóźnionego o 2h, jak jakiś plebs.

5. Ogólnie, zgadzam się z tezami jak Jacka o tym, że ważka technologia, najogólniej rozumiana, "przekracza" tych którzy ją tworzą i używają, i "sama" tworzy nowe jakości i przemiany fazowe; czy dokładniej - że samomodyfikujemy się przy pomocy wiodących technologii, także w najgłębszych sensach kultury czy "człowieczeństwa". (Dygresja - w tym punkcie recenzja Wojtka Orlińskiego w ogóle leży i kwiczy; tezy, że daną technologię używa się "do tego" do czego ją projektowano czy wymyślono i że och jak ważne, kto, gdzie, po co ją wymyślił; że "należą" do Appla czy Googla, no to są z jakiegoś XXw jeśli nie z XIXw, i w kontekście "PP" bardzo bardzo obok - pewnie technologia pisma wg. WO też należy do i "jest zgodna" z wizją i ideą tych tam kolesi z Egiptu, Sumeru czy Krety, którzy zaczęli pomagać sobie pismem w liczeniu i mnemotechnice, dobrze, że nie musimy ich spadkobiercom licencji płacić. Albo tantiem DARPA za Internet. Dygresja druga - stąd np. niezbyt zwilżają mnie optymistyczne czy kasandryczne wizje ludzkich samomodyfikacji genetycznych, informatycznych czy dowolnych innych; a niby co innego robimy przez ostatnie 5000 lat (tylko wolniej), żebym miał się tym nagle zacząć przejmować, trza je robić i tyle). Ale w szczególe jestem wielkim pesymistą co do JAKOŚCI rozwiązań dostarczanych przez nasze technologie. Bo w tym aspekcie obowiązuje moim zdaniem zasada jak ewolucji - możliwe nisze są zapełniane a nawet - "zaczopowane" (bo "jeden jest Google, Pan twój, który cię wywiódł z Wojen Przeglądarek, z Windowsa niewoli"), przez WYSTARCZAJĄCE rozwiązania, ale oczywiście niekoniecznie przez dobre czy najlepsze, nawet w danym momencie, rozwiązania. W kontekście "PP" - wcale nie wydaje mi się, że będzie się tak łatwo i przekonująco "transferowało przeżycia", jak Jacek to kreśli. A np. jeśli się okaże, że WYSTARCZY produkować "syntetyczne" emocje i sprzęgać je z porządnym uderzeniem audiowizualnym "po zmysłach", to nikt żadnego "transferu bezpośredniego" od innych ludzi nie będzie potrzebował do czegokolwiek, kreatywi+technologia dostarczą to panu hurtowo, z gwarancją, za ułamek ceny. Albo - jeśli z wszelkimi SF superduper wszczepkami ""transferu" wygra wszczepka jak "orgiak" od dziadka Lema (elektrody do kopania się prądem wprost w ośrodek rozkoszy, czy dla innego haju). Okej, wtedy też dostaniemy post-piśmienne masy, ale nie w takich sensach jak widzi Jacek, bardziej jak w moich o maxi indywidualizmie społeczeństwa 80/20, pod "normalnym" kapitalizmem, tylko np. z kolosalnym zagrożeniem dla resztek empatii, a nie z post-piśmiennym "lekiem" na atomizację społeczeństwa w formie transferowanej wszech-empatii jak u Jacka.

6. Dygresja - nasz myślunek to jedno, ale nasze języki to co innego, a związki w obie strony można rozważać w bardzo wielowymiarowych przestrzeniach, tylko, że grozi to migreną szybciutko. Za głupi na to wszystko jestem i za mało mam czasu i miejsca, żeby rozwinąć, to CZEGO NIE WIEM w temacie, oraz to, co mi się wydaje. Na przykład - Jacek buduje na "rewolucji pisma" sprzed 5000 lat bogate tezy. Ja miałbym ochotę pogdybać, czy przypadkiem nie była to rewolucja nie tyle pisma, co troszkę wcześniej - rewolucja języka praindoeuropejskiego. I czy na pewno nie-indoeuropejskie cywilizacje i kultury są w ogóle możliwe dla nas do zrozumienia, niezależnie od pisma czy jego braku. I w jakich sensach naszych lub nie-naszych, ludzie byli w nich przedmiotowi czy podmiotowi. Jacek zahacza o temat, np. dywagując o chińskim, ale tylko zahacza.

7. Na skrzyżowaniu p. 4 i 5 wydaje mi się, że przeżywanie analogowe czy "w gnoju" (za Jacka "Linią oporu") wcale niekoniecznie będzie tylko niszą dla maniaków czy bogaczy. Wystarczy, że jakiś prawnuk Hiltona itp. co jakiś czas kupi krew kreatywów i porządną kampanię religijną na temat, że prawdziwe proseco na prawdziwym tarasie jest znacznie "ciekawszym", "innym", "nowym" przeżyciem albo lepiej "wyzwaniem", w porównaniu z "filtrowanymi" czy "miękkimi" doskonałymi wrażeniami na wszczepce (or compatible) i że klienci w to uwierzą, że to modne i o tym się mówi, żeby analogowe odczuwanie wcale nie odeszło do lamusa. A w analogowej interakcji "piśmienny" myślunek chyba będzie zawsze tym lepszym. Inna rzecz, że możliwe są ciekawe hybrydy i "wycieczki" post-piśmiennych, z odpowiednim "wyposażeniem", w odpowiednio przystosowane "krajobrazy analogowe"; w końcu my mamy taką np. turystykę podwodną czy podobne głupoty.

8. Doświadczeniem "wspólnym" "jednoczącym" zindywidualizowane post-piśmienne jednostki zanurzone w "rzekach przeżywania" według Jacka mógłby być bardzo luźno zdefiniowany ból (czy może raczej - cierpienie?) i empatia jako współ-czucie tegoż. Moim zdaniem to są zgadywanki baardzo niepewne. Potrafiłbym przeargumentować równie dobrze wiele innych podstawowych emocji czy nawet uczuć, jako hipotetyczne "coś", co pozostanie "kotwicą" kultury post-piśmiennej. Nie wynika z tego, że jestem bardziej kumaty niż Jacek, tylko, że po prostu nie mamy pojęcia, jakie możliwe, pożądane, MODNE, będą uczucia i wynikające z nich trendy; to jest jak przewidywanie w 1950, czy za 60 lat palenie papierosów będzie passe, a marycha będzie na propsie, czy może wprost przeciwnie. Inny ważki kontrargument przeciwko tej linii poszukiwań "kotwicy" jest z historii - dokładnie na takich założeniach zbudowano buddyzm; jego historyczna eksplozja a potem implozja pokazują, że małpom naczelnym długofalowo niezbyt pasuje ten model.

9. W ogóle, moim zdaniem, postulowane przez Jacka przemiana jest znacznie głębsza niż nawet jemu się wydaje. Kluczowe wydaje mi się to: jeśli możliwy jest "bezpośredni transfer przeżyć" w kreślonych przez Jacka ramach, musi być możliwe jego "zapisywanie", "rozebranie na części", całe nauki wokół tego powstaną, co GWARANTUJE że powstaną jw. zupełnie "syntetyczne" przeżycia, emocje i stany, a zaraz potem - nieznane jeszcze emocje i stany umysłu (bo już powstają...) i zostaną dostarczone "as is", od producenta do konsumenta, przez kreatywów wspartych przez AI, bez żadnego "transferu-od-kogoś", tylko z transferem od Disneya czy innej Being Inc. Jeśli post-piśmienna "post-gra" dostarcza ci 4 razy lepszej "immersji" w życie wirtualnego ekwiwalentu Kim Kardashian AD2018, niż dowolna żywa Kim ("lepszej" nie w sensie "rozdzielczości" czy "doskonałości" czy "ładniejszej", ale w "przeżyciu" bezprzymiotnikowo "lepszej"), to na cholerę komukolwiek żywa Kim do "przeżuwania"? Jeśli post-piśmienny syntetyczny "koncert" czy "festiwal" daje ci 4 razy lepsze odczucia i emocje niż obecne Burning Man, marsz faszystów i Glastonbury razem wzięte, to kto normalny pożąda jakichś wirtualnie współ-przeżywanych z innymi oderwanymi od ekwiwalentu tetrisa kolesławami, jakichś ekwiwalentów Glastonbury czy wiecu partyjnego? A jeśli można przeżyć takie ekstazy i emocje, jakich NIKT JESZCZE NIE PRZEŻYŁ i NIE PRZEŻYJE, to od kogo miałoby się je transferować, jeśli nie od ich PRODUCENTÓW? Więc znowu wracamy do normalnego kapitalizmu i ekonomii itd. tylko na nowych dobrach; utkwimy w czymś, co w rozumieniu "PP" jest okresem przejściowym, ALE człowiek będzie nadal podmiotem tego cyrku.

Starczy może moich polemik nieudolnych.

Ogólnie, polecam "Po piśmie"; nawet jeśli nasza historia nie potoczy się dokładnie tak, jak Jacek ją szkicuje, albo utkwimy gdzieś "obok niej", to jest to historia bardzo dobrze po-myślana.


(PS. Miała być minirecenzja w paru punktach, a porobiło się jak wyżej - z Jackiem tak zawsze; jak wymyślono kiedyś w Usenecie nt. "Ekstensy", że jakaś taka nietypowo krótka: "Pewnie Jacek chciał haiku napisać i stąd tylko 170 stron". Ewidentnie jest to zaraźliwe.)





tyz_aniou
Wed, 17 Jul 2019 09:30:21
Nie czytałem jeszcze Dukaja, ale na marginesie tego co tu piszesz przypomnę jeszcze, że Kołodziejczak miał uniwersum w którym rządy, zetknąwszy się z negatywnymi skutkami ubocznymi tego, że poddani (obywatele) odpinali się masowo od rzeczywistości, zaczęły na różne sposoby promować "prawdziwe życie". Przewija się to w serii opowiadań i jest raczej tłem dla konkretnych historii, ale warto pamiętać i o takiej reakcji na wirtual.

marekkrukowski
Wed, 17 Jul 2019 10:53:12
nie mam za bardzo czasu przeczytać, bo pracuję, ale ni w ząb nie jestem sobie w stanie wyobrazić, co ma niby być takiego (ciekawego, użytecznego, a przede wszystkim sklejalnego) w transferze przeżyć, by dało się na tym zbudować jakąś formację, zrozumiałbym jeszcze, że od okonia czy wazki mogłoby być interesujące, ale od celebryty? nie wierzę też zupełnie w urzeczywistnienie pomysłu, transfer bodźców ewentualnie, ale przeżycia? - wątpię by były czymś odrywalnym od stanu całości

Boni avatar Boni
Wed, 17 Jul 2019 22:51:48
@aniou

Tak szczerze, to Kołodziejczaka prawie nic nie czytałem, a to co czytałem, to zapomniałem. A w kontekście, to ja stoję raczej po stronie tych dystopii, w których rządy nie promują "prawdziwego życia", ale usiłują spacyfikować zbędne 80% społeczeństwa właśnie wpychając je w wirtual czy TV, rozdając kasę na minimalne przeżycie, ew. lekkie dragi w typie maryśki, itp. działania. Oh wait... ;P

@marek

"Technicznie" to zapewne, bodźce, emocje, przeżycia itd. to są nieco inne zakresy i poziomy, czy nawet problemy, w tym ich transferu, ale ogólna teza Jacka moim zdaniem "trzyma", tzn. kluczowe jest przejście (a nawet "powrót") do nie-abstrakcyjnego, nie-wytrenowanego (znaczy, w porównaniu z pismem) sposobu "komunikacji". Bo jednak języka potem pisma potem abstrakcji związanych z, całej tej "gry na znakach", musimy się mozolnie uczyć - transfer wprost jest, cóż, głównie wprost, bez bagażu języka i paru poziomów abstrakcji. Już to jest jego kolosalną użytecznością. A ogólna "ciekawość" jest moim zdaniem trochę "zmienną niezależną" od tez Jacka i prezentowanej przez niego hipotetycznej ścieżki historii.

Najważniejsze, i tu się z Jackiem zgadam na 110%, że my (a szczególniej MY, dzieci tekstu i analityczno-abstrakcyjnego myślenia) jeszcze nie mamy tak naprawdę narzędzi w naszym "myślunku", żeby analizować czy odpowiadać na obiekcje jak np. twoje, czy "zrozumieć" post-ludzi z tej wizji Jacka.

Analogią jest powiedzmy, że stoisz/stoimy tam, gdzie jakiś pre-Homer około 1000pne i przyglądamy się z powątpiewaniem, jak nowomodne kolesławy na pobojowisku po-mykeńskim próbują spisać hymny i mitologie gównianymi narzędziami (pismem alfabetycznym) wymyślonymi do rachunkowości i "inskrypcji ku czci" co najwyżej. "Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co ma niby być takiego ciekawego, użytecznego a przede wszystkim "międzyludzkiego" w zapisaniu żywego słowa, interakcji żywej pamięci opowiadającego z żywym umysłem słuchaczy - w suche znaczki, z których czytający mozolnym wysiłkiem mieliby w samotności własnych umysłów odtwarzać emocje, uczucia, jakieś abstrakcje i stany? No może i będą UTRWALONE dokładniej, ale nie będą PRAWDZIWE, tylko cieniem cienia Słowa. I że niby będą one takie same u różnych ludzi, czytających martwy tekst, który niczego nie dopowie, nie zaakcentuje, nie wyjaśni - jutro i za 20 lat, albo tu i w Egipcie? I w ogóle że warto się wysilać dla paru potencjalnych czytelników, kiedy słuchaczami są wszyscy? I że z tego będzie jakaś istotna zmiana człowieka i człowieczeństwa? Pfff. Wątpię." itd. itd. A przecież była.

No ale - trudno mi zreferować cały esej w komciach, IMHO warto przeczytać, przynajmniej tytułowy "Po piśmie", w tym kontekście.

tyż_aniou
Sun, 21 Jul 2019 12:30:07
@Boni
Jeśli nie czytałeś ostatnio Kołodziejczaka, to polecam cykl "Ostatnia Rzeczpospolita". To iście kozackie połączenie nie tylko magii i techniki, to ostatnio często spotykane (patrz: Zamboch) - ale magii, rytuału i techniki. I to w iście eklektycznym stylu: stanica zbudowana "zgodnie z zasadami militarnego feng szui, tak by maksymalizować skuteczność osłon w które to osłony pompuje moc dzwon z kościelnej wieży. I na pewno nie taki sobie zwykły, ale zapewne odlany z fragmentów pancerzy poległych w walce żołnierzy, taki jak ci, którzy - wytatuowani w przynoszące im szczęście imiona swych padłych koni - idą do walki pod ochronnym parasolem ognia bojowych helikopterów. Granice terytoriów kontrolowanych zabezpiecza się kapliczkami ze świętymi, świętymi dębami i specjalnie strojonymi menhirami. I zgadnij, jak obiegowo nazywa się wojaków ze służb inżynieryjnych, odpowiedzialnych za stawianie menchirów? ;)

Boni avatar Boni
Sun, 21 Jul 2019 21:59:53
@aniou

Nazywają ich obeliksami? Ogólnie, wrzucanie takiego miszmaszu do blendera przeważnie nie dostarcza mi. To są najczęściej badziewne fantasy tylko w "pomieszanym" malowniczym setupie i tyle. Sam se mogę takie pierdoły zmyślać, jak będę się nudził. Żeby mnie zwilżyć, potrzeba nieco więcej, np. żelaznej konsekwencji świata przedstawionego wzg. tej magii, rytuału i techniki, taki poziom dostarczył np. Jacek Dukaj ;D w "Ruchu generała". Jak będę miał czas może sprawdzę totamto Kołodziejczaka, ale "nie wróżę sukcesu".

zz_top
Thu, 16 Jan 2020 14:53:13
Dorwałem, przeczytałem i chwilowo mam mieszane odczucia...
Z jednej strony podpisuję się pod Twoimi Boni komentarzami i zastrzeżeniami, np.czy "wystarczy" ekonomii (a co za tym idzie technologii) na te futurystyczne koncepty. Z drugiej strony Jacek sprytnie "unika" argumentów z biologii ewolucyjnej, które moim zdaniem tłumaczą sporo przyczyn powstania komunikacji i języka, w drugim rzucie pisma, w trzecim rzucie postpiśmiennictwa. Nie mówię, że nie zauważa niektórych argumentów z tej strony, ale je moim zdaniem kilka razy "zbywa", a brnie uparcie w koncepcje, że "się przeżywa", że "odpodmiotowienie", itp...

To tak na świeżo, muszę sobie jeszcze to przemyśleć. Kto wie, może jeszcze mi się to ułoży...




 

Engine: Anvil 1.08   BS