Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2012-11-23, piątek
Tagi:  fun, hejt, szrot
___________________________________
Zwykły dojazd poranny inspiruje niniejszy ranking z czapy, czyli co najbardziej wkurzająco zaskakującego spotkałem przez te nieco ponad 20 lat na polskich niedrogich drogach. Dla ustalenia uwagi - prawie 10 lat 40-50km dziennie po wiochach Podlasia, i ponad 10 lat 10-20km dziennie po wiochach Mazowsza. Ostrzeżenie - osobom o delikatnej korze czołowej, miłośnikom fauny, małym dzieciom i rowerzystom sugerowałbym jakąś inną lekturę, bo tu mogą być wyrazy i rowery będą.

1. Łoś Superktoś

Luuudzie, jakie to jest bydle wielkie! i wcale nie chce schodzić z drogi - rozumiecie, napierdalam ponad 100 ciemną nocą na prostej, przez pustki gdzieś obok Mińska, w samochodzie śpi mi rodzina, i widzę na długich, gdzieś z 200m, jak przechodzi se rogaty jaśniepan. No to hamuję, ale spoko i delikatnie, bo se przejdzie i bo wszyscy śpią - a tu nagle ta menda się rozmyśla, i stwierdza "a ch... nie będzie mnie byle scorpio z drogi przeganiać!" i obraca się w moją stronę nastawiając te łopaty. Ło żesz fak, i awaryjne hamowanie, i prawdziwy pieprzony test pieprzonego łosia. W sumie udany, chyba tylko teściowa odbiła się od deski rozdzielczej. Aha, a sarny są tylko trochę mniej wkurzające, no bo trochę mniejsze.

2. Styrani rowerzyści tyralierą

Ja wiem, że bodaj już kodeks dopuszcza, no i jadąc w grupie chce się pogadać i zrobić spedalony social network, więc naturalnie jedzie się rowerami obok siebie, ale czy wy nie macie instynktu samozachowawczego, głupie ch...je? Jechać we trójkę obok siebie, zajmując cały pas, przez 90 stopniowy zakręt, oznaczony jako ostry i 40km/h, który po wewnętrznej ma zero widoczności? No przecież jak mam do wyboru ciężarówkę z naprzeciwka, baobaby w poboczu i trójkę dziadków-plotkarzy na pedałach, to zgadnijcie komu jebnę, jeśli coś pójdzie nie tak. A zaprawdę, zakręt ten przejeżdżałem uważnie i 40, na legalu, a i tak mnie spocili.

3. Trębacze

Szczególniej w wersji "śpieszę się, więc koniecznie obtrąbię tego przede mną, który ustępuje pierwszeństwa, puszcza kogoś z boku, przepuszcza pieszych". Mam okazję doświadczać takich dosyć często, z powodu układu ulic w centrum Grodziska i mojej wysokiej kultury i chęci pomocy innym na drodze, no i pewnie obcych rejestracji moich wózków (bo chyba myślą, że nie znam układu czy pierwszeństw, czy coś). Te buce są niewiarygodne po prostu - ostatni, który był tak natarczywy, że aż troszeczkę zabawiłem się z nim (skoczyłem za skrzyżowanie gdzie wpuszczałem, do świateł kawałeczek dalej, on swoją megaultraodpasioną złomowatą vectrą za mną, po czym ku jego zaskoczeniu przetestowaliśmy hamulce), wylazł, przylazł i zaczął mi marudzić, i to wobec policji dwa samochody dalej. Rozumiecie, marudził, że mu specjalnie zahamowałem i prawie mi przywalił... oczywiście dowiedział się gdzie może wypierdalać ze swoim klaksonem i próżnymi żalami.

4. Pułapka na zakręcie

Ja wiem, że budowa dróg to sztuka i trudne, a przebudowa fuszerek drogowych jest kosztowna, ale na miłą Boginię - nie powinno być, przez dekady, czegoś takiego jak na przykład pozornie długi bezpieczny zakręt w lewo wokół górki (zero widoczności po wewnętrznej, a po zewnętrznej spory spadek), z odwrotną przechyłką (czyli wyrzuca na zewnątrz, tak, dobrze zgadujecie, na ten spadek), i, tada! o zmiennym promieniu, czyli im dalej w zakręt, tym ciaśniej (no bo taka była oryginalna górka...). Kiedy tam jeździłem, chłop który świeżo kupił siedlisko na spadku koło zakrętu, odbudowywał nowy płot coś cztery razy w ciągu roku czy półtora, w końcu zyskał obycie i odpuścił sobie wydłubywanie cudzych samochodów i wstawianie sztachet, bo dotarło do niego, czemu jego poprzednicy nigdy nie mieli na tym boku działki płotu...

5. Piloci myśliwców

Czyli ci, którzy wchodzą na ogon (trochę w związku z punktem 3, ale raczej mam tu na myśli przy dużej prędkości), a potem, jeśli wychodzą cało z kraksy, głupio się tłumaczą "bo on specjalnie zahamował" albo "ojej, a 17 lat bez stłuczki". Głupie ch... bez wyobraźni, szczególniej, jeśli siadają paściem bez hamulców na zderzak dużej fury. Bo przecież o ile duży szrot czy nówka, na wentylowanych tarczach wielkości koła od malucha i oponach jak rolki, za fiatem-gratem czy peżotem-szrotem, zatrzyma się praktycznie zawsze, no chyba że zaśpi, to peżot-szrot, jadacy mi 150km/h o 5m od tylnego zderzaka, przy awaryjnym hamowaniu zatrzyma się zawsze moim kufrze, choćby prowadził go sam Vettel, a nie ten debil, który go prowadzi. Anecdata - sznureczek przyśpieszającego segmentu E, merol, audi, ford, no i oczywiście na zderzaku mojego forda czerwone gówno jakieś, chyba rzeczywiście peżot. I nagle merol zjeżdża na pobocze drogi krajowej, bo zobaczył, że tu grzyby sprzedają (BTW to też fakap, ale ja dziś nie o tym), audi dohamowuje ostro, ja już na maksa, aże mi rzuciło rodzinę do przodu, znowu teściowa nieco dobiła do deski, patrzę czy nic jej się nie stało (znaczy, desce po stronie pasażera) a tu nagle za teściową widzę elegancko zaparkowanego obok nas, drzwi w drzwi, puga, który całkiem niedawno był z tyłu - i paczy się na mnie wielce zdziwiony ciul, z podniesioną ze strachu sierścią, bo przeliczył się o całą długość scorpio i jeszcze trochę... dobrze, że akurat w tym miejscu czasoprzestrzeni nie było żadnego grzybiarza-handlarza, byli 6sekundometrów dalej.

6. Koń z wozakiem, wozak z koniem

Powinny być dawno zakazane, serio mówię, czas wozów konnych na drogach publicznych przeminął i niech nie wraca (o męczeniu chabet nie wspominając). Szczególnie w wersji, kiedy doganiamy wiernym maluszkiem, z hukiem dziurawego tłumika i na światłach, furę jadącą LEWĄ stroną, pewnie kurde właśnie z Anglii przyjechała, i wyprzedzam ją jadąc swoim pasem gdy NAHLE kuń mi skręca wprost pod koła. Więc test łosia, lot poboczem, i tak dalej. No zajrzałem mu w pierdzielone chrapy bardzo głęboko, bo przeleciały mi zaraz koło lusterka. A kolega-pasażer, jak odzyskał mowę, to chciał wracać i lać wozaka, bo stwierdził, że właśnie obejrzał sobie przez boczną szybę maluszka dno rowu jak w helikopterze, i mu się to dno nie spodobało. Ale przekonałem go, że nie warto, bo przecież wozak pewnie śpi najebany pod brezentem, a koń se do domu sam wraca, i nie ogarnia przepisów czy co tam z tyłu nadlatuje, no bo lusterek nie ma.
Aha, bydło (w sensie krowy, a nie chamy) na drodze też dostarcza wiele pociechy i można zyskać obycie w temacie okolicznych rowów i drzew, ale tu niestety, znacznie trudniej zakazać czy egzekwować nadzór.

7. Omszałe dziadki

Nie kobieta za kierownicą, nawet nie młody kierowiec-testosteronowiec, ale stuletnie zagrzybione dziadki kapeluszniki, oto największa zakała za kółkiem. Bo nie mają już sensoryki i motoryki, nie ogarniają, ale przecież muszą jeździć, a uparte są jak coś bardzo upartego. I chociaż sam wchodzę w smugę cienia, pierwszy się podpiszę pod petycją o obowiązkowe doegzaminowanie, powiedzmy, po 50 czy 60, byle było tanie i uproszczone. I o odbieranie prawka po 80, w to miejsce wręczać darmowy bilet na całą komunikację publiczną i bez dyskusji. Bo jedyny chyba kierowca, który mnie naprawdę przeraził jako pasażera, to coś koło 80 letni taksiarz z miasteczka W.M. - aż na drugi dzień podszedłem na postój, zapytać pozostałych lokalnych taksiarzy, wszystkich trzech, co to kufa było, i jakim cudem ten zombie jeździ jeszcze. Pokiwali ze zrozumieniem nad moim obsraniem ze strachu, bo wiecie, czołówka zrobiona taksiarskim poldolotem z jelczem-mleczarnią źle wyglądałaby w moim nekrologu, i "no jest stary, kiepski, ale dorabia dla wnuczki, no szkoda go podpieprzyć". Czyja szkoda, się pytam.

8. Kierowca bombowca

Czyli nawalony jak samolot. Czasem po spotkaniu z wężykującym, jadącym niewłaściwym pasem, stawiającym na dwa koła, jadącym pod prąd, itd. itd. naprutym osobnikiem za kółkiem, zapalały mi się w oczkach takie czerwone światełka, odchodził ode mnie zen, i dawne pomysły na kary fizyczne wydawały się nagle piękne i dobre. Wiecie, zamiast raz czy drugi zabierać prawo jazdy czy nawet samochód, po n-tym przestępstwie drogowym usuwać chirurgicznie delikwentowi n-te oko. Mógłbym tu dużo anegdot przytoczyć, z naprutymi wiochmenami w roli głównej, parę związanych z zakrętem z pkt. 4, ale mi się nie chce, bo zdenerwuję się niepotrzebnie.

9. Ninja na rowerze

Czyli zamaskowany kutafon/kutafona, zero świateł, odblasków, ciemne ciuchy, czarny rower. Najlepiej po zmroku albo o szarówce. Ew. dodatkowo - dopity dla kurażu. Ja pierdzielę, o tej porze roku widzę takich co rano, co wieczór, od lat, i w pale mi się to ciągle nie mieści. Dzisiaj o 6 rano kilkoro, którzy mieli wyłącznie jakieś niedobite odblaski w pedałach - ja wiem, że im się wydaje, że jak oni widzą drogę, to ich widać, tylko, że nie. I jedyne momenty kiedy mam ochotę zatrzymac się, wysiąść i zrobić pogadankę road-rage, z palnikiem i obcęgami, na temat bezpieczeństwa, to wobec takiej bezmyślności, którą nie stać mentalnie na odblask nawet, o LEDówce nie mówiąc (tu pozdrawiam jedynego człowieka który na mojej trasie do pracy regularnie jeździ rowerem w kamizelce odblaskowej, i jest to dziadek omszały stuletni na makrokeszu, więc proszę mi nie opowiadać, że naród jest ciemny i nieogarnięty, bo jak on tak może, to każdy może się ogarnąć). Albo może rozdawać na drodze najtańsze odblaski, ale z info, że jak zobaczę następnym razem ten sam rower i ninja bez odblasku, to wpierdol będzie.

A notkę sponsoruje dzisiejsze zjawisko z tej kategorii, ekstremalne i niezwykłe - otóż wyprzedzając w szarówce na długiej prostej rano, widzę rowerzystę od tyłu po lewej (ninja ale z czerwonym odblaskiem), myślę "ninja zjeżdża albo se stoi", i mając sporo miejsca decyduję jednak wyprzedzać wlokącego się kompakta, ale nagle okazuje się, że nie jest tak, że doganiam dziadka prawie-ninja, tylko to jest młody rześki napierdalający maksymalnie w pedały zamaskowany młodzieniec, jadący na czołówkę, bo ma czerwony odblask z przodu... i wcale mi nie szkoda, że musiał wypierdalać w podskokach na chodnik, bo we trójkę na drodze jakoś nie mogliśmy się zmieścić; i tak dobrze, że ma chłopak refleks i zdążył, bo leciałby dalej jak widział, gdyż albowiem nie zdążyłem nawet pocisnąć hamulca, zresztą jako przedstawiciel cywilizacji śmierci popieram dobór naturalny.


Konkluzja - to chyba wszystko (i nonalog znowu), i ciekawe, że prawie nie ma w moich złych doświadczeniach stereotypowych "kobiet za kółkiem", "dzieci na drodze", "pieszych na drodze", "chamów w TIRach", "chamów w terenówkach" i w ogóle innych chamów. Naprawdę. Chociaż oczywiście bywa nieogarnięcie albo odrobina chamstwa czy głupoty z każdej strony, to jednak powyższych przykładów nic nawet nie dogania, a co dopiero wyprzedza.





Gatling
Fri, 23 Nov 2012 13:32:59
"po n-tym przestępstwie drogowym usuwać chirurgicznie delikwentowi n-te oko"
#pieknoidobro, would lol again!

za innych rowerzystow tlumaczyc sie nie bede, sam w miare ogarniam i swoich ucze oraz w swiatelka wyposazam. czerwony odblask z przodu, ja pierdole...

divak2
Fri, 23 Nov 2012 14:33:08
Bo to był ninja-anarchista, krewniak anarchisty który do tyłu i do przodu zakłada czerwone mrygadełka. Prawdziwy ninja w stanie czystym nawet w pedałach nie ma odblasków.

Kiedyś mało nie skosiłem takiego, który zaatakował z flanki na pomalowanym olejną chyba, na czarno lub brązowo składaku. Zauważyłem w bocznym odblasku lampy, że za drzewami coś się zbliża, zjechałem na szczęśliwie puste lewo i minąłem @@#%wiela o centymetry. Drobiazg, jechałem przez wiochy, późno było i spieszyłem się, jakieś 30km/h na rowerze, a ta lampa miała 2,4W.

A w wykazie drogowych parafilii zabrakło mi (może na Mazowszu występuje rzadziej) jazdy w trybie "światełko do nieba". Co jest szczególnie rozrywkowe w połączeniu z punktem nr 9.
Jako nałogowy rowerman i mniej nałogowy kierowca obśmiałem się setnie :)


Boni avatar Boni
Fri, 23 Nov 2012 17:01:45
@divak2
"Bo to był ninja-anarchista, krewniak anarchisty który do tyłu i do przodu zakłada czerwone mrygadełka."

Bardzo nieśmieszne ;P

"Kiedyś mało nie skosiłem takiego, który zaatakował z flanki [...]"

BTW raz miałem podobnie fajnego delikwenta z flanki - maluszkiem jadąc, cudna pogoda, lato, popołudnie, nie za szybko, między wioskami, ot, podlaskie górki i pola. I se tak jadę miło z roboty, pełem miłości do łanów i aż dzięcielina mi pała, kiedy nagle, poprzez spore żywopłotopodobne krzaczory na poboczu, mignęło mi coś jakby czerwonego, jakby zbliżającego się do drogi prostopadle, bardzo szybko, z pola; ale dosłownie mignięcie i powidok, nie zdążyłem nawet wymyśleć, co to może być. Jednak wyostrzyłem się, i noga na hamulec, no i okazało się, że słusznie, bo zaraz musiałem zrobić test tego łosia, który napier... składakiem z górki na pazurki, zza krzaków, prosto mi pod koła - HAMUJĄC PIĘTAMI W PYLE DROGI GRUNTOWEJ, ale że skuteczność klocków na piętach miał lichą, i tylko kurz podnosił, to wyjebał na drogę dokładnie na długość rowerka=szerokość malucha. Jakbym się zagapił, albo gość nie był ubrany w czerwoną koszulkę, to nie ominąłbym go, tylko dostałby z 90km/h idealnie, całym moim przodem w bok, taką miał synchronizację... No ale to był mega-łoś jednorazowy, do notki się nie załapał.

"A w wykazie drogowych parafilii zabrakło mi (może na Mazowszu występuje rzadziej) jazdy w trybie "światełko do nieba"."

Przyzwyczaiłem się chyba, i mnie to już nie zgrzewa...

Fri, 23 Nov 2012 19:50:52
O co chodzi z tym "światełkiem"? Wyjaśnijcie tambylcowi, co to tylko zbiorkomem, we śnie i na jawie, się przemieszcza?

PS. Z tym snem to nie figura retoryczna, mnie się regularnie jakiś zbiorkom, w sennej marze, przewija.

Boni avatar Boni
Fri, 23 Nov 2012 21:48:52
@Aniou

Założyłem odruchowo, że idzie o źle ustawione światła, walące po oczach i w niebo, ale skoro pytasz i po zastanowieniu, to może coś źle założyłem.

Niniejszym redakcja bloga zdecydowanie odmawia wzięcia odpowiedzialności za mary senne komcionautów.

Fri, 23 Nov 2012 22:08:30
@Boni
A nie, dobrze - teraz rozumiem. Widzisz, o ile ja chętnie czytam sobie tutaj o różnych aspektach motoryzacji o tyle nadal pozostaję totalnym laikiem w kwestii jej codziennego użytkowania. :)

Codiac
Fri, 23 Nov 2012 22:16:00
Ja osobiście nie jeżdżę, chyba że w roli pasażera, więc doświadczeń takich nie mam, ale paru też w życiu widziałem. I osobiście rozwinąłbym kategorię 8 na dowolnych naprutych jak Messerschmitt.
Najbardziej ekstremalny przykład, to powrót z Podlasia, zakręt w lewo i tak w 2/3 zauważenie rowerzysty jadącego lewą stroną, tuż przy poboczu, któremu się nagle te trzy kierownice pomyliły i wyskoczył błyskawicznie na sam środek prawego pasa, tuż pod koła, mało się przy tym zresztą nie wywalając. Na szczęście to było w jakiejś wiosce, a kierowca z gatunku tych, co jeżdżą ostrożnie, więc jechał poniżej max prędkości dopuszczalnej, więc i czas na reakcję miał.
W mieście też zresztą można trafić na niezłe okazy zawianych pieszych. I mówię to ja, któremu też się parę razy zdarzało wracać zdając się na pamięć w nogach. Ale przynajmniej nie robię nigdy tak, jak niektóre wahadełka, co to stoją już na krawężniku i wychylają się raz w jedną, raz w drugą stronę o 30 stopni, a człowiek tylko patrzy, w gdzie ich wiatr poniesie.

Boni avatar Boni
Fri, 23 Nov 2012 23:16:28
@światełka

W kwestii światełek i wyjebki na źle ustawione, to mnie chyba przestawiły przez ostatnią dekadę te cudne wertepy po których jeżdżę, bo i tak latają wszystkim światła góra dół, i nie ważne czy ma ktoś dobrze ustawione (to ja!) czy na płaskim też wysyła sygnały świetlne do samolotów rejsowych.

@meserszmity

To może sprzedam ekstremalną story jaką poznałem z drugiej ręki - dojeżdżamy do zakrętu z pkt.2, wyjątkowo jestem wieziony jako pasażer przez rodzonego kierownika własnego, jego nówką poldkiem wtedy i on tak zwalnia i zwalnia, aż głupio jakoś, no wiem że zakręt 40 i bywa ciekawy, i nówka nieśmigana wózek, ale for krajst, jeździmy obaj przez niego dwa razy dziennie, i coś mi się wyrwało, że co jest, na co powiedział tak - "Dojeżdżam tu przed zakręt parę dni temu, a zza górki wyjeżdża wolno duży fiat. No to ja też zwolniłem. No to on jeszcze zwolnił. No to ja prawie stanąłem. No to on stanął. No to stanąłem i ja. I se stoimy na tej prostej między wsią a zakrętem, i myśle se co jest. Na co otwierają się z obu stron tylne drzwi w fiacie, i wsiada z niego dwu pacjentów, a mają w sumie ze 4 gumofilce, 2 berety i 6 promili. I obaj nie są w stanie ustać samodzielnie, tylko czepiając się samochodu, z trudem doszli do przednich drzwi kierowcy, z trudem otwarli, z trudem wyjęli absolutnie sztywnego pacjenta zza kierownicy, wrzucili go na tył, jeden wsiadł za kierownik, z trudem pozamykali się, i pojechali dalej. Od tego czasu jak widzę ten zakręt, to się boję".

divak2
Sat, 24 Nov 2012 13:28:41
@Boni,Aniou - światełko do nieba
Tak, to była ta mara, na szczęście nie senna. Już było tak parę razy, że jeden doświetla lusterka i podsufitkę, drugi wali prosto w oczy, a ja się zastanawiam czy już jadę po poboczu czy po wybojach blisko krawędzi drogi.

@anarchiści
Spotykam takich regularnie, jeżdżąc rowerem czy autem, więc już ich traktuję nieco z przymrużeniem oka (to dziś trzecido raju). Przestałem ich już liczyć.

PMGPMG
Sat, 24 Nov 2012 20:32:25
"Na co otwierają się z obu stron tylne drzwi w fiacie, i wsiada z niego dwu pacjentów, a mają w sumie ze 4 gumofilce, 2 berety i 6 promili."

Wygrałeś dzisiejsze moje internety, internety kolegi, któremu o tym powiedziałem i internety kolegi kolegi.

Boni avatar Boni
Sun, 25 Nov 2012 00:46:11
@PMG

Do usług. W ogóle to będzie chyba druga część notki, nie z typowymi seryjnymi niebezpiecznym i wkurzającymi fakapami, ale z pojedynczymi dziwnymi i niezwykłymi zdarzeniami na drodze, jak sobie poprzypominam.

Z meserszmitów z drugiej reki, to mogę jeszcze jedną zgrabną story sprzedać, chociaż chyba już kiedyś w sieci popchnąłem - około '91-92 oglądaliśmy na strasznym zadupiu (ledwo dojechaliśmy Żukiem wąskimi błotnistymi dróżkami, jakieś kolonie i luźne siedliska między szczerymi polami) z kolegami z brygady Warszawę, kolo chciał graty na przekładkę do Żuka. Wszystko na podwórku typowego obejścia, a właściciel na którym Pilipiuk ewidentnie wzorował Wędrowycza. Ja wtedy jeszcze nie miałem samochodu ani prawka, więc kibicowałem luźno. No i nagle A. kiwający się nad zdezelowaną Wawą w pokrzywach mnie woła, i mówi "weś zobacz, bo ja wczorajszy jestem" - "ale ja nie znam się" - "ale popatrz, czy mi się wydaje, czy te podłużnice pod silnikiem są krzywe?" Patrzę, no faktycznie, obie podłużnice w S, silnik jest prosto, ale jakieś 5cm "obok". Koledzy zbystrzeli i do zblazowanego ekwiwalentu Jakuba, spokojnie pykającego cygaretkie "panie, ale jak to tak, żeby przekosić Warszawę, cały przód???", na co ten wyrzucił peta, splunął i mówi tak "Widzieliśta, jakie tu wąskie drogi? no, to tu niedaleko, ja warszawą, sąsiad wołgą, ja najebany, on najebany, i żaden nie chciał ustąpić. Jak pierdyknelim czołowo, to z wołgi wypadł silnik, i trza było ją ciągnikiem wytargać. A warszawa przyjechała sama do domu, tylko taka pogięta trochę..."

BTW po tamtych latach i miejscówkach, to teatr tv "Ciemno" oglądałem tak w zasadzie jak dokumentalny ;) skądinąd polecam, można dorwać na płycie.

charliebravo
Mon, 26 Nov 2012 10:42:16
Zacna notka. W mieście moim najbardziej chyba znienawidzonym typem jest przeciętny kierowca, który od niechcenia wykonuje jakiś nietrywialny manewr z komórką przy uchu. Ot, wytacza się na 70 km/h dwupasmówkę, albo cofa skręcając na parkingu, albo wjeżdża 50 na godzinę w ślepy zakręt gdzie stoi 20, bo przecież nie będzie rozmowy przerywał.

A poza miastem...jechałem sobie kiedyś DW966 (z Wieliczki prowadzi w stronę Gdowa i dalej). Tam jest mniej zakrętów ale więcej takich góra-dół dołków na prostej. Ciemno, 70km/h, spokojnie sobie jechałem bez długich. Coś mi się nagle ruszyło "na dnie" kolejnego dołka, więc na wszelki wypadek zwolniłem. "Coś" okazało się traktorem z przyczepionym z tyłu takim diwajsem, jaki kombajn normalnie ma z przodu. Ale hojnie, tak na półtora pasa ruchu. Zero oświetlenia, odblasku, nic.


Boni avatar Boni
Mon, 26 Nov 2012 11:47:25
@charliebravo
""Coś" okazało się traktorem z przyczepionym z tyłu takim diwajsem, jaki kombajn normalnie ma z przodu. Ale hojnie, tak na półtora pasa ruchu. Zero oświetlenia, odblasku, nic."

Do hederów, kosiarek, nieposkładanych pługów czy słabo złożonych zgrabiarek (thats my favourite!), nieoświetlonych, wiszących z przodu, z tyłu i gdzie popadnie, to w zasadzie przyzwyczaiłem się przez przedpoprzednią dekadę, nawet mi powieka nie drgała.

Mnie nieco zgrzewały dopiero takie akcje, jak próba wyprzedzania ciągnika z dwoma przyczepami, zadziwiająco ładnie oświetlonego z tyłu, i nagle okazywało się, że wyprzedzam TRZY ciągniki i SZEŚĆ przyczep, z czego całe oświetlenie "pociągu", to cóż, jak w pociągu, tył ostatniej przyczepy i przód pierwszego ciągnika - wtedy przy okazji dowiedziałem się, że przód scorpio całkiem głęboko i zgrabnie mieści się pod typową przyczepą rolniczą... albo zostawiona na poboczu krajówki przyczepa (nawet jakiś brudny trójkąt przy niej stał), ale za zakrętem, na przeciwnym pasie i ze złośliwe sprawnymi sprężynami zaczepu, czyli zamiast leżeć na glebie, zaczep wisi poziomo na wysokości twarzy ludzi w osobówce.

W ogóle to kampania buraczana była zawsze najbardziej fascynująca, powyższe oba przykłady, z bardzo wielu, to właśnie z burakami wożonymi przez buraki.

yzek
Mon, 26 Nov 2012 17:33:09
Mijając ninja-rowerzystów (termin wymyśliłem niezależnie, ale jakby przyszło do sporów patentowych, to nie opublikowałem wcześniej ;) zawsze mi się przypomina jedyny dobry tekst z kinowego "Rancza - Wilkowyje" tzn: "Od kiedy to gówno świeci światłem odbitym!?" Jednego na drodze z Zambrowa na Białystok zauważyłem właśnie dzięki odbiciu własnych lampek od BŁOTNIKA, który miał najwyższe albedo w rowerze.

Boni avatar Boni
Tue, 27 Nov 2012 08:19:05
@yzek

Och, ninja rowerzysta jest public domain i wymyślony wele razy równolegle, już 15 lat temu się tak mówiło tu i ówdzie.

BTW sporo moich #rzekomychhistoryjek drogowych odbywało się w trójkącie Zambrów-Wysokie-Czyżew. A prawie wszystkie w latawcu Białystok-Łomża-Ostrów-Sokołów.




Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

laisar - Za co mi płacą
Mon, 23 Apr 2018 13:33
@Boni "gówno prawda, że za to się płaciło "zawsze...

Boni - Notka zastępcza
Sun, 22 Apr 2018 22:27
A nie wiem skąd mi się to Duxton wzięło,...

charliebravo - Notka zastępcza
Sun, 22 Apr 2018 10:46
A B-17, "Sally B" jeśli dobrze pamiętam, często stoi...

charliebravo - Notka zastępcza
Sun, 22 Apr 2018 10:44
@Boni Duxton = Duxford + Hendon, przez analogię do...

Boni - Notka zastępcza
Sun, 22 Apr 2018 09:35
Duxton zaliczone, bardzo przyjemnie. B17 nadal sobie...

cmos - Notka zastępcza
Sat, 21 Apr 2018 20:44
@charliebravo "I bardzo chciałbym jeszcze kiedyś do...

charliebravo - Notka zastępcza
Sat, 21 Apr 2018 19:39
@Duxford... O tak. Ja z kolei włóczyłem się po...

Boni - Notka zastępcza
Sat, 21 Apr 2018 16:00
Dotarlismy do Duxford, chyba chce tu zamieszkac....

Boni - Muza (48)
Sat, 21 Apr 2018 01:06
Moim skromnym zdaniem, wrażliwość na skomplikowanie,...

zz_top - Muza (48)
Fri, 20 Apr 2018 08:52
W ucho wpada, tekst fajny, ale macki mi opadają, gdy...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP


Engine: Anvil 0.87   BS 2012-2017