Numeracja w tytule przeskoczyła nieco, bo przez dwa lata
notki o wyjazdach do PL miały
inne zajawki, ale co do sedna - temat ten sam, doroczny wypad do PL uważa się zakończony.
A nawet, być może, udany; przynajmniej w kwestiach formalno-technicznych i zrobiliśmy przez dwa tygodnie mniej więcej wszystko, co zaplanowaliśmy. To nietypowe.
Przelecieliśmy się samolotem, bo jazda lexusem może i byłaby przyjemna i wzg. tania, ale koszta promu Newcastle - Amsterdam poszły drastycznie w górę, tudzież nie bardzo mamy co i gdzie wozić z PL, nie mówiąc o tym, że to dwa dodatkowe dni podróży. Którą trudno zamienić na wycieczkę, bo Amsterdam i Newcastle widzieliśmy, a inne co ciekawsze miejscówki po drodze wymagają kolejnych dni (a nie paru godzin, jak Magdeburg ostatnio).
Latanie Wizzairem GLA-WAW-GLA jest ok, poza tym, że latają tylko dwa razy w tygodniu i o nieludzkich godzinach (wieczorem w niedzielę? rili?), pewnie dla nich taniej. Ryanair chyba nie lata "na wprost" GLA-WAW, nie mamy doświadczenia. Inne linie latają oczywiście w dowolnych kombinacjach, ale w cenach z innego końca portfela.
Security na GLA było dosyć napięte, zwarte i gotowe, łącznie z fullbody skanerem, który zaliczyłem, gdy drobne w portfelu jednak zawyły na bramce. Ciekawostka - w UK można podobno odmówić skanera i zaliczyć staromodną kontrolę szczegółową, ale jakoś nie testowałem tej opcji. Z powrotem security znacznie bardziej wyluzowane, za to sajgon na lotnisku i kontrola graniczna w PL znacznie wolniejsze i upierdliwsze (w Glasgow są bramki automatyczne dla paszportów biometrycznych; idzie wszystko znacznie szybciej; chyba żeby nie, tu pozdrawiamy żonę).
Latanie normalne, bez przygód, samoloty pełne. Znaczy, można zaobserwować różne zjawiska socjologiczne i polackie, jak np.
opisywane przez Janinę ostatnio (my jesteśmy z tego kościółka, w którym się raczej siedzi, a nie stoi w jakichś kolejkach), ale generalnie kogo to obchodzi. Z ciekawostek, nikt nie bił brawo po lądowaniu (a z powrotem może nawet należało się, bo w chmurach i turbulencjach schodziliśmy).
Plan był, że może
szrot o wielu twarzach, stojący w PL w garażu dwa lata, da się nadal używać i warto go jeszcze potrzymać, pomimo rosnących cen OC i konieczności ogarnięcia i zrobienia przeglądu. Stąd nie braliśmy samochodu z lotniska, rodzina odwiozła nas o plugawej 1 w nocy do domu pod Grodzisk Maz. (dzięki, szwagry!).
Wózek nie zechciał współpracować od ręki, a co gorsza, po łatwym naprawieniu "drobiazgów" elektryki, typu brak zapłonu, okazało się, że nie tylko drobiazgi, ale pompa paliwa odmówiła współpracy - pewnie zakleiła się albo zardzewiała po dwu latach postoju. To spowodowało, że nasz ostatni wózek w PL łan-tu-tri pojechał
na lawecie "na złom", zupełnie podobnie, jak ponad dekadę temu przyjechał.
Z powyższego powodu, przyszło wsiąść w porażkę klasy "pół samochodu z połową silnika", czyli corsę 1.4 z wypożyczalni. Niby jako wozidupek 4 drzwi dla dwojga ludzi dawała radę, ale "to nie moje porno", zdecydowanie. Co ciekawe, jeśli myślicie, że na Okęciu czekają na was w wypożyczaniach, bez rezerwacji, parkingi zastawione dziesiątkami wozów, mylicie się bardzo. Nawet czołowe firmy mają tylko po parę samochodów, również w tych tańszych = popularnych kategoriach. W sumie cud, że w ogóle coś znaleźliśmy poniżej jakiegoś mondeo czy audi na całym Okęciu - protip: żona wypatrzyła szereg małych-średnich wypożyczalni na galerii hali, bo na przylotach w Avisach, Europcarach itp. odbiliśmy się od braku samochodów ew. cen wyjętych z mokrych snów wypożyczających.
Przejechaliśmy się gupią corsą do Białegostoku, odwiedziliśmy rodzinę tu i ówdzie, zajęło nam to cały dzień do późnego wieczora. Mielibyśmy więcej czasu, gdybyśmy nie trafili na >70km objazd robót na budowie S8 Wyszków-Ostrów (z powrotem było normalnie, tj. przez budowę, ale rano zamknęli oba kierunki). Albo gdyby idioci odpowiedzialni za ten objazd, mieli zdolność planowania lepszą niż 4 latki w przedszkolu (szczególne gratulacje za puszczenie całego ruchu Wawa-Bstok przez przejazd kolejowy i rondo w Łochowie, bez żadnego kierowania ruchem na nim). Ale hasztag-a-co-nowego.
Podobnie w temacie polskich dróg i kierowców,
pisałem o tym nieco i nie mam zamiaru się powtarzać; niewiele się zmienia z roku na rok, nadal połowa kierowców to bezmózgie chamy (rekordzistą był chyba lokalny podgrodziski pacjent w audi-szrocie, który usiłował wyprzedzić cztery samochody, we wsi, na łuku, i zdołał trzy - na pewno mama jest dumna z jego ujemnego IQ).
Przez całe zamieszanie z wózkiem, kilka dni poznawałem bliżej zbiorkom lokalny i warszawski; w sumie pewnie tyle, co przez całą poprzednią dekadę albo i dwie, więc dawka uderzeniowa jakby. Nie było jakichś wielkich zdziwień czy rozczarowań, ale też nie oczekiwałem Zurychu, co nie. Zdaje się, że trochę się poprawiło technicznie i np. co do czystości i ilości, ale organizacja niekoniecznie.
Urzędy np. gminy też poprawiają się i komputeryzują, jest jakiś postęp, może wolny ale jest. Chociaż nie wszystkie, np. urząd komunikacji nadal jest niezłym skansenem. Choć z drugiej strony, z czym ja to porównuję, z jakimiś '90 w PL chyba, bo przecież nie z UK itp.
Przespacerowałem się solidnie przez centrum Wawy, przy pięknej pogodzie, na nogach, jak zwierzę. Ogólnie "jaki Nowy Jork, taki Manhattan", cytując żonę. Maksymalne wybetonowanie paru kluczowych ulic i obstawienie ich korporacyjnymi szklanymi domami, kiedy 200 metrów w bok nadal straszą lata '90 albo i plomby powojenne, wiele mówi o mentalności i priorytetach. Jedyne, co rozjaśnia pozornie wypolerowany, ale raczej smutny obraz centrum Wawy, to, że niektóre nowe budynki ładne i/lub ciekawe.
Ludzie jak ludzie, zmieniają się raczej wolno. Albo po prostu odzwyczaiłem się od widoku facia, na około połowę ode mnie młodszego, w gajerku droższym niż mój samochód, charczącego i plującego raz za razem na piękny nowy chodnik na pięknym nowym winklu al. Jana Pawła II. Czy od ilości pogardy jaką potrafi zawrzeć w spojrzeniu rzuconym znad kanapeczki przeciętna kasjerka PKP, kiedy klient (to ja!) pomyli kasę. Czy ilości cwaniactwa i kombinacji u byle sprzedawcy w byle sklepie, nawet sieciowym (tu pozdrawiamy np. Vision Express w Jankach - kilka par okularów u nich zrobiliśmy przez ostatnią dekadę czy lepiej, no ale te okulary przed tygodniem, to był zdecydowanie zaprawdę powiadam wam na wieki wieków nasz ostatni kontakt z tą siecią w PL).
Oczywiście, to są jakieś topowe kwiatki, nie bez powodu zapamiętane. A przeciętnie, jest cóż, przeciętnie, nadal naród wydaje się zaganiany, wkurzony, skrzywiony i bucowaty, w porównaniu. Nie żeby wszyscy, oczywiście, ale rzuca się to w oczy, podobnie jak lata temu rzucała się w oczy przeciętność nieco inna w UK czy Szkocji czy Danii.
Udało się zajrzeć do byłej pracy (po 4 latach), niby się pozmieniało, ale po zastanowieniu, zaskakująco niewiele i niewiele nowych twarzy widziałem (co nie znaczy, że starych nie ubyło, wicie rozumicie).
Udało się zajrzeć
do Paradoxu, spotkać ze znajomymi z dawnych miejsc, sieci, czasów. Bardzo przyjemnie.
Udało się nieco ponaprawiać chałupę i jej osprzęt (po 15 latach i postoju zaczynają się rozłazić np. urządzenia elektryczne, jakieś grzałki, wentylatory, itp), nawet pomalować nieco. Oczywiście, należałoby spędzić w tym temacie 4x tyle czasu i kasy, ale to już nie w tym życiu raczej. Ale fajnie, że jakiś plan minimum tym razem wykonano.
Dostałem prezent, który fajnym jest, ale o tym będzie oddzielnie - zajawką niech będzie porada, że ciężkie książki w bagażu podręcznym są ciężkie, a jeśli chcecie wywieźć z PL coś jakby starodruk, możecie spoko iść na samolot; ochrona może i przygląda się uważniej na skanerze tej dziwnej książce w plecaku, ale żeby im się chciało skontrolować dokładniej, co to takiego, jak stare i ile warte? co to, to nie.
Powrót do UK był upierdliwy, bo lotnisko GLA o 10 wieczorem przypomina nieco 1:00 w nocy na Okęciu. Zamówiona przed lotem "na szybkiego" taksówka "się odwołała", a na postoju okazało się, że jest ze trzy taksy na 30 chętnych, więc przyszło zapoznać się ze zbiorkomem wieczornym w Glasgow i okolicy. Ale wyrobiliśmy się na ostatnie pociągi itp., nawet pomimo pomylenia dworców w centrum (w weekendy lokalne pociągi chodzą tak i owak, niektóre przez Queens, inne przez Central, a internety kłamią).
Najdziwniejszym spostrzeżeniem z całej wycieczki było chyba to, że chmury na Mazowszu czy Podlasiu, są ogólnie rzecz biorąc inne niż w Szkocji. Jakoś wcześniej nie zauważaliśmy tego tak bardzo.
A teraz wracamy pomału do kołowrotu codzienności i nudnej normalności.