... czyli idzie nowe, czyli innowacje. Ale że mam dzisiaj raczej hejterską fazę, powiem tak - sracje a nie innowacje.
Bo nieco załamuje mnie takie ogólne pomieszanie szumu medialnego w koło jakiegoś tam pomysłu, że niby bliskie SF, z nieogarem tzw. przeciętnych użytkowników, głównie internetsów, bo przecież nie innowacyjnego pomysłu.
Co tworzy zwykły zalew pierdołek i ignorancji, zamiast jakiejś w miarę sensownej dyskusji na temat.
A może ja mam nieco za dużą blazę, bo się naczytałem za dużo SF, albo za dobrze kumam, jak działają różne rzeczy "od zaplecza" a nie - jak się różnym dziennikarzom czy dzieciom sieci wydaje, że działają.
Dla ustalenia uwagi, bo można przebierać w tematach do woli, polecimy np. po AI
w duchu ogłoszenia Zuckerberga (albo, za przeproszeniem, filmu ExMachina) tudzież po autonomicznych samochodach,
w duchu zapowiedzi Muska (i wielu innych).
Dla dalszego ustalenia uwagi, polecę najpierw zgredem - kombatantem.
Bo wiecie, próbowano u mnie zamówić system automatycznego parkowania dla tłusto wypasionego audi A4 nówki, około roku 1995. Oczywiście, po krótkiej analizie, sprawa zdechła, bo koszta systemów rozpoznawania obrazu i osensorowania przekroczyłyby znacznie cenę tego audi wtedy. Tudzież nie wziąłbym odpowiedzialności za przeróbki systemu kierowniczego. Tudzież komentarz na deser miałem w stylu "jeśli ktoś nie umie parkować a stać go naprawdę na wiele, zatrudnia szofera". Klient się nieco obruszył, i próbował wciągnąć w temat paru znajomych doktorków z polibudy, ale szczęki im opadły jeszcze niżej niż mnie i poddali się z marszu.
A temat przemondżałych domów (znaczy, nie tego, co przeciętny elektronik se może poskładać z łatwością od 20 lat, czyli dom zautomatyzowany, nazywany w celach marketingowych "inteligentnym", ale Jarvisa z "Iron Mana" czy podobne konstrukty słabszej AI) rozkminiałem se na serio jakieś 10 czy nieco ponad lat temu, kiedy poczytałem, jak drogi acz moim zdaniem nędzny w sensie AI, miał zautomatyzowany dom Bill Gates - a którego firma, co zabawne, zaczęła mniej więcej wtedy rozdawać razem z Win XP w końcu w miarę sensowny Microsoft Speech Recognition, razem z SAPI i SDK. Przy tym temacie nawet zaświtała mi myśl o monetyzacji, jak zwykle przy "naprawdę" inteligentnych domach itp. gratach gadających z użytkownikami - ale ogólnie, po rozkminie, rzuciłem to w diabły. Bo może i fajny bajer, ale wiecie co? zupełnie ale to zupełnie mi niepotrzebny. Oraz last by not least, jeśli ktoś nie ogarnia chałupy a stać go na AI, to zatrudnia kamerdynera. Czy, w przypadku jak Zuckerberga, porządnego sekretarza. Albo trzech. (Do czego genialnym przyczynkiem jest historia rozpoznawania mowy i inteligencji np. nawigacji samochodowych, i jak rozwiązał problem, z którym zmagały się przez dekady Hondy czy inne IBMy, Lexus Link przy pomocy wbudowania byle jakiego telefonu+GPS i zaawansowanego białkowego komputera, imieniem Judy albo Anna, siedzącego w callcenter, do którego można zadzwonić w praktycznie każdej sprawie (drobnym druczkiem - ale to już zależy od subskrybcji))
Wracając z kombatanckich zagrywek do tu i teraz, i rzesz ludzików w sieci, prosumentów krap-kontentu, którzy nagle czują się ekspertami od autonomicznych samochodów czy AI, bo przeczytali parę szumnych zapowiedzi wizjonerów albo "wizjonerów" i komeciów pod fanpejdżkami - trzeba im chyba wybaczyć, gdyż nie wiedzą, co czynią, ani o czym pobredzają. W sumie, podobnie jak
w nie tak dawnej notce o drukarkach CzyDe.
Tak, będą niebawem w miarę dostępne samochody, w których będzie zylion semi-autonomicznych modułów czy algorytmów, jak obecne parkowania czy hamowania czy kontroli trakcji czy utrzymania pasa, itd. Czy to znaczy, że ktokolwiek będzie wkrótce jeździł "w pełni autonomicznie", bez rozglądania się i trzymania w napięciu żywej białkowej łapki na e-stopie czy innym "panic buttonie" i bez odpowiedzialności za szkody tego "autonomicznego" pojazdu, itd itp? No raczej nieprędko, "to se jeszcze trochę poczeka", znacznie dłużej niż do Muska 2018r. Mniej więcej do tego momentu, kiedy już całkiem dobrze wdrożona technika wojskowa (
jak TerraMax) będzie dopuszczona do ruchu po normalnych drogach. Bo dla przypomnienia DARPA Urban Challenge był prawie dekadę temu, sensowne wojskowe unmany też, i co to zmieniło dla pana Janka w skodzie czy nawet Johna w tesli? Na razie dokładnie zero. Oraz - jeśli koniecznie chcesz się bawić ajpadem w czasie jazdy, szofer w skodzie jeszcze długo będzie znacznie tańszy od tesli. Tudzież istnieją taksówki.
Podobnie z AI, w duchu jw. - dużo rzeczy można zrobić albo zaraz będzie można zrobić, znacznie fajniej niż miał Gates niedawno, albo Zuckerberg planuje. Tylko, że nie wiadomo za bardzo - po co.
Gdyż tak naprawdę, to nie są jakieś wielkie innowacje czy przełomowe przełomy, to są ćwiczenia marketingowe wizjonerów, usiłujących zahipnotyzować masowych odbiorców i inwestorów świecidełkami i bajerami, żeby ewentualnie zarobić, po stanieniu technologii, krocie na sprzedawaniu czegoś, czego nie potrzeba i co sensu ma niewiele, ale każdy chce mieć, bo "ludzie nie wiedzą czego chcą, zanim im tego nie pokażemy" - to są w większości pogrobowcy i pilni uczniowie Jobsa. I przecież nieważne, czy wdrożą czy nie, ważne że się o tym i o nich mówi na mieście, o pardą, na fejsie.
Dla przypomnienia, "hype", czyli słowo opisujące przesadzone marketingowe obietnice, generujące szum medialny, pochodzi od "hyperbola" czyli z ulotnej poezji marketingowego mambo-dżambo, a bynajmniej nie z hiperinżynierii czy projektowania.
Na deser uwaga - nie jest tak, że mam blazę i hejt na dowolną innowację czy SF, o nie. Mam hejt na hype Musków i Zuckerbergów i szum w necie. Tam gdzie mieszkają prawdziwe innowacje i tęgie głowe pracują, mam szacun i podziw, nawet jeśli niewiele rozumiem i niewiele wiadomo. Jak np. dla powolnego wdrażania kwantówki do IT, albo prawdziwego nano, albo nowej chemii molekularnej, albo prawdziwych prac na skraju AI. Ale o tym nie pisze bloger czy stażysta na portalu i nie pogada się na fejsie czy forumie, co nie.