Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Codiac - Zakazane piosenki
Thu, 18 Oct 2018 18:25
Skoro można dopisywać... zerkając na opis myślałem...

Boni - Zakazane piosenki
Thu, 18 Oct 2018 09:23
Dopisałem małe co nieco, które zapomniałem. Oraz...

Codiac - Na Zachodzie bez zmian
Fri, 12 Oct 2018 13:00
"Życie płynie nam mniej więcej należycie. I tyle. "...

Boni - Na Zachodzie bez zmian
Mon, 1 Oct 2018 12:58
@wyparowanie strony A tak, to też była...

Gatling - Na Zachodzie bez zmian
Mon, 1 Oct 2018 12:47
> Życie płynie nam mniej więcej...

Boni - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 12:52
@igor, Lem Może tak - rozumiałem o co mu chodzi i...

igor - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 08:36
Lem o tym pisał w latach 90. A ja (i, w zasadzie,...

Boni - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 21:01
@zz_top IĆ STOND! właśnie się dziś...

zz_top - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 12:52
@Wolałbym, żeby tzw. ludzie rozumieli a nie ślizgali...

Gatling - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 12:21
Koraliki, bigle/zapinki/inne komponenty, dużo metrów...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2013-02-13, środa
Tagi:  przemysł
___________________________________
(trochę ciąg dalszy niedawnej notki, a w zasadzie ciąg dalszy bardzo dawnych notek...)

Dzisiaj będą fady delikatne, takie na granicy pomiędzy oczywistością, czymś-co-mogłoby-działać i prawdziwym fadem. Ale jednak, jeśli pomnożyć te nieco pokrętne pomysły przez nieudolną praktykę i pokrzywienie managementu, i przyłożyć szczyptę zdrowego rozsądku i dobrej praxis, to widać fady jak cholera.

Matrix organization

Idea sama w sobie stara jak coś bardzo starego i sprawdzająca się w bardzo wielu miejscach i organizacjach, od wojska po religijne i polityczne, w biznesie i przemyśle też. Bo dosyć oczywisty jest pomysł, że działy, zasoby, ludzie potrzebni wielu innym działom organizacji mogą zostać skomasowani i działy "potrzebujące" zamawiają sobie zasoby/ludzi w miarę potrzeb, a działy "wspierające" synergicznie, czyli taniej, starają się obsłużyć wiele zapotrzebowań na raz. I działa to przeważnie całkiem nieźle dla różnych supportów, od baterii haubic wsparcia na usługach 10 batalionów piechoty, przez wspólny HR czy księgowość czy utrzymanie ruchu, dla wielu działów fabryki czy przedsiębiorstwa, po outsourcing (bo w normalnej formie to też matrix organization, tylko kawałek matrycy jest out of organization).

Problemy też oczywiście są, z ważniejszych - trudne kompromisy i planowanie zasobów, trudne ustalanie priorytetów, trudne rozliczanie skuteczności czy produktywności, konflikty na matrycy i pomiędzy konkurującymi o zasoby supportu, problemy z systemami motywacyjnymi dla supportu, itd itd. Ale to wszystko jest do ogarnięcia, been there, done that, od 20 lat, tylko pod jednym warunkiem - o ile management rozumie organizację i o ile to jest matrix organization a nie matrix management. Już tłumaczę subtelną różnicę - sensownie jest wtedy, kiedy współdzieleni mają menagera/dowódcę i tenże odpowiada za kwantyfikację i priorytety zadań (i warto mieć znany i rozsądny "kwant" działania) i oczywiście - współdzieleni odpowiadają przed nim. A bezsensownie, jeśli ktoś zarządzający matrycą bierze ją literalnie i myśli, że pionek z supportu może odpowiadać literalnie przed wszystkimi potrzebującymi, że sensownie sam ustali priorytety, no i że kwant działania może być dowolnie mały (co miłe do rozliczeń i wykresów, ale zupełnie bezsensowne w tzw. życiu). Plus na deser - naturalne dla nieogarniętego managementu całej matrycy, że ocenia ją wg. "mocy" maksymalnej albo minimalnej, jak mu wygodniej, a nie wg. optimum.

Ilustrując - wyobraźcie sobie, że chcecie wzmocnić pułk piechoty skutecznymi acz drogimi czołgami. Można ich dołożyć tyle, że każdy pododdział piechoty ma do dyspozycji czołg - no ale to jest robienie sobie gigantycznych kosztów i górę kapusty później nagle macie pułk pancerny zamiast piechoty, a wojnę przegraliście ekonomicznie. Można wymieszać jakąś "rozsądną" ilość z piechotą po równo - ale to jest najczęściej marnowanie potencjału czołgów i zawsze gdzieś ich będzie za mało. Można też zrobić rozsądnie, czyli a) przydzielić pułkowi kompanię czołgów b) ustalić jakie oddziały piechoty na jakiej drodze (np. czy bezpośrednio u dowódcy kompanii pancernej czy przez dowództwo pułku) "zamawiają" czołgi c) jak bardzo wolno dowódcy kompanii czołgów "rozdrabniać" czołgi, czy może dzielić najwyżej na plutony, czy na sztuki, itp. I oczywiście czołgiści, współpracując i chwilowo podlegając dowódcom piechoty odpowiadają przed swoim dowódcą kompanii, np. on ustala priorytety i "kto co", instancją odwoławczą w ostateczności jest dowódca pułku.

I to generalnie działa, także jeśli zamienicie "pułk" na fabrykę czy firmę, "kompanię pancerną" na IT czy utrzymanie ruchu itp., jej dowódcę na managera działu supportu, "czołgi" na inżynierów utrzymania czy starszych tonerowych, itd itd.

A teraz wyobraźcie sobie, że nie ma dowódcy kompanii pancernej, i czołgiści odpowiadają w 50% przed dowódcami piechoty do których ich przydzielono, w 20% przed dowódcą pułku, w 20% przed dowódcą garnizonu w którym stacjonowali, w 20% przed dowódcą dywizjonu śmigłowców wsparcia (bo komuś gdzieś wyżej się skojarzyły "latające czołgi"), no i w 10% przed dowódcą III floty desantowej, która jest na drugim końcu świata, ale że kiedyś desantowała rzeczone czołgi, to tak zostało. I jeśli wam się wydaje, że mi się zrobiło za dużo tych procentów, to wam się tylko wydaje, widocznie nie macie dostatecznie wysokiej świadomości organizacji. I wyobraźcie sobie, że czołgi może tak w zasadzie zamówić sobie każdy, do czego tam uzna za stosowne, na przykład nieźle przewożą zupę z garkuchni i stawiają zasłony dymne. I na deser, że wolno kwantyfikować czołgi do poziomu 10% czołgu, czyli czołg, sztuk jedna, ma być w 60% w obronie I kompanii, w 30% w ataku II kompanii, a w 10% zepsuty, w kompanii remontowej.

Brzmi tak jakoś mało śmiesznie i wyłącznie głupio? Otóż to, gdyż na tym poziomie to już nie synergia, to fad. Myślicie, że tak se zmyślam? Ależ z was naiwne łosie (c) Radkowiecki - tak funkcjonuje prawdziwie matriksowe zarządzanie supportami, naprawdę to się widuje. A raczej - tak udaje, że funkcjonuje, no bo po chwili w skali życia firmy czy oddziału, już nie funkcjonuje, tylko organizacja zdycha, a co mądrzejsi uciekają. I w sumie analogia jw. jest jeszcze za łagodna, bo organizacje o których myślę, są zglobalizowane wokół całej planety, a nie lokalne jak pułk piechoty...

Six Sigma

Pomysł ogólnie moim zdaniem niezły, tylko że dosyć stary, czyli żeby ustalać pewne rzeczy dotyczące parametrów rzutujących na jakość na podstawie twardych danych i solidnej statystki, oczywiście, że udało wynaturzyć się w fad. Po pierwsze, w formie 6Sig klasycznie obrósł w rakowatą narośl konsultingów, w tym konsultingów wewnętrznych (czyli sub-organizacji "karateków" - liderów) - zupełnie nie ważne, czy przychodzi konsultant z zewnątrz czy kolega z pracy "black belt", prawie na pewno nie mają pojęcia o temacie, procesie, istocie projektu, a znajomość podstaw statystyki i matmy nijak nie wystarcza, żeby cokolwiek sensownie zmienić, no chyba, że zastanie się totalny burdel i chaos.

Inny przejaw zfadowania, to niejakie problemy z rozliczeniem oszczędności czy zysków z 6Sig - to jest normalne, że działania poprawiające/zmieniające jakość są trudne do przeliczenia na dukaty, ale w aksjomaty 6Sig jest wpisane planowanie i osiąganie celów w kasie, i trzeba przyznać, liderzy i wdrażający trzymają się tego. Ale oczywiście niekoniecznie osiągania, tylko planowania - papier i tabelka w excelu wszystko przyjmą...

A najśmieszniejszy dla mnie przejaw pewnego niedomagania metodologii 6Sig to niejaki problem z ustaleniem tytułowych sześciu sigm. Bo to się bardzo łatwo zakłada - "mamy mieć jakość lepszą niż 100ppm dla klienta", tylko pytanie brzmi "kto jest klientem i dlaczego akurat ten?". Inaczej - jest łańcuch dostaw - ktoś robi nam rurkę, oddział fabryki z rurki robi zaworek, inny dział montuje to w wyrób, sprzedajemy to odbiorcy X, który wkłada to w swoje urządzenia. Te 100ppm to ma podobno być pomiędzy fabryką a odbiorcą X. Ale przecież on tez może mieć 6Sig. I przecież od dostawcy też możemy (ba, musimy) wymagać niziutkich ppm. A najśmieszniejsze - czemu nie przeliczyć tych ppm pomiędzy działami własnej fabryki i porządnie rozliczyć, przecież to też dostawca i klient, wewnętrzny? Na te pytanie znajomi liderzy 6Sig, nawet "black belts", nabierają wody w usta - a mi się odechciewa tego fadu.





Pan Jan
Thu, 14 Feb 2013 08:26:04
@Boni, aż mi ciśnienie skoczyło. Oba fady w najbardziej pokracznej z opisanych przez Ciebie form funkcjonują w firmie dającej mi zatrudnienie...

Marcin
Thu, 14 Feb 2013 08:39:32
Czy ppm w 6s to są te parts per milion z chemii? W sensie odsetek błędów na milion sztuk?

Boni avatar Boni
Thu, 14 Feb 2013 09:28:28
@Pan Jan

Kondolencje. U nas, po dekadzie powolnej obsuwy, to gdzieś tak w połowie jesteśmy, między tym, co widziałbym jako normalną implementację takich pomysłów, a pure 110% fadem.

@Marcin

Tak, to są parts per milion, tu akurat - parts nie spełniające wymagań jakości. BTW już przy ustalaniu tych wszystkich ppm i tego jaki jest stan, żeby ustalić cele itd. bywa zabawnie. No bo na przykład - czy te wadliwe ppm to są bez QA i re-worku (wiemy, że robimy złom 1000ppm, ale potem dokładamy QA i do klienta wypuszczamy 100ppm)? czy po QA itp. wg. reklamacji klienta - wszystkich? czy wg. reklamacji klienta, ale tylko uwzględnionych? itd. itp. szereg niewygodnych pytań, na które odpowiedzi może i gdzieś tam są, ale ani takie oczywiste, ani nie znają ich szeregowe "belty"...

Marcin Zaród
Thu, 14 Feb 2013 10:39:31
To ja tylko powiem, że edukacja w PL zaraziła się tym od edukacji z USA, która zaraziła się tym od ichnich korpo.

W przypadku edukacji i pedagogiki wiara we wskaźniki stała się obowiązującą religią. Mambo-dżambo nauk pedagogicznych (czyli psychologia bez ostatnich 40 lat i doświadczeń międzynarodowych) zastąpiono fadami z manejdżmentu.

W Łodzi sytuacja jest szczególnie radosna - jest sporo kasy na doskonalenie miarek (czy lepsza masturbacja PISA czy maturami?), ale nie ma kasy na zwykłe rozpowszechnianie dobrych praktyk.

W skali kraju jest jeszcze lepiej - nad mierzeniem / liczeniem i statystyką matur / testów pracują setki ludzi w MEN i IBE. Ale nad badaniem
zjawisk zachodzących tutaj i teraz (np. wpływ festiwali nauki na fizykę szkolną) pracują pojedynczy łosie-stażyści (jak niżej podpisany).

Efekt jest taki, że w edu mamy fady (sprzed 20 lat, do 6s dojdą jak będę dziadkiem) ale bez kasy na programy naprawcze. A UMŁ potrafi w jednym dokumencie postulować likwidację siatki szkół i rewitalizację społeczną dzielnicy.

Marcin Zaród
Thu, 14 Feb 2013 15:12:35
Fady związane z project managment dostały się do NGOsów. Najwyższa pora zostać anarcholem. Może chociaż oni potrafią zrobić coś bez definiowania misji i coachingu.

Boni avatar Boni
Thu, 14 Feb 2013 15:19:14
@Marcin Zaród
"Fady związane z project managment dostały się do NGOsów."

Pict or it didnt happen... o_O

"Najwyższa pora zostać anarcholem."

Nie mówię nie.




Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018