...czyli w końcu ujawniam Tajemnicę, czyli stacja XL "Boni skorumpowany konsumpcją", czyli "kustosz szrotu w nówce", czyli piekło zamarzło.
Po zaledwie
półtora miecha, nieco zgodnie
z ówczesną sugestią (wybraną na zasadzie
"pierwszy lepszy"), w końcu wylądowałem w nówce-służbówce.
Sugerowałem Jeepa Compass North 2.4 benzyna w automacie (czyli średnia półka), skończyło się Jeepem Compass Limited 2.2 diesel w ręcznej. Skończyło się konkretnie egz. pokazowym z salonu z przyzerowym przebiegiem, bo mi się nie chciało zamawiać i czekać, więc objechałem i wziąłem co dawali, jak w sklepie (BTW automat mi się odwidział błyskawicznie jak zrobiłem research, bo to CVT od nissana plus spragniony benzyny 2.4, w UK nie ma 2.2 diesla w automacie). Tyle, że lizingi i papierologie trwały prawie 3 tygodnie.
(zdjęcia z konfiguratora, bo tutaj ciemno zimno i nie chce mi się bawić komórką, ale generalnie są zgodne ze stanem posiadania, oczywiście kierownica po właściwej stronie)
Czyli wszystko-mający być-może-jeszcze-SUV a nie crossover. Wielkość jak dawnego Grand Cheerokie, silnik-klekot od Mercedesa (podobny do tych wszystkich 2.2 powszechnych ostatnio), skrzynia 6 bieg bodaj od
Hundaya Aisin/Toyoty, reszta jak to w jeepie. Zawieszenie i prowadzenie w normie, może z małym plusem (porównuję głównie wzg. hondy crv którą ostatnio zażywałem), trochę głośniejszy niż ustawa przewiduje, trochę niebezpieczniejszy podobno niż konkurencja. O spalaniu jeszcze nic ciekawego nie wiem. Skrzynia wydaje się nieco (ale tylko nieco) lepiej zestawiona niż ta
w narzekaniach na CRV.
Wnętrze i gadżety na fullu (skóra, blut, voice recognition, kamera cofania, HDD, wszystko elektryczne, grzane, podświetlane, itd) minus nawigacja, która jest opcją pod tytułem "wyprujemy ci flaki, kliencie", gdyż 1500 funtów za navi (pamiętajmy - kompućka, dysk, 6" display dotykowy już są, więc mowa o module GPS i programie), to pomysł z dupy i odrzuciłem go, szczególnie, że musiałbym na to czekać. Reszta jest i działa.
Co ma fajne - no sporo ma fajnych gadżetów, wykonanie wydaje się w miarę ok (BTW istotnym motywem dla mnie było, że jest nadal made in USA, a nie Mexico, Russia czy inna Korea). Ma wajchę do forsownego zapięcia 4x4 (ale przez komputer, oczywiście nie ma mowy o mechanicznych lock'ach itp), czego crossovery już nie miewają. Jeździ w miarę wygodnie i w miarę mocno, ale to się zobaczy jeszcze. Jakąś tam zaletą dla mnie jest egzotyka, przynajmniej w UK. Cena była całkiem przyzwoita, jak za takie wypasy. I kolor jest ładny ;)
Wady - klasycznie w jeepie - symboliczny bagażnik, kombi miewają większe. Letnie opony (ew. się zmieni) na bodaj 18" kołach. Wyraźnie głośniejszy niż inne znajome wozy. Trochę wrażenie ciasnoty w środku, ale to pewnie ja jestem przyzwyczajony do oldskulowych stodół, a nie jeep mały.
I to by było na tyle, myślę, że jest ok, ale pożyjemy zobaczymy.
(dodane 25-01-2014))
Nie chce mi się zaśmiecać bloga nufką, więc tu se dopiszę drugie pierwsze wrażenia (i kolejne, jeśli bedą) o jeepku.
Ogrzewanie ma znacznie lepsze od CRV (ale od zabytków jednak nie). Spalanie w mieszanym zeszło do 8.5/100 co powoduje mi niejaką ulgę, gdyż w okolicach 8l biznesplan używania służbówki do celów prywatnych robi się w miarę ok.
Parowanie telefonu itp. zabawy VoiceR kosztują migrenę i ból gardła od gadania z nonAI, ale nie było bardzo źle. Poza ripowaniem CD na dysk, zaskakująco ładnie odtwarza DVD, łącznie ze wszystkimi features (napisy, opcje, itp). Programowanie różności (praca zamków, podświetleń, itd itp) jest jak dla mnie całkiem intuicyjne i miłe sercu gadżeciarza.
Jeździ jednak lepiej niż CRV i podobne wozy których używałem, naprawdę mile zaskakuje. Natomiast niemile zaskoczył mnie hill holder - jestem pierdoła, nie umiem, muszę go potrenować gdzieś na górce jakiejś, bo jak mnie zaskoczył w mieście (Glasgow jest "nieco" górzyste), to tak bardzo zamotaliśmy się (naraz ja i komputer) hamulcem, sprzęgłem i gazem, że udało nam się zgasić silnik...
A tutaj malutki sentymentalny obrazek, United States of Scotland, czyli 20 lat różnicy i 66% stanu "amerykanów" w gminie (bo raz mignął mi gdzieś 300C, a tak to jednak ni ma nic):
(dodane 07-02-2014)
Kolejne wrażenia, po 1000km mniej więcej.
Przy jakiejś okazji dowiedziałem się, że Compass to pociotek miciubici Outlandera - dobrze wiedzieć; i skądinąd Outlander parę razy pokazywał mi się na radarze, jako ew. SUV prywatny (ale nadal prowadzi ford Maverick dwójka).
Pali bardzo przyzwoicie, jak na obecną epokę ściemy w automoto - średnia to 7.4 gnojówki na 100km obecnie (powiedzmy 1/3 miasto, 1/3 zakręcony beskid szkocki, 1/3 trasy/autostrady). Do głośności silnika i opon przyzwyczaiłem się, już tak nie razi. Zbiera się i jeździ nadal bardziej niż wystarczająco. Raz nawet udało mi się kontrolę trakcji odpalić. Skrzynia już tak nie wkurza - po prostu jeżdżę przeważnie na 6, kij jej w tryby.
AWD wypróbowałem nieco, bo trafił się wyjazd na farmę wiatraków, które buduje się raczej na bezludziu i w górkach - była tam symboliczna droga, ale miejscami zaprawdę szuter, błoto, śnieg itd. Na letnich oponach i po zapięciu "z ręki" 4x4 - najmniejszych problemów. No, może tylko - nadal nie umiem hillholder'a.
Gadżety nadal miłe i zadowalające; kamera cofania bardzo przyjemnie ułatwia życie, audio gra jak trzeba (a nawet za bardzo - fabryczne głośniki i ustawienia są tak przegięte na bas, że używam equ -3 na basie). Podoba mi się jak odtwarza DVD, nawet z surroundem chyba - nie podoba mi się, że nie chce odtwarzać video w czasie jazdy ;)
Co mi się nie bardzo podobało a po 1000km jeszcze mniej - o ergonomii i feeling'u wnętrza można by długo i z wkurwem. Bo jest ogólnie nieźle, w miarę prosto, klasycznie i mi się podoba, ale są takie szczegóły, które proszą się o parę dolarów więcej w materiałach i jakości, albo o parę pomyślunków więcej w projekcie. Szczególnie to czego się dotyka - kierownica (nie skóra, ale plasticzane ramiona), pokrętła ogrzewania, drążek biegów - no porażki po prostu. Ja nie wymagam w topowej wersji jeepa skóry i drewna (choć w zasadzie, czemu nie...), ale plastik, jego wykończenie, fakturę, klik, feel, też można dobrać ku radości. Albo spierdzielić. Jak też ergonomię układu podłokietnik-ręczny-wajcha biegów - tego ewidentnie nikt w Compassie nie projektował, ot tak im sie ułożyły te elementy, tylko że kupa.
Ale ogólnie, jest nieźle. W ogóle zdałem sobie sprawę (refleks szachisty...), że pewnie dlatego go wybrałem, bo jest całkiem klasyczny, oldskulowy, z zewnątrz i wewnątrz - nie ma popieprzonych świateł zachodzących na maskę, na dach, na błotniki, czy gdzie tam właśnie upalonemu designerowi wyciekły światła. Ma szmaragdowe podświetlenie jak stare fordy, a nie jakieś modne czerwone czy niebieskie gówno, od którego w nocy oczy wypływają po godzinie. Ma rosądne i względnie proste sterowanie i układ wnętrza. I tak dalej, i tak trzymać.
BTW ostatnio pasażerowałem prawienówkami bmw 5 i audi Q3. O ile bmw zacnie jeździ, wypasiona też wystarczająco (choć już mój jeep miejscami lepiej...) i ogólnie wrażenie, że można ją zatwierdzić "dla ludzi" jeśli kogoś stać, no i będzie pociechą za parę lat na szrocie, to przy Q3 miałem dojmujące wrażenie, że ktoś niezdrowo za tego podniesionego golfa przepłacił. Bo poza automatem i minimalnie lepszym wykończeniem te audi nie różni się zbytnio od mojego jeepa - za to mniej więcej dwukrotnie, jak nie lepiej, różni się ceną...
(dodane 27-03-2014)
Kolejne wrażenia, po 5000km mniej więcej.
Co tu gadać, jak nie ma o czym mówić, już się raczej nic nie zmieni do momentu aż zacznie się pojazd sypać. 6bieg wkurza jak wkurzał (zresztą, manual wkurza jak wkurzał), taniość gałeczek i przełączników trochę też, reszta w normie lub bardziej niż przyzwoicie. Spalanie w trasach BEZ autostrad (bo na autostradzie ten setup silnik+6bieg pali więcej...) - schodzi do 6.4-6.5l gnojówki na 100km, czyli w okolice deklarowanego przez producenta spalania mieszanego, co moim zdaniem jednak zaskakujące, jak na 2 tonowy złom z USA i moją ciężkawą nogę.
dodane 24-06-2014
Stuknęło 10kkm. Nadal nie ma o czym gadać, może nieco głośniejszy się robi, ale może tylko takie wrażenie (bo częściej z oknami otwartymi się jeździ latem). Spalanie w porywach nawet bliżej 6/100, na co dzień 6-7l, czyli przyzwoicie. Zero widocznego zużycia czy usterek (poza felgami, ze dwa odpryski/obcierki po kamulcach na polnych drogach). W zasadzie, nadal się podoba, zacny wózek, gdybyż jeszcze miał automat...
dodane 16-09-2014
Stuknęło 10k, ale mil. Wszystko jw. i normalnie, działa, bawi, jeździ; w pustawych nieautostradowych trasach schodzę regularnie nieco poniżej 6/100, miasto bliżej 7. Pierwsze drobne ślady po kamieniach na przedniej szybie. Przednia felga od pasażera była już w takim stanie, że podmalowałem najgorsze rysy i wżery; a jej opona, która też swoje oberwała na kamieniach, krawężnikach itp. w końcu trzasła nieco mocniej, i to w szybkim zakręcie. Ale że nieco, więc jednak się nie rozbiłem; i tylko przyszło zapoznać się z zapasem i dokupić oponkę (miałem ochotę na dwie i lepsze, niż te letnie guano, które ma na kołach, ale że za rogiem trafiła się dobra używka identyko ze zniszczoną, skończyło się prostą wymianą jednej sztuki). Tudzież system czujników i kontroli ciśnienia przydatnym się okazła.
Skądinąd przy okazji zobaczyłem zawieszenie przód, raczej liche i już nieco zardzewiałe o_O co dosyć porażające, gdyż akurat ostatnio grzebałem w Scorpio w przednim i jeep nie wyglada wiele lepiej, a dzieli je konstrukcyjnie i nalotem ponad 20 lat...
dodane 09-10-2014
Stuknęło 11k mil tudzież prawie rok, stąd w sobotę przyszło zorganizować pierwszy przegląd gwarancyjny (15k albo rok). Wymiana oleju, filtra powietrza, przekładanie opon, regulacje hamuli itp. (i jakiś tam ogólny przegląd gratis). Cena raczej słona - nieco ponad 300 funtów. I oczywiście, odwieczne pytanie, czy to branża dealersko-autoserwisowa przyciąga oszutów i kłamców, czy ich generuje z normalnych ludzi? Gdyż albowiem zaznaczałem na wstępie, że poczebna śliczna vatowska faktura będzie, tu są dane i na początku było, że nie ma sprawy. Oczywiście, przy płaceniu podsunięto mi pseudofakturę z danymi z sufitu, i okazało się, że panie, jaka faktura, nie ma menagera, danych wbić się nie da, system nie pozwoli, itd itp. od razu poczułem się jak w domu i jakby mi 20 lat ubyło, no jak w polskiej skarbówce w roku 1994. Plus obiecanki, że oczywiście w poniedziałem fakturę się zrobi i wyślą poleconym - mamy o ile się nie mylę czwartek i gówno przysłali. No ale ponieważ ich bezadresowy małoVATowy świstek naszemu księgowemu starczy, to nie chce mi się nawet dzwonić, żeby Marc'a Kłamczuszka i jego menago besztać.
Wracając do samochodu - w zasadzie nic się nie zmieniło; no może trochę żywszy i cichszy się zrobił (filtr powietrza?), plus podciągnęli bardzo ręczny. Poza tym - jeździ.
dodane 22-12-2014
Stuknęło 20kkm. Moim skromnym zdaniem samochód już przechodzi ze strefy "nówka" w "używka", co mnie nieco zaskakuje, bo spodziewałem się, że będzie wolniej się degradował. Siedzenie kierowcy zaczyna wyglądać na używane. Nieprecyzyjna skrzynia robi się coraz mniej precyzyjna (możliwy wpółudział degradującego się sprzęgła). Sprężyny gazowe tylnej klapy przy przymrozkowej pogodzie nie wystarczają by ją unieść. Przepaliła się pierwsza żarówka (BTW przyczynek do kwestii części zamiennych i aftermarketu: żarówka najtańsza w wykonaniu, bezcokołowa kierunkowskazu - za to chyba najdroższa kierunkowskazowa w zakupie, 3 funty za sztukę, kiedy markowa zwykła cokołowa 21W kosztuje funta). Wydech i silnik coraz głośniejszy. Pasek wielorowkowy na zimno/mokro napieprza/gwiżdże gorzej niż klinowe w starym Scorpio. Itd itp.
Co nie znaczy, że jest bardzo źle - nadal przyzwoicie jeździ, mało pali. Pochwalam też kontrolę trakcji i AWD, które parę razy mi tyłek na mokro/ślisko uratowały.
Ale szału nie robi.