MRW popełnił ostatnio felieton w GW,
"Ideologie w pułapce metafor, czyli czytanie fantastyki szkodzi" (bardzo podoba mi się tytuł, dlatego cytuję in extenso). Na tyle kontrowersyjny, że powstała burza w szklance wody, głównie - oburz fandomu czy czytelników fantastyki. Na co powstał kontr-oburz, na przykład, "Pochodne kofeiny" (dalej PK)
zaczęły MRW sekundować.
W szczególe, MRW (i PK) ma rację, co do problemów, a nawet proble-memów polskiej fantastyki, może nawet kultury, a może i całej sceny ideologicznej, z jej przekrzywieniem na prawo. I nawet jeśli MRW po prostu i po ludzku od wieków nienawidzi fandomu i okolic, z bliżej nieznanych mi przyczyn, i daje temu często wyraz, nie znaczy, że nie miewa racji.
Ale w ogóle, wlazł (BTW zapewne pomógł mu współudział a może i sprawstwo kierownicze red.gaz.wyb, no bo klikalność i kontrowercha musi być) na bardzo wysokiego konia postironicznego elitarno-elitarnego intelektualizmu, po czym z jego wysokości nieładnie skopał mniejszość czytelniczo-fandomową.
Mniejszość - skądinąd elitarną, bo w kraju mającym czytelnictwo na poziomie 0.7 książki rocznie, licząc w to biblie i lektury, to fandom czytający książkę, albo i parę, miesięcznie, JEST elitą i mniejszością. I stąd dziwienie się gettu czy syndromowi oblężonej twierdzy (jak dziwią się Pochodne Kofeiny) jest niemądre. A przypierdalanie się do małej nieszkodliwej mniejszości, że mogłaby się ogarnąć i nie całować publicznie, czy epatować parytetem, czy że niewłaściwa ideologia im zza majtów wystaje, nie podoba mi się "na zasadach ogólnych".
Nieładnie - bo pozowanie na anty-inkwizytora, z troską pochylającego się, pomimo własnych interesów i nie dla wierszówek, o nie, nad ideologicznymi problemami fandomu jakoś łatwo zmienia się w normalną wstrętną inkwizycję czy ideologiczną nagonkę (najwyżej odpowiedniej władzy i narzędzi brak). Trzeba bardzo uważać, żeby małpując nie zostać małpą, i ostrożnie z parodią księdza Oko, bo się często kończy jak parodia disco polo, nieodróżnialna od disco polo.
Z wysoka - bo MRW czy PK
naczytali się tyle książek, że mogą pouczać
czytających książki, co do interpretacji i ideologii w książkach, gdyż inni
czytelnicy są na to, żeby dojść do tego, do czego doszli MRW czy PK po latach
czytania, za głupi. Może tylko mnie takie intelygenctwo, z misją na czubku, śmieszy, ale śmieszy mnie niezmiennie.
Ironicznie - bo mam często wrażenie, że MRW dawno temu postanowił zostać królem trolli, i mu się udało tak dobrze, i na tylu poziomach, że sam się strollował wielowarstwowo, o jego czytelnikach nie mówiąc. Gdyż tak jak autor wstrętnej prawicowej fantastyki zawsze może uciec w "to tylko fantazja" tak MRW i podobni mu zawsze mogą uciec "przecież to nie było na serio, ja tylko postironicznie żartowałem z czytelników, wink, wink" albo "ironicznie-ateistycznie przyjmuję księdza po kolędzie" albo "przecież żartowałem, że trzeba odebrać komuś dzieci". A to jednak jest bardzo suabe.
Więc może i MRW ma w sednie rację, ale w metodzie, postawie, targecie i ogólnie - wali jak potłuczony.
A na szkodliwe książki nie ma lepszego lekarstwa niż więcej książek, a nie jakieś kółka rodzinnej krytki politycznej wzg. literatury fantastycznej, czy podobnie absurdalne pomysły. Szczególnie absurdalne w świecie, w którym czytelnictwo dłuższych tekstów po prostu zanika.