Cisza na łączach, bo sporo zajęć było ostatnio, sporo zbędnych akcji, dostarczanych przez tzw. rzeczywistość, tudzież nie chce mi się pisać.
Wizyta "urlopowa" w PL była jak zwykle, na szybkiego i z setką rzeczy do załatwienia; załatwiliśmy, jak zwykle, ułamek. Ale coś tam ponaprawiałem w biodegradującym się polskim domku (nie było tak źle, jak plotka niosła), wykosiłem trochę zarastającego ogródka (w sensie, trochę drzew), pomacałem zalegający w garażu samochód-ufo (nie zapalił, brzydal), i tak dalej.
Spotkaliśmy się na Wielkanoc z rodziną, było OK.
Nie pytajcie, co myślę o obecnej Polsce i jak wygląda z naszej perspektywy i podczas wizytacji, bo wychodzi na to że a) nie myślę b) unikałem jej, na ile się dało. Nowe drogi są fajne, kierowcy na nich jakby normalniejsi, niż przy ostatnich wizytach, reszta mniej więcej jak była, chyba. Szczerze mówiąc, gdyby nie rodzina i dom, zignorowałbym ten kawałek mapy. Szkockie/UK podatki, wybory, newsy, prawo, sprawiedliwość, itd. itp. interesują mnie jakieś 37 do 76 razy bardziej niż polskie.
Pojechaliśmy służbowym jeepem, żeby przywieźć trochę gratów i ten kawałek planu nieźle wykonano - pomimo żenująco małego bagażnika a la kombi, udało się zapakować sporo książek, płyt i narzędzi. Oczywiście, jeszcze sporo tego zostało w PL, ale zdaje się, że w UK na razie już wiele więcej nie zmieścimy...
Wracając, zatrzymaliśmy się na nocleg w Magdeburgu, rano pozwiedzaliśmy trochę. Miasto jest nieco dziwne - mix starego (nieco ocalało z ponad 1000 letniej historii), nowszego (post-NRD, socreal jak trza) i najnowszego (normalne Niemcy obecne). Ale generalnie dosyć ciekawe, jak już będziemy duzi, warto spędzić tam ze dwa dni, a nie dwie godziny.
Trafiła nam się znowu dobra pogoda na Morzu Północnym (odpukać), w obie strony, ale nie było czasu na Amsterdam, tyle co pokręciliśmy się w porcie. Na morzu nic bardzo ciekawego nie było, poza niebem, wodą, słońcem, stąd trzasnąłem miliard kiczowatych zdjęć.
Lądując w Newcastle nigdzie się nam już nie spieszyło, więc zaliczyliśmy w ramach wycieczki ruiny
klasztoru i zameczku w Tynemouth, zaraz koło portu promowego - dosyć efektowna miejscówka, a Tynemouth okazało się czymś na kształt kurortu, nawet plaże mają.
Potem dotarliśmy (w końcu, bo kiedyś raz już się odbiliśmy od drzwi) do odkrywek dużego fortu Wału Hadriana w
Vindolanda - z jednej strony okazały obiekt i "dużo tego", ale z drugiej strony, trochę przereklamowane i monotonne. A stan zabytków, a raczej fundamentów, też nie jest jakiś powalająco dobry, zdaje się, że mocno rozkradziono budowle przez wieki i mocno musieli je dosztukować na potrzeby turystyczne. Na pewno archeologicznie i źródłowo super ważna miejscówka, ale dla turystów średnio ciekawa. Ogólnie, ambiwalentne wrażenia.
W domu zastaliśmy "nieciekawe" rozliczenia podatkowe (rok podatkowy w UK liczy się od 6 kwietnia) - doganiają nas miejscowe podatki i różne koszta. Spodziewane, acz i tak nieprzyjemne.
Z innych bieżących newsów - chyba zmienię wersję starego kawału-suchara na następującą: Kiedy młodzi ludzie orientują się, że będą mieli dziecko, jak świat długi i szeroki, w jurcie, bloku, domu czy pałacu, pada tekst w rodzaju "będziemy mieli dzidziusia, cieszysz się?". Ale nikt nie mówi a nawet nie pomyśli, choć powinien, "za piętnaście lat będziemy mieli nastolatka, cieszysz się?". Ale co gorsza nikt nie mówi "za dwadzieścia czy trzydzieści lat będziemy mieli dorosłe dzieci, CIESZYSZ SIĘ?". Kurtyna. Także nad, eee, niespodziewanymi wyborami i pomysłami całkiem dorosłych dzieci, zresztą, założę się, że podobne poczucie często miewali/miewają moi rodzice wzg. mnie, na przykład.
Z zupełnie bieżących rzeczy - naszemu lexusowi właśnie skończył się przegląd i poszliśmy z marszu i z głupia frant go zrobić. Złomek - poległ, ale tylko troszeczkę. Jak skomentował przesympatyczny starszy diagnosta "jak na 20 letni wózek, całkiem nieźle, ALE..." - ale o tym pewnie będzie oddzielna notka, bo o czym, jeśli nie o szrocie.
Ogólnie, próbujemy wrócić do normalności po zamieszaniu ostatnich tygodni i kosztach poniesionych w czasie, kasie, zdrowiu, przestrzeni i emocjach.