Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Codiac - Zakazane piosenki
Mon, 10 Dec 2018 15:46
Wpadło mi dzisiaj coś takiego. Może nie jest to coś...

Boni - Premium
Wed, 14 Nov 2018 13:35
@zz_top Tak szczerze, to nie ogarniam i nie wnikam,...

zz_top - Premium
Wed, 14 Nov 2018 08:52
Ej, ale czemu ty jako premium szukasz w Audi A7 czy...

Boni - Premium
Wed, 14 Nov 2018 03:11
Obejrzałem sobie różności i powiedzmy, chyba...

Boni - Premium
Tue, 13 Nov 2018 20:24
@zz_top A to faktycznie porażka. Powiedzmy, dalsze...

zz_top - Premium
Tue, 13 Nov 2018 20:07
Nawet mnie zaciekawiłeś tą germańską trójcą i...

Boni - Premium
Tue, 13 Nov 2018 19:47
@zz_top Zapewne masz rację, tyle że z merolami ze...

zz_top - Premium
Mon, 12 Nov 2018 16:29
Na fali oglądania nowego nabytku znajomego (Mercedes E...

Boni - Historie renesansowe
Mon, 5 Nov 2018 09:32
@Gammon Pewnie tak, gdzieś tam były używane....

Gammon No.82 - Historie renesansowe
Mon, 5 Nov 2018 06:11
Czy mi się śni, czy morskie armaty z brązu bywały w...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2015-04-20, poniedziałek
Tagi:  hejt, szrot
___________________________________
Mało co mnie bardziej zmęczyło na "urlopie" w PL, niż jeżdżenie po Warszawie i okolicy. Po paru dniach doszedłem do wniosku, że wolę 13h jazdy Amsterdam - Warszawa ciurkiem, niż 4h po Warszawie i okolicy.

I nie idzie mi nawet o przebudowy dróg czy korki - po to używam sofy na kołach napędzanej podtlenkiem propanu-butanu, tudzież planuję trasy z kolosalnym zapasem, żeby mieć w nosie snucie się ze średnią 10km/h czy wręcz stanie w korku. W zasadzie nie zgrzewa mnie, raczej - to okazja do posłuchania muzyki w wygodnym fotelu (dlatego przyszło dokupić "na szybkiego" jakieś radio do szrotwagena, bo "właściwe" zostało w Szkocji - skądinąd impulsowo kupiony no-name z marketu dla majsterkowiczów okazał się zaskakująco przyzwoity, polecam).

Od czego się odzwyczaiłem i trudno znieść, to oczywiście polscy, a może i warszawscy, kierowcy. Żebyśmy się rozumieli - połowa ludzi w Wawie i okolicy jeździ w miarę normalnie i jak ludzie. Ale niestety, druga połowa jeździ jak pojeby i małpiszony, z burakami zamiast mózgów. Wymuszanie pierwszeństwa, blokowanie skrzyżowań (trafiło mi się tym razem parę jazd przez Dolinkę Służewiecką w szczycie ruchu - to nie skrzyżowania, to nawet nie cyrk na kółkach, to wprost festiwal debili), lewoskręty na szybkiego, prawoskręty bez opamiętania, przeloty na światłach "na ciemnozielonym", zmiany pasów bez patrzenia a częściej - bez sensu, wysoce opcjonalne kierunkowskazy, siadanie na zderzak, zero uwagi dla pieszych czy jednośladów itd. itp. nie ma sensu się rozpisywać, przecież pisano o tym setki razy a jak jest, każdy widzi. A co ciekawe, po zmroku, kiedy teoretycznie natężenie ruchu spada i powinno być lepiej, robi się jakby gorzej - bo nagle z warsiaskiego +20km/h robi się nocne +40km/h i nagle prawie każdy posiadacz 4 kółek, nie ważne czy golfa-trupexa, czy civika mającego +80KM dzięki końcówce wydechu fi 80, czy BMW trójeczki "prawdziwa folia carbon", czy passka po żonie księdza emeryta z Monachium, czy A szósteczki służbóweczki - na widok kawałka pustej ulicy dostaje małpiego rozumu i pociska zygzakiem, że hej - tylko nie wiadomo po co.

Obserwując to nieco z boku, po dwu latach odwyku, ale, niestety, uczestnicząc, nie sposób nie rozmyślać, co się tej połowie kierowców stało w ciało gąbczaste, które mają zamiast mózgu. Bo jednak - akcje jak po Warszawie co 5min, widuję w UK ze dwie rocznie. Ale z drugiej strony - to nie jest chaos jak np. w Indiach, wynikający z kolosalnie przeładowanych dróg, tragicznego stanu zarówno infrastruktury jak i samochodów, no i specyficznego traktowania prawa drogowego. Jest wrażenie, że polskawy chaos jest nieco inny.

Jego najważniejszą różnicą wzg. chaosu indyjskiego i, oczywiście, wzg. normalności UK, o porządku DK czy DE nie mówiąc, jest to, że połowa polskich kierowców ma wszystkich innych użytkowników drogi głęboko w dupie. Nie jest to zbyt odkrywcze stwierdzenie, ale serio, moim zdaniem to najbardziej różnicuje Warszawę od Madrasu - bo w Madrasie oczywiście wszyscy się wpychają, duży może więcej, bogaty może jeszcze więcej, kodeks drogowy przypomina kodeks piracki ("zbiór raczej luźnych wskazówek"), ALE wszyscy mają oczy w koło głowy, starają się ułatwiać sobie nawzajem jazdę a nie utrudniać, dają sobie znaki klaksonami (to nie jest trąbienie "na siebie" w złości a komunikacja "do siebie" nawzajem) i po prostu nie robią tyle głupot.

W Wawie co drugi kierowca zachowuje się, jakby był panem i władcą na krańcu świata, a inni użytkownicy drogi upierdliwymi przeszkodami na torze przeszkód, albo wprost wrogami do zatłuczenia, pardą, objechania.

I kiedy tak się patrzy na to nieco z boku, nie sposób nie zadać sobie pytania, dlaczego? Oczywiście standardowa odpowiedź to - spieszą się, życie w Wawie jest szybsze i ostrzejsze niż na jakichś zadupiach, czy w innych Szkocjach czy Daniach, i to się przekłada na drogi, niestety. Moja odpowiedź na tego typu wyjaśnienia zawiera za dużo słów niecenzuralnych, żebym ją tu wypisał. Bo jeśli ktoś myśli, że w Kopenhadze, Londynie czy Glasgow ludzie się nie spieszą, nie wkurzają ich korki, itd itd. to chyba się z upośledzonym na umyśle tasiemcem na łby zamienił.

Więc może dlatego, że to Polacy, zadziorni, samorządni, neoliberalni, kibolscy, na osranej zagrodzie równi wojewodzie? Ten trop jest nieco bardziej kuszący, bo troszeczkę wierzę w "polską anarchię" w kontekście transmisji kultury, tego miksu polacko-zaściankowo-kibolsko-szlachetkowo-folwarcznego. Ale to też wydało mi się nie do końca prawdziwe.

Dopiero po paru dniach jeżdżenia po Wawie doznałem minioświecenia, niezbyt odkrywczego, ale tej wersji będę się trzymał - ci wszyscy pieprznięci kierowcy ciągle i ciągle okropnie się boją. Jak zresztą połowa, albo i lepiej, tego społeczeństwa, stąd szaleństwo drogowe jest drobnym objawem szerszego problemu. Czego tak bardzo się boją?

Boją się, że wyjdą na frajerów, podludzi, przegrywów. Że są nimi. I za wszelką cenę próbują udowodnić sobie i innym, że nie są frajerami, na drodze i przy pomocy samochodu też. Ale nie tylko tam - frajerzy nie wyrzucają śmieci do lasu, frajerzy płacą uczciwie podatki, frajerzy uczciwie pracują, frajerzy uczciwie płacą za pracę, frajerzy dbają o innych czy o dobra wspólne, frajerzy są uprzejmi itd itd. To jest sedno tej kultury, a raczej jej braku - tak czy owak transmituje się z pokolenia na pokolenie.

Nie katolicyzm, ale "jam jest Pan, samodzierżca swój, który się wywiódł z ziemi frajerskiej, z domu zakompleksionego" jest religią większości Polaków.





cmos
Mon, 20 Apr 2015 12:51:54
Gratulacje, dochodzisz do poprawnych wniosków. Teraz jeszcze zastanów się, kto i jak taką religię dzieciom wpaja.
Wnioski z takiej analizy są bardzo dołujące, ale człowiek zaraz utwierdza się w przekonaniu, że decyzja o wyjeździe była bardzo dobra.


Codiac
Mon, 20 Apr 2015 20:18:43
Słuszne masz obserwacje, ale ja dodam, że i tak jest lepiej! Oczywiście nie mam danych, tylko własne obserwacje, ale wynika z nich, że odkąd otwarto granice i część naszych wyjechała, a potem wróciła, to wróciła już mając trochę inne podejście do kultury jazdy. Teraz naprawdę zdarza się widzieć dresików w BWM, po których człowiek spodziewałby się największej buraczaności, jak zatrzymują się przed pasami, bo ktoś się do nich zbliża. Albo nawet nie na pasach, tylko na skrzyżowaniu bez nich, bo jakaś mama pcha wózek i widać że chciałaby przejść.
Moim zdaniem to jest zresztą mieszanka. Te parędziesiąt lat okupacji, albo uczucia okupacji (a przecież są nadal tacy, co śpiewają "Ojczyznę wolną racz nam wrócić panie") sprawiło, że wielu Polaków jest na bakier z przepisami i nie tylko je olewa - oni wręcz uznają złamanie przepisu za powód do chwały, bo przecież władza zła i j*ać policję.
I tylko jednego nie mogę zrozumieć. Od lat, gdyby tylko chcieć, to wystarczyłoby przejść się niektórymi ulicami, albo stanąć na niektórych skrzyżowaniach i co zmianę świateł zgarniać 10+ kierowców, którzy wjechali nie mając jak zjechać i zablokowali ruch. W czasach, gdy w policji tak liczą się statystyki, a po pieniądze z fotoradarów każdy sięga, to jest coś, co samo by się nakręcało. I w odróżnieniu od fotoradarów, które tylko karzą, ale niczego nie uczą, przynajmniej odblokowałoby trochę te skrzyżowania.

Przykład z dzisiaj - wyznaczona strefa parkowania na chodniku. Wszystkie samochody minimum na pół metra ją przekraczają, wpychając się na część dla pieszych. Każdy, może poza jednym większym vanem, ma te ok pół metra luzu od tyłu do krańca chodnika. A jedno matizopodobne coś nawet ponad metr, ale też musiało przekroczyć linię. Oczywiście żadnego policjanta czy strażnika przez cały dzień w pobliżu nie widać.

laisar
Tue, 21 Apr 2015 10:59:22
@Codiac "jest lepiej! [...] to jest zresztą mieszanka"
 
2 x tak.
 
"I tylko jednego nie mogę zrozumieć"
 
Gromkie "tak" po raz trzeci. Sytuacja jest zresztą argumentem przeciwko spiskowej teorii "policja nabija budżet". Gdyby budżet chciał być tak nabity, to właściwie na dowolnym skrzyżowaniu w centrum licznik kasy furkotałby jak turbina w elektrowni...

Boni avatar Boni
Tue, 21 Apr 2015 13:07:22
IMHO jest lepiej, ale głównie przez trochę lepsze drogi, trochę lepsze samochody itp. niż te 20 czy 10 lat temu. Mentalność jednak jest prawie ta sama. I nie bez powodu parę razy w notce zastrzegam, że na oko, TYLKO połowa kierowców w Wawie trenuje pierdolca.

Pseudokoperty na skrzyżowaniach, jak w UK, to dobry początek, potem kamery i już za pare lat cwaniaki by się nauczyły, do czego służą skrzyżowania. Ale komu by się chciało, przecież to jest tak niewielki problem, w porównaniu...

rozie
Wed, 29 Apr 2015 07:18:40
Odnośnie tego radyjka - dobrze widzę, że to bez żadnego zdejmowanego panelu jest? Ja wiem, że noname i w ogóle, ale kiedyś było tak, że jeśli radio było kompletne to... szybko go nie było. Złodziejom w sumie było obojętne, czy opchną za 20 zł szrota, czy za 50 zł markowe. A auto trzymam w różnych, niekoniecznie "bezpiecznych" miejscach.

Oczywiście jest nadzieja, że czasy się zmieniły (i obecność fotelików dla dzieci zdaje się to potwierdzać), ale albo złodzieje mają resztki przyzwoitości i fotelików nie kradną, bo to dla dzieci, albo po prostu foteliki są nieporęczne.

A coś z AUX/kartami pamięci by się przydało, bo radio to wiadomo jak działa w trasie, a CD nie mam...

laisar
Wed, 29 Apr 2015 08:36:42
@Boni "no-name z marketu dla majsterkowiczów"
 
Aż se teraz klikłem - paaaanie, tyyyyle kasy?! ((((: Ja w podobnych okolicznościach przyrody, dzień przed letnim urlopem, kupiłem prawdziwą chińską firmówkę Ecco-700 za całe złotych 80... I ta cholera nie chce się zepsuć, więc jak to prowizorki - trwa na posterunku od 2010.
 
Jakość dźwięku: gra ((((;

Boni avatar Boni
Wed, 29 Apr 2015 19:48:32
Paneli nie zdejmowałem nawet jak jeszcze miałem zdejmowane, no może od wielkiego dzwonu gdzieś na Targówku czy innym trójkącie bermudzkim, ale naprawdę dawno.

To z linka poza tym, że gra nieco lepiej niż przeciętny noname (ale nie wiadomo na ile to zasługa dosyć wypasionych głośników w UFO...) z USB/kartą, jakie miewałem w ostatniej dekadzie, to jest 4x25W - te za 50-80zł które na szybciora chciałem, były przeważnie 2 kanałowe i jeszcze słabsze.




Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018