... a może - kretyńskie? Gdyż z powodu wyrzucenia do irlandzkiego recyklingu skorup
poprzednich kolumn basowych w ramach przeprowadzki, przyszło zaraz-teraz zmontować coś na szybkiego, jako basowe "podstawki" pod
stare mini-kolumny, które dojechały szczęśliwie w rzekomym vanie. Dojechały też różne głośniki (bo jw. wyrzuciłem tylko różne wielkie skorupy), w tym zachomikowane 4x
woofery Scan-Speak 22W - więc zachciało mi się jeszcze nieco większej wersji basowych, żeby wykorzystać znacznie lepsze głośniki, niż poprzednie chińskie estradówki; był zacne, ale jak na chińskie estradówki, nieporównywalne ze Scan-Speakami.
Stąd przez ostatnie tygodnie, w paru prostych krokach, zmajstrowałem se w garażu kretyńsko-kreteńskie "basetle", o wiele za duże i za ciężkie, ale "a co nowego"... Podobnie nic nowego w ich układzie (120cm wysokie, D'Appolito + kanałowe, najprostsza zwrotnica 6dB), tyle, że wyszedł mi rekordowy rozmiar i waga, bo są jeszcze nieco szersze i głębsze niż moje typowe okazy. Zrobione "na szybkiego", więc z gotowej płyty wiórowej z kreteńskiego Praktikera, a nie "z arkusza" MDF; bez zabaw w oklejanie, więc wykończenie takie sobie; głównie klejone jakimś miejscowym kreteńskim przemocnym poliuretanem, który gdy gdzieś wypłynął, czy zaplamił, to - klękajcie narody...
Grają, że tak grzecznie się wyrażę, zaje...ście; dawno nie słyszałem kolumn spoko zjeżdżających <40Hz... Okazało się też, wbrew obawom, że duże otwarte wnętrze chaty spoko daje radę akustycznie, pomimo, że jest pełne "twardych" powierzchni i niezbyt wytłumione (pomaga ta wielka sofa narożna i postawiliśmy za nią "ściankę" z dwu
regałów dwustronnych ONKEL, pełnych książek itp.).
Aha, z rozpędu ten stolik pod TV/media też se wystrugałem, bo nic fajnego oraz taniego w okolicy nie udało się wynaleźć (a to narożne, z jakimś wypasionym zabytkowym DVD, to po poprzednikach/landlordach). BTW na Krecie nie ma normalnego sklepu IKEA, jest tylko punkt odbioru a terminy są dość odległe.
Jedyne, co mi zaburza muzykę, to inna cecha dużych otwartych wnętrz - znowu lodówka śpiewa mi pieśń swojego ludu... Oraz ujadające psy i piejące koguty we wsi, i dzikie ptactwo na potęgę drze mordę wkoło domu, a przecież drzwi na taras mamy przeważnie pootwierane na maksa hej, gdyż co za niespodzianka, mamy tu klimat śródziemnomorski.
Co do dalszego rozwoju i poprawek sprzętu audio - gramofon jest słabo dostępny, muszę coś wymyślić; bo z tej narożnej szafki kable nie sięgają mi do wzmacniacza. "Zaklajstrowane" wykończenie przednich krawędzi kolumn pozostawia wiele do życzenia, może skończy się jakimiś listwami ozdobnymi. Teoretycznie można by wymyślić surround na tej miejscówce, tj. głośniki tylne, ale nie wiem czy mi się chce oraz okazało się, jeszcze w Irlandii, że w sklepach jakoś zniknęły normalne wzmacniacze surround, są tylko soundbary albo jakieś multi-room-wifi-systemy w chorych cenach, i temu podobne badziewie.
Ogólnie, na razie mi wystarczy.