Całkiem
niedawno gadało się tutaj o zużywaniu nowomodnych samochodów i że naród nie ogarnia, jak bardzo słabe są pod względem trwałości czy jakości w rozumieniu przemysłowym czy czasu ich pracy. I niestety, przychodzi wrócić do tematu, gdyż albowiem
służbowy Jeep prawie-nówka-nieśmigana, właśnie się sypnął całkiem serio.
Jakiś tydzień po tamtej notce, czyli ze dwa tygodnie temu, wyjeżdżając z parkingu, przy skręcie jęknęła raz czy drugi półoś, a w zasadzie przegub przedniej ośki. No mam jakieś tam doświadczenie ze szrotem, więc a) jestem czuły na takie dźwięki, typu pierdolnięcie młotkiem w ośkę b) nie mam wielkich wątpliwości i zagadek, co też tu się dzieje. Ale deczko mnie zaskoczyło, bo przebieg dyskutowanego jeepa to prawie dokładnie 24 tys. kilometrów (15 tys. mil), więc raczej niespodziewane odgłosy i akcje. Przegub zachowywał się jak typowy rozsypek - z każdym dniem nieco gorzej, na coraz delikatniejszych zakrętach. Nie miałem głowy i czasu na serwisy, bo akurat w środku pieprz... uruchomienia jestem (o którym uleję sobie oddzielnie, jak się to skończy, albo jak mnie wykończą) - po paru dniach pomacałem, czy może się tylko coś odkręca, ale nie. Półośka i przeguby, na moje oko śmiesznie małe i delikatne (jak zresztą większość zawieszenia tego crossoverka), wykazały tylko średnie luzy, po prostu jak bardzo zużyte przeguby. Dojeździłem do końca pieprz... tygodnia, pod koniec stukając przegubem już przy każdym parkowaniu, ale co gorsza przy jeździe na długich łukach już też. Zamówiłem serwis, straciłem na niego i całą sprawę pół soboty.
Zgodnie z przewidywaniem, przegub pomielony, do wymiany graty (bodaj cała półoś, nie wnikałem), części trzeba ściągać, wszystko na gwarancji; no bo przy 24tys. km. inaczej być nie może.
Czyli fiat/chrysler/jeep nie potrafi zaprojektować (w zasadzie - dobrać) półosi do FWD rzędu 350Nm. Nie żebym bardzo się dziwił, ale jednak nie myślałem, że sypać się będą co 25kkm, myślałem o 70-100tys. a tu proszę, zawsze można graty wziąć tańsze, z jeszcze niższej półki, zrobić z jeszcze słabszej plasteliny.
Ewentualne uwagi, że gwarancja gwarancją, ale zużyła się półoś od pałowania czy agresywnej jazdy czy terenu, odrzucam jak niezorganizowane. Bo zaprawdę, powiadam wam, emerycko ten nasz jeepek jest używany, głównie z prozaicznego powodu - płacimy praktycznie za całe paliwo (i np. obecne spalanie na kompie i w realu 7l/100km). Agresywna jazda od razu rozkręca mu wir w baku, co naocznie udowadniali koledzy, którzy go pożyczali, oddając po krótkich trasach ze spalaniem o 2l/100 większym na tripkompie... Z jeszcze innej strony, ma debilne opony, nie zachęcające ani do wypraw w teren, ani np. do jakiejkolwiek jazdy po śniegu... Dodatkowo - jeździ praktycznie nieobciążony, normalnie ja i małe parędziesiąt kg gratów w bagażniku, ze dwa razy jechało nim więcej niż dwie osoby.
Więc - jeżdżę nim bardzo przeciętnie, terenu nie widział, przez rok ze 100km po drogach gruntowych co najwyżej. Stąd śmiem twierdzić, że gdyby założyć mu prawdziwe opony i używać jako muła roboczego, powiedzmy z 3 chłopami i bagażnikiem naprawdę pełnym narzędzi, i naprawdę po drogach gruntowych i jeśliby ktoś płacił za paliwo, to półoś starczyłaby nie na 25 ale na 5tys km. Więc po prostu jakaś Amerykańska Masakra Niską Jakością, gdyż dla przypomnienia - ten przebieg to nawet nie jest miesiąc ciągłej pracy samochodzika.
Za stan rzeczy winię raczej projekt, po prostu niedowymiarowane jest to przeniesienie napędu (jak zażartował znajomy "jeep/chrysler to teraz fiat, więc pewnie to jest 4x4 z pandy") i nie wytrzymuje całkiem silnego diesla, niż słabą jakość materiałów czy wykonania, choć oczywiście trudno powiedzieć, ile "winy" po obu stronach zagadnienia. Na przykład, ciekawe, czy nie przyczyniają się do przeciążenia układu jakieś wady czy niedoróbki projektowe czy techniczne systemu AWD - takie rzeczy są zawsze możliwe i trudne do odkrycia, jeśli jest mała różnica obrotów przód/tył czy przełożeń, czy dyferencjały są jakoś niedobrane, czy opony różne, itd. itp. a zimą jeździłem dużo na AWD i trasy są tu kręte. Oczywiście w normalnych wozach nie kosztuje to przeguby czy podobne, tylko co najwyżej zniszczone opony. I typowo, da się to wyczuć jako dziwne podsterowności i naprężenia wozu kiedy używa AWD/4WD, czego jeepek jednak nie prezentował - ale problem może być subtelny.
Z innej beczki, dostałem samochód zastępczy z wypożyczalni, musiał być podobnej klasy i 4x4, ale akurat fajnie trafił się oczko wyżej moim zdaniem, gdyż
Land Rover Freelander 2 jednak jest troszeczkę większy, mocniejszy, lepiej wypasiony niż Compass, nawet Compass na fullu.
(zdjęcie ©
M 93 / Wikimedia Commons /
CC-BY-SA-3.0 (DE))
To jest wersja SD4, czyli chyba najmocniejszy diesel 2.2 około 200KM i, hosanna, z automatem (6 biegowy Aisin) i całkiem ładnie odpasiony; poza kamerą cofania (do której się przyzwyczaiłem...), ma wszystko - navi, dwustrefowy klimatron, grzane zydle (oba sterowane "w fullprądzie", jeep ma tylko kierowcy), duży ekran, jakieś audio premium, sterowanie z kierownicy, dwa szyberdachy, grzana przednia szyba itd itp. Jest w miarę przestronny, nieco większy bagażnik niż compassa (raczej - compass ma śmiesznie mały). Jest wysoki i ma wysokie i nie przypadające mi do gustu krzesła, jeep jest jakby bardziej osobówką. Buda nowego Freelandera jest "skoordynowana" z flagowymi Discovery (nie tak jak było z frilandarą jedynką, skoordynowaną z dupą zza krzaka), wygląda ogólnie ok, jeśli nie przyglądać się debilnym lampom czy grillom czy podobnym szczegółom. Widok z kabiny jest też bardzo "landroverowaty", dół szyb nisko, względnie małe nachylenie przedniej, widoki jak z autobusu, można polubić. Ma AWD terrain response na haldexach, rodem z Disco i Range Rovera Evoque; w ogóle to chyba jest już bardzo blisko wypasem i wrażeniem do Evoque, którego ludzie zaliczają do segmentu luxury crossover. I który schodzi jak świeże buły.
Ogólnie, przyzwoity kawał crossovera AWD w automacie (nieco dziwnie pracującym, ale pewnie nawet nie leżał koło klasycznych hydraulicznych automatów do których jestem przyzwyczajony) - albo podniesione i wypasione mondeo 2.2 duratorq, z podróbką 4x4, jeśli ktoś tak woli uważać.
Aha, i ma przebieg i wiek prawie identyko jak Jeep, a jest cichszy, bardziej komfortowy i precyzyjniejszy, no i nie dzwonią mu półosie. Więc zdaje się, że Tata jest lepsza od Fiata w zarządzaniu jakością nowo nabytych bankrutów...
Niestety, przyjemności kosztują - cena takiego nówki Freelandera to jakieś 35-36k funtów, kiedy Compassa 22-24k, czyli różnica znaczna, zapewne głównie za automat i śmoc, trochę za markę i wypasy, ale tak czy owak - znaczna.
Podsumowując, ciekawe kiedy naprawią Jeepa i ile nacieszę się automatem w landroverze. I czy półosie w jeepie będą się regularnie sypać co 25kkm.
I dlaczego po dzisiejszej przejażdżce naszym Scorpio (mającym przebieg i wiek jakieś 20 razy większy niż Jeep), jego nieco zużyte półosie czy stary automat nagle wydają mi się znowu całkiem niezłe.