NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2023-11-06, poniedziałek
Tagi:  fun, hejt, bibliotheca     
___________________________________

Nieco w kontekście zagadnienia z komentarzy pod poprzednią notką, "A może by tak rzucić wszystko i zostać pisarzem?", zaległy mały rancik-kosmonaucik.

Gdyż zdarzyło się jakiś czas temu coś zupełnie niezwykłego - żona, czytająca i słuchająca zdumiewające ilości książek, nagle zaczęła nie tylko kląć słuchane "dzieło" słowami, których nie powstydziliby się drwale za Chrabołami (co się jej okazyjnie zdarza, przy dziełach drugiej świeżości), ale wręcz - zaczęła wypisywać wkurzające ją babole i po prostu błędy, których najoczywiściej autor wcale nie kumał, ale co gorsza nie kumała też redakcja, o ile jakaś w ogóle była. Ale raczej nie była. A może nie kumał lektor?

Było to na tyle niezwykłe, że aż podzielę się z wami wypisanym przez żonę "humorem zeszytów", bo tej klasy są to babole. Nie żebyśmy mieli nagle odbierać chleb, niezwykle zasłużonej dla polskiego internetu, Niezatapialnej Armadzie Kolonasa Waazona, ale okazyjnie, czemu nie.

Pewien problem z śmieszkowaniem z "dzieła" jest taki: to nie jest blogaskowy fanfik 15 latka, to jest książka, normalnie wydana przez wydawnictwo BeYa (mają 77 pozycji); Mateusz Cieślik, początkujący autor SF-fantasy, pt. "Urząd do Spraw Dziwnych". Średnia ocena w necie, dla kilku wydanych książek tego autora, to około 7.5/10...

Ale mniejsza, kto jak kto, ja doskonale zdaję sobie sprawę, że pisać każdy może, trochę lepiej, lub trochę gorzej! Odstawiamy płyny i lecimy:



drewno sparciało

z harmonijnie rozkładanym mieszkiem [korpus aparatu foto, zamiast "w harmonijkę"]

przepastne poroże

przepastne stroje

przepadzista sala

[ogólne wrażenie, że "przepastny", "przepadzisty" to wg autora jakaś odmiana "pełnego przepychu"...]

srogi obłok dymu

w detalach zawsze tkwi szkopuł

miałam gacie pełne strachu

"przestrzenny pokój" zamiast "przestronny pokój"

mina Sarze zrzĘdła

"dysfunkcyjny" zamiast "funkcjonalny"

zajadał się misą, napełnioną rozmaitymi kąskami

te słowa przelały szalę goryczy

zastawy pobudzały wyobraźnię na wszystkie smaki, które przyjdzie próbować gościom

na torsie pana młodego zwisał surdut, długi niemalże do kostek

sala pogrążyła się w gromkich brawach

naszły ją wyrzuty sumienia

babcie i dziadkowie odrestaurowani jak część murów zamku

śmiali się wniebogłosy

jego szyja obrosła w czerwone plamy

szczęk ocierających się o siebie zębów

utopiła głowę między udami

jej mina coraz bardziej wyrażała się w trwodze

przedzierał się przez tabuny ubrań

wyłuskał z dna płaszcza sakwę

prędzej mogła uświadczyć czegoś w rodzaju zjazdu pracowniczego

"pretensjonalne spojrzenie" zamiast "spojrzenia z pretensją"

stół obrastał w szaszłyki, sałatki i owoce

z jej torsu pulsacyjnie sączyła się krew

kolano Hugona coraz mocniej wbijało się w czaszę zbrodniarza

"zawdzięczam ci" zamiast "zaręczam ci"

marnując czas na lakoniczne czynności


Oraz spleśniała wisienka na tym zakalcowatym torciku - w podziękowaniach autor dziękuje za inspirację etc. etc. swojej szkolnej polonistce, bez czego nie zostałby pisarzem. Aż chciałoby się wierzyć, że to mega-post-ironiczny trolling, ale niestety, raczej nie...





Codiac
Mon, 6 Nov 2023 18:56:31
"z jej torsu pulsacyjnie sączyła się krew" A nie harmonijnie? :D

"utopiła głowę między udami" Teoretycznie możliwe!

"w detalach zawsze tkwi szkopuł" Bo to taka gra słów jest! Szkop-uł! Diablik to był w wódce na dnie, istny Niemiec, sztuczka kusa...

Generalnie z wydawaniem książek jest teraz tak, że po pierwsze powstało trochę wydawnictw tzw. vanity, które nie zapewniają niczego poza samym drukiem. A po drugie nawet poważne wydawnictwa potrafią oszczędzać niemożebnie i czasami aż przykro patrzeć. Np. lubię autorki wydawane przez SQN, ale jak czasami widzę co tam przechodzi przez redakcję/korektę to mi się słabo robi. Dlatego cenię te wydawnictwa, w których się bardziej przykłada uwagę do jakości.

janek.r
Mon, 6 Nov 2023 19:19:25
"z harmonijnie rozkładanym mieszkiem [korpus aparatu foto, zamiast "w harmonijkę"> "

Tego (i tylko tego!) można jeszcze obronić. Od wieków funkcjonuje w fotografii polski termin aparat mieszkowy.

"APARAT MIESZKOWY - rodzaj aparatu fotograficznego, w którego konstrukcji występuje elastyczny mieszek w postaci harmonijki, łączący obudowę obiektywu z korpusem aparatu. "

Codiac
Mon, 6 Nov 2023 19:25:51
@aparat
Ale tu kluczowe jest słowo "harmonijnie" użyte w znaczeniu "w harmonijkę". Ciężko to obronić, chyba że mieszek rozkłada się płynnie i zgrabnie, albo wydając przyjemne dźwięki. Ewentualnie w sposób tworzący estetyczną całość lub - chciałbym to zobaczyć! - w oparciu o zgodę i przyjaźń.

Boni avatar Boni
Mon, 6 Nov 2023 20:04:16
Czy słowo, którego szukamy, to "harmonijkowy"?

Z innej beczki, redakcja bloga zarzucała wyraźny brak morału, czy podsumowania, na końcu notki. Stąd podsumowanie na końcu notki nagle się znalazło, bo mi niestety się przypomniał szczegół, który mi się zapomniał, a raczej - który wyparłem.

Wed, 8 Nov 2023 10:32:17
"gacie pełne strachu" jeszcze jakoś bym przełknął, ale cała reszta trąci "humorem zeszytów" (bodajże "Przekrój", przynajmniej kiedyś jak Morze Martwe było jeszcze tylko Chore).

Ogólnie - Moc. Doskonałe na początek dnia :)

Fioł
Thu, 9 Nov 2023 13:47:06
"te słowa przelały szalę goryczy"

Poprawnie jest przecież "przegiąć pałę goryczy", tak przynajmniej było w którymś Wiedźminie.

A cytaty zacne pojedynczo ale lektura paru stron czegoś takiego zapewne spowodowałaby u mnie wylew.

Gammon No.82
Thu, 23 Nov 2023 18:17:02
Po tak długim czasie stal kratownicy kompletnie sparciała.

JoP332
Wed, 6 Dec 2023 07:32:48
Niezatapialna Armada zdaje się została zatopiona jakąś aferką. O ile pamiętam, to chodziło o rzekomy zarzut, że uprawia cyberbulling wobec nieletnich.

Boni avatar Boni
Wed, 6 Dec 2023 12:55:26
@JoP332

Nie śledzę aż tak polskiej inbologii stosowanej; ale przyznaję, ktoś znalazł mocne kombo, bidne dzieci-sieci plus "kto nie daje lajka, niech lepiej zamknie ryj, bo negative review restauracji, czy fanfika, czy zdjęcia na insta, to wyraz lewackiego alt-right'u oraz wstrętny spisek zwolenników wolności słowa". Aż sprawdziłem kiedy to mnie jeszcze dziwiło (notka i komcie), po dekadzie już mnie wcale nie dziwi.

JoP332
Thu, 7 Dec 2023 07:13:27
@Boni

Ja gdzieś widziałam powidoki tej inby i poziom absurdu osiągał stężenia niebezpieczne dla zdrowia i życia. Wychodziło z tego, że nie wolno nikogo skrytykować, bo a) autorem może być osoba niepełnoletnia, b) autorem może być osoba początkująca, bez względu na wiek, c) autorem może być osoba, która miała trudne dzieciństwo.

Co tam było szczególnie śmieszne to to, że jedne osoby lewicowe występujące z pozycji lewicowej inkluzywności i empatii naparzały się z innymi osobami lewicowymi (np. założycielką Razemków).

Boni avatar Boni
Thu, 7 Dec 2023 13:07:37
@JoP332

No jak widać, nic nie wiedząc o inbie i tak nieźle zgadłem, że musiał być kociołek virtue signaling i bezpiecznych fortec dla snowflakes, skrzyżowany ze sprzecznościami permisywizmów, a wszystko podlane jakimś sosem inwektyw ideologicznych (tylko nie potrafiłem zgadnąć, których dokładnie inwektyw i "racji najmojszych", stąd żartowałem o "lewicowym alt-right").

Ale co poradzić, takie czasy, takie wychowania. Mnie np. w tych tematach najbardziej śmieszy (w sensie "z czego się śmiejecie?" Gogola), że całe te sort-of permisywne wychowanie przez ciężkie helikoptery szturmowe, i brak negatywnych wzmocnień, bo to stresuje ukochane dzieciaczki a nawet inkluzywnie zdywersyfikowanych empatycznych dorosłych, jakoś ni ch... nie pomogło, OIMW, na zmniejszenie stresu i zwiększenie szczęścia rzesz millenialsów czy zoomerów, względem skopanej wychowawczo, w depresji, i "zniszczonej" przez niewłaściwe przestarzałe wychowanie genX, jak ja i okolice. Co oczywiście składa się na karb obecnych STRASZLIWYCH okoliczności ekonomicznych, społecznych, politycznych, i wszelakich, no bo jakby nie te okoliczności, to panie dzieju, dzieci sieci byłyby najwyższą fazą rozwoju, najszczęśliwszą na świecie, prawda? PRAWDA?!1?

Tylko, że w głębszym sensie, to wszystko nasza, genX, wina.

JoP332
Fri, 8 Dec 2023 07:51:24
@ Boni

Co mnie jeszcze uderzyło w tej inbie: dla ludzi o pokolenie młodszych literatura jest czymś zupełnie innym niż dla nas. Dla nas, starych pierdziochów, to jednak po pierwsze a) upublicznione dzieło jednak stanowi jakiś element repozytorium kulturowego, b) upublicznione dzieło stanowi w pewnym sensie towar, w wariancie minimum konkuruje o czyjś czas (a bywa, że i pieniądze), w związku z a) i b) wypadałoby, by upublicznione dzieła poniżej pewnego poziomu nie schodziły (bo oczywiście pisać do szuflady każdemu wolno).

Tymczasem dla nich nic z tych rzeczy. Dzieło literackie jest wyrażaniem siebie, narzędziem autoterapii, w ogóle w nim nie chodzi o nic poza autorem.

Boni avatar Boni
Fri, 8 Dec 2023 10:52:38
@JoP332

Oraz c) upublicznione dzieło może być poddane dowolnej krytyce, z dowolnego kierunku, sensownego lub nie, na mocy definicji "publicznego. No przecież jak piszę poza szufladą, choćby tu na blogu, czy "Labirynt", nie wyobrażam sobie robić inbę, że ktoś mi to skrytykuje, od czcionki i layoutu, przez ortografię i redakcję, po treść i fabułę. Mogę to zignorować, przejmować się, ekhm, zastosować do (usuwanie nadmiarowych cudzysłowów aktualnym zadaniem...), ale do pały by mi nie przyszło, żeby o to się złościć, czy robić wyrzuty.

@wyrażanie siebie a nie twórczość

Amen, i to nieco mi umyka, tzn. nie mam "na co dzień" świadomości tej świadomości dzieci sieci. Ale mam wrażenie, że to idzie dwutorowo, połowa to zwykła hipokryzja i zasłona dymna atencyjnych tfurców/grafomanów (jakby były miłe recenzje i sukces, to profit, jeśli są niemiłe i gówno wyszło, "to jest moja kreatywna autoterapia, a w ogóle to jestem dzieckiem weterana alkoholika"). A druga połowa jest ciekawsza, to chyba powszechne, acz wysublimowane, nietrafione rozpoznanie wzorców w temacie ludzi czy postaw imponujących delikwentom (aka małpowanie, właściwe naczelnym...), tj. "skoro kreatywni wielcy artyści wyrażają się oryginalnie i nie oglądają się na krytykę, to JA TEŻ! robię co chcę i mam w d... krytykę, no chyba, że jednak nie" (analogicznie, "skoro twardzi ludzie bywają gruboskórni i niegrzeczni dla lajkoników, to JA TEŻ! będę chamem", "skoro mega-gwiazda pokazuje cycki w internecie i zarabia miliony $, to JA TEŻ! pokażę cycki", "skoro ludzie odnoszący sukcesy w pracy mają duży networking z kolegami i bossami, to JA TEŻ! będę plotkować i podlizywać się" itd. itp.). Tylko, że przeważnie ludziom umyka parę stopni pośrednich takiego "wynikania", albo w ogóle nie trafiają z oceną skutków-przyczyn...

Codiac
Fri, 8 Dec 2023 11:43:06
Pomijając Armadę, o której wiem tyle co nic, inby alt-leftowe i wszelkie inne - bo to temat-rzeka i w ogóle moglibyśmy długo o tym, że ludzie nie mający powodów żeby się czepiać czy kłócić i tak sobie coś znajdą - chciałbym się odnieść do paru konkretnych rzeczy.

@"współczesna generacja wcale nie będąca bardziej szczęśliwą niż te poprzednie, niby gorzej wychowywane"

Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że temat jest dużo bardziej skomplikowany, chociażby poziom przebodźcowania rośnie, mówimy o pokoleniu które od małego jest przystosowywane do niskiego poziomu utrzymania uwagi ze względu na sposób przyjmowania treści, etc. Oraz, że w tych starszych pokoleniach to sobie możemy mówić o tych, którzy przeżyli, bo przy ich nieprzejmującym się wychowaniu część zwyczajnie nie dożyła wieku dorosłego po tym, jak sobie głowy porozbijali przy jakichś niebezpiecznych zabawach.


"Mogę to zignorować, przejmować się, ekhm, zastosować do (usuwanie nadmiarowych cudzysłowów aktualnym zadaniem...), ale do pały by mi nie przyszło, żeby o to się złościć, czy robić wyrzuty."
A mnie by przyszło. To znaczy nie zawsze i wszędzie, ale nie udawajmy może, że każda krytyka jest zasadna i że każda osoba która coś krytykuje, robi to z pozycji wiedzy, doświadczenia i nabytych umiejętności. Bo może być też zwykłym chujkiem który znęca się nad kimś dlatego, że może, szukając poklasku i sławy wśród innych.
I zupełnie czym innym będzie sytuacja gdy moją ewentualną książkę zjedzie osoba, która sama napisała x poczytnych rzeczy a zredagowała drugie tyle, a czym innym gdy zrobi to osoba która ledwie zdała maturę z polskiego i nigdy nie nauczyła się o języku tyle, ile ja zdążyłem zapomnieć.
Miałem np. nieprzyjemność wdać się parę razy w dyskusję z kobietą, która jest wspólną znajomą różnych znajomych. Z tego co widzę zajmuje się językiem polskim zawodowo na jednym z uniwersytetów. Wydawałoby się, że to jest ktoś z kim można porozmawiać, co nie? Tymczasem oblewa logikę formalną na poziomie szkoły średniej, czytanie ze zrozumieniem, a w dyskusji nigdy nie proponuje niczego merytorycznego, wyłącznie krytykuje i tylko ex catedra - typowe dla niej "argumenty" to - "wcale tak nie jest, ja wiem lepiej".

Od takich osób krytyki nie przyjmę, będę dawał odpór i zażądam konkretów. Co innego merytoryczna krytyka, co innego nawet subiektywne "mnie się nie podoba, nie mój styl czy gatunek", a co innego czepiactwo bez uzasadnienia.


Boni avatar Boni
Fri, 8 Dec 2023 12:52:13
@Codiac


@ludzie nie mający powodów żeby się czepiać czy kłócić i tak sobie coś znajdą

"współczesna generacja wcale nie będąca bardziej szczęśliwą niż te poprzednie, niby gorzej wychowywane"
Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że temat jest dużo bardziej skomplikowany, chociażby poziom przebodźcowania rośnie, mówimy o pokoleniu które od małego jest przystosowywane do niskiego poziomu utrzymania uwagi ze względu na sposób przyjmowania treści, etc. Oraz, że w tych starszych pokoleniach to sobie możemy mówić o tych, którzy przeżyli, bo przy ich nieprzejmującym się wychowaniu część zwyczajnie nie dożyła wieku dorosłego po tym, jak sobie głowy porozbijali przy jakichś niebezpiecznych zabawach.


Primo, prosiłbym nie przynosić więcej pseudoargumentów o przeżywalności albo i nie, dzieci na przestrzeni ostatnich 40 lat czy coś koło, w kontekście #niktnienarzekał. Przeżywalność od '90 do '20 dzieci do lat 14 zwiększyła się dwukrotnie, niech 3 krotnie od późnych osiemdziesiątych. ALE to jest mniej więcej jak z 40 na 14 śmierci na 100tys dzieci, STO TYSIĘCY... Oraz tylko jakieś 30% to są wypadki i przypadki, klasy wpadł do studni, napił się kwasu, zabił go prąd, większość to jednak wady wrodzone, choroby, całkiem sporo raka, niestety... Więc proszę więcej tego nie robić, bo dla powszechnego wychowania czy świadomości dzieci, a potem dorosłych, zupełnie takie samo znaczenie ma 14 czy 28 czy 40 śmierci dzieci, tak czy owak te FAKTYCZNE śmierci to w przybliżeniu nic, w porównaniu z tym, co się tym 100tys. dzieci/ludzi latami WMAWIA.

Dwa, owszem, świat się zmienił, nowe wyzwania, itd. itp. Ale jeśli ktoś wydaje się słabo przystosowany do tego nowego świata innych wyzwań, to przecież nadal może być pewien "problem wychowawczy" nietrafionych założeń i wykonu "nowego lepszego" wychowania.

Trzy, to co napisałeś na początku, "ludzie nie mający powodów żeby się czepiać czy kłócić i tak sobie coś znajdą", to jest IMHO stała kondycji ludzkiej, co najmniej za 3000 lat znanej historii i na przestrzeni wszystkich kultur. Stąd, jeśli jakiś model wychowawczy XX/XXIw. nie daje wychowywanym świadomości powyższego, oraz jakichś metod czy propozycji radzenia sobie z tym faktem, to model ten jest po prostu odklejony od rzeczywistości, i można tylko kondolencje złożyć nim dotkniętym oraz zasugerować, żeby dla swojego potomstwa znaleźli model mniej odklejony od miliardów małp naczelnych w koło, które wcale nie zechcą przestrzegać zmyślonych safe-spaces itp., i co im zrobisz.

@krytyka bezzasadna i głupia

Zdarzała się, zdarza i zdarzać będzie. Elementem wychowania powinno być wskazanie, że zdarza się, i jak sobie z nią racjonalnie, albo przynajmniej adekwatnie i jak najmniejszym kosztem, radzić.

Ale przecież nie będę dawał porad, bo a) mogę odesłać do dowolnych dzieł poważniejszych stoików czy mistrzów Zen b) moje uwagi są szkodliwe i jestem spaczony od dziecka w temacie, tj. nie poddawania się krytyce, nawet słusznej, lepiej nie mówiąc o niesłusznej czy niesprawiedliwej moim zdaniem, nawet przez bardzo silne czy mające władzę autorytety.

@z powodu cathedra ludzie som gupi ex-cathedra

Ale to jest chyba powszechne spaczenie nauczycieli, tłumaczone, że jak się ma do czynienia 6h dziennie przez dekadę z tabunem głupiutkich dzieciaczków, albo głupoli-studentów, to trudno nie spaczyć sobie główki zawyżoną samooceną itp. BTW moja teoria jest nieco obok, bo mam wrażenie, że rozkład tępoty i zadufania "starych" zawodowych nauczycieli, także w życiu prywatnym czy dyskusjach, jest dwumodalny, ze szczytami dla wczesnoszkolnych i dla akademickich, co tłumaczę sobie tak, że w tych zakresach nauczyciele mają nie tylko oczywiste przewagi intelektualne, czy doświadczenia, czy ogólnoludzkie, więc jw. ale też największą WŁADZĘ nad uczniami. A władza korumpuje, umysły też.

Codiac
Fri, 8 Dec 2023 13:49:03
Żeby było jasne - nie zamierzam bronić wychowania bezstresowego czy jak to się tam teraz nazywa. Z mojego punktu widzenia są tam pewne elementy dobre, np. przerywanie pokoleniowej traumy, większa świadomość tego że jak stukilowy dorosły przypierdoli kilkunastokilugramowemu dzieciakowi to może mu zrobić krzywdę nieporównywalnie większą niż gdyby uderzył takiego samego dorosłego jak on, w ogóle samo mówienie o kondycji psychicznej (nie tylko dzieci, ale i dorosłych), etc. Są też elementy złe, to znaczy jak zwykle ktoś zaczął z tym przesadzać, odrzucono całą przemoc i wszelkie elementy negatywne. A to tak jakby kogoś chronić przed chorobami trzymając go w sterylnym środowisku - będzie działać, ale tylko tak długo jak w tym środowisku pozostanie.

W temacie śmierci i reszty to odnosiłem się głównie do "jakoś ni ch... nie pomogło, OIMW, na zmniejszenie stresu i zwiększenie szczęścia rzesz millenialsów czy zoomerów, względem skopanej wychowawczo, w depresji, i "zniszczonej" przez niewłaściwe przestarzałe wychowanie genX, jak ja i okolice."
Bo oczywiście że uśredniając to nie pomogło, ale jakimś tam jednostkom myślę że jednak robi różnicę. W szczególności robi różnicę tym jednostkom które w innych warunkach by nie przeżyły. I to nawet nie jest kwestia tego czy potrafią się przystosować, tylko tego że może już nie potrzebujemy jednego modelu przystosowania się odsiewającego najsłabsze - z punktu widzenia tego modelu - jednostki.
Nie wiem, może mam bias - właściwie to prawie na pewno mam - ale jak sobie pomyślę co by było ze mną sto lat wcześniej to nie postawiłbym pieniędzy na to, że pożyję długo a już na pewno że odniosę w życiu sukces. Bo byłbym dzieckiem ze wsi mającym tendencje introwertyczne i ciągoty do książek oraz podejście, że trzymamy się reguł zadeklarowanych, kiedy najbardziej liczyłyby się mocne mięśnie, twarda dupa i umiejętność czytania pomiędzy wierszami i świadomość które reguły olać a kiedy udawać, że się ich trzyma.

I generalnie nie przepadam za tymi wszystkimi "było nas jedenaścioro, mieszkaliśmy w jeziorze" czy inne "This is Sparta!". Tak samo jak nie przepadam za "przemoc nie jest rozwiązaniem, teraz podajcie sobie dłonie i pogódźcie się" jakoś dziwnym trafem zawsze wypowiadane przez dorosłych którzy zawiedli w ochronie jednego dziecka przed drugim.

"tak czy owak te FAKTYCZNE śmierci to w przybliżeniu nic, w porównaniu z tym, co się tym 100tys. dzieci/ludzi latami WMAWIA."
Po części tak, a po części nie. To znaczy oczywiście to co się nam wmawia i co siedzi w głowach milionów może jak najbardziej być szkodliwe znacznie bardziej niż pojedyncze śmierci wynikające z nieuwagi/niedostosowania. Ale i w drugą stronę, to znaczy odpowiednia edukacja i przekonanie ludzi, że pewne rzeczy trzeba robić a innych nie sprawia, że masowo poprawia się bezpieczeństwo, co się bezpośrednio przekłada na przeżywające jednostki.
A jednocześnie ludzka psychika lubi też wypierać różne rzeczy, stąd zawsze znajdą się tacy, którzy będą narzekać że "za moich czasów to tego nie było, panie! Wszędzie ostrzeżenia, zasady, tego nie wolno, tamtego nie wolno! Komu to szkodzi?" Bo nie będą pamiętać kolegi który się utopił w szambie (może dlatego, że się utopił młodo i potem już go nie było) albo porażony prądem z niezabezpieczonych przewodów.

Więc jeśli ktoś się identyfikuje jako ciężki śmigłowiec szturmowy - nie żebym kiedykolwiek spotkał kogoś takiego, to wcale nie jest chochoł jakichś prawicowych zjebów, o nie - to mnie jest z tego powodu wszystko jedno i niech się identyfikuje jak chce, ja mu mogę mówić per "Apaczu" bo nic mnie to nie kosztuje.
A dla ludzkości en masse to i tak zapewne nigdy nie trafimy z właściwym wychowaniem, bo warunki są zmienne w czasie i to co działa dzisiaj nie będzie działać jutro. I niejedna cywilizacja już się o tym przekonała, niejedna przeszła przez te wszystkie cykle a to bycia stale gotowym do wojny - co się nie przekłada za dobrze na dzietność czy szczęśliwość - a to dekadencji, kiedy przychodzili barbarzyńcy i brali wszystko.
Dla mnie to o tyle nie jest problem, że nie mam dzieci, więc nie muszę się przejmować czy przekażę dobre wzorce czy nie. Za to wiem tyle, że nawet najbardziej męscy mężczyźni robiący męskie rzeczy mieli swój próg wytrzymałości i jak przyszło co do czego to jednak skakali z dachu albo strzelali sobie w łeb. I wolę żyć w świecie w którym normalne jest to, że można ponieść porażkę, nie trzeba odnosić samych sukcesów, świat się nie zawali jak nie będziemy najlepsi. A że niektórzy przy tym przesadzają? No, po wiekach ciągłego napięcia to ja się zupełnie nie dziwię że wahadło odbija w drugą stronę. Dziwiłbym się, gdyby się udało nie odbić i od razu byśmy przeszli w jakiś punkt równowagi.

Boni avatar Boni
Fri, 8 Dec 2023 18:52:26
@Codiac

Ogólnie, ja też nie mam zamiaru bronić mieszkania w jeziorze i że nikt nie narzekał, i chyba obaj mamy podobne zdanie w temacie. Oraz ja też (już) nie mam dzieci na stanie, co mogłem zepsuć w ich wychowaniu, zepsułem dekady temu.

Co do kultu sukcesu / depresji porażki, i że niby teraz w młodszych pokoleniach jest lepiej, niż w starszych, no to nie wiem, mam WRAŻENIE, że zmieniły się obszary i formy, ale OGÓLNIE nie zmieniło się wyraźnie na lepsze. Ale musiałbym jakieś metryki wymyślić, kupkę statystyk przewalić, risercz robić, itd. a mi się nie chce.

Co do wychowania, "jak i dlaczego": uważam, że pomimo zmiennego świata i zmiennych idei wychowawczych, nie powinno się wypierać pewnych, póki co, stałych. Np. że ludzie lubią się przypierdalać o byle co, od przedszkola po grób, w dowolnym kontekście, nie tylko fanfików wystawionych w sieci, ale znacznie poważniejszych, i nigdy żadne prawo ludzkie czy kultura tego nie zmieniła, więc nie wydaje mi się, żeby nagle to się miało zmienić, bo tak se postanowi max. uprzywilejowane 5% ludzkości. Albo, że władza i przemoc, z najróżniejszymi przymiotnikami, istnieje i ma się dobrze, najwyżej zaraz za rogiem.

Oraz wierzę, że pewne idee "wychowawcze" zostały sprawdzone w tylu miejscach i czasach, że są warte rozważenia, dopóki jw. "stała" natura lucka nie zmieni się, w jakiejś osobliwości technologicznej, biologicznej, czy podobnej - idee stoików czy buddystów w temacie radzenia sobie z cierpieniem, czy z krytyką; idee sokratejskie w edukacji, itp.

Ale komu by się chciało z tym męczyć w czasach dobrobytu i "stoliczku-nakryj-się", już nie mówiąc o męczeniu cennych dzieciaczków. IMHO mojemu pokoleniu genX najwyraźniej się nie chciało, hańba nam, oddaliśmy pole w edukacji/wychowaniu wszelkim fundamentalistom, czarnym, czerwonym, zielonym, i w ogóle w dowolnych kolorach.

BTW jednak jestem naiwny jak coś naiwnego, w ogóle dyskutując ten temat, jakby miał on (wychowanie 80% niepotrzebnych ludzi) jakiekolwiek realne znaczenie.

Codiac
Fri, 8 Dec 2023 19:41:40
Wiesz, motto z którym czuję pewne powiązanie to "Si vis pacem, para bellum". Innymi słowy fajnie jest chcieć świata pełnego pokoju, miłości i zen, ale żeby w ogóle móc do niego dążyć albo po osiągnięciu utrzymać, trzeba być gotowym czasami komuś zdrowo pierdolnąć. Natura lucka, co począć.

JoP332
Sun, 10 Dec 2023 10:01:10
@Boni

Jest całkiem niezła książka (Greg Lukianoff, Jonathan Haidt, po naszemu ma to tytuł „Rozpieszczony umysł. Jak dobre intencje i złe idee skazują pokolenia na porażkę”) na temat tego, że izolowanie od pospolitych niedogodności i nieprzyjemności dnia codziennego i zwykłego życia homosapiensów w połączeniu z rewolucją techniczną (która pociągnęła za sobą niespotykaną dotąd skalę ekspozycji dzieci i młodzieży na porównywanie się z innymi, dręczenie, przemoc i hardporno) krzywdzą młodych ludzi w stopniu wręcz nieziemskim.

Pozostałe pomysły nie pomagają. Helicopter parenting to jedno, ale nadmierne przesunięcie wahadła od pruskiego drylu często kończy się brakiem jakichkolwiek zasad (a więc stabilności), zaś przesunięcie wajchy przez akceptację nietypowości na jej promowanie skończyło się „identity shopping”, które w najlepszym razie absolutnie homo sapiensom nie daje szczęścia, a wygląda na to, że wręcz przeciwnie.

Boni avatar Boni
Sun, 10 Dec 2023 15:55:13
@JoP332

Troszkę rozmowa zamiera, bo robi nam się jak w tym szmoncesie o dwu rabinach w pociągu do Czortkowa i dlaczego milczeli, "Ja wiem wszystko, on wie wszystko, to o czym my mamy rozmawiać?" ;D Ale określenia "identity shopping" nie znałem, zatwierdzam do użytku!




 

Engine: Anvil 1.08   BS