Przez ostatnie trzy tygodnie udało mi się sporo zamieszać w tzw. życiu.
Na przykład, rzuciłem robotę (dla przypomnienia: średniej wielkości integrator automatyki, pracowaliśmy głównie dla irlandzkiej Big Pharma). Smakowite szczegóły kiedy indziej, ale generalnie - zmiany we firmie; nieogarnięcie pewnych ludzi; braki zasobów, przy bardzo wymagających klientach i projektach, zaowocowały, że mi się w końcu odechciało walki z góry przegranej.
Pewna drama nastąpiła, gdyż nieco wymusiłem odejście błyskawiczne, bez normalnego wypowiedzenia. Ale dyrektor, który mnie zatrudniał i u którego się zwalniałem, jest bardzo porządny, nadajemy na tych samych falach, więc dogadaliśmy się spoko.
Innym punktem, mocno rzutującym na wszystko powyższe, są zaszłości rodzinne w PL, w temacie pokolenia moich rodziców i ich zdrowia (dokładniej, jego braku...). Stąd potrzebowałem szybko polecieć do Polski, a nie dłubać, na wypowiedzeniu, jakieś kiepsko prowadzone trudne projekty. I tak też się stało, właśnie wróciłem ze względnie długiej pracowitej "wycieczki" do PL.
Morałów w stanie na dziś jest kilka:
Pierwszy raz (30+ lat) rzuciłem pracę, bez przyklepanej umowy na następną.
W neolibie klasy średniej prawie wszyscy są tak mocno przykuci kajdankami, różnej grubości i z różnych metali, oby szlachetnych, do roboty, że po prostu zapominają, że istnieją ludzie, którzy mogą ot tak, rzucić wypowiedzeniem. Mogą, bo np. nie mają hipotek, dzieci, szkół, rat za samochód, itp. i nawet mają jakieś oszczędności. No co za niedopatrzenie, mam wrażenie, że System prędzej niż później to skoryguje, żebyśmy wszyscy byli jeszcze równiejszym prekariatem, porządniej przykutym do kieratu.
Ogólnie jest plan, żeby trzymać się z daleka od Big Pharma (jak przez poprzednie 20 lat...), a może i skończyć przygody z integratorami/dostawcami automatyki, po ostatnich 10 latach. Bo jednak wolę stanowiska związane ze stabilnymi fabrykami, obiektami czy organizacjami (tj. w kierunku serwisu/utrzymania), gdzie jest szansa na dogłębne poznanie "lokalnych" ludzi i systemów, zamiast - ciągłego przeskakiwania między klientami, projektami, rozwiązaniami, często w roli senior-zapchaj-dziury. Ale trudno powiedzieć, czy ten plan nie jest zbyt niszowy i ambitny...
Toyota Corolla hybryda górna-półka prawie-nówka z wypożyczalni była całkiem przyjemna, aczkolwiek przekombinowana, jak na mój gust, i zapewne - względnie droga. Ale można przyjąć, że to problem mojego gustu, a nie rzeczonej tojki.
Co do przyszłości, czy poszukiwania następnej pracy, nie ma pośpiechu, trza chwilę odsapnąć, wszystko przemyśleć.
Na razie, wolność; ta z "Wolnego najmity", wolność-dowolność, ale jednak. Pożyjemy, zobaczymy.