Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2014-12-26, piątek
Tagi:  rapiery, fun
___________________________________
Parę dni temu minęło 50 lat od oblotu Najbardziej Niesamowitego Samolotu Wszechczasów, czyli SR-71 Blackbird. Przy okazji też - najszybszego.

Cały projekt, technika, wykonanie, parametry, użytkowanie, taktyka SR-71, to jest po prostu kosmos, w porównaniu z normalnymi, nawet szybkimi i wypasionymi samolotami. A do tego dochodzi, na tle powyższych, zylion smakowitych anegdot.

Jedną, dosyć znaną, pozwoliłem sobie przetłumaczyć ponownie, wiecie, bawiąc uczy. Nie wnikałem nigdy, na ile jest prawdziwa, jest na to zbyt dobra.

(przekazane przez LTC Roberta Benta, US Army, Retired, spisane przez pilota Briana Schula)

Wielu rzeczy nie dało się robić w SR-71, ale zawsze byliśmy najszybszymi ziomami na dzielni i lubiliśmy przypominać kolegom-pilotom ten fakt. Ludzie często pytali nas w kontekście olbrzymich prędkości, czy fajnie było latać tym samolotem. „Fajnie” nie jest pierwszym słowem, które mi przychodzi do głowy – „intensywnie”, może, może nawet „analitycznie”. Ale raz trafiła się okazja, o której można powiedzieć, że tego dnia fajnie było być najszybszymi na niebie, przynajmniej przez chwilę.

Zdarzyło się to, kiedy z Walterem robiliśmy nasz ostatni lot treningowy. Musieliśmy zrobić 100h nalotu by ukończyć trening i dostać status gotowości bojowej. Gdzieś nad Kolorado przekroczyliśmy te sto godzin. Zrobiliśmy zwrot nad Arizoną, samolot sprawował się idealnie. Wyczuwałem go już dobrze i czuliśmy się całkiem pewnie, nie tyle z powodu, że mieliśmy wkrótce latać prawdziwe misje, ale po prostu po 10 miesiącach treningu. Śmigaliśmy nad pustynią 25km poniżej, mogłem dojrzeć wybrzeże Kalifornii znad granicy Arizony. W końcu, po miesiącach męczenia się w symulatorach i na studiach, byłem „przed” samolotem.

Było mi trochę żal Waltera w tylnej kabinie, z której nie bardzo mógł dojrzeć te niesamowite widoki przed nami, a przy tym zajety obsługą czterech różnych radiostacji. To było jego zadanie i ćwiczenie, przed prawdziwymi misjami, gdzie tak wiele zależało od łączności. A dla mnie też było to trudne – oddanie kontroli całej łączności, po latach latania i kontrolowania własnych transmisji. Ale w tym samolocie i jednostkach tak było to zorganizowane i musiałem się dostosować. Walt był świetny w wielu zadaniach, ale nie mógł się równać ze mną w doświadczeniu w dobrym brzmieniu przez radio, co jest podstawową umiejętnością pilota myśliwskiego, doskonaloną przez lata praktyki, a jakiekolwiek błędy czy wypaczenia niosą konsekwencje i obciach. Walt rozumiał moje problemy w temacie i pozwalał mi na wiele. Przykład tego co musiał znosić – włączałem swój kanał monitorujący i podsłuchiwałem jak on przesłuchuje pasma i łączności. W tym momencie głównym ośrodkiem radiowym było Los Angeles Center, daleko pod nami, prowadzące normalną kontrolę powietrzną swojego sektora. W zasadzie widzieli nas na swoich radarach (mniej więcej), ale lataliśmy wysoko, w przestrzeni poza cywilną kontrolą i normalnie nie rozmawialiśmy z nimi, przynajmniej dopóki nie musieliśmy zejść w ich przestrzeń powietrzną.

Słuchamy sobie, jak samotny pilot Cessny drżącym głosem pyta Centrum o namiar swojej prędkości wzg. ziemi. Kontroler odpowiada „November Charlie 175, potwierdzam dziewięćdziesiąt węzłów naziemnej”. Musicie wiedzieć, że kontrolerzy, nie ważne czy rozmawiają z „zielonym” pilotem w Cessnie czy z Air Force One, zawsze mówią tym samym głębokim, opanowanym, profesjonalnym tonem, który czyni obiorcę ważnym i pewniejszym siebie. Nazywałem to „głosem Houston Centrum”. Zawsze miałem wrażenie, że po latach oglądania filmów dokumentalnych o programie kosmicznym i wysłuchiwania opanowanych i specyficznych kontrolerów lotów z Houston, wszyscy kontrolerzy przestrzeni powietrznej chcieli brzmieć podobnie, i w zasadzie im się udało. I w końcu nie miało znaczenia w jakiej części kraju się latało, zawsze było wrażenie, że rozmawia się z tym samym kontrolerem. Po latach, ten ton i maniera, stały się zwyczajem i „uspokajaczem” pilotów. A z drugiej strony, po latach, piloci zawsze starali się brzmieć jak Chuck Yeager, a przynajmniej jak John Wayne. Bo lepiej zginąć, niż brzmieć głupio przez radio.

Chwilę po pytaniu Cessny włącza się Twin Beech na częstotliwość i raczej wyniosłym tonem pyta o namiar prędkości Beechcrafta. „Mamy sto dwadzieścia pięć węzłów waszej predkości wzg. ziemi”. Rany, myślę, Beechcratf chyba serio uważa, że zniszczył kuzyna w Cessnie.

Nagle jak grom z jasnego nieba, pilot morskiej F-18 z nad NAS Lemoore wskakuje na częstotliwości. Od razu wiecie, że to gość z Navy bo brzmi naprawdę dobrze w radio. „Centrum, Dusty 52 prosi o namiar prędkości”. Zanim kontroler odpowiada, myślę sobie, hej, Dusty 52, przecież masz wskaźnik prędkości wzg. ziemi w tym swoim kokpicie za milion dolarów, po co się pytasz Centrum? Oczywiście, natychmiast pojąłem, że stary Dusty chce mieć pewność, że każdy łapacz much, od Mount Whitney do Mojave pojmie, co to znaczy prawdziwa prędkość. On jest dziś najszybszym gościem w dolinie i po prostu chce mieć pewność, że wszyscy wiedzą, ile zabawy ma w swoim nowiutkim Hornecie. A odpowiedź przychodzi jak zwykle, bezosobowy opanowany głos, skupiony na wymowie a nie na emocjach: „Dusty 52, Centrum, mamy was na sześćset dwudziestu względem ziemi”. A ja myślę sobie, że sytuacja jest poważna, nieprawdaż. Instynktownie sięgam po przełącznik mikrofonu i muszę się mocno powstrzymywać, bo przypominam sobie, że przecież Walter kontroluje radia. Jednak, myślę sobie, trzeba coś z tym zrobić – za parę sekund wyjdziemy z sektora i okazja minie. Ten Hornet musi zostać ubity i musi zostać ubity właśnie teraz. I myślę sobie o miesiącach w symulatorach i jak istotne jest to co osiągnęliśmy jako załoga i wiem, że jeśli przełączę radio teraz, mogę zniszczyć to co udało nam się wypracować. Jestem rozdarty.

Gdzieś 13 mil na Arizoną, leci sobie pilot krzycząc wewnątrz kosmicznego hełmu. I nagle, słyszę „klik” mikrofonu z tylnej kabiny. I to był moment, kiedy wiedziałem, że staliśmy się z Walterem prawdziwym zespołem. Bardzo profesjonalnie, bez emocji, Walter mówi „Los Angeles Center, Aspen 20, możecie podać nam namiar prędkości naziemnej?”. Bez chwili wahania, przychodzi odpowiedź, tak jakby było to zwykłe zapytanie:
„Aspen 20, mamy was na tysiąc ośmiuset czterdziestu dwu węzłach wzg. ziemi”. Chyba najbardziej spodobało mi się te „czterdzieści dwa”, tak dokładnie i profesjonalnie Centrum dostarcza informacje, nawet jeśli wszyscy wiemy, że śmieje się pod nosem. Ale moment kiedy wiedziałem, że będziemy z Waltem prawdziwymi przyjaciółmi na długie lata, był wtedy, kiedy włączył mikrofon raz jeszcze i swoim najbardziej-pilocko-myśliskim głosem rzucił „Ach, Centrum wielkie dzięki, mamy odczyt bliżej 1900 na budziku”.

Przez moment Walter był bogiem. I w końcu przebilismy nieco lśniącą zbroję głosu Houston, kiedy L.A. odpowiedziało „Potwierdzam Aspen. Wasz odczyt prawdopodobnie jest dokładniejszy niż nasz. Macie chłopaki niezły sprzęt.”. Ten moment trwał krótko, ale w tych paru chwilach przelotu przez południowy zachód, zniszczyliśmy Navy, wszystkie śmiertelne samoloty na częstotliwości oddały pokłon Królowi Prędkości, a co ważniejsze, ja i Walter staliśmy się zespołem. Niezła dniówka. Na tej częstotliwości zapadła cisza, do końca naszego przelotu do wybrzeża. I tego jednego dnia, naprawdę fajnie było być najszybszym gościem na niebie.






Codiac
Fri, 26 Dec 2014 20:51:53
Historyjka zacna :-)

Ja tylko w kwestii formalnej - to jest Brenta i Schula, bez apostrofów. W języku polskim apostrofu używa się, jeśli wyraz w zapisie kończy się głoską niewymawianą. Stąd zresztą bardzo fajna oboczność, odmienianie Charlesa i Charles'a, zależnie od tego, czy to wersja angielska czy francuska - bo po francusku jest 'Szarl' i 'es' się nie wymawia, stąd apostrof.

Boni avatar Boni
Fri, 26 Dec 2014 22:13:25
Dzięki, jakoś nie mogę spamiętać tych regułek o apostrofach.




Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Srebrny ciągnik
Mon, 18 Jun 2018 00:30
@rozie Że niby jak masz zamiar osieciować zderzaki...

rozie - Srebrny ciągnik
Sun, 17 Jun 2018 20:37
Opon i tłumików to może i nie zepniesz. Ze...

Boni - Srebrny ciągnik
Sun, 17 Jun 2018 11:30
Nawet mogę spróbować zgadnąć, kiedy to szydło...

rozie - Srebrny ciągnik
Sun, 17 Jun 2018 09:41
@cmos Dobra wymówka, ale get real. Wszystko to jest...

cmos - Srebrny ciągnik
Sat, 16 Jun 2018 18:41
@boni Przy całym moim sceptycyzmie co do tego...

Boni - Srebrny ciągnik
Sat, 16 Jun 2018 17:58
Kiedy piszę "wyprujemy całą elektronikę" mam na...

rozie - Srebrny ciągnik
Sat, 16 Jun 2018 15:23
Kosztowało to jedno, ale tylko czekać jak zaczną...

cmos - Srebrny ciągnik
Sat, 16 Jun 2018 10:58
@boni "wyprujemy z niej całą zbyt nowoczesną...

Boni - Srebrny ciągnik
Fri, 15 Jun 2018 15:46
@cmos Cuuudo. To ja może jednak zacznę na serio...

cmos - Srebrny ciągnik
Fri, 15 Jun 2018 11:35
@boni Hłe, hłe, security... Akurat męczę się z...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP


Engine: Anvil 0.87   BS 2012-2017