W nawiązaniu do
notki hejterskiej o wkurzających zjawiskach na drogach, takich raczej powtarzalnych i powszechnych, wypiszę sobie drugą część, teraz bardziej do pośmiacia i podziwowania się nad życiem, wszechświatem i polskimi drogami.
1. Zasnąć samemu w wozie i rypnąć se rowa to żadna sztuka, wystarczy odpowiednio długo nie spać (dla zestawu ja plus maluch wystarczyło jakieś 50h), ale zasnąć grupowo, i żeby obudził nas szum powietrza między scorpio a słupkami na poboczu, to zupełnie inne zjawisko. Serio, tak precyzyjnie zjeżdżałem i z tak dużą prędkością. Skończyło się bez konsekwencji, ale ze strachu nie zmrużyliśmy oka.
2. Nie warto nielegalnie wyprzedzać wlokącego się złoma wkoło wysepki ze znakiem, nawet na zupełnie pustej drodze o drugiej w nocy. No bo jak za znakiem znajdziecie nagle barierkę, ciągnącą się przez 2km, której nie było jakoś wcześniej widać, to poczujecie się niezwykle głupio. I nie poprawia tego stanu, jeśli nagle okaże się, że coś jedzie z naprzeciwka. Jedyne pozytywne, że co się uśmiał ten wyprzedzany w złomie, z wyprzedzającego debila za barierką, to jego.
3. Jak się nie dosypia i dużo pracuje, to trzeba se zarezerwować przed jazdą czas na drzemkę, choćby 30min. Albo, jeśli jazda krótka, trzeba kupić sobie coś do żucia, dobre są buły itp. - mało kto potrafi zasnąć z bułką w gębie. Jak się o to nie zadba, szczególniej w kiepskiej porze roku i pogodzie, to może być raczej srogo, np. po tygodniu 16h pracy na 8h wolnego, gdzie "wolne" oznacza budowę domu, człowiek widzi na drodze ciężarówki których nie ma, nie widzi dostawczaków, które są i to na czołówce; widzi urojone krowy i nie widzi kto ma pierwszeństwo (pozdrowienia dla najgłośniej drącego mordę poszkodowanego jakiego poszkodowałem, i jego poloneza też).
4. Mało co mnie bardziej w życiu przeraziło, niż taka akcja - pogoda piękna, waruny ok, wóz wporzo, droga normalne dwa pasy, ale całkiem ok, i podjeżdżamy pod górkę ze słuszną prędkością, gdy nagle zza jej szczytu wynurzają się dwa TIRy obok siebie, wyprzedzają się; a mamy do nich ze 100m, i nie ma gdzie uciec. Zatrzymanie akcji serca, awaryjne hamowanie i wstępne szukanie wzrokiem miękkiego lądowiska w rowie, i dopiero po jakiejś sekundzie czy dwu, dostrzegłem, że coś się w obrazku nie zgadza... Otóż dogoniliśmy lawetę z ciągnikiem siodłowym ustawionym na niej tyłem do kierunku jazdy, a drugi, bogu ducha winny ciągnik po prostu mijał się z nią. Ale synchronizację wzg. nas i górki zrobili tak idealną, że masakra, i jakby np. film kręcić to dubli a dubli trzeba by zrobić, że by tak trafić.
5. Czy tańczyliście z diabłem w świetle księżyca? Ja też nie, ale z maluchem zdarzyło się. Po paru tygodniach bez prądnicy, na ciągle podładowywanym akumulatorze, któregoś razu było już tak suabo, że zdarzyło mi się jechać tylko przy księżycu, zupełnie bez świateł... a jak już dojechałem do miasteczka, gdzie od razu szczerze pobłogosławiłem latarnie, to chwilę mi zajęło zorientowanie się, że silnik zdycha mi na zakrętach nie od kierunków, które i tak już dawno nie chodziły, ale od świateł hamulcowych - aż tak kolosalnie prąd zabierały...
6. Jednym z najtrudniejszych do wyjaśnienia przypadków jakie miałem na drodze, było takie coś - jedziemy na prostej, zima, szeroki asfalt, ale wąskie koleiny, z naprzeciwka kursowy autobus Autosan, który codziennie mniej więcej w tym miejscu mijałem. Widzę go z pół kilometra, i że jedzie koleinami, i ma dymek na kierowcą "duży może więcej", więc próbuję wyjechać maluchem z kolein na białe, bo przecież środkowa, nieco szersza koleina, wspólna z autobusem. Kiedy ostrożnie, ze średnią prędkością, próbuję nie zblokować i nie wejść w poślizg i jednocześnie zejść mu z drogi, prawie mi się udaje, ale nagle maluch ześlizguje się z powrotem w koleiny, "na zaczepkę" do nadlatującego Autosana. Huk z boku, i mijamy się, maluch nie odbił się, idzie prosto, kolega coś tam się drze; ja przekonany, że huknęło dlatego, że autobus nam zdjął "rogalem" zderzaka nasz tylny zderzak albo i błotnik, usiłuję w bocznym lusterku zobaczyć co tam na dole z tyłu, i nagle orientuję się, że nie mam połówki lusterka... Kumacie, plastik i szybka jak ucięte laserem, no po prostu niewiarygodnie równo, leciutko pod kątem. I żadnych innych zniszczeń czy obrażeń. Jeśli popatrzycie na geometrię boku malucha i autosana, to jest prawie niemożliwe; uratował nas jakiś dziwny kąt, pod którym zsuwaliśmy się z powrotem w koleiny...
7. Automat, tempomat i niemiecka autostrada skłoniły mnie parę razy do zdjęcia butów za kierownicą... ale to głupie, i nie tylko dlatego, że niebezpieczne, ale też jak człowiek się rozleniwi, to ma ochotę na stacji paliw wysiąść prosto w kałużę w skarpetkach. Zdołałem się nadludzkim wysiłkiem zawiesić nad wodą w karkołomnej asanie "oja-jebię", ale co się bauer tankujący obok obśmiał z polaczka, to jego...
(fakapowe czasy i maluszki z paru punktów występowały też w pieczarkach)