W zasadzie druga część, bo w grudniu
coś tam napisałem i pokazałem o naszej drugiej zimie na Krecie. Ale że zima nie chce odpuścić, w kontekście napiszę więcej, także o rzekomych pracach ręcznych i majsterkowaniu.
1.
Luty na Krecie, zespół hotelarsko-restauracyjny; zdaje się nasza ulubiona knajpa na bulwarach HeraklionChociaż "tak normalnie" nie jest tu bardzo zimno, ani bardzo źle, a przebłyski ciepłego słońca trafiają się bardzo często, to jednak: trafiają się pomiędzy sztormami (przeważnie z zachodu, kiedy wielki atlantycki cyklon przeskoczy przez Iberię i Włochy). W tym roku dokładniej przekonaliśmy się, że mają niezły sens teorie historiozoficzne "Dlaczego ludy mieszkające wkoło Morza Północnego odniosły znacznie większy sukces na morzach i oceanach, niż wcześniej pływający przez tysiące lat po Morzu Śródziemnym? - Bo na M.Pn jest gradacja i możesz się czegoś powoli i ryzykownie nauczyć, a na M.Śród są tylko dwa stany: fajnie się pływa - wszyscy zginęli".
Ergo, poznaliśmy w tym roku dokładniej siłę śródziemnomorskiego wiatru i deszczu, pomimo, że z zachodu, od najgorszych sztormów, osłania nas bardzo porządnie masyw Idy; to, co widzimy z domu, ma 1600-1800m. A i tak nie było w stanie nas do końca osłonić, oraz kiedy sztorm zawija nieco z południa, może jest cieplej, ale za to "parawan" gór nam nie sięga, na południe mamy beskid niżno-kreteński.
Stąd na przykład na pd-zach ścianie domu wiatr "wcisnął" nam nieco wody przez bardzo porządne nowoczesne malutkie okienko łazienkowe; zero szkód, bo niedużo i łazienka w płytkach z kratką, no ale. Podobnie, deszcze był tak "zlewne" i pod takim ciśnieniem wiatru na ścianie, że przecisnęło wodę przez może i popękane, i słabe, ale normalnie zupełnie szczelne, obróbki przepustu rury PCV 110m wchodzącej do garażu pod domem, nieco nad terenem i na rzeczonej ścianie. Zero szkód w topornym garażu, ale zaskakująca kałuża na jakiś 1m2 powierzchni.
Z innych raczej zaskoczeń niż szkód - ze trzy dni deliberowałem, co się dzieje z piecem CO (spory i tradycyjny, z podajnikiem, coś jak na pelet); jakoś mi zaczął słabiej ciągnąć, dymić wkoło drzwiczek itp. Poczyściłem, przyglądałem się piecowi i nierdzewnemu kominowi, czy i jak dym leci z komina (niby leciał...), dopiero za 3 razem zauważyłem, że w półmroku i syfie za piecem leży "garnek nierdzewny z sadzą". Otóż dolne zaślepienie nowoczesnego rurowego komina miało odpływ zatkany, pewnie lata temu, i sporo sadzy się tam zebrało. Przez półtora sezonu nie przyszło mi do głowy temu przyglądać się czy czyścić - deszcz zrobił to za mnie. Gdyż "garnek" tylko wciśnięty na rurę komina (ale całkiem mocno wciśnięty, zapewne bez śrubek, żeby łatwiej czyścić) i pełny sadzy, złapał przez komin "z daszkiem" tyle deszczu (parę litrów), że spadł pod obciążeniem. Stąd, po otwarciu komina-rury "na przestrzał", piec podłączony trójnikiem-bocznikiem stracił większość ciągu...
Wszystkie doniczki solidnie obciążone, praktycznie to jest wnęka przy drzwiach wejściowych; ten duży aloes przejechał około metra...Zaletą wichur, że nie trzeba zamiatać drobiazgów; po przycinaniu żywopłotu w piękne dni między sztormami, nie zdążyłem nawet porządnie pozamiatać, a już wszystkie liście znalazły się w sąsiedniej wsi, a może i w Turcji. Dygresja a propos przycinania żywopłotu i majsterkowania: poczytuję sobie za osobisty sukces, że udało mi się skompletować wszystko, co potrzebowałem z akumulatorowych elektronarzędzi Parkside (czyli wewnętrznej marki Lidla) - tu nie Niemcy czy Polska, rzucają je "na sklepy" mało i rzadko. Ale mam wszystko czego mi brakowało / przepadło w przeprowadzkach, czyli wkrętarkę (stara dogorywa po 20 latach), dwufunkcyjne nożyce do żywopłotów itp. oraz piłę-lisicę (potrzebną do gałęzi, zgrubnego drewna itp.), plus dwa akumulatory na trzy urządzenia. Inne rzeczy albo przywiozłem np. stary profi bosch-hammer, więc udarówek czy ciężkich wiertarek itp. nie potrzebuję, albo dokupiłem jakieś po przeprowadzce, używam raz na rok, i nie warto znowu wymieniać, jak wyrzynarkę czy tarczówkę. Do zastosowań przydomowo-ogródkowych zdecydowanie polecam te nowe serie Parkside; z adekwatnym sprzętem zajęcia przydomowe robią się miłe, nawet jeśli od tego jest "landlejdi i jej ludzie".
To nie mgła, to pył nad doliną, można porównać z innym zdjęciami balkonowymi na blogu. Wiem, wiem, "u nas w Polsce też przywiało pył z Sahary", ale raczej nie aż tak...Wracając do zimy: z innej beczki, troszkę zaskakujące, że takie wichury nie powodują tu bardzo wielkich szkód. To chyba znaczy, że to, co miało zostać połamane, zwiane, zniszczone, już zostało zniszczone, a Kreteńczycy wbrew pozorom dbają o otoczenie itp. na SWÓJ sposób. Choć zawsze może przyjść nieco większy sztorm, nieco większy deszcz (np. zdumiewające: złamało nam średnią jukę, w dość osłoniętym miejscu); może przytrafić jakieś latające drzewo czy złom, jakieś osunięcie ziemi... Jednak w naszej okolicy jest nie najgorzej, okolice jak Korfu itp. "wystawione" prosto na zachód, mają znacznie trudniej.
A kiedy na Krecie wiatry naprawdę zaciągają z południa i przestaje padać, to może i robi się zimą prawie 20 stopni, zamiast 10, ale podobnie jak latem, przynoszą pył z Sahary....
2.
Ogródkiem powinienem zajmować się bardziej, zanim wpadnie papa landlejdi i zajmie się po swojemu (niestety, mój grecki, cztery razy lepszy niż na początku, 20 słów zamiast 5, nadal nie wystarcza żeby się z nim porozumieć; papa, używający metody Dwukwiata z książeczek Pratchetta, czyli mówiący wyraźnie i głośno po grecku, też jakoś nie osiąga sukcesów). Może jednak douczę się, jak przycinać róże, i zdążę przed papą.
Ze zmartwień ogródkowo-roślinkowych: poprzedni rok zrobił coś dziwnego palmie w ogródku (prawdziwej palmie, nie jukom, juki są nie do zaje..., prawie jak perz). Nowa "kopuła" i "korona" następnego rocznego przyrostu (rzędu liści) zamarła i nie rozwinęła się tak jak powinna, czy jak poprzednie. Ale nie umarły zupełnie, coś tam się dzieje, może w tym roku będzie dobrze.
Z mszycami na "doniczkowym" balkonie jakoś tam sobie poradziliśmy.
Kupiona pół roku temu spora plumeria po chwili nie wyglądała dobrze, na razie straciła liście na zimę, zobaczymy czy i co z tego wyrośnie...
... albo wolisz nie wiedzieć, co łazi po twoim domu, twoich rzeczach i po tobie, bo ogólnie to roztocza...Spory doniczkowy hibiskus, który był radością, kwitnąc przez 3/4 roku i bardzo pięknie, dopadły przędziorki. Obecnie ja je dopadłem zanim zupełnie wykończyły hibiskusa, tylko jeszcze nie do końca wiadomo, czy je zwalczam, czy zapewniam im ćpanie na przemian z myciem
głowy gnatosomy (mocną chemię na przemian z eko zalewaniem mydłem w płynie).
Najlepiej udają się doniczkowe aloesy, pelargonie też mówią "ale że co to znaczy "zima"??".
3.
Osiągnięcia dekoracyjne na VW T4, chyba 3 raz w ciągu 25 lat i 20 wozów mam "nalepkę na samochodzie". W tle u góry głupi pomysł na mechanizację drzwi garażowych.W kontekście majsterkowania, którego mi się nie chce: wbrew pozorem jestem fanem automatyzacji, stąd przez te lata chałupa zyskała nieco automatyki CO, w komplecie do oryginalnego zgrabnego systemiku (jak na Kretę i 15 czy 20 lat temu), ori "kotłownia + piętro 1 + piętro 2". Oczywiście nie zbudowałem tu jakiegoś pieprzniętego "inteligentnego domu" (już nie mówiąc, że to nie nasz dom), koniecznie podłączonego przez chińskie serwery i gdzie najważniejsze jest, czy masz appkę na kafelku; ani coś dłubanego na komponentach dostawców, którzy dziś są, jutro ich nie ma. Po prostu dwa programowalne zegary tygodniowe, dla góry i dołu, lokalne, w zestawie do porządnych ori termostatów, oraz bypass termostatu na piętrze, głupio umieszczonego bo na klatce schodowej, przez radiowy termostat leżący sobie w naszej sypialni.
W kontekście majsterkowania i ostatnich sztormów: wichury powodują tu czasem zaniki prądu (i tak niezbyt częste, w skali tego co za oknem i z mojego doświadczenia elektryka), i czasem całkiem długie. Albo znacznie częściej: zadziałanie gdzieś jakiegoś SPZ (samoczynnego ponownego załączenia), czyli zanik na chwilę, bo gałąź, bo piorun, bo linia się bujnęła. Oraz zawsze może być "duży" zanik prądu w razie pożaru albo trzęsienia ziemi.
W tym kontekście przygotowania toczyły się w zasadzie od lat. Np. przed naszym zainstalowaniem się w tym domu, właściciele zainstalowali w obszernym garażu 1000l zbiornik wody i pompę-booster, "bo bywały z wodą problemy". Zapewne na co dzień z ciśnieniem wody, w ostatnim domu na skraju wsi, ale w razie powiatowego i wyżej zaniku prądu, bez wody ciężko. Po doinwestowaniu przez landlejdi, może i bez prądu i boostera nie ma ciśnienia "w domu", ale można sobie te 1000l nabrać pomału wiaderkiem i zanieść na górę, a nie czekać na zmiłowanie i beczkowozy.
Następnym tematem była kuchnia, tu jest elektryczna płyta i piekarnik, i mikrofala. Rozwiązanie było trywialne, pierwsza z brzegu większa kuchenka turystyczna, z supermarketu - skądinąd wszędzie tu mają nieco takiego towaru, nie wiemy, czy ludzie na tym gotują po prostu
(stary pomysł na "kuchnie letnie"?), czy pod turystów; już przypomniane przez znacznie lepszego niż ja eksperta od Grecji, w komentarzu: no przecież to oczywiste, do parzenia kawy... Nawet ze trzy razy wyciągnęliśmy i odpaliliśmy, żeby przy paru godzinach zaniku prądu napić się kawki czy coś ciepłego zjeść, całkiem fajny i pożyteczny sprzęt (jeden palnik na średnim kartuszu, z wbudowaną zapalarką, mieści średni garnek, normalną patelnię).
Temat lodówki/zamrażarki odpuściliśmy, aż tak długich zaników prądu tu nie ma, ani nie trzymamy aż tyle / za tyle euro w zamrażarce, żeby warto było tym się przejmować. BTW lodówka jest jednym z nielicznych fakapów w tym domu, niby porządna, Bosch ze średniej półki, ale sp... na mocy projektu (jeden wymiennik zamrażarki, "rozprowadzony" wentylatorem; nigdy nie kupujcie takich) oraz uszkodzeń (debilnie zaprojektowane odpływy wymiennika zamrażalnika, popękane, skropliny trafiają raczej do zamrażalnika, niż w odpływ). Niby należałoby wycisnąć z landlejdi nową lodówkę, ale nie chce nam się cisnąć, landlejdi oczywiście nie chce się dostarczać kosztownej lodówki.
Następna na liście jest kotłownia, może niekoniecznie podajnik i wentylator pieca (bo jego urok, to że da się palić w nim ręcznie, to nie jest piec na ropę czy gaz, czy "zamknięty"), ale system sterowania, w tym dwa zawory odcinające górę i dół domu, oraz pompka obiegowa. Ale jakoś nie rwałem się do przerabiania tego, aż tak zimno tu się nie robi po paru godzinach od wyłączenia grzania, oraz w absolutnej rezerwie mamy klasyczny kominek, na co dzień zastawiony arkuszem płyty (bo komin wyciąga ciepło z domu), telewizorem i sprzętem AV. Ale zawsze można to ściągnąć i jeszcze po poprzednikach / landlordach mamy mały zapas drewna opałowego, właśnie na wypadek kiedy ogrzewania nie będzie z braku prądu, jak zauważyła landlejdi przy wynajmie domku.
Kolejnym i bardzo ważnym tematem "a co w razie zaniku prądu?" były drzwi garażowe. Są to rolowane metalowe wrota, całkiem nowoczesne, z pilotem itd. itp. i dosyć duże (garaż pod domem jest zaprojektowany na coś wielkości Stara a nie tylko naszego Transportera czy innego Transita). Przez absurdalne umieszczenie silnika i przekładni (zdjęcie wyżej), centralnie na głównym wale zwijającym roletę (tj. metalowe pasy "nawijają się" na silnik) i z braku jakiejkolwiek opcji "ręcznej" (normalnej przy podobnych napędach "na futrynie" drzwi: jakieś korby, linki, łańcuchy i 1000 obrotów ośką, ale dałoby się), ten okaz w razie zaniku prądu dałby się otworzyć tylko tarczówką albo piłą. A nie, wróć, tylko tarczówką na akumulator!
Stąd już
po pamiętnym pożarze o 1km od domu, kiedy pierwsze co, to wyjechałem z garażu T4 na podjazd, chodził za mną temat tych drzwi, ale nie klarował się jakoś. Bo pewnie, że fajnie byłoby mieć zasilanie awaryjne dla tych wszystkich gratów tu i ówdzie w domu, ale inwestowanie w rozplątanie instalacji elektr. i profi UPS nie leżało w moim biznesplanie. Nawet jeśli plan byłby "przetwornica/UPS w standardzie kampera, do zabrania w podróż czy w razie przeprowadzki".
Ale po ostatnich wichurach i zanikach machnąłem ręką na przekombinowane plany i pomysły, i poszedłem do pierwszej z brzegu hurtowni elektrycznej pogadać ew. kupić jakiego małego taniego UPSa, w nadziei, że uciągnie ten silnik drzwi. Oczywiście, każdy wam powie, że nie, nie wolno, i w ogóle trzeba kupić 3x większy i dedkowany do silników/przemysłu.
Akurat ten który mieli (niestety, jeden rodzaj, choć chciałem "o oczko większy") i tanio, więc go zaraz nabyłem, ledwo ciągnie drzwi, tzn. lubi wyłączyć się na starcie silnika/przekładni. Ale przy mojej sile perswazji i wiedzy o szrotowatej i chińskiej elektronice "od zaplecza", jednak daje się drzwi otworzyć. BTW należało pójść do innych sklepów itd. gdzie były takie o oczko większe UPSy, od ręki. No ale zapomniałem na moment o strategii "pierwszy LEPSZY".
Grunt, że po niewielkiej przeróbce (rozplątaniu) elektryki drzwi, jest sobie w garażu wtyczka w gniazdku, którą można w razie czego przełożyć w UPSa i pobawić się drzwiami. Ale UPS już tam nie stoi "on-line" dla drzwi, na nowej przygotowanej dla niego półeczce, gdyż obecnie stoi za moimi plecami, robiąc za bufor przeciwko wk... wyłączaniu się naszego radio-wifi-rutera, przy mini-zanikach prądu. Bo co z tego, że mamy oboje laptopy z jeszcze zdatnymi bateriami, kiedy ruter bęc. A tak naprawdę czarę goryczy przepełniła konieczność ustawiania godziny w radio-AV na biurku - jakiś idiota zrobił je bez jakiegokolwiek podtrzymania, a po zaniku wkurzało mnie mruganiem "ustaw mi godzin, ziom!".
Następnym tematem jest rozplątanie elektryki CO, żeby podobnie albo na tej samej wtyczce mieć niezbędne rzeczy przy piecu (pompkę, sterowanie i zawory). Ale to może jutro. Albo wcale.
Garść obrazków pobocznych:
Luty na Krecie, masyw Idy, prawie 2500m, w śniegu ponad mniejszymi górami. Oraz parkowanie po kreteńsku, to nie jest parking, to ruch uliczny, z zakazem parkowania po obu stronach. Parkującego tego vana nieco intrygowało, czy autobusy się zmieszczą; chyba się zmieściły, bo centrum Heraklion nie zakorkowało się.
W czasie karnawału postawiono w zabytkowej Loży Weneckiej w Heraklion figury w tym i owym kontekście.
W tej wnęce przeważnie stoi jakaś dyżurna rzeźba, ale wenecka Karmazynowa Pani też wypadła dobrze.
No co tam wyprawiają w tej sąsiedniej wsi, to ja nie... Pop ich wyklnie.