Mało co jest bardziej wpieniającego w przemyśle i okolicach, niż niezrozumienie i błędne pomysły w temacie kopy-pasty, czyli na to, co jest w zasadzie sercem przemysłu.
Bo przemysł, nawet ten jeszcze na granicy rzemiosła, prawie zawsze polega na kopiowaniu, czyli powtarzalnej produkcji lub konstrukcji cośków (najogólniej - powtarzalnej pracy). Nawet niekoniecznie bardzo masowej - bo już druga sztuka danego typu, jest kopią pierwszej; jeśli kopii są setki czy miliony, to zmienia oczywiście skalę zadania tudzież problemów, ale sedno jest takie samo.
Czyli - mamy tak dopracowany "prototyp" i jego projekt, tudzież procesy "kopiowania", że potrafimy wykonywać kopie prototypu z założonych okolicznościach, czasie i tolerancjach parametrów. A przynajmniej takie są założenia i oficjalna wersja przedstawiona przez projekt managera.
Przeciwko nam jest, metaforycznie mówiąc, rozkład zyliona zmiennych mniej czy bardziej losowych. Z nami, dwieście lat inżynierii i doświadczenia ludzkości, jak sobie z tym przeciwnikiem radzić. Chyba, że wiemy swoje lepiej i w d... mamy doświaczenie i podstawy podstaw.
Bo, na przykład, zmieniamy sobie małe co nieco, żeby następne kopie były lepsze, tańsze, ładniejsze, bardziej niebieskie, czy co tam jeszcze postanowiliśmy zmalować. Oczywiście, powinniśmy rozważyć czy zmiany są istotne (haha) i jeśli są, po prostu potraktować je jako rozpoczęcie procesu projektowania i budowy "prototypu" od nowa (HAHAHA). No dobra, przy "dużej" masówce czasem udaje się to wyegzekwować, bo ryzyko produkcyjno-biznesowe jest zbyt duże i powstrzymuje oszczędnościowe zapędy menagerosów; chociaż ostanio jakby coraz trudniej, gdyż tniemy koszty i po co komu powtórka z rozrywki, jakiś projekt od nowa, a certyfikaty to się przepisze.
Na szczęście albo i nie, zawodowo obracam się przeważnie w okolicach bardzo-mało-seryjnej produkcji, za to dosyć skomplikowanych maszyn i urządzeń, więc problemy zmian i wypaczeń przy produkcji drobnicy albo i grubnicy, idącej w setki tysięcy sztuk, przeważnie obserwuję se z boku jako utrzymanie ruchu, z kolą i popkornem, ew. ubolewam jako klient masówki.
Ale nie uwierzycie, jak często mnie też trafia problem kopy pasty przy malutkich seriach i prawie-pojedynczych sztukach. Gdybym za każdy dialog w stylu "poczeba skopiować to urządzenie, bo capacity, przepływ, bottelneck i jeszcze kilka innych słów pożyczonych z korpospiku" (mija chwila na uogólnioną rozkminę i kosztorys) "ok, to się da zrobić, za tyle a tyle, takimi a takimi zasobami, na wtedy albo wtedy" - "superos, tyle, że przy okazji poprawilibyśmy X, zmienili Y i wprowadzili Z, co nie? no to przyklepujemy projekcik i do ataku", dostawał tysiaka, to bym już miał na porządny nowy samochód.
Na rzeczony dialog chyba powinienem wstać i wyjść, trzaskając drzwiami. Albo może najpierw trzaskając papierami czy podobym po łbie delikwenta, a potem drzwiami? Ale że jestem dobry dzieciak, to przeważnie tylko załamuję się i zaczynam tłumaczyć, że tak to się bawić nie będziemy, że to się nie mieści we wcześniejszych założeniach, i ogólnie, grzecznie i całym szacunkiem, że TAK SIĘ KURWA NIE DA.
Tyle, że przeważnie jak grochem o ścianę, jak perły przed wieprze, bo "przecież już jest projekt i kosztorys i w ogóle, no i to tylko kopia".
Tyle, że nie.
Kopia, w każdym przemyśle, więc w budowie małoseryjnych maszyn i urządzeń też, jest wtedy, kiedy bierzemy dokumentację, projekt, części, programy itd itp. TAKIE JAK w sztuce poprzedniej i z tego wszystkiego robimy sztukę następną. Albo pięć, to akurat niewielka i głównie logistyczna różnica.
Jeśli zmieniamy rzeczy nieco istotniejsze niż kolor obudowy (choć przecież i to może rzutować), to NIE JEST JUŻ KOPIA. Ba, już różnica okoliczności np. "trzy lata później", może kolosalnie rzutować, nawet jeśli wydaje się, że wszystko jest jak kiedyś. Bo przeważnie nie jest. Bo po paru latach nie ma szans na takie same elementy, narzędzia, materiały, ba, często na taką samą wiedzę czy dokumentację. Więc z tego względu również - to NIE JEST KOPIA.
Ale kto by się tym przejmował. Na pewno nie menagerowie, szefowie, projekt-liderzy, władcy fabryk, maszyn i urządzeń. Znaczy, przed, bo po, o, wielu bardzo przejmuje się i uderza w tony płaczliwe lub mowę nienawiści, zależy co komu w duszy i w skarbonce gra.
Ja też nie przejmuję się, gdyż po latach niestety wyrobiłem sobie znieczulicę i nawet nie mam zamiaru nazbyt wiele tłumaczyć ludziom, zaskoczonym tym, że uruchomienie czy testowanie "kopii" zajmuje tyle samo co prototypu, albo i dłużej (bo trzeba uzgadniać stare z nowym, a czasem szybciej jest zrobić nowe).
Jeśli ktoś nie rozumie podstaw swojego biznesu czy pracy, to nie mój problem, co nie?
(Notkę sponsoruje uruchomienie maszyny, która jest wzorcową "kopią" poprzedniej - inny PLC, inne HMI, inne napędy, inne programy powyższego, zmienione niektóre założenia, ogólnie - inny układ sterowania. A co najzabawniejsze, pomimo kupki zmian, zostały ze trzy grube błędy projektu, także w sensie elektryczno-mechanicznym, bo "nie będziemy tego zmieniać, gdyż to jest kopia". Jaaasne. No nic, tydzień mi nad tematem zleciał, i jeszcze trochę czasu zleci...)