(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)O edukacji miałem napisać dawno i dużo, bo ponieważ, bo obiecywałem gdzieś we flejmach o feminizmie program pozytywny, bo falami wracają w intehnetsach różne narzekania i oburzenia na tle matur. Ale napiszę krótko, a nawet skrótowo, bo mi się nie chce długo.
Tera puszczę się poręczy i polecimy Heglem (i skądinąd, nie do końca jest to żart).
Teza jest taka, że jeśli ktoś by naprawdę chciał piękna i dobra, m.in. rozmontować kulturę patriarchatu w XXIw. a nie wierzy w szybką autoewolucję to powinien znaczny wysiłek dyskursu i nacisk społeczny skierować na edukację, dającą lepszych ludzi i niszczącą ile się da np. memy patriarchatu. Ale oczywiście nie na jakieś "edukacje" przez lobbing czy polityczne "podważanie oczywistości" patriarchatu, gdzie i podważania mało, ani oczywistości nie są takie oczywiste - raczej przez tę prostą niemodną pozytywistyczną edukację dzieci i młodzieży, której nędzny poziom przekłada się wprost na nędzny poziom wiedzy, w tym wiedzy o świecie poza tv i netem, i zdolności rozwiązywania problemów, którą prezentuje młodzież i młodzi dorośli. I można pokazywać i dyskutować lepsze modele nauczania, tudzież środki i podwyżki płac dla prawdziwych nauczycieli, lepsze modele matur (jak wzorowane na IB) itd itd. Tudzież można zapytać, czemu mając niezłe zaplecze genderowe w sfeminizowanej kadrze nauczycielskiej, prawie żadna organizacja feministyczna nie pracuje u podstaw, mocarnie projektując programy i szkoląc nauczycielki w kierunku pożądanych zmian genderowych, a zamiast tego koniecznie "żonda dostempu do moża" polityki.
Tyle, że na wstępnej dyskusji możemy w zasadzie zakończyć, gdyż co ponad to, to marnowanie pasma - antyteza jest taka, że żadna strona nie jest zainteresowana dobrą i głęboką edukacją (w tym edukacją anty-patriarchalną w kontekście feminizmu trzeciej fali). Bo po pierwsze, już wygrał model permisywny naszej cywilizacji (wszystko ma być łatwo i przyjemnie, najlepiej bez wysiłku, w ostateczności - ma przyjść według subiektywnego starania, a nie według intersubiektywnego efektu) - stąd 19 latek pisze na szkole "j...bać rząd", stąd rodzice i maturzyści narzekają na system, itd itd. Bo przecież im się należy przysłowiowa matura, albo i magisterka, i święty spokój, a jak efekty edukacji są na poziomie mułu pod dnem to - winni są inni. Nauczyciele też nie będą tyrać za grosze, zresztą, jeśli są jeszcze w PL dobrzy nauczyciele, to chyba hobbyści tylko, bo nie za pieniądze. Wyższe uczelnie i ich kadra nie ruszy systemu, bo przecież w ich interesie jest jeszcze więcej durnych studiów i jeszcze durniejsza młodzież, wymagająca więcej zajęć wyrównawczych. Politycy przeważnie mają perspektywę za krótką, stąd mają takie rzeczy jak przyszły pracownik i przyszły wyborca w dupie, bo to nie jest cel na następne wybory; zresztą, ciemną masą łatwiej manipulować medialnie, i dopóki o to chodzi w demokracji, podcinaliby gałąź na której siedzą. A w szczególe i kontekście rozmontowania patriarchatu - aktywny feminizm ma w d... edukację, bo przecież dobra manifa i wejście do polityki jest dla aktywu tak naprawdę zylion razy ważniejsze niż poprawa memów genderowych społeczeństwa za 20 lat. Dwa, nie mamy za co zrobić rewolucji w edu.pl - na pierwszy rzut oka jest grzybnia z ch...nią, bo wydajemy jakoś o połowę mniej niż średnia EU na głowę ucznia rocznie, ale w proporcji do PKB to jednak wydajemy tyle samo. Bieda po prostu.
Po takiej czarnej antytezie należałoby się pochlastać, bo zaprawdę, zadepcze nas w końcu tłum ćwoków bez podstawowego wykształcenia i wiedzy, BKŚ oderwany od netu i LC oderwana od gwiazd chodzących na rekach po lodzie - oni już są naszymi (naszymi w sensie #po40, a może nawet #po30) co-workerami, podwładnymi, spotykamy ich nie tylko w lolkontencie, ale w banku, urzędzie, firmach, necie, no i rodzinie... i za chwilę będą szefami i decydentami. Ale nie ma się co przejmować czarną stroną wizji, bo synteza jest taka - w permisywnym i mli-mli "społeczeństwie 80/20" edukacja, jak każde dobro, jest już dla wszystkich, tyle, że przeważnie żenująco tandetna. I tak ma być, bo tak naprawdę, większość ludzi jest po prostu zbędna, ich praca jest zbędna, więc i sadzenie w nich wiedzy czy rozwijanie ich intelektu jest zbędne. A że podejście permisywne, i model 80/20, i usieciowanie ludzi (w tym usieciowaniu - dewaluacja nauczania wzg. baz wiedzy netu, i nieodwracalna utrata skupienia wzg. klikania po neuronach, itd itp) zabije w końcu, najpierw intelekt, potem mądrość, na deser demokrację? So fakin what - jeśli celem jest względne szczęście rzesz niepotrzebnych ludzi, niech im będzie, elity zawsze się wykształcą, w obu znaczeniach tego słowa.
A jeśli ciemnota i ignorancja rozłoży naszą cywilizację szybciej niż technologia ją połata - trudno, będzie inna cywilizacja, kogo to obchodzi. Jeśli będzie powszechnie znacznie gorsza, czyli trudniejsza do przetrwania, i osiągnięcia minimum sukcesu życiowego - to inteligencja i wiedza znów będą w powszechnej cenie. I dopiero wtedy. Ale o tym innym razem.