Zwykły dojazd poranny inspiruje niniejszy ranking z czapy, czyli co najbardziej wkurzająco zaskakującego spotkałem przez te nieco ponad 20 lat na polskich niedrogich drogach. Dla ustalenia uwagi - prawie 10 lat 40-50km dziennie po wiochach Podlasia, i ponad 10 lat 10-20km dziennie po wiochach Mazowsza. Ostrzeżenie - osobom o delikatnej korze czołowej, miłośnikom fauny, małym dzieciom i rowerzystom sugerowałbym jakąś inną lekturę, bo tu mogą być wyrazy i rowery będą.
1. Łoś Superktoś
Luuudzie, jakie to jest bydle wielkie! i wcale nie chce schodzić z drogi - rozumiecie, napierdalam ponad 100 ciemną nocą na prostej, przez pustki gdzieś obok Mińska, w samochodzie śpi mi rodzina, i widzę na długich, gdzieś z 200m, jak przechodzi se rogaty jaśniepan. No to hamuję, ale spoko i delikatnie, bo se przejdzie i bo wszyscy śpią - a tu nagle ta menda się rozmyśla, i stwierdza "a ch... nie będzie mnie byle scorpio z drogi przeganiać!" i obraca się w moją stronę nastawiając te łopaty. Ło żesz fak, i awaryjne hamowanie, i prawdziwy pieprzony test pieprzonego łosia. W sumie udany, chyba tylko teściowa odbiła się od deski rozdzielczej. Aha, a sarny są tylko trochę mniej wkurzające, no bo trochę mniejsze.
2. Styrani rowerzyści tyralierą
Ja wiem, że bodaj już kodeks dopuszcza, no i jadąc w grupie chce się pogadać i zrobić spedalony social network, więc naturalnie jedzie się rowerami obok siebie, ale czy wy nie macie instynktu samozachowawczego, głupie ch...je? Jechać we trójkę obok siebie, zajmując cały pas, przez 90 stopniowy zakręt, oznaczony jako ostry i 40km/h, który po wewnętrznej ma zero widoczności? No przecież jak mam do wyboru ciężarówkę z naprzeciwka, baobaby w poboczu i trójkę dziadków-plotkarzy na pedałach, to zgadnijcie komu jebnę, jeśli coś pójdzie nie tak. A zaprawdę, zakręt ten przejeżdżałem uważnie i 40, na legalu, a i tak mnie spocili.
3. Trębacze
Szczególniej w wersji "śpieszę się, więc koniecznie obtrąbię tego przede mną, który ustępuje pierwszeństwa, puszcza kogoś z boku, przepuszcza pieszych". Mam okazję doświadczać takich dosyć często, z powodu układu ulic w centrum Grodziska i mojej wysokiej kultury i chęci pomocy innym na drodze, no i pewnie obcych rejestracji moich wózków (bo chyba myślą, że nie znam układu czy pierwszeństw, czy coś). Te buce są niewiarygodne po prostu - ostatni, który był tak natarczywy, że aż troszeczkę zabawiłem się z nim (skoczyłem za skrzyżowanie gdzie wpuszczałem, do świateł kawałeczek dalej, on swoją megaultraodpasioną złomowatą vectrą za mną, po czym ku jego zaskoczeniu przetestowaliśmy hamulce), wylazł, przylazł i zaczął mi marudzić, i to wobec policji dwa samochody dalej. Rozumiecie, marudził, że mu specjalnie zahamowałem i prawie mi przywalił... oczywiście dowiedział się gdzie może wypierdalać ze swoim klaksonem i próżnymi żalami.
4. Pułapka na zakręcie
Ja wiem, że budowa dróg to sztuka i trudne, a przebudowa fuszerek drogowych jest kosztowna, ale na miłą Boginię - nie powinno być, przez dekady, czegoś takiego jak na przykład pozornie długi bezpieczny zakręt w lewo wokół górki (zero widoczności po wewnętrznej, a po zewnętrznej spory spadek), z odwrotną przechyłką (czyli wyrzuca na zewnątrz, tak, dobrze zgadujecie, na ten spadek), i, tada! o zmiennym promieniu, czyli im dalej w zakręt, tym ciaśniej (no bo taka była oryginalna górka...). Kiedy tam jeździłem, chłop który świeżo kupił siedlisko na spadku koło zakrętu, odbudowywał nowy płot coś cztery razy w ciągu roku czy półtora, w końcu zyskał obycie i odpuścił sobie wydłubywanie cudzych samochodów i wstawianie sztachet, bo dotarło do niego, czemu jego poprzednicy nigdy nie mieli na tym boku działki płotu...
5. Piloci myśliwców
Czyli ci, którzy wchodzą na ogon (trochę w związku z punktem 3, ale raczej mam tu na myśli przy dużej prędkości), a potem, jeśli wychodzą cało z kraksy, głupio się tłumaczą "bo on specjalnie zahamował" albo "ojej, a 17 lat bez stłuczki". Głupie ch... bez wyobraźni, szczególniej, jeśli siadają paściem bez hamulców na zderzak dużej fury. Bo przecież o ile duży szrot czy nówka, na wentylowanych tarczach wielkości koła od malucha i oponach jak rolki, za fiatem-gratem czy peżotem-szrotem, zatrzyma się praktycznie zawsze, no chyba że zaśpi, to peżot-szrot, jadacy mi 150km/h o 5m od tylnego zderzaka, przy awaryjnym hamowaniu zatrzyma się zawsze moim kufrze, choćby prowadził go sam Vettel, a nie ten debil, który go prowadzi. Anecdata - sznureczek przyśpieszającego segmentu E, merol, audi, ford, no i oczywiście na zderzaku mojego forda czerwone gówno jakieś, chyba rzeczywiście peżot. I nagle merol zjeżdża na pobocze drogi krajowej, bo zobaczył, że tu grzyby sprzedają (BTW to też fakap, ale ja dziś nie o tym), audi dohamowuje ostro, ja już na maksa, aże mi rzuciło rodzinę do przodu, znowu teściowa nieco dobiła do deski, patrzę czy nic jej się nie stało (znaczy, desce po stronie pasażera) a tu nagle za teściową widzę elegancko zaparkowanego obok nas, drzwi w drzwi, puga, który całkiem niedawno był z tyłu - i paczy się na mnie wielce zdziwiony ciul, z podniesioną ze strachu sierścią, bo przeliczył się o całą długość scorpio i jeszcze trochę... dobrze, że akurat w tym miejscu czasoprzestrzeni nie było żadnego grzybiarza-handlarza, byli 6sekundometrów dalej.
6. Koń z wozakiem, wozak z koniem
Powinny być dawno zakazane, serio mówię, czas wozów konnych na drogach publicznych przeminął i niech nie wraca (o męczeniu chabet nie wspominając). Szczególnie w wersji, kiedy doganiamy wiernym maluszkiem, z hukiem dziurawego tłumika i na światłach, furę jadącą LEWĄ stroną, pewnie kurde właśnie z Anglii przyjechała, i wyprzedzam ją jadąc swoim pasem gdy NAHLE kuń mi skręca wprost pod koła. Więc test łosia, lot poboczem, i tak dalej. No zajrzałem mu w pierdzielone chrapy bardzo głęboko, bo przeleciały mi zaraz koło lusterka. A kolega-pasażer, jak odzyskał mowę, to chciał wracać i lać wozaka, bo stwierdził, że właśnie obejrzał sobie przez boczną szybę maluszka dno rowu jak w helikopterze, i mu się to dno nie spodobało. Ale przekonałem go, że nie warto, bo przecież wozak pewnie śpi najebany pod brezentem, a koń se do domu sam wraca, i nie ogarnia przepisów czy co tam z tyłu nadlatuje, no bo lusterek nie ma.
Aha, bydło (w sensie krowy, a nie chamy) na drodze też dostarcza wiele pociechy i można zyskać obycie w temacie okolicznych rowów i drzew, ale tu niestety, znacznie trudniej zakazać czy egzekwować nadzór.
7. Omszałe dziadki
Nie kobieta za kierownicą, nawet nie młody kierowiec-testosteronowiec, ale stuletnie zagrzybione dziadki kapeluszniki, oto największa zakała za kółkiem. Bo nie mają już sensoryki i motoryki, nie ogarniają, ale przecież muszą jeździć, a uparte są jak coś bardzo upartego. I chociaż sam wchodzę w smugę cienia, pierwszy się podpiszę pod petycją o obowiązkowe doegzaminowanie, powiedzmy, po 50 czy 60, byle było tanie i uproszczone. I o odbieranie prawka po 80, w to miejsce wręczać darmowy bilet na całą komunikację publiczną i bez dyskusji. Bo jedyny chyba kierowca, który mnie naprawdę przeraził jako pasażera, to coś koło 80 letni taksiarz z miasteczka W.M. - aż na drugi dzień podszedłem na postój, zapytać pozostałych lokalnych taksiarzy, wszystkich trzech, co to kufa było, i jakim cudem ten zombie jeździ jeszcze. Pokiwali ze zrozumieniem nad moim obsraniem ze strachu, bo wiecie, czołówka zrobiona taksiarskim poldolotem z jelczem-mleczarnią źle wyglądałaby w moim nekrologu, i "no jest stary, kiepski, ale dorabia dla wnuczki, no szkoda go podpieprzyć". Czyja szkoda, się pytam.
8. Kierowca bombowca
Czyli nawalony jak samolot. Czasem po spotkaniu z wężykującym, jadącym niewłaściwym pasem, stawiającym na dwa koła, jadącym pod prąd, itd. itd. naprutym osobnikiem za kółkiem, zapalały mi się w oczkach takie czerwone światełka, odchodził ode mnie zen, i dawne pomysły na kary fizyczne wydawały się nagle piękne i dobre. Wiecie, zamiast raz czy drugi zabierać prawo jazdy czy nawet samochód, po n-tym przestępstwie drogowym usuwać chirurgicznie delikwentowi n-te oko. Mógłbym tu dużo anegdot przytoczyć, z naprutymi wiochmenami w roli głównej, parę związanych z zakrętem z pkt. 4, ale mi się nie chce, bo zdenerwuję się niepotrzebnie.
9. Ninja na rowerze
Czyli zamaskowany kutafon/kutafona, zero świateł, odblasków, ciemne ciuchy, czarny rower. Najlepiej po zmroku albo o szarówce. Ew. dodatkowo - dopity dla kurażu. Ja pierdzielę, o tej porze roku widzę takich co rano, co wieczór, od lat, i w pale mi się to ciągle nie mieści. Dzisiaj o 6 rano kilkoro, którzy mieli wyłącznie jakieś niedobite odblaski w pedałach - ja wiem, że im się wydaje, że jak oni widzą drogę, to ich widać, tylko, że nie. I jedyne momenty kiedy mam ochotę zatrzymac się, wysiąść i zrobić pogadankę road-rage, z palnikiem i obcęgami, na temat bezpieczeństwa, to wobec takiej bezmyślności, którą nie stać mentalnie na odblask nawet, o LEDówce nie mówiąc (tu pozdrawiam jedynego człowieka który na mojej trasie do pracy regularnie jeździ rowerem w kamizelce odblaskowej, i jest to dziadek omszały stuletni na makrokeszu, więc proszę mi nie opowiadać, że naród jest ciemny i nieogarnięty, bo jak on tak może, to każdy może się ogarnąć). Albo może rozdawać na drodze najtańsze odblaski, ale z info, że jak zobaczę następnym razem ten sam rower i ninja bez odblasku, to wpierdol będzie.
A notkę sponsoruje dzisiejsze zjawisko z tej kategorii, ekstremalne i niezwykłe - otóż wyprzedzając w szarówce na długiej prostej rano, widzę rowerzystę od tyłu po lewej (ninja ale z czerwonym odblaskiem), myślę "ninja zjeżdża albo se stoi", i mając sporo miejsca decyduję jednak wyprzedzać wlokącego się kompakta, ale nagle okazuje się, że nie jest tak, że doganiam dziadka prawie-ninja, tylko to jest młody rześki napierdalający maksymalnie w pedały zamaskowany młodzieniec, jadący na czołówkę, bo ma czerwony odblask z przodu... i wcale mi nie szkoda, że musiał wypierdalać w podskokach na chodnik, bo we trójkę na drodze jakoś nie mogliśmy się zmieścić; i tak dobrze, że ma chłopak refleks i zdążył, bo leciałby dalej jak widział, gdyż albowiem nie zdążyłem nawet pocisnąć hamulca, zresztą jako przedstawiciel cywilizacji śmierci popieram dobór naturalny.
Konkluzja - to chyba wszystko (i nonalog znowu), i ciekawe, że prawie nie ma w moich złych doświadczeniach stereotypowych "kobiet za kółkiem", "dzieci na drodze", "pieszych na drodze", "chamów w TIRach", "chamów w terenówkach" i w ogóle innych chamów. Naprawdę. Chociaż oczywiście bywa nieogarnięcie albo odrobina chamstwa czy głupoty z każdej strony, to jednak powyższych przykładów nic nawet nie dogania, a co dopiero wyprzedza.