... czyli przy sobocie coś o szrocie.
Koledze z pracy, jakoś pół roku temu, szefostwo z zaskoczenia wręczyło samochód służbowy, coś jak mnie półtora roku temu. Ale kolega okazał się niepodatny - nie chciał SUVatych "dużych" wozów bo podatki i paliwo i nie potrzebuje, stąd przechodzona CR-V,
którą kiedyś opisywałem, albo prawie nówka opel Antara, która została w spadku po innym, nie zwilżały go i odmówił. Szefostwo wzruszyło ramieniem i kazało mu sobie coś wybrać na rynku, w jakimś tam limicie, czyli znowu jak ze mną półtora roku temu. Kolega jest kumaty inżynier, więc solidnie zastanowił się i przestudiował temat, wybrał, zamówił (nie wnikałem co) i już po paru miesiącach (haha, nope) odebrał.
Vauxhalla (Opla) Mokka.
Ludzie, jak ja się śmiałem. I krzywiłem. I znowu śmiałem.
Bo to śmieszny, kurduplowaty, jajkopodobny pseudo-SUV, stary opel corsa "modnie" zdizajnowany i postawiony na szczudła przez GM Korea, czyli dawne Daewoo. Jak szukałem sobie służbówki, też wyskoczył mi na radarze, podobnie jak ford ecosport itp. ale jednak cały segment "subcompact crossover" (bwhahaha, co za nazwa) odrzuciłem błyskawicznie.
No ale ja to ja, kolo to kolo, może ma inne potrzeby, np. bliźniaków w fotelikach, stąd potrzebny mu większy... oh, wait... a może nie stać go na paliwo czy opłaty i parę stów (funtów) rocznie robi mu różnicę, i małe 4x4 może też być fajne, mieliśmy vitarkę więc wiemy. Więc co się pośmiałem to moje, ale jego wybory to jego wybory, durnych samochodów jest pół świata i kogo to obchodzi.
Okazało się niedawno, że mnie, gdyż rzeczona mokka jest tak genialnie wybrana przez kolegę i przyklepana przez szefów (przypomninam, jako samochód służbowy przy znanych potrzebach firmy, jak dojazd do stacji wodnych czy farm wiatrowych na "bezdrożach"), że nie posiada 4x4. Gratulacje polotu i ogaru wszystkim zainteresowanym, no i przyszło mi wymienić się jeepem na opla, bo koleś z całą bandą musiał na tydzień pojechać, atakować wiatraki w Irlandii, i wyzbierali wszelkie 4x4 w firmie.
Stąd pojeździłem tydzień tym jajkiem, akurat trochę do klienta pod Glasgow, więc parę mil nim zrobiłem.
W detalu - opel jajkko mokka, jak ze zdjęcia powyżej, 1.7 diesel, manual, przedni napęd, stop&go. Z wypasów elektryczne odrzwia, jakieś wyższe (jak na model) audio i nawigacja, dwustrefowy klimatron, tempomat, zylion przełączników na kierownicy (skóra, panie), ogólnie standard obecnej elektronizacji kompaktowych samochodów. Ponure jak noc i tanie wnętrze, niezbyt wygodne fotele w ohydnej tapicerze, żadnej rozpusty typu grzanie czy skóra, zwykłe zydle na korbę. Paskudne czerwone podświetlenia.
Z zewnątrz, jakie jajkko jest, każdy widzi, mniej więcej standard tego co jest obecnie w modzie. Standard żałosny, a miejscami wkurzająco-bezsensowny pod względem inżyniersko-dizajnerskim (np. rozczuliły mnie do łez te "poszerzenia", czy cholera wie jak to nazwać, tylnej szyby na słupki...). Ale można zamknąć oczy, odwracać głowę i szybko wsiadać.
Jeździ badziewnie, jak, cóż, kompakt na szczudłach. 130KM z diesla niby jest żwawe, jak mu przycisnąć, ale kto by przyciskał takiego klekocika. Szczególnie, że już przy 2000obr wydaje po prostu niesamowite dźwięki, jakby zawory miały mu przez maskę wylecieć, aż żona pytała, co to takiego. Turbodziura nie za duża, gratis. Trakcja, stabilność, handling - nie są to słowa specjalnie bliskie koreańskim projektantom tej platformy.
Z zalet - pali rzeczywiście mało, jakieś 5 litrów gnojówki na setkę, w warunkach, w których mój jeep 7. Stop-go jest do rzeczy, moim zdaniem, ale przy ręcznej skrzyni to łatwe. W ogóle skrzynia wzg. precyzyjna i bardzo dobrze zestawiona wzg. masy wozu i parametrów silnika, w przeciwieństwie do jeepa czy hondy.
Reszta - bezsens. Niby ten bezsens jest jakieś 20-30% tańszy od mojego jeepa, ale nadal wydaje się raczej przepłacony. I nie potrafię pojąć, na co komuś mokka 4x2 zamiast zwykłej corsy, która byłaby tak samo badziewna, ale lepiej i bezpieczniej jeździła. No dobra, wiem, każdy chce siedzieć wyżej, "subcompact TIR" spełnieniem samochodowych marzeń narodów.
Jeszcze weekend się przemęczyć, w poniedziałek wymieniamy się z powrotem. Uff.
(edit po latach: Kolega rozwalił Mokkę niedługo po notce, dachując nią, przy prędkości niewielkiej, na uliczce osiedlowej... Chyba miałem rację w uwagach o stabilności i handlingu, co nie.)