Garść luźnych impresji o mniej czy bardziej aktualnych miejscach pomieszkiwania.
1.
Tytuł notki to jakby dawny "referral fun" (czyli kiedyś "co dziwnego ludzie wpisują w wyszukiwarki", a obecnie chyba "co artificial stupidity uważa, że ludzie wpisują w pseudo-wyszukiwarki"), po mojej i żony leniwej rozmowie i po zaczęciu wpisywania frazy "bezpieczeństwo na Krecie" w gugla, czy innego kaczora-kaczora.
Otóż kreta nie powinno się głaskać, i może to być niebezpieczne dla głaszczącego i/lub głaskanego, ale Kreta jest wg AI i innych źródeł uważana za bezpieczną. W sumie, z naszego punktu widzenia, prawda. Z dokładnością do okazyjnych strzelanin sąsiedzkich i na wiwat, kieszonkowców w zatłoczonym sezonie, i naciągania całorocznego turystów, albo wydających się turystami ("to my, trociny!"). Ale cięższa przestępczość itd. jest w Grecji porównywalna z Polską, na Krecie nieco niższa niż tutejsze średnie (a np. Ateny+Pireus zawyżają).
2.
A propos 1. zastanawialiśmy się, gdzie były najniebezpieczniejsze rejony w jakich bywaliśmy, i wyszło, że w ukochanej Szkocji. Calton w Glasgow, Kilmarnock pod Glasgow, i w ogóle różne kawałki wkoło i w Glasgow, są trudne do pobicia, przynajmniej w EU i okolicach; co paskudniejsze przebadane kawałki Dublina, Cork, Warszawy, Birmingham, Chennai itp. różnych czasów i miejsc, to jednak były małe miki w porównaniu z osiągnięciami szkockimi.
3.
Przezywałem Heraklion "Radomiem nadmorskim", na co obruszała się mła-żona, i czasem o tym półżartem dyskutowaliśmy (np. że jeśli się mój łaskawy "Radom" nie podoba, może zaraz być "Sosnowiec"). To jest wbrew pozorom dosyć trudna do znalezienia analogia - Heraklion leży nad morzem
(citation needed), jest około wysokiego 5 miejsca miast Grecji wg ilości ludności (it's complicated, Grecy nie umieją liczyć, się); jest stolicą "województwa", Kreta jest kulturowo nieco "w bok" od kontynentalnej Grecji, itd. Niby jak Gdańsk, zakładając że Gdańsk jest stolicą "egzotycznych" Kaszub, ale nie pasuje mi to nijak, bo Gdańsk jest kolosalny w porównaniu, jest wielkim portem krajowym, więc to jak ćwiara Aten+Pireus albo Thesaloniki. I względna ilość ludności to jedno, ale odczucie i bezwzględna ilości ludzi ważniejsze. Oraz chyba jednak od "nad morzem" ważniejsze wydaje mi się "odległe zadupie na południu, którego z Wawy/Aten praktycznie nie widać, około 200tys mieszkańców, dużo historii i krzyżowania kultur, za to brak historii przemysłu i przemysłu też".
I już wiecie, w jaki sposób Heraklion awansował na "Rzeszów nadmorski".
4.
Rozwija się
sprawa Polaka, byłego żołnierza-emeryta, pięćdziesięciolatka w białym kamperze, który pomieszkiwał w okolicy Chanii/Suda, i zrobił nieco za dużo zdjęć okrętom (BTW niedawno był w Suda uderzeniowy lotniskowiec USS Gerald R. Ford (CVN-78), pierwszy z nowej serii amerykańskich wielkich lotniskowców). A Grecy lubią łapać szpiegów, co i rusz są o to sprawy, jak nie własnego oficera lotnictwa sprzedającego dane Chińczykom, to jakichś imigrantów czy turystów, czy innych plażowych ludzików, którzy zdjęcia z Suda wysyłają do Iranu. Rzeczony Polak podobno tylko szwagrowi w PL zdjęcia wysyłał, co nie powstrzymało organy przez aresztowaniem i sprawą o szpiegostwo.
Jako pięćdziesięciolatek jeżdżący na Krecie białym vanem na polskich numerach, mam zamiar unikać Chanii przez jakieś pół roku, co najmniej. Mam nadzieję, że to wystarczy. Oraz może tę śrubę od mocowania silnika w vanie, kiedy jechaliśmy obejrzeć amerykański lotniskowiec, urwał mi anioł stróż?
5.
Integracja z miejscowymi idzie nam tak sobie, braki językowe największą przeszkodą pomimo sukcesów jak wspominałem, podwojenia naszego słownictwa, z 5 na 10 słów i zwrotów po grecku. Z ciekawostek wioskowo-lokalnych, zabawny był komentarz miejscowego młodego człowieka (który mówi nieźle po angielsku) na moje, że w wszyscy "na mieście" nam mówią i praktyka to potwierdza, że nie warto się uczyć greckiego w naszej sytuacji: "Pewnie! Wszędzie da się dogadać po angielsku! (chwila zastanowienia) Ale w naszej wsi jakoś nie... - No właśnie, dokładnie takie mamy doświadczenie - Taa, tu jest jakaś anomalia, jakieś 95% ludzi nie mówi wcale po angielsku. Ale dla was to też zaleta, jakbyście mówili po grecku, albo oni po angielsku, to nie opędzilibyście się od gadatliwych miejscowych!"
6.
Za to integracja z listonoszami, kurierami itp. idzie nam jak zwykle doskonale. Może dlatego, że mamy strategię dokarmiania listonoszy, czasem małych napiwków. Po 2 latach kumplujemy się z naszym kurierem, dowożącym różności tzn. możecie do nas wysłać coś tam dowolną firmą, tanią/drogą, renomowaną/Fastway'em (podobno w końcu zdechli?), superekspresem albo normalnie, i tak na końcu z portu/lotniska Heraklion podejmie to jedyna słuszna tutejsza firma i przywiezie ten sam chłopak, dwa razy w tygodniu (ew. można odebrać w punkcie po drodze do Heraklion, w te dni, kiedy kurier nie ma paczki na wozie). A to, czego on nie dowozi, idzie tutejszą Pocztą Polską (a raczej jak Royal Mail, bo nie jest to poczta państwowo-narodowa, ale outsourcowana), przez firmę Elta. Czyli albo sympatyczna pani listonosz, rozwożąca pocztę małą osobówką (gadatliwa, ciekawa ceprów z Polski, niby boi się wjeżdżać aż do nas na kraniec świa... asfaltu i dzwoni z odległości 200m, ale kiedyś dojechała na wstecznym do połowy odcinka specjalnego do nas, przez zbocza zboczka i dwa zakręty, ja bym się bał...), albo odbiór na najbliższej normalnej poczcie w Gazi.
Poczta w Gazi jest niby normalna, ale jednak nienormalna: po jakimś czasie zrobiliśmy się rozpoznawalni do poziomu "pokazujemy numer paczki na karteczce, pani z okienka nawet nie patrzy na numer, tylko idzie po paczkę wg imienia żony i nazwy wsi (ręcznie dopisane "obok [nazwa hotelu]" niedaleko nas)". Potem: zauważa nas w kolejce, rzuca "WAIT" i idzie na zaplecze po paczkę, wciskając nam ją bez kolejki, kolejka nie wierzy własnym oczom. Etap trzeci, panie odkładają nam paczki i listy (zanika dopisek "koło [nazwa hotelu]", pojawia się napisane wyraźnie mazaczkiem imię żony). W tym momencie wystąpiliśmy z inicjatywą dokarmiana poczty stacjonarnej, co wywołało aplauz załogi i uśmiech nawet u najbardziej nieśmiałej z pań (najsłabiej mówiącej po angielsku i najbardziej szczupłej, potrzebującej tej czekolady) oraz kolejka ze zdumienia wyszła z siebie i stanęła obok.
Stąd jesteśmy na etapie, że na poczcie panie rozpoznają nas kiedy tylko przestępujemy próg, i lecą po nasze paczki i listy, i nawet znajdują te ważne, które zgubiły dwa miesiące temu.
7.
Istnieje
takie miejsce w Heraklion, i to na sporej ulicy "pierwszej od bulwarów", niedaleko mariny, zabytków weneckich itd., że przechodząc czy parkując można zwątpić w zdrowie umysłowe, jeśli się jest Polakiem. Co ilustruje pierwsze zdjęcie poniżej. O ile mi wiadomo, knajpa małżeństwa grecko-polskiego, chyba nieczynna poza sezonem.
Restauracja Archipelagos, praktycznie bulwary Starego Miasta w Heraklion
W "Rzeszowie nadmorskim" a.k.a Heraklion można kupić kury hodowlane ot tak, to nie jest ścisłe centrum, ale też nie wieś czy przedmieścia
Mural w przypadkowej kawiarni w Heraklion
Chwilowe rozpogodzenie po trzech dniach deszczów, stąd "błoto" w zatoce, a dalej morze normalne, Egejskie, zamiast tutejszej zimowej podróbki Bałtyku