Czyli zgodnie z poprzednią zajawką i ponieważ "masowy odbiorca domaga się wyjaśnień", dzisiaj będzie
bardzo długo o motoryzacyjnej przygodzie życia, czyli pożyczony na prawie tydzień samochód szefa-właściciela firmy w której pracuję, czyli porsze.
Tak dokładniej, jest to
Boxster S, PDK Sport Chrono, trzeciej generacji (wew. numerek Porsche 981), czerwiec 2013r., przebieg ok. 18400km. Powtórzę, gdyż warto to zapamiętać: niecałe 3 lata, niecałe 20k przebiegu.
Dla niechętnych łażeniu po wikipediach i laików - Boxster (czyli silnik "boxer" plus dwuosobowy "roadster", czyli kabrio, stąd box-ster) i jego braciszek Cayman (to samo mniej więcej, tylko w kupecie ze stałym dachem), to te inne, mniejsze i fajniejsze, rodzeństwo kultowych 911, odmienianych przez Porsche we wszelkich możliwych przypadkach przez dekady. Boxster/cayman mają dwa siedzidła, i centralny (a nie wlokący się gdzieś z tyłu jak w 911 itp.) silnik+skrzynię wzdłuż, napęd na tył oczywiście. Przeważnie mają 6 cylindrowy płaski silnik boxer (najnowsze już nie), czasem z turbo, czasem są w wersji słabszej, czasem odciążonej, czasem mocniejszej, itd.
Wersja S to ta mocniejsza, ale jeszcze "cywilna". W trzeciej generacji, rocznik 2013, ze skrzynią i pakietami jak w dyskutowanym pożyczaku, ma wg. kwitów z Porsche 315KM i zacne 4.8s do setki - bo pusty boxster S 981 waży tylko nieco ponad 1400kg.
Czyli uczciwy średni samochód sportowy czołowego producenta.
Porsche uwielbia dawać zyliony kosztownych opcji i pakietów, stąd trochę trudno mi ustalić ile toto kosztowało, bez przepytywania szefa, ale myślę, że około 80tys. funtów. Obecnie jest warty około 40tys. - dla ustalenia uwagi, porządny spory wózek w salonie, jak mój jeep compass, czy jakieś wypasione mondeo, to około 20-25tys. Z innej beczki i z grubsza - w okolicy Glasgow za 80tys. można mieć fajne mieszkanie, albo jakiś słabszy domek w szeregówce czy w słabej okolicy, do remontu itp.
I takie coś nam wpadło do zabawy, bo szef potrzebował pożyczyć 4x4 (już chyba nie ma audi Q3) i chyba nie miał czego zabrać rodzinie (
jak audi A1 kiedyś), tudzież możliwe, że wolał dać mi swoje porsze-zabawkę, niż jeszcze ciepłego mercedesa E klasse, którego od niedawna ujeżdża na co dzień (możliwe, że droższego od 3 letniego boxstera). Znaczy, wróć, porsze-zabawka szefa to zabytkowa 911 z lat '80 chyba, w stanie igiełka, boxster 2013 to ta druga, gorsza zabawka...
Wózkowi zapala się po kluczyku wezwanie do serwisu (planowy, pewnie po 10tys mil), szef kazał się nie przejmować, bo skądinąd przegląd ma już umówiony.
Teraz polecę nudną i szczegółową recenzją egzemplarza wg.
punktów pewnej notki, potem impresje i wrażenia, a na deser będzie komentarz.
1) Silnik. Płaskie 3.4 litra, 6 cylindrów w układzie boxer, wolnossące 315 kucyków, czyli średnio wyżyłowana klasyka od porsze, moc zupełnie wystarczająca w tak lekkim wozie. Charakterystyki takie sobie, dopiero po włączeniu cudeniek trybów "sport" i "sport+" (co zmienia nieco krzywe momentu, reakcję na pedał gazu, itp.) zaczyna mieć jaki taki sens. "Technologicznie" - porażka nieco, wpakowany superciasno w budę, dostępy trudne, ogólnie, jak to w porsze, przekombinowane wszystko nieco. "Szybki", ale sensownie zrobiony stop-and-go, zaskoczył mnie, bo nie wiedziałem, że mi nagle zgaśnie na byle skrzyżowaniu, ale po trzecim razie przyzwyczaiłem się i nauczyłem z nim obchodzić. Wózek ma, zdaje się, całkiem intuicyjny "launch control", czyli półautomatyczny start z zatrzymania, ale nie mam zamiaru używać, szczególniej na normalnej drodze czy w pożyczonym wozie, więc nie sprawdziłem tego.
2) Skrzynia. Dwusprzęgłowy 7 biegowy automat Porsche Doppelkupplung (PDK) (opcja). Niektórzy upierają się, że to półautomat, że to, że śmo - tak szczerze, wiszą mi te rozważania jak kilo kitu. Skrzynia zachowuje się jak bardzo szybki, "bezstratny", bardzo dobry automat, więc analne rozważania, czy to "naprawdę" automat, czy wyścigowa, czy Masaj, pozostawiam fanbojom Porsche. Skrzynia bardzo dobra i bardzo dobrze oprogramowana, oczywiście tak, żeby przypadkiem nie przeoczyć klawiszków "sport" i "sport+", ale naprawdę, nie ma czego się przyczepić - prawie ideał, najlepsza jakiej w życiu doświadczałem. Mam tylko niepokojące wrażenie, że na autostradzie byłaby znacznie "za krótka", jak większość nowomodnych skrzyń (skoro przy 100km/h wkłada 7 bieg...), ale nie miałem okazji sprawdzić.
3) Wymiary wnętrza. Jest ok. Pozycja za kierownicą w miarę normalna, w miarę ergonomicznie, wsiadanie/wysiadanie średnio żenujące, choć wprawa się przydaje.
4) Ogólna stylistyka zewnątrz. Może być, przód i tył typowy dla marki, ale ogólnie najładniejsze porsze moim zdaniem, ładniejsze niż wyświechtana 911 czy masakryczna panamera.
5) Zawieszenie i hamulce. Zawieszenie normalne albo prawie (znaczy, egzemplarz nie ma topowego aktywnego zawieszenia czy jakichś wektorowych kontroli trakcji), ale i tak bardzo dobre, choć oczywiście, dosyć twarde (i oczywiście nie pomagają opony 235/35/R20) - powiedzmy, złoty środek pomiędzy jakimś sportowym hardkorem wypadającym plomby z zębów, a normalnymi GT czy performance sedanami. Podobno z aktywnym (PASM) jest jeszcze wyraźnie lepiej, znaczy, komfort większy normalnie, a po zapięciu "sport" sztywniej i ostrzej. Hamulce standard, stalówki (była opcja ceramiczna, o ile pamiętam raczej droga), jak dla mnie ok i normalne. Trochę śmieszne, jak małe ma tarcze z tyłu - ale przy takiej masie itd. zrozumiałe i nie wpływa na wydajność.
6) Napęd. Oczywiście, na tył; silnik centralnie, tzn. minimalnie przed tylną ośką, a skrzynia przed silnikiem, więc wyważenie ideolo. W zasadzie, czego chcieć więcej.
6a) Układ kierowniczy. Normalny, jak dla mnie. 981 ma elektryczne wspomaganie, o co fanboje porsze prowadzili i może jeszcze prowadzą jakieś święte wojny, ale majta mi się to. Precyzja, prowadzenie, odczucie drogi ok. Natomiast po przesiadce z powrotem w jeepa, okazało się, że porsze ma o wiele słabsze wspomaganie, serio, nie to, że tylko troszkę - wydawało mi się, że kiera w jeepie (przeciętnie wspomagana) chodzi jak piórko. Czyli w 981 jest za słabe i nie wróżę przyjemności osobom słabowitym w rencach.
7) Jakość wnętrza. Dobry z plusem. Ergonomia, układ i wygląd czarno-chromowanego wnętrza spoko. Materiały przeważnie ok, choć miejscami twarde i wrażenie "taniości", ale zapewne mam nieusuwalne spaczenie po lexusach czy amerykańskich pluszakach, i nigdy nie polubię pomysłów VAG czy porsche na twarde plastiki, plastiki wszędzie. Zegarki i wyświetlacze przyjemne, zabawny wyświetlacz wielofunkcyjny w okrągłej formie jako trzeci "zegar", poza obrotomierzem i prędkościomierzem, nawet zrzut z navi wyświetla. Kierownica w miarę wygodna i sensowna, z łopatkami biegów w gustownym metalu, i umiarkowaną ilością innych guziołów. Nawet znalazło się miejsce na trochę sensownych schowków na drzwiach i konsoli.
8) Wygoda foteli. Taka sobie. Skóra ok, ale kształt jakiś niewygodny, nie to, że typowe durne sportowe kubły, ale jakieś wąskie i nieergonomiczne; zrozumiałe, że ktoś projektował to jako trzymające bocznie, ale doświadczałem znacznie przyjemniejszych foteli, trzymających równie dobrze, jeśli nie lepiej. Nie jeździliśmy więcej niż godzinkę-dwie i już było niezbyt przyjemnie i to pomimo zupełnie wystarczającej ilości miejsca itd.; trudno mi sobie wyobrazić, jak bardzo połamany wysiadłbym z tego wozu np. po 8h jazdy.
9) Głośność w środku. Może nie masakra, ale raczej kiepsko, po złożeniu dachu trochę lepiej. No po prostu głośny jest. Ale co gorsza, jest głośny w bardzo paskudny sposób - silnik powiedzmy brzmi średnio, jak to nie-widlakowa szóstka; owszem, kiedy pierdzi wydechem wkręcając się, albo robi umpf po zdjęciu nogi z gazu (oczywiście, pomagają klawiszki "sport", itd. itd.), jest rozrywkowy - ale tak normalnie wyje po prostu, a do tego dochodzi niemiły mechaniczny poszum od kół i/lub skrzyni, naprawdę głośny i paskudny. Poza momentami dużego odkręcenia/przykręcenia gazu, ogólne wrażenia miałem jak przy dużym, popsutym motocyklu z rzędówką, a nie lubię takiego wycia i chrobotu.
10) Wymiary zewnętrza, kolor. Kolor jaki jest, widać na zdjęciach, może nie totalna masakra, ale blisko. Wymiary jak normalnego samochodu, nic specjalnego.
10a) Dach składany. Jest ok, solidny, średnio przekombinowany, w miarę szybko się składa i rozkłada, bodaj do prędkości 50km/h; chowa się "na gładko" i elegancko.
11) Gadżety wnętrza. Szef wyraźnie ściął tu sporo opcji, żeby zaoszczędzić na PDK i pakiet Sport Chrono - fotele pół-ręczne, brak klimatronika, tempomatu (!!!), niegrzana kiera, nawet zwykłe (niefotochromatyczne) lusterko wsteczne, itd itp. Zostało chyba tylko to, co w standardzie i pakietach - elektryka drzwi, grzane (mocno) fotele, klima, no i oczywiście klawiszki "sport" i "sport+"... oraz spojlera, wydechu itp. głupot. No i niezbyt gustowny cebulakowy zegarek-chronometr na środku dechy, z pakietu Sport Chrono zapewne... I
śmieszny kluczyk, który pomimo fikuśnej formy trzeba wtykać i przekręcać jak normalny (tu nie ma bezdotykówki czy odpalania klawiszem "start" itp.), za to z otwieraniem obu bagażników.
12) Audio, navi i pokrewne. Infotainment chyba z górnej półki opcji, audio sygnowane Bose, wszystko w miarę przejrzyste, przyjazne, duży wyświetlacz (plus wyniesione info i navi na wielofunkcyjny wyświetlacz w zegarach). I nieźle grające, o ile akurat cokolwiek z głośników słychać... Na konsoli centralnej wejście iphona itp., w schowku na rękawiczki USB i AUX, niegłupie. Czujniki parkowania przód i tył (nie wiem czy były w opcjach kamery) ładnie zintegrowane z infotainmentem.
13) Poduszki powietrzne, kontrole trakcji itp. O poduszkach nie mam pojęcia, pewnie jakieś ma. Kontrola trakcji nienachalna i nieczęsto interweniująca, co logiczne przy tak lekkiej i krótkiej budzie i dobrym zawieszeniu na takich oponach; chyba tylko na mokro i przy hopkach udawało mi się ją odpalić, w stopniu nieznacznym.
14) Bagażnik. A nawet dwa. Z przodu zaskakująco spora kwadratowa, czy nawet prawie sześcienna, jama (oczywiście, zapomnijcie o kole zapasowym - tylko zestaw klajstrów i minisprężarka na stanie), podobno prawie 300l. Z tyłu nad ośką i wydechami mniejszy płaski bagażnik, na średnią, niezbyt grubą walizę czy ze dwa średnie plecaki. Jak na moją wizję tematu "bagażnik w roadsterze", jest całkiem nieźle.
15) Ile pali. Przy bardzo spokojnej jeździe około 8-9/100 (benzyna premium), przy mojej typowej jeździe do/z pracy, czyli trochę pustki, zakrętów i nieco kopania się z pedałami, ale też czasem peleton zombie, plus kawałek miasta - około 10/100. Przy zapięciu tego, co da się zapiąć i rozkręcaniu go na obroty, ale na zwykłej drodze i bez kolosalnego przekraczania ograniczeń prędkości czy granic zdrowego rozsądku czy bariery dźwięku - nie mam pojęcia, nie zwróciłem uwagi, pewnie pod 20 podchodzi.
16) Czy automat ma łopatki, czy są tryby jazdy, itp. Tak, ma tego wszystkiego do wyrzygu, tych wszystkich zabawek dla głupich dorosłych chłopców, już w ramach pakietu Sport Chrono jest tych idiotyzmów tiptronika czy trybów jazdy itp. dosyć, i tych wyświetlaczy przeciążeń, przyspieszeń czy popierdoleń, a jeszcze trochę opcji można by mu dokupić. Ale wybaczcie, nie opowiem za wiele, bo nie skorzystałem. Chociaż nie, jedną rzecz wam opowiem, tak bardzo jest z dupy i pakietu Sport Chrono - przy odpowiednio ostrym operowaniu pedałem gazu, bodaj w trybie "sport", multiwyświetlacz
samoczynnie przeskakuje na stoper... i pomyśleć, że 10 lat temu zwykły stoper wbudowany w zegarek Scorpio Ghia wydawał nam się idiotyzmem wyjętym przez jakiegoś machismo z pustego łba.
17) Czy ma kaseciaka czy cedeka? Ma CD wbudowany w konsolę. A może DVD? nie używałem, więc nie wiem.
Pojeździłem dwa dni do pracy, w miarę delikatnie "wdrażając się" (bo i pogoda nie była bardzo łaskawa), ale generalnie boxster był dla mnie w miarę łatwy i w miarę przyjemny. Nigdy nie byłem wielkim fanem porsche, i nie zmieniło się to jakoś mocno po tym jak zacząłem nim jeździć, ale po paru chwilach, przyznałem, że jest zwrotny, dobrze wyważony, ładnie obraca się wkoło bioderek kierowcy, ma więcej niż wystarczające kopyto, i jest całkiem cool. A braki w komforcie, hałasie czy innych drobiazgach są do przełknięcia.
W sobotę jeździliśmy lexusem i miałem wrażenie, że wsiadłem w lustrzane odbicie boxstera, z linią środkową dzielącą performance sedany i samochody sportowe - dokładnie tyle mi przybyło komfortu, ciszy i ogólnego zen, ile ubyło koni i sekund do setki, a frajda się niewiele zmieniła, choć była "inna".
W niedzielę przejechaliśmy się boxsterem do
Inveraray (zdjęcie powyżej), uroczej mieścinki nad Loch Fyne, z ciekawym "zamkiem", siedzibą Duke of Argyll; a po drodze objazd Loch Lomond i wioska Arrochar nad Loch Long i "Arrochar's Alps", czyli droga przelatująca przez przełęcze i doliny pomiędzy górkami-tysięcznikami. Jakieś 80km w jedną stronę, było bardzo fajnie, poza pogodą - zimno i przelotne deszcze. Stąd, powiedzmy, nie wykorzystaliśmy pełnych możliwości wozu, tudzież w niedzielę ruch, m.in. spragnionych wiosny motocyklistów, na tak "rozrywkowej" trasie bywał spory. Ale w paru miejscach przetestowaliśmy generowanie hałasu oraz przeciążeń w różnych osiach. Ze skutkiem pozytywnym. Chociaż hałas przyjemny przeważnie nie był, aż zastanawialiśmy się, na ile boxster przy takim przebiegu i przed przeglądem jest zużyty czy spsuty.
W tym tygodniu pogoda bardzo się poprawiła, więc zacząłem jeździć popołudniami ze schowanym dachem - zwiększa to nieco frajdę, w moim przypadku nawet nie tyle z powodu wiatru na glacy czy lansiku, co dlatego, że bez budy hałas robi się mniejszy i przyjemniejsze brzmienia.
Wczoraj pogoda była już bardzo pozytywnie nastawiona do boxstera, więc po południu skoczyliśmy na najlepszą okrężną trasę jaką znamy w okolicy, czyli Aberfoyle - Duke's Pass - Callander - Aberfoyle, w sumie od nas łącznie ok. 80km (inna trasa jest może i jeszcze lepsza, ale nie w kółeczko, tylko ślepa, fte i fefte). Ruch we wtorkowe późne popołudnie jest znikomy, więc można było rozkręcić wózek w okolice, które uważam za max. ryzyka na normalnej drodze. A przy tym na Duke's Pass czyli niezłej serii serpentyn w pionie i poziomie, trafiło się prawie pusto, poza paroma ludźmi z naprzeciwka. Można było zapiąć tryb "sport" i nieco sprawdzić samochodzik.
Zatrzymaliśmy się mniej więcej w połowie Duke's Pass jak wyżej widać (bo nie ma tam zbyt wiele zatoczek...), po kawałkach prostych na szczycie przełęczy, żeby trzasnąć parę fotek i ogólnie ochłonąć - gdyż boxster raje dadę, i niech wystarczy komentarz Grażyny, która jest przyzwyczajona do mojej jazdy 200 konnymi wózkami, nie piszczy i nie narzeka, w przeciwieństwie do córek czy osób postronnych, no i sama potrafi nieźle zapieprzać: "Gdybym nie znała tej drogi, to popuściłabym". A mój komentarz - jako kierowca nie miewam choroby lokomocyjnej, ale coś mi błysło w deseń, że po tej jeździe mogę zrozumieć, że pasażerowie czy nawet niedoświadczeni kierowcy, po solidnej dawce jazdy torowej, otwierają drzwi i rzygają.
I tu się mniej więcej kończy zabawa boxsterem, a zaczyna thriller - to że dymił nieco z komory silnika po zatrzymaniu jw. jakby mu olej leciał z pokryw, to że wydechy skrzypiały ze trzy razy bardziej niż normalnie, to że hamulce trochę się przygrzały... to wszystko, choć lekko niepokojące i niespodziewane, okazało się drobiazgiem, po ruszeniu dalej Duke's Pass. Gdyż po chwili samochód wywalił ostrzeżenie o uszkodzeniu PADM i poprosił żeby nie szaleć, tudzież zauważalnie "odwołał" tryb "sport". Nie kojarzę wszystkich tych akronimów Porsche, koniecznie zaczynających się na P, więc myślałem, że to coś z zawieszeniem - szczególniej, że jechał normalnie, a na pierwszym większym skrzyżowaniu pod Callander mocno zaskrzypiał przy ruszaniu po łuku, jakby coś się przesunęło czy ocierało.
Zajefajnie, co nie. Wózek <3 letni, <20kkm, parę serpentyn w trybie "sport", nawet nie "sport+" i rozpada się.
Ale machnąłem ręką, nic specjalnego się nie działo, nie chciało mi się wyciągać instrukcji, i pojechaliśmy planowaną okrężną trasą z powrotem; nawet lekko docisnąłem raz czy dwa, ale ani ja, ani wózek już nie mieliśmy takich chęci do zabawy, jak poprzednio.
W domu doczytałem, że:
a)
PADM to nie kawałek zawieszenie wozu, to dynamiczne zawieszenie skrzyni+silnika, na magnetoreologicznych amortyzatorkach, które usztywniają lub nie, mocowanie powerpacka do budy. Kosztowna i przekombinowana zabawka z pakietu Sport Chrono, jak wiele innych nieszczęść; odejmująca te setne sekundy do setki, których każdy właściciel porsche tak pożąda.
b) Błąd PADM to może być wina kawałka elektryki, ale bardziej prawdopodobne, że zesrał się super amortyzator-mocowanie, albo oba, zdarzało się to ludziom w różnych porsche (bo to powszechna opcja) nawet przy 3000km przebiegu i po pół dnia na torze.
c) Amorek-mocowanie kosztuje coś ponad 800 funtów w detalu Porsche. Za sztukę. Bez robocizny.
d) Boxster ma dwa lata gwarancji, a nie trzy jak myślałem (tj. do końca czerwca).
Stąd chyba zrozumiałe, że pofatygowałem się po odrobinę wiedzy w sieci, a nawet rozebrałem nieco bagażnik, żeby chamsko zresetować moduł PADM/PASM. Nie pomogło. Stąd i z tego skrzypienia przy ruszaniu, wróżę raczej wysranie się mechaniczne mocowania albo i obu, niż elektronikę.
Jedyne pozytywne ustalenie wieczoru, to było znalezienie przy instrukcjach wozu itp. kwitów na rozszerzenie gwarancji na trzeci rok, zdaje się, że szef zrobił bardzo rozsądny zakład z Porsche...
A dziś zamieniliśmy się wózkami z powrotem, ja dostałem brudnego i zaśmieconego jeepa, a szef w odwecie boxstera z błędem na wyświetlaczu. Przyjął na razie na spoko, "bywały już w tym wózku jaja z elektryką i jest git, zobaczy się". Oczywiście, koledzy nie omieszkali mi podziękować za wspólną pracę i trzy lata spędzone razem ;)
BTW w trakcie tłumaczenia się, z dużą siłą walnął mnie jeden z najgorzej trafionych koleżeńskich komentarzy EVER - dla ustalenia uwagi, szef mieszka w tej samej wsi, tyle, że w luksusowym domu "w polu" - więc zna okolicę. Po innej stronie wsi, mieszka C. jeden z dyrektorów, też niezły petrolhead (gdzieś w pół drogi między mną-szrociarzem, a szefem, kupującym nówki porsche czy audi czy merole E). No i kiedy tak się gęsto tłumaczę szefowi, że zapiąłem na trochę "sport" a wózek się wysrał i może być kosztowna przekombinowana mechanika, przechodzący C. rzuca "A! porsche, Boni, było cię nieźle słychać wczoraj, nie widziałem, ale słyszałem jak zapierdalałeś w stronę Aberfoyle, gratki!" i poszedł sobie, bydlę nie dzieciak. No k... dzięki.
Podsumowanie:
Tak, to jest fajny sportowy samochód. Na normalne drogi i krótkie trasy naprawdę wystarczająco mocny, zwinny, komfortowy i szpanerski. W ogóle dobrze zrównoważony. I słusznie dostał ten zylion nagród typu "wózek roku 2013". Ma tylko trzy ogólne wady: jest przekombinowany i "spakowany" jak tylko przekombinować potrafią archetypiczni niemieccy inżynierowie; jego osiągi są absolutnie nie warte tych cen; jego jakość wykonania i trwałość, także mechaniki, jest z dupy wyjęta wzg. takich cen, przebiegu, itd.
A wada w szczególe dla mnie - to nie moje porno. Zarówno w sensie, że nic się nie zmieniło, nadal nie jestem fanem porsche, jak też - natychmiast zamieniłbym taki
dowolny sportowy przekombinowany i przepłacony roadster na dowolne w miarę porządne Gran Turismo czy personal luxury, na porządną kupetę/kabrio od Jaga czy Lexusa czy Astona Martina czy nawet amerykańską; która nie rozpada się i nie rzęzi po 20kkm i nie męczy hałasem i brakiem komfortu. I wisi mi, że ma 6 czy 7 zamiast 5 do setki, czy że zawinie Duke's Pass parę sekund wolniej. Po prostu nie warto; nawet jako symbol statusu czy bogactwa, są moim zdaniem inne, wielostronnie lepsze opcje.
A jeśli mi się kiedyś odwidzi i w pomroczności jasnej zechce mi się małego roadstera, to nawet gdybym miał zbędne 80tys. funtów, kupię sobie najbardziej wypasioną mazdę mx5. Albo trzy takie mazdy.