Problemy samooceny to jedne z najciekawszych problemów ludzkich w ogóle, moim skromnym zdaniem. I najbardziej podstawowych, chyba, skoro już co cwańsze zwierzaki, nawet niekoniecznie mające zaczątki języka czy uczenia się, potrafią ustawiać hierarchie, uczyć się ich, wyuczać zaradność albo i bezradność, i tak dalej. Czyli, może i niewerbalnie, ale opisywać siebie nawzajem i samoopisywać.
Jajako nerd, no może po latach już geek, miewam nieliche problemy z własną samooceną. Miewam, chyba typowe dla socjopatycznych (no dobra, wewnątrzsterownych) nerdów/geeków huśtawki od zaniżonej i ewidentnie fałszywej przez wszelkie odcienie w miarę prawdziwej i w miarę adekwatnej, po zawyżoną, że hoho, i też niezbyt prawdziwą.
Częścią problemu jest też brak tła, skali, porównania - bo niby z kim mam się porównywać, unikając świata i spraw jego; przecież nie z rodziną itp. Więc pozostaje w zasadzie tylko praca. Która wydaje mi się prosta i którą leniwie odwalam, a potem okazuje się, że niekoniecznie, bo wszyscy robią się och i ach nade mną i moją robotą.
No i co ja mam z tym zrobić?
I tak jest od lat, co jakiś czas. I znowu mnie dopadło - bo po 7 miesiącach na nowych śmieciach szefostwo uraczyło mnie łaskawym poklepaniem po pleckach i nieproszoną 10% podwyżką. Więc może byłem i jestem tanim Polaczkiem (zaniżona?). A może na tutejszym, raczej bladym tle, wypadam tak dobrze (zaniżona? zawyżona?). A może, jak czasem mawiam, znam ze dwu lepszych automatyków niż ja, tylko, że jeden jest 1000km a drugi 10000km stąd (zawyżona jak ..wa mać).
A potem mówią, żebym przypadkiem nie kupował samochodu i każą mi sobie wybrać jakąś nówkę, i że jak se wybiorę, to zakupimy po Nowym Roku.
Bestie.
(Skądinąd mam szukać w limitach sporo wyższych niż miewał mój poprzedni szef (pozdro!). Witajcie w pierwszym świecie.)
Co oczywiście można też wytłumaczyć nie jako uznanie wysokich zasług i zdolności, tylko raczej próbą wsadzenia mnie, z punktu widzenia szefów - po taniości i mimochodem, w buty senior engineer'a. Hm, ale to też jest jakieś tam uznanie zasług i zdolności.
I w takich sytuacjach cały mniej więcej poukładany świato-ogląd i samoopisanie zaczyna mi się nieco sypać. Bo jakoś trudno doliczyć się, co tu jest naprawdę, a co na niby; co zasługą, a co przynętą, i jaka jest ocena. Więc samoocena też.
Kto by pomyślał, że nawet na stare lata będę miał na drugie "Konfuzjant".
(I na serio muszę wybrać sobie nowy samochód. A zaprawdę, nie spodziewałem się czegoś takiego w obecnej inkarnacji, życiu i przestrzeni. No nie podoba mi się to (przecie ja nie mam pojęcia o obecnych modelach...) - ale chyba nie mam wyjścia i powinienem pooglądać jakieś nówki w internetsach)