NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2025-05-22, czwartek
Tagi:  varia, nostalgia, DIY     
___________________________________

W kontekście rozmówek w sieci o starym sprzęcie audio odnalazłem pewne rzeczy z dzieciństwa, stąd ulęgła się notka dziadersko-nostalgiczna. Nie bardzo wiem, po co tracę na nią czas. Pewnie żeby sobie poukładać jak to szło po kolei, ew. może jakieś młodsze pokolenie kiedyś zajrzy (hahaha) i spróbuje zrozumieć, jaką drogę przechodziły poprzednie pokolenia w kontekście rozwoju nauki i techniki, tu akurat gen X w kontekście audio PRLu; może przestanie się komuś wydawać, że świat "skomplikował się" czy zaczął się zmieniać dopiero razem z internetem i komórką. Drobna uwaga: opisy dotyczą głównie Białegostoku i okolicy; można informować, ale prosiłbym nie polemizować, że "a u mnie w Warszawie odbierałem XYZ w wypasie UVW oraz mogłem kupic ABC".

1. Nostalgia

Radio Kaprys Pierwszym sprzętem audio jaki był dla mnie ważny, było stare radio lampowe typu (prawdopodobnie) "Kaprys" - nie, żebym go słuchał, ale w początku lat '70 radio było już popsute i w praktyce nienaprawialne, więc dostałem je do rozbiórki, na wakacjach u dziadków. Było to moje pierwsze bliskie spotkanie z elektroniką, przy pomocy młotka i śrubokręta, ale zawsze jakieś... Skądinąd, w tamtym czasie jeszcze wisiał u dziadków na ścianie, równie niedziałający, tzw. "kołchoźnik" czy "toczka", czyli głośnik podpięty kiedyś do wiejskiej naziemnej sieci rozsyłania sygnału radiowego.


Radio Donatina Podstawowym radiem w domu w latach '70 była "Donatina" (i wyzwalaczem notki - przez lata ustaliłem, że to była jakaś wersja "Jubilata" z gramofonem, ale wszystkie zdjęcia jakie znajdowałem, były inne niż to obok; były z kremowym czy pastelowym czołem i innym gramofonem, z późnej wersji słynnego "Bambino", nasza "Donatina" była późnej wersji i dokładnie taka jw.). Nic specjalnego, mono, koło kultowej "Meluzyny" co najwyżej leżało w sklepie, ale przy dłuższej antenie grało zupełnie normalnie. UKF był OK, wystarczało dla "Lata z radiem" czy Trójki. Gramofon też był całkiem wporzo jak na tamte standardy, w czasach przedszkolnych, przy telewizji nadającej parę godzin rano i nieco więcej po południu, słuchanie bajek z winyla, czy nawet wapniackiej muzyki rodziców z płyt (Maryla Rodowicz, Jerzy Połomski, Skaldowie...) było na propsie. Ale ani rodzice (a ja tym bardziej) nie zbierali longplayów, ani nikt specjalnie nie przepadał za, czy polował na muzykę w radiu.


Magnetofon MK232 Na I komunię, poza zegarkiem typu Ruhla (damskim, made in DDR) i rowerem Wigry 3, wpadł mi skarb, czyli popularny magnetofon kasetowy MK232 na licencji Grundiga. Mój był wczesny, "późny Gierek" dokładnie jak na zdjęciu (potem zniknęły napisy "Grundig" i czerwona tarczka-logo, metalizowana kieszeń kasety i osłonka mikrofonu; w '80 wszystko było gorsze i plastikowe). To był przełom, możliwość utrwalania muzy z radia (ba, na początku próbowałem z czarnobiałego TV) to była nowa jakość, nawet jeśli nie miałem pieniędzy na trudno osiągalne kasety. Później służył też przez lata jako "pamięć kasetowa" dla ZX Spectrum.

W połowie lat '80 możliwości i rynek audio w PRL zaczęły się zmieniać, pokazały się nowe radia ("Faust" i podobne), nowe kolumny głośnikowe ("Altusy" wszędzie), modne robiły się "wieże", importowane i potem krajowe, stereo stało się standardem. Niestety, z przyczyn finansowo-logistycznych, że tak powiem, zostałem w tyle. MK232 był podstawą, nagrywałem z Trójki z jakiegoś zapomnianego radyjka, słuchałem mono na słuchawkach.

W końcu zacząłem brać sprawy we własne ręce, zmontowałem sobie jakiś mały g...ny wzmacniacz, od razu stereo. Udało mi się kupić tanio średnie głośniki GD (przecenione w Bomisie czy w budzie z elektroniką, bo 16ohm nikt nie chciał) i jakieś wysokotonowe piezo, zmontowałem sobie małe-średnie kolumny. Ale ciągle brakowało źródełka stereo...


Magnetofon Aria ... w końcu, namierzyłem wymarzony sprzęt. Jak widać już pod koniec podstawówki mnie pogięło, i zamiast jak normalni rówieśnicy ślinić się do wielkiej zylion-segmentowej wieży stereo, najlepiej z podwójny magnetofonem kasetowym, chciałem mieć porządnego szpulowca. Nie chciałem zwykłych złomowatych ZK z wbudowanymi głośnikami, flagowy "Koncert" był cenowo baaardzo daleko poza zasięgiem (ktoś żartował, że w Białymstoku były trzy - jeden w lokalnym oddziale Polskiego Radia, drugi leżał latami w sklepie Unitry i rozsypał się ze starości, i trzeci, który miała Służba Bezpieczeństwa...), gdy nagle w którymś komisie pokazał się magnetofon Aria. To nic, że w wersji "deck" czyli bez wzmacniacza mocy, tylko ze słuchawkowym... Chyba miałem odłożone jakieś pieniądze i ojciec bodaj coś dorzucił (a może wszystko było prezentem za zdanie do technikum+bożenar? nie pamiętam), nareszcie miałem coś stereo.


Tuner T-9015 "W pakiecie", że tak powiem, wpadł mi tuner od "dużej wieży" T-9015. Otóż kiedy kupowaliśmy Arię, z jednej strony wynikło w rozmowie z ojcem, że magnetofon to wypas, ale na razie nie mam z czego nagrywać, "coś sobie później kupię"; z drugiej strony, w gablocie za szybą w komisie leżał futurystyczny płaski T-9015, przed którym mi ślina pociekła, że trzeba było mopem wycierać... Nie pamiętam cen, tanio nie było, ale ojciec zlitował się i kupił mi ten tuner, stąd wracaliśmy do domu autobusem z komisu jak wielbłądy, z 11kg Arii i pół metra radia...

Ten zestaw był tam i wtedy fenomenalny. Skądinąd, musiało to być pod koniec 1985 albo na początku 1986, bo jeszcze gorącą "Black Celebration" Depeche Mode (marzec 1986), puszczoną przez Tomasza Beksińskiego w Trójce, nagrywałem już na tym sprzęcie. Z drugiej strony, dopiero teraz zorientowałem się, że tuner T-9015 był produkowany od 1985, też był jeszcze ciepły w tym komisie (Aria nie, była używana, co najmniej paroletnia). Dwa razy większa szerokość ścieżki i szybkość przesuwu szpulowca biła na łeb rówieśne magnetofony kasetowe, nawet bardzo porządne importowane, o badziewiu PRL/demoludy nie mówiąc. Sprzęt wystarczył mi od końca podstawówki do końca technikum i w początkach małżeństwa (małżeństwa zaraz po maturze).


Potem (około 1992) sercem sprzętu audio w nowym domu postawionym temi rencamy stała się jakaś "miniwieża", nic specjalnego, bodaj made in Korea, ale najważniejsze, że już z CD. Kolumny zawsze miałem swoje (zresztą, oryginalnie ta pseudo-wieża miała jakieś fenomenalnie sprawne plastikowe kolumienki, spoko przekrzykiwały betoniarkę, hurgoczącą na całe osiedle) oraz nie miałem głowy i pieniędzy, żeby bawić się w pseudo-audio-fila, nieczęsto miałem zbędne monetki na CDki. Nawet kiedy kolega oddał mi zbędny mu starszy porządny gramofon nie zdążyłem nic z nim zrobić, bo córce udało się dosięgnąć sprzętu przez szczebelki łóżeczka - była bardzo dumna, kiedy wyrwała ramię gramofonu razem z kabelkami.

JVC XV, RXOkoło 2000r. dzieci podrosły, kasy przybyło, zacząłem myśleć o sprzęcie audio-wideo, także w kierunku DVD i media-centra (kadłubka laptopa albo mikro-PC w obudowie a la sprzęt audio), coś tam zacząłem majsterkować. Ale zaraz mi przeszło i kupiliśmy zestaw JVC (oczywiście jak przystało na popaprańca, najpierw sam DVD; "wypas! zmieniara! i w ogóle! a wzmacniacz se zrobię!", ale dzięki bogini zaraz oprzytomniałem, i za dzień czy dwa zdążyłem dokupić amplituner z zestawu). To był podstawowy sprzęt w zaraz budowanym drugim domu i po wyprowadzce z Polski. W międzyczasie dokupiłem wintydżowy gramofon (Hitachi HT-354, model 1978r.) i jakiś "100% analogowy" amplituner do niego (szybko poszedł do śmieci).


W czasie przeprowadzki do Szkocji (pożytki z bloga, można sprawdzić daty) dokupiłem nieco sprzętu na zapas, jakieś zabytkowe solidne Onkyo, komplet CD i wzmacniacz. Starczyły na Szkocję i Irlandię; w międzyczasie zaczął szwankować laser w JVC DVD, potem zaczął się mechacić JVC amplituner surround, potem duży wzmacniacz Onkyo, a CD Onkyo był w zasadzie zbędny. Wszystko to poszło do śmieci w ramach przeprowadzki na Kretę.

Pokój na ZiemiPo przeprowadzce na Kretę sprzęt ustabilizował się jak na obrazku: nadal mediacenter własnego wyrobu (ostatnio dostał 16GB RAM), nadal EMU404 od Creative jako przetwornik D/A (w spadku po córce zajmującej się muzyką), "analogowy" wzmacniacz Onkyo kupiony w Szkocji (z dolnej półki ale wystarczający), odtwarzacz płyt DVD/bluryj/4K Sony, gramofon Hitachi nadal działa. I kolumny jak zwykle swoje. Jest OK i wystarczająco w sensie audio, jedyne czego czasem brakuje to surround, po wypadnięciu z obiegu wzmacniacza JVC jakoś nie dorobiłem się kolejnego wielokanałowca. Ale nie spędza mi to snu z powiek.



2. Trip

Drobna refleksja w kontekście "sprzęt a ludzie", nie tylko audio, ale też ogólniej, w duchu o którym nie raz pisałem, że człowiek potrzebuje parę miesięcy, żeby przyzwyczaić się do "wszystkiego", do lepszego i do gorszego.

W innej dyskusji sieciowej zeszło na dziwne dodatki do orkiestr symfonicznych, zaczęło się od grania na muszli, wiadomo, bywały symfoniczne armaty czy łańcuchy. Przypomniałem sobie ulubioną "przeszkadzajkę", miałem o wykonaniu notkę (koncert na 25 lecie Studia Ghibli, Budokan, Tokio), idzie o panią grającą na miseczce vs. bębny taiko napi... w tle, w utworze "Demon God" z OST "Księżniczki Mononoke", ok. 13:50 zapisu z tego koncertu.

Wrzuciłem komuś linka do youtuba, jak w cytowanej notce, posłuchałem, napawając się muzyką Hisaishiego i rocznicowym wykonem, gdy nagle! stwierdziłem, że albo ja jakoś inaczej to pamiętam, albo youtube "full-HD i frytki do tego" pierd... a nie robi muzykę.

Poszedłem za winkiel regału, po bluryja z koncertem (posiadam, można mnie dotknąć, piękny prezent od mła-żony; nietrywialny, bo o ile mi wiadomo trudny do dostania poza Japonią), zapakowałem płytę w dawno nieużywany odtwarzacz i zaraz ustaliłem, że owszem, inaczej to pamiętam, bo z bluryja ten koncert brzmi 5x lepiej, o obrazie lepiej nie mówiąc.

Niesamowite, jak obcowanie na co dzień z gównianymi streamingami i mediami psuje zmysły i umysł, i przyzwyczaja do badziewia. Czego wam i sobie nie życzę.





Borys
Thu, 22 May 2025 12:17:56
Dzięki stokrotne za zdjęcie Donatiny! Przypomniałeś mi, że dokładnie ten model miała moja Babcia. Ostatni raz widziałem go w jej mieszkaniu więcej niż 25 lat temu. Z otchłani mojej pamięci wyłonił się ogumiony talerz na płyty i przedziałka z częstotliwościami. Radia wówczas nie słuchałem, ale pamiętam, że Babcia puszczała mi m.in. longpleja ze słuchowiskiem pt. „Król Bul” (nie, to nie była adaptacja Dukaja :)) z Kobuszewskim w roli tytułowej.

Codiac
Thu, 22 May 2025 13:10:20
Jestem od ciebie ładnych parę lat młodszy i lata 70-te to dla mnie abstrakcja :)
Ale ja też pamiętam z domu coś co wyglądało jak ta Donatina, tylko bez gramofonu. To kojarzę słabo, bardziej wrażenia że się czymś takim bawiłem, pstrykałem przyciskami i próbowałem zrobić tak, żeby wciśnięte były dwa naraz (bo wciśnięcie jednego wyłączało inny), albo żeby wszystkie były wyłączone.
Grundiga MK232 też pamiętam, to już dużo lepiej. Na pewno się na nim sporo słuchało kaset (radiowi wtedy nie byliśmy za bardzo) oraz nagrywało różne rzeczy. Pamiętam że kiedyś sobie nagrywałem bajkę trzymając magnetofon jak najbliżej telewizora, co oznaczało że kabel się ciągnął przez pół pokoju. A w 2/3 nagrywania zadzwonił telefon...
Wydaje mi się, że mieliśmy tę samą wersję, ale nie dam głowy teraz.

Pierwszy własny sprzęt to była wieża Panasonic którą kupiłem już w 90s za pierwsze zarobione pieniądze przy tłumaczeniach. Miała dwie kolumny tej samej wysokości co baza, dwa miejsca na kasety i zmieniarkę na pięć płyt CD! Może nie było to nic nadzwyczajnego, ale zamknięcie się w pokoju, wyłączenie świateł i słuchanie czarnego albumu Metalliki dawało fajny nastrój :)

Youtube ssie i coraz bardziej zniechęca mnie do siebie, nie tylko jakością streamingu (acz również). Warto mieć fizyczne nośniki, nawet jeśli się jest mocno przygłuchym na niuanse dźwiękowe, jak ja.

janek.r
Thu, 22 May 2025 13:30:27
Oj młodzież.
Dzieckiem będąc słuchałem Rozgłośni Harcerskiej z radia Mazur II (z okiem magicznym!) .
Do tego magnetofon szpulowy Dniepr 10
TOP

janek.r
Thu, 22 May 2025 13:31:57
Rozjechało się...
Oj młodzież.
Dzieckiem będąc słuchałem Rozgłośni Harcerskiej z radia Mazur II (z okiem magicznym!) https://www.oldradio.pl/karta.php?numer=319, natomiast płyt - głównie pocztówek oraz trzeciego albumu Czerwonych Gitar na gramofonie G250 https://www.oldradio.pl/karta.php?numer=1170.
Do tego magnetofon szpulowy Dniepr 10 https://www.rw6ase.narod.ru/index1/mag_ml/mg_lamp/dnepr10.html. Zwróćcie uwagę na rozmiar silnika...

janek.r
Thu, 22 May 2025 13:33:11
Rozjechało się... Linki bez ozdóbek.
Oj młodzież.
Dzieckiem będąc słuchałem Rozgłośni Harcerskiej z radia Mazur II (z okiem magicznym!) https://www.oldradio.pl/karta.php?numer=319, natomiast płyt - głównie pocztówek oraz trzeciego albumu Czerwonych Gitar na gramofonie G250 https://www.oldradio.pl/karta.php?numer=1170 .
Do tego magnetofon szpulowy Dniepr 10 https://www.rw6ase.narod.ru/index1/mag_ml/mg_lamp/dnepr10.html . Zwróćcie uwagę na rozmiar silnika...

Thu, 22 May 2025 14:22:47
Donatinę dogłębnie przypomniano tu: https://www.youtube.com/watch?v=eOocRuiZrG0

Boni avatar Boni
Thu, 22 May 2025 14:58:39
@Codiac

@miniwieże, Panasonic

Ta, w początku '90 było tego już do wyboru, nasza była prawie na pewno Korea, ale czy LG, Daewoo, czy coś innego, nie przypomnę sobie.

A propos, autentyczna anegdota:

Koło 1994 koledze z pracy zmechaciła się podobna miniwieża, ale porządna, Sony (piorun trafił w linię w dużej wsi, były szkody aż po pralki i lodówki). Kolega był oblatany w elektronice, miał wcześniej normalny zakład naprawczy RTV, jeździliśmy razem na Wolumen, itd. Naprawił przestrzelony zasilacz, ale wieża "nie wstała". Na Wolumenie dokupił całą "płytę główną" sprzętu, wg jakichś numerów, i że se wymieni. Okazało się, że se nie wymieni, bo płytka jednak się różni w szczegółach, aż po wycięcia i wymiary. Pomedytował nad tym i stwierdził, że płytka jest inna, ale centralny scalak jest taki sam (dla ustalenia uwagi, PLCC kwadratowy, ze trzysta nóżek w rozstawie 1.27mm, coś jak procesory z epoki...), różnił się tylko jakimś "ogonem" oznaczenia. Oczywiście popukaliśmy się w czoło, kto powiedział, że trzasnął tylko ten główny scalak.

Ale kolesław był uparty i stwierdził, że ma czas i wylutuje ten PLCC ze starej NIE USZKADAJĄC PŁYTKI, wylutuje PLCC z nowej płytki "dawcy", i wlutuje go w starą. Miał nocne zmiany i mały ruch w interesie dużej fabryki, IIRC zajęło mu tydzień, wszyscy mu kibicowali i robili zakłady. Aha, mieliśmy dosyć dobre lutownice z małymi grotami, ale nic porządnego do odsysania cyny i zero osprzętu do SMD itp.

W sobotę poszedł z całym tym fajansem do domu, w poniedziałek zameldował tryumfalnie, że nie tylko miniwieża działa, ale na wyświetlaczu i pilocie zyskała parę nowych funkcji, "dawca" był nowszy / z wyższej serii...

No to już wiecie, komu przez następne lata dawałem do zabawy podobne rzeczy, ale z maszyn przemysłowych ;)

cmos
Thu, 22 May 2025 18:23:19
U mnie to były takie sprzęty:

Radio lampowe Turandot: https://www.oldradio.pl/karta.php?numer=324 Jego "magiczne oko" pokazywało zawsze tylko pionową kreskę, pewnie coś było zepsute.

Radiomagnetofon Linda: https://www.oldradio.pl/karta.php?numer=750 W porównaniu z Grundigiem wyglądał raczej wapniacko.

Amplituner Zodiak: https://www.oldradio.pl/karta.php?numer=659 (+ marne małe kolumny z Tonsilu i słuchawki SN-50). Nawet nie najgorszy był, tyle że mocno plastikowy.

Szpulowiec Aria (taki, jak i u Boniego). W sumie to go nie chciałem, pojawił się przez zbyt domyślnych rodziców i miał być na przemyt do NRD, ale nie zdecydowałem się na taką akcję. Potem raczej mnie denerwował, bo łożysko silnika turkotało.

Gramofonu nigdy nie miałem. A potem były Technicsy raczej z dolnej półki (tuner, wzmacniacz, kaseciak i CD), kupowane w Berlinie Zachodnim. Teraz nie mam nic z takiego sprzętu, radia słucham tylko w samochodzie, muzyka tylko z komputera i telefonu.

charliebravo
Thu, 22 May 2025 20:16:29
@stare fajne sprzęty
Ja też jestem młodszy, i dołączam dopiero przy MK232. I rozłączam się też, bo potem miałem dłuższy odcinek "walkmanowy". Niektóre były fajne.

Swoją drogą, u znajomych moich rodziców był taki wypasiony sprzęt z dotykowymi przyciskami. Wyglądało to tak że w "oprawie" przeciętego na dwie połowy kółka ze srebrzystego metalu była czerwona dioda. Wydaje mi się że dotykając tego zwierało się dwie połówki ze sobą (pewnie wykrywał zmianę oporu?) i zapalała się lub gasiła dioda. Bardzo mi się to wtedy...

@dzwięk z bluryja
ZTCP może mieć nieskompresowane audio. Ciekawe czy to jest na tej płytce?

Codiac
Thu, 22 May 2025 21:36:23
@Przyciski dotykowe
Też mi się coś takiego kojarzy mgliście, ale to już chyba lata 90-te. Wtedy się w ogóle pojawiło trochę różnych wynalazków, np. pamiętam że mieliśmy w pewnym momencie pomontowane w mieszkaniach (u dziadków, naszym, cioci, etc.) włączniki światła, które były dotykowe i działały na podczerwień. Szybkie podwójne uderzenie włączało/wyłączało, jakieś delikatne mizianie pozwalało zmieniać intensywność oraz można tym było sterować pilotem od telewizora albo magnetowidu. Ale że fale się odbijają, to regularnie coś się działo ze światłem gdy człowiek próbował zmienić głośność, kanał albo przewinąć coś na video :)
Parę lat był na to szał, a potem wszyscy zapomnieli...

cmos
Thu, 22 May 2025 21:50:40
@przyciski dotykowe

Takie przyciski po raz pierwszy w Polsce pojawiły się w telewizorach Jowisz, już w roku 1973.

Boni avatar Boni
Thu, 22 May 2025 23:53:45
@dotykówki

Te "dzielone" to jak cmos pisze, lata '70 dzwoniły po swoje "witajcie w przyszłości", i to były oporowe. Te typu "płytka" ew. "szybka", czyli pojemnościowe albo IR, to nieco później, chyba druga połowa '80 zaczęły się pokazywać.

@sprawy pokoleniowe

BTW jak widać TAKŻE po sprzęcie ;D cmos jest mniej więcej rówieśny ze mną, a Janek IIRC prawie 20 lat starszy...

@charliebravo

@walkmany
Mnie walkmany zupełnie ominęły, w okolicy premiery były poza zasięgiem finansowym i logistycznym, a potem miałem na nie meh. Dopiero jakieś discmany i walkmany dla dzieci bywały.

Z ciekawostek, w kontekście przenośnych sprzętów, wymyśliłem boomboxa zanim były modne (tzn. "jamniki" i "boomboxy" to było nieco młodsze pokolenie, o ile pamiętam najmłodszy brat takie coś dostał w b. późnych '80), w okolicy 1985 zrobiłem se "obudowę" a la nosidełko do MK232, jak się miało dość baterii do niego, można było katować koleżeństwo i przygodnych ludzi na wycieczkach, spacerach po górach, itp. zupełnie jak obecni idioci ;) z telefonami / głośnikami blut w miejscach publicznych...

@bluryj

Prawie na pewno nieskompresowana, ale nie bardzo mam jak sprawdzić; chyba nie mam żadnego napędu "komputerowego" powyżej DVD, a i to musiałbym wygrzebać z przydasiów...

@cmos

Te Zodiaki/Tosca to były górne półki w okolicy początku mojej podstawówki, kiedy miałem już MK232, ale nagrywałem z Donatiny albo małego radia przenośnego.

IIRC dużo ludzi zrażało się do szpulowców przez mechanikę, sypiącą się, głośną, itp. W mojej Arii chyba raz wymieniłem silnik i paski; silnik miał łożyska ślizgowe w brązie/mosiądzu, wycierały się "zgodnie z przebiegiem".

A propos Arii, nie chciało mi się w notce pisać - dostarczyła mi drugie najgorsze porażenie prądem, powiedzmy (pierwsze: 15kV statycznie, z czarnobiałego TV).

Mechanika Arii była do przeglądu raz na parę lat, głowice okazyjnie też (gdzieś dorwałem kilka, zapas nietrywialny, bo to 4 ścieżkowe były), jw. zgodnie z przebiegiem; 90% elektroniki było OK. Co się po jakimś czasie naprawdę wkurzająco sypało: po pierwsze, źle skonstruowane płytki przełączników i ukł. wejść (na zdjęciu w lewym dolnym rogu), przyciski (od przodu), gniazda (od tyłu) były na płytce zlutowanej do innej pod kątem 90 stopni, od mechaniki przycisków, wtyczek itd. wszystko pękało, aż po pękanie płytek.

Drugim fakapem były połączenia między paroma płytkami w środku, zwykłe kabelki i gniazda jednorzędowe do druku, coś jak molexy w zasilaczach PC itp. tylko jakaś PRLoska podróbka BEZ zatrzasków. Więc okazyjnie potrafiły się wysuwać, co np. wk... kiedy człowiek czekał 2 tygodnie na zapowiedzianą płytę u Beksińskiego, w skupieniu wieczorkiem nagrywał z pięknego tunera 9015, wintydżowe UV-metry wachlowały, profeska podsłuch na słuchawkach, a tu nagle wcinało prawy czy lewy kanał...

Dla ustalenia uwagi, nie miałem nóżek do szpulowca i miejsca w pionie, Aria przeważnie leżała na szerokiej niskiej półce albo na stole. W kontekście tych wtyczek: leżała na plastikowej "wannie" tylnej obudowy ale rozkręcona, bez śrubek; jak się pie...ło, wystarczyło unieść chassis+główną obudowę, wsadzić łapę pod chassis, i poprawić te jeb... wtyczki "w górze" (płytki był od spodu chassis). Miałem w tym niezłą wprawę później.

Kiedyś leżała na spec-regale (ojciec hobbystycznie robił meble, pół-biurko-komody na dole, wyżej półki) i wcięło mi coś tam na wtyczkach. Uniosłem 90% szpulowca jedną łapą (jakieś 10kg), ale nie mogłem wysoko czy "otworzyć" obudowy, bo zaraz półka z książkami (słowniki, encyklopedie), wsadziłem drugą łapę, jakoś nie mogłem w wąskim dostępie i niewygodnej pozycji wymacać tych wtyczek. Lewa mi zaczęła słabnąć i zacząłem nieświadomie opuszczać chassis niżej, wk...ny gmerając prawą w bebechach.

No chyba jasne, co się stało - położyłem sobie 10kg złomu na ramieniu, trafiając dokładnie w przedramię przy łokciu wystającymi z płytki zasilacza kanciastymi oprawkami bezpieczników topikowych itp. (mniej więcej pod drugiej stronie głównej "klawiatury" funkcji magnetofonu, IIRC od tyłu/dołu była tam klapka dostępowa do bezpieczników). Pizgło mnie całkiem całkiem, dobrze, że nie naderwałem bicepsa - jedynym szarpnięciem podrzuciłem Arię ORAZ 80cm półkę encyklopedii nad nią, wszystko poleciało, więc jeszcze przyszło łapać i ratować w sekundzie graty, a szczególnie szpulowca, chociaż było AUĆ.

Pewnie małe kilkaset razy mnie w życiu 230VAC jebnęło, ale chyba nigdy aż tak boleśnie, jak wtedy.

charliebravo
Fri, 23 May 2025 08:34:32
@boomboxy
Z tego co czytałem o kulturze punkowej, to na Zachodzie były wcześniej, późne siedemdziesiąte powiedzmy. Nazywali to fajnie - "ghetto blaster".

@walnięcie prądem
Tu też widać wiek. Gdzie mi do Twoich doświadczeń z elektryką, ale najgorsze walnięcie prądem jakie mi się zdarzyło to był zasilacz od szkolnego PeCeta w liceum. Co prawda to był XT, ale już podłączony do Internetu...

Boni avatar Boni
Fri, 23 May 2025 09:24:11
@boombox

No przecież żartuję, pierwsze powszechne noszenie hałasu i blastowanie ulic, pikników czy wycieczek to nawet nie punki UK czy ghetto US, ale radia tranzystorowe, przecież każde miało zasilanie bateryjne, rączkę do przenoszenia (MK232 też), tak je reklamowano i używano. Ale w wersji "co ma żołnierz w chlebaku? - jak sama nazwa wskazuje, w chlebaku żołnierz ma granaty!... wróć, magnetofon MK232!" byłem nieco unikalny.

@prądzik przez wieki

Mhm, pewnie masz rację. W tamtych czasach dyskusja była raczej "15kV nieźle mnie kiedyś poskładało - co ty wiesz o jebnięciu WN, pa tutaj!" i kolega (ten od RTV i przelutowania procka w komciu wyżej) okazał dłoń z małymi bliznami, jakby go wąż dziabnął - 30 czy 33kV z pracującego trafopowielacza TV kolorowego przestrzeliło mu PRZEZ dłoń, jakby mu się dwie wykałaczki czy gwoździe przebiły. Plus oczywiście "normalna" reszta, to znaczy rzuca człowiekiem o glebę czy o złom, i leży/siedzi się dłuższą chwilę jak nieprzytomny miś o bardzo małym rozumku. A przestrzeliny po WN podobno goją się gorzej niż po gwoździach.

cmos
Fri, 23 May 2025 11:08:44
@boni
U mnie Aria stała na nóżkach na Zodiaku, pasowały do siebie i do posiadanego miejsca idealnie. Ale pewnie jak by leżała, to by nie turkotała.

Boni avatar Boni
Fri, 23 May 2025 13:07:31
@cmos, Aria

jakby leżała

... to pewnie też by turkotała. Jak już tulejka ślizgowa od strony wałka silnika zrobiła się luźna, to podrywało cały napęd. IIRC wałek był obciążony promieniowo (dlatego wycierał tak szybko łożysko), inaczej niż np. w byle gramofonie; dodatkowe obciążenie od poziom vs. pion to już chyba był pikuś. Skądinąd, drugie łożysko ślizgowe, "od d... strony" silnika, praktycznie nie zużywało się, nie pamiętam czy nie było wahliwe (albo z czymś innym mi się pomieszało). Oczywiście, mogło tam coś zupełnie innego turkotać.

Boni avatar Boni
Fri, 23 May 2025 13:22:35
BTW z innych dziaderskich PRLowskich uwag w kontekście: wszystkie części o jakich mówimy dostawało się z trudem (w Białymstoku - z podwójnym), niektórych za ChRLD nie potrafię przypomnieć sobie, skąd wziąłem. Głośniki od "prywaciarza", z "warzywniaka z elektroniką", kupiłem je naprawdę wcześnie i na zapas, chodziłem tam już jako dzieciak ledwo wystający nad ladę, było niezbyt daleko ale przez kiepską okolicę (GDZIE BYLI RODZICE?? ORAZ NIKT NIE NARZEKAŁ!1!). Dużo części, w tym np. zapasowe głowice 4 śladowe do Arii trafiły się w BOMISIE (sklepy z resztkami i wybrakowanymi gratami z przemysłu). Paski napędowe pewnie ojciec wymyślał, ze spadów w przemyśle, albo może rzucali czasem w sklepie Unitry. Ale skąd wziąłem drugi silnik do Arii, to dalipan, nie pamiętam. Być może z ogłoszeń w gazetach elektronicznych, graty wysyłane za pobraniem itp.

igor
Fri, 23 May 2025 17:42:02
Mój tata miał zapędy audiofilskie (jak na możliwości późnego PRL-u) i w domu był wielki wzmacniacz Unitra (ten z dzielonymi przyciskami z diodami, plus zielone świecące wskaźniki, wyglądał znacznie lepiej niż grał), kolumny bodajże Altus, gramofon i magnetofon. Wszystko polskie, każde nie tylko w innym stylu, ale nawet rozmiarze. Do własnego użytku miałem jakiś stary gramofon mono (pamiętam, że miał nietypowe prędkości, oprócz standardowych 33 i 45 jeszcze jedną wyższą i jedną niższą) i radiomagnetofon Kasprzak.

Potem była jakaś niby-wieża Samsunga - podwójny magnetofon, CD i gramofon, kształt wieży, ale wszystko w jednym klocku. Potem jakoś pod koniec liceum wymarzona mini-wieża Technicsa ze zmieniarką na 3 CD.

A później choć sprzęt był lepszy, to czasu i ochoty na słuchanie muzyki mniej. Najczęściej jeśli już słucham muzyki to z soundbaru Creative albo niezbyt dobrych słuchawek (bo w 99% słucham książek albo audiobooków, więc jakość dźwięku nie była na liście wymagań; były wygoda, odporność i pojemna bateria). Mam lepszy wzmacniacz, ale głównie używam do telewizora, brakuje mi do niego wygodnego odtwarzacza do zasobów cyfrowych. Bo niewygodne są, laptopy, tablet itp. Kiedyś miałem Kodi na Raspberry Pi, może kiedyś do tego wrócę.


BTW, trafiłem kiedyś na kanał o sprzęcie z PRL i różnych ciekawostkach:
https://www.youtube.com/c/Adam%C5%9Amia%C5%82ek


Boni avatar Boni
Sat, 24 May 2025 17:44:41
@igor

Taa, człowiek ma coraz mnie woli i potrzeb. Trochę w duchu jak piszesz i drugiej części notki, ja tego całego sprzętu z obrazka też niewiele używam (OK, ciągle razem z TV+netem, no ale właśnie: net ssie). Na co dzień muza głównie mi leci na biurku-lotniskowcu, z latpopa albo bezpośrednio, przez mikrowieżę JVC na zabytkowych Wharfedale Diamond 1 generacji. Niby nie jest to setup aż z mułu pod dnem czy nowomodne głupoty plastikowo - soundbarowe, ale jednak niziutka półeczka.

W sumie powinienem zamienić Wharfedale ze swoimi małymi kolumnami (na górze tych bydlaków basowych), żeby mieć lepsze tam, gdzie więcej słucham...

igor
Sun, 25 May 2025 11:29:08
To, że mniej mi się chce gdy mam lat 45 a nie 15 to jedno. Ale zauważyłem, że w ogóle mało komu zależy. Kiedyś każdy nastolatek miał jakąś wieżę i marzył o lepszej, a teraz większość odtwarza muzykę z głośniczka telefonu, a w najlepszym razie z niewiele lepszego głośniczka bluetooth.

Ja nawet z niechcemisiem mam jakieś minimalne standardy. Jak mam słuchać muzyki na głośniczkach laptopa, telefonu albo telewizora, to wolę nie słuchać wcale. Soundbar z "subwooferem" (w cudzysłowie, bo pełni raczej rolę standardowego głośnika niskotonowego) to przepaść jakościowa, przynajmniej słychać coś poza średnimi tonami.

Pewnie też kwestia rodzaju muzyki i trybu słuchania. U mnie najpierw to był rock, potem metal stopniowo coraz cięższy, potem przez rock progresywny do różnych eksperymentalnych rzeczy w czasach studenckich, a potem zatoczyło koło i dzisiaj słucham głównie rocka i niezbyt ciężkiego metalu. I prawie nigdy nie słucham świadomie, najczęściej w tle przy pracy.

Codiac
Fri, 30 May 2025 10:39:08
@Boni
Wrzucam pod ostatnim wpisem bo nie powaliło mnie jeszcze aż tak, żeby szukać jakiegoś starego o grach - jak chcesz to wywal ten komentarz po przeczytaniu :)

Wiem, że lubisz Kerbale i różne stare porządnie taktyczne Harpoony, więc to mi brzmi jak coś dla ciebie:
https://www.rockpapershotgun.com/how-space-strategy-sim-nebulous-channels-eight-years-in-the-us-navy

TL:DR - kobieta z doświadczeniem z US Navy postanowiła wrzucić do strategii kosmicznej rzeczy, których jej tam brakuje. Takie co bardziej realistyczne jak kwestia sygnatur radarowych i ich minimalizowania czy różnego rodzaju podejścia do rakiet, damage control, etc.

Boni avatar Boni
Fri, 30 May 2025 13:33:20
@Codiac

Ok, wygląda normalnie, tylko że ja nie jestem fanem kosmicznych symulatorów/strategii, poza KSP1 ;)

A poważniejsze gry morskie/lotnicze mają takie rzeczy "od zawsze". W tej chwili standardem "średni symulator morski, taktyczny, od biedy strategiczny" staje się chyba Sea Power (duchowy wnuk Cold Waters + któryś czołowy deweloper z tamtej ekipy). Rozważałem nawet zakup, ale wk... tradycyjny "early access" i Microprose tanie nie są, a ja praktycznie nie gram. W Ultimate Admiral:Dreadnought raz na miesiąc może pyknę parę konstrukcji+bitew, kampanii nie grałem ze dwa lata. Ale z drugiej strony z tydzień czy dwa temu włączyłem Cold Waters i pół nocy pograłem, po takiej przerwie, że sterowanie znowu zapomniałem. Niby tylko mini-gra, tylko taktyka i zabytek, ale nadal całkiem przyjemna.

JoP332
Mon, 2 Jun 2025 11:53:57
Jaki fajny wątek!

Podobnie, dziadkowie mieli radia lampowe, ale nie kojarzę, żeby ich w ogóle używali.

Rodzice mieli magnetofon szpulowy ZK 120. Matka kupiła go na raty po pierwszej wypłacie. Nagrywali na nim ABBĘ, Boney'M, Africa Simone'a i The Shadows. Wujek miał gramofon Bambino. Ale prawdziwy czad był u znajomego rodziców pracującego w branży filmowej, magnetofon szpulowy Revox, pozwalał mi na nim słuchać Jarre'a przez słuchawki. Myślę, że usłyszenie „Oxygene” w stereo, jak się jest nastolatką w głębokim PRL-u, to coś, co człowieka zmienia na całe życie.

Ja miałam Grundiga RB 3200. Kupiony był w jakiś dziwaczny sposób, o ile pamiętam, to w Domu Sprzedaży Wysyłkowej, którego katalogi leżały na poczcie (tak, za PRL-u było coś takiego, mało kto o tym wiedział).

W czasach nastoletnich miałam jakąś taką miniwieżę z odpinanymi głośnikami. JVC? Nie pamiętam, ale mój ojciec używa jej do dziś.

Niczego szczególnego nie miałam potem przez wiele lat, mimo marzeń o porządnym sprzęcie, zawsze się rozbijało o inne wydatki / mało realne marzenia („chcę Bang&Olufsena tego co to się drzwiczki otwierają, jak się machnie ręką”). Przyzwoite kino domowe kupiliśmy dopiero z mężem po wprowadzeniu się do obecnego domu.

Przy czym małżonek, jako inżynier elektronik, jakieś samoróbki grające miewał, ale nic bliżej o nich o nie wiem.

JoP332
Mon, 2 Jun 2025 12:35:47
@„Warto mieć fizyczne nośniki, nawet jeśli się jest mocno przygłuchym na niuanse dźwiękowe, jak ja.”

Kupujemy co się da na DC/DVD (BR jakoś się u nas nie przyjął). Nie używamy streamingów do muzyki praktycznie w ogóle, a już na pewno nie w postaci abonamentu, czasem słucham czegoś casualowo z jutuba. Owszem, potem się to wszystko zrzuca na serwer plików, ale nośniki fizyczne sobie leżą.

Boni avatar Boni
Mon, 2 Jun 2025 20:01:39
@JoP332

Taa, coś fajnego z muzyki elektronicznej w stereo urywało łeb razem z płucami w dawnych czasach, tych wszystkich Bambino i "gruźlików" mono. O ile pamiętam, pierwszy raz trafiłem na Jarre'a u kolegi na gramofonie, Zodiaku (?) i jakichś kolumnach (kolega miał "dojścia", milicyjna rodzina, teraz pewnie policyjna; BTW miał coś z 8-bitowych kompów nawet przed moim ZX; ale bezużytecznego w PRL, IIRC Commodore ale NIE C64, tylko VIC albo może C16). Nie bez powodu "początek" mojej mapy muzycznej pamięci wygląda jak wygląda. I "już" około 1985 mogłem się rozkoszować jw. piszesz, Jarre, Kraftwerkiem, Oldfieldem z własnego szpulowca hi-fi, i było to dobre y piękne.

@nośniki

Wyrzuciłem przy przeprowadzce na Kretę mnóstwo rzeczy, ale szafka CD się zmieściła "na wierzchu" we vanie (taki running joke, "a gdzie jest XYZ? - nie ma, nie zmieścił się na wierzchu"), jak też zmieścił się mały zapas winyli. Oraz wszystkogrający player własnego wyrobu gra mi z własnych zasobów sieciowych, na dowolnym kompie.

YT prawie wcale do muzy nie używam, spotifajów itp. wcale. Jakieś niszowe streamingi używam raz na ruski rok, najczęściej jakieś "radia internetowe" (np. jango.com), chyba głównie dla płodozmianu i żeby coś nowego w ucho wpadło. Zresztą, na tej samej zasadzie czasem włączam przy pracy zwykłe radio FM z Heraklion, analogowe, jak zwierzę ;) (BTW DABa na Krecie nie wykryto, przynajmniej u mnie). Skądinąd zabawny zbieg okoliczności: tutejsze City Radio nadaje na 100MHz i ma tagline "STO IRAKLIO!", no troszkę nam wybuchły mózgi na początku, ale "sto" to niekoniecznie "sto" ;)




 

Engine: Anvil 1.08   BS